<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987</id><updated>2012-02-16T08:04:00.730+01:00</updated><category term='.'/><title type='text'>tylko teksty zycha!</title><subtitle type='html'>na tym blogu przeczytasz niektóre moje artykuły z "Przeglądu Sportowego" i "Magazynu Futbol". długiej lektury, Przemek.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>95</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-1827601589712182738</id><published>2012-01-28T20:57:00.010+01:00</published><updated>2012-01-29T11:03:37.344+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;VALCKX: SZKOLENIE W WIŚLE? ROBIMY OGROMNE POSTĘPY&lt;/span&gt; &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-DcKhsIbpTWU/TyRV4OILwDI/AAAAAAAAAds/QXLIrnt3Img/s1600/Valckx4.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 275px; height: 322px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-DcKhsIbpTWU/TyRV4OILwDI/AAAAAAAAAds/QXLIrnt3Img/s400/Valckx4.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5702777452511346738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ofiarny wślizg Stana Valckxa... &lt;br /&gt;Dyrektor sportowy Wisły w barwach Sportingu Lizbona (1992-1994).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Polacy poszukiwani"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy", 28.01.2012)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pracuje pan w Wiśle Kraków od półtora roku. To dobry czas, żeby zapytać, co z drugą częścią pańskich obowiązków, czyli z rozwojem akademii piłkarskiej? Skoro nie będzie transferów, to czy jest chociaż postęp w szkoleniu? Zgodzi się pan, że Wisła produkuje piłkarzy na użytek klubów I ligi?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;STAN VALCKX: Nie. Nie widzę sensu w tworzeniu negatywnych nagłówków, bo robimy w tej sprawie ogromne postępy. Przyznaję, różnica między pierwszym a drugim zespołem jest zbyt duża. Nie ukrywam, że widziałem juniorów w Wiśle, którzy poruszali się okropnie, których styl biegania był mało elegancki. Piłkarzy bez koordynacji, którzy stawiali zbyt duży pierwszy krok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Co zmieniliście?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Półtora roku temu stworzyliśmy siatkę siedmiu skautów regionalnych i przemeblowaliśmy organizację. Pół roku temu zatrudniliśmy koordynatora Witolda Lisa, który od tego czasu wszystkiemu się przygląda, bo zmiany muszą być na lepsze, a nie dla samych zmian. Przestaliśmy zwracać uwagę na wyniki. W końcu pojawiła się współpraca między trenerami grup młodzieżowych. Każdy już wie, czego oczekujemy. To wszystko małe kroki, by wkrótce postawić ten duży naprzód, bo Wisła jako klub może zrobić największy postęp właśnie dzięki akademii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jak pan widzi ten progres?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Transfery to miejsce, gdzie w przyszłości możemy zaoszczędzić najwięcej pieniędzy. W ostatnim roku przeprowadziliśmy aż 11 transferów. Pięć zimą i sześć latem. Latem 2010 roku, tuż przed moim przyjściem, do Wisły trafiło kolejnych 9 zawodników. Nie mamy wielkich pieniędzy, więc to gracze darmowi lub wypożyczani. To niemożliwe, aby w przyszłości na nich zarobić! Bo zwykle z takimi podpisuje się krótkie umowy. To zamknięty krąg, gwarantują tylko krótkotrwały postęp. Jeśli cały czas będziemy musieli szukać takich piłkarzy, to niemal co rok proces budowy zespołu będziemy musieli zaczynać od nowa.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Na kim Wisła może zarobić?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko na piłkarzach, których kupiliśmy: Meliksonie, Genkowie, Chavezie, Jovanoviciu. Za darmo przyszli: Iliev, Jaliens, Lamey, Pareiko. Wypożyczeni są Nunez, Biton, Diaz. Mamy jedenastu plus Boukhari, Branco, Siwakow z poprzedniego sezonu. Na czternastu kupiliśmy tylko czterech. Jeśli porównamy ich obecną wartość do kasy, którą na nich wydaliśmy, to okaże się, że ich cena pomnożyła się od trzech do pięciu razy! (przyszli w przybliżeniu za kwoty od 400 do 650 tysięcy euro – red.). To jasny sygnał – jeśli dobrze zainwestujesz, pieniądze się pomnożą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Akademia to sposób, aby ograniczyć liczbę pozostałych? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcemy ich zastępować zawodnikami wyszkolonymi przez nas. Raz, że na przestrzeni lat zaoszczędzi nam mnóstwo gotówki wydawanej na kontrakty starych graczy, a dwa – część wychowanków będzie można dobrze sprzedać. I trzy – zmniejsza się ryzyko, bo wchodzący od razu znają presję klubu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mam wrażenie, że właśnie w Polsce przekraczamy pewną barierę mentalną. Legia zaczęła wydawać rocznie 4 mln zł na szkolenie, a Zagłębie połowę tego. Mają efekty.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Milion euro to już dobre pieniądze. PSV Eindhoven przeznacza na ten cel 3,5 miliona euro rocznie. W Polsce potrzebna jest ogólna zmiana w mentalności, bo to wcale nie musi kosztować fortuny. Budowa akademii i infrastruktury – tak, to jest jednorazowa gigantyczna inwestycja, a reszta? Wcale niekoniecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Co można zrobić bez wielkich pieniędzy?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatrudnienie dwóch trenerów od koordynacji i biegania to nie jest wielki wydatek. Nie było ich w Wiśle, ale wkrótce się pojawią, bo bez kontroli ciała, szybkiego poruszania stopami, przyspieszenia niczego w piłce się nie osiągnie. A to cecha, której w wieku 19-20 lat nie można się już nauczyć. Każdy trener z Wisły powinien również wiedzieć, kto gra w młodszym i starszym zespole. Będą odbywać się spotkania między trenerami, wewnętrzne dyskusje o rozwoju poszczególnych juniorów, a także spotkania z rodzicami, bo oni powinni wiedzieć, co robimy z ich dziećmi.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Co szwankowało w komunikacji?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trenerzy powinni mówić zawodnikom, czego od nich wymagają. W rozmowie, a nie za pomocą wydawania komend. Niewłaściwa komunikacja rodziła nieporozumienia. Juniorzy myśleli, że muszą wygrywać. Że jeśli przegrali, to znaczy, że zagrali tragicznie, a oni przecież wciąż się rozwijają! Byli spanikowani: „Przegraliśmy 0:1. Być może będą nas za to karać!".&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;To głęboko zakorzenione w polskiej mentalności.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to widzę, bo dla trenerów to też nowość. Wcześniej nikt im nie mówił, co mają robić. Teraz wiedzą, że wyniki nie są tak ważne, a że ich odpowiedzialność to przygotowanie juniorów do następnego etapu. Podam przykład meczu Młodej Wisły na swoim boisku z Młodą Legią. Średni wiek piłkarzy z Warszawy to było około 20 lat, naszych – 17. Przegraliśmy 0:3 w meczu roku, ale rezultat nie był ważny, bo nasi młodzi zawodnicy pokazali dobrą piłkę. Po meczu pochwaliłem trenerów. To też kroki, których ludzie nie widzą. Nasi juniorzy są szczupli, kościści, a ich rywale wysocy, silniejsi fizycznie, ale to nie jest teraz ważne. Na dodatek paru z nich zostało wyszukanych już przez naszych regionalnych skautów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Nie boi się pan, że Legia i Lech wyprzedziły już Wisłę na długość, której nie będzie dało się nadrobić?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mają już nad nami przewagę, bo zaczęli tworzyć profesjonalne struktury dziesięć lat temu. A gdy Legia sprzeda tych dwóch-trzech młodych piłkarzy, którzy niedawno wyszli z jej akademii, to być może w całej Polsce dostrzegą, jak wspaniałą inwestycją jest szkolenie. Nasi wspomniani 17-letni juniorzy Wisły mają jednak do 20-letnich piłkarzy z Warszawy jeszcze 2-3 lata rozwoju, bo zdecydowaliśmy się już nie inwestować pieniędzy w zawodników ME, którzy w tej chwili są w wieku 18-20 lat. Ci już nigdy nie zrobią postępu, z wielu zrezygnowaliśmy. To też pozytywna zmiana.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jakie są efekty pracy waszych skautów regionalnych?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyselekcjonowaliśmy w ostatnim roku już siedmiu piłkarzy w różnych kategoriach wiekowych po kilkudniowych testach. Organizujemy je średnio dwa razy do roku. System pracuje. Siedmiu skautów, którymi są byli piłkarze lub osoby nam polecone, oglądają wiele meczów w swoich regionach. Siatkę w PSV, mimo że Holandia jest znacznie mniejsza niż Polska, tworzy 25 skautów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jak są opłacani w Eindhoven?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedstawiają wydatki. Wielu z nich to emeryci, ludzie, którzy kiedyś byli związani z PSV. Dostają bonusy, gdy klub zdecyduje się pozyskać poleconego juniora. Żaden z nich nie jest zatrudniony w PSV. Tak samo jest w Wiśle.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;A co z poprawą infrastruktury?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że ludzie w Krakowie słyszą od lat, że to może się zmienić. Nie mogę powiedzieć, że zaczniemy w następnym tygodniu, ale w klubie rozmawiamy o tym znacznie więcej niż kiedyś. Wszystko jest w tej chwili przygotowywane, musimy też wcześniej sami rozpoczynać szkolenie (obecnie TS przekazuje trampkarzy Wiśle w wieku 14 lat – red.). Cieszy mnie wymóg Ekstraklasy SA i federacji, który mówi, że trzeba dysponować trzema boiskami treningowymi. W Holandii nie ma podobnych przepisów. Istnieje za to ogólne zrozumienie, że szkolenie jest ważne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;PZPN robi jednak za mało.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powinien robić więcej w sprawie edukacji trenerów. To nie kosztuje fortuny... W Holandii każdy mały klub ma dobrych trenerów, bo związek co miesiąc wysyła swoich ludzi do wszystkich amatorskich klubów z każdego regionu. Rozmawia z trenerami, podpowiada, jakie ćwiczenia zastosować, itd. Takich wysłanników-trenerów jest mnóstwo. Federacja ma przecież też odpowiedzialność wobec piłki. Z tego, co słyszę, to PZPN nie prowadzi takiej działalności albo na niewielką skalę.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;W Wiśle nacisk na Polaków chyba się zmienia. Jesienią jeździł pan na mecze pierwszej ligi. Wcześniej nigdy nie słyszałem, aby interesowały pana te rozgrywki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze koncentrujemy się na polskich piłkarzach, ale wcześniej potrzebowaliśmy graczy, dzięki którym szybko zdobędziemy tytuł, a potem zakwalifikujemy się do Ligi Mistrzów. To było dobre rozwiązania na tamten moment. Poza tym polscy piłkarze kosztują horrendalne sumy. W tej chwili mamy plan, aby co roku znaleźć jeden lub dwa duże polskie talenty na przyszłość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jeden talent już znaleźliście, i to spory, ale on wolał transfer do Kaiserslautern. To Jakub Świerczok.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mogliśmy rywalizować z ofertą klubu z 1. Bundesligi. Tylko czas pokaże, czy Świerczok dobrze zrobił, nie wybierając opcji pośredniej. Ale nie możemy go winić, że skorzystał z okazji.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Te początki są trudne, bo wprawdzie w pierwszoligowym Ruchu Radzionków obserwował pan też bliźniaków Mak, ale zamiast Wisły wybrali jednak GKS Bełchatów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To interesujący piłkarze, ale uznali, że w tej chwili potrzebują pomostu, tego, czego nie chciał Świerczok. Ich prawo.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dostrzegł pan więcej takich talentów w pierwszej lidze?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parę, ale najpierw nieźle się zdziwiłem. Zaskoczyła mnie średnia wieku. W Holandii większość graczy na drugim szczeblu rozgrywek to bardzo młodzi piłkarze, właściwie nie grają w niej starzy zawodnicy ani obcokrajowcy. A w Polsce? Z całym szacunkiem dla tych starszych piłkarzy, bo na pewno mają za sobą piękne kariery, ale tylko zatrzymują rozwój młodzieży. Chcą zarabiać, rozumiem. To więc raczej sprawa decyzji tych klubów. Widzę, że pierwsza liga w Polsce nie jest częścią systemu, który pomaga w wyławianiu talentów. To inny świat. W Holandii to kolejna, ważna część piramidy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rozmawiał w Hiszpanii PRZEMYSŁAW ZYCH&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hnfYyczKPMk/TyRXX_umrqI/AAAAAAAAAeE/9etRPROw8sc/s1600/Valckx3%2B%25281%2529.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 175px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-hnfYyczKPMk/TyRXX_umrqI/AAAAAAAAAeE/9etRPROw8sc/s400/Valckx3%2B%25281%2529.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5702779097913405090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;1992. Sporting Lizbona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-aXB0TfCEri8/TyRXKxnaxHI/AAAAAAAAAd4/CuutRvN01P0/s1600/61b8808fcf6049cd9a0245b4d7551cfc%252C10%252C1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 273px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-aXB0TfCEri8/TyRXKxnaxHI/AAAAAAAAAd4/CuutRvN01P0/s400/61b8808fcf6049cd9a0245b4d7551cfc%252C10%252C1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5702778870786868338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2012. Wisła Kraków.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-1827601589712182738?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/1827601589712182738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=1827601589712182738' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/1827601589712182738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/1827601589712182738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2012/01/valckx-szkolenie-w-wisle-robimy-ogromne.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-DcKhsIbpTWU/TyRV4OILwDI/AAAAAAAAAds/QXLIrnt3Img/s72-c/Valckx4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-8035312303545616254</id><published>2012-01-28T20:33:00.017+01:00</published><updated>2012-01-29T17:53:27.761+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;MELIKSON: NIKOMU NIC NIE UKRADŁEM&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-k6PhNnMWbYU/TyROyYSlv2I/AAAAAAAAAdg/Pzth3tsPI2U/s1600/1305472141_by_Carnage_500.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 274px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-k6PhNnMWbYU/TyROyYSlv2I/AAAAAAAAAdg/Pzth3tsPI2U/s400/1305472141_by_Carnage_500.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5702769655578738530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;www.demotywatory.pl po zdobyciu mistrzostwa przez Wisłę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W trakcie zgrupowania Wisły w Olivie rozmawialiśmy długo ponad godzinę. Skończyliśmy tuż przed godziną 22, gdy na Santiago Bernabeu wychodzili już piłkarze Realu i Barcelony. A że Melikson wraz Dudu Bitonem niczym rozfanatyzowani futbolem 10-latkowie już od kilku dni oglądali w tej hotelowej restauracji (jak w szkolnej świetlicy) wszystkie możliwe mecze, to Izraelczyk mocno przebierał nogami. Musieliśmy kończyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko część naszej rozmowy zmieściła się w gazecie. Na inne wątki przyjdzie czas. Myślę, że to wywiad wyjaśniający najwięcej w sprawie jego gry w reprezentacji Polski. Wprawdzie to "SE" zrobił z nim pierwszą krótką rozmówkę od czasu zamieszania, ale dopiero w "PS" można było przeczytać o wszystkim (tak sądzę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Moje święte prawo”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(„Przegląd Sportowy”, 23.01.2012)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Zamieszanie z pana występami dla reprezentacji Polski to była gra pańskiego menedżera? Najpierw pan ogłosił taką decyzję, a potem się wycofał.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MAOR MELIKSON: To zabawne, że tak można pomyśleć. Czytałem też, że robię to dla promocji. Zapewniam, że pierwotną decyzję podjąłem sam, a ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że robię rzeczy tylko z serca. Słyszałem też, że błagam o polski paszport, co też nie jest prawdą, bo zanim przyjechałem do Polski, miałem polskie obywatelstwo i musiałem tylko ruszyć się po mój paszport. Tak się zastanawiam, czy ja naprawdę zrobiłem coś złego? Moja matka urodziła się w Polsce, to Żydówka z diaspory aszkenazyjskiej. Nikomu więc nic nie ukradłem, to było moje święto prawo. Mogłem wybierać.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dostał pan ponad 100 sms-ów i maili, w których panu grożono lub nazywano zdrajcą Izraela?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, to nieprawda. Być może takie opinie pojawiały się w internetowych komentarzach, ale nie dostałem ani jednego maila.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Przez całe zamieszanie schudł pan dwa kilogramy?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie. Jadłem normalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Chciał pan odejść z Wisły?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To był bardzo trudny czas. Decyzja o grze dla Polski zbiegła się w czasie z kontuzją. I nagle wszyscy pomyśleli, że symuluję uraz i chcę odejść! To było najgorsze. Ludzie mogą bowiem mówić wszystko, ale to była już niewiarygodna bzdura. Gdybym tak postąpił, zaprzeczyłbym sobie, nie mógłbym nazwać się piłkarzem. Właśnie to zabolało mnie najmocniej, choć wiem, że ludzie mogli próbować łączyć pewne fakty.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Niektóre kluby próbowały pana nakłonić do odejścia z Wisły?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To akurat prawda. Pojawiło się wiele klubów, ale byłem kontuzjowany. Nikt nie weźmie piłkarza, który nie grał przez trzy miesiące. Pierwsze oferty pojawiły się już pod koniec sierpnia, ale to nie były dobre propozycje ani dla mnie, ani dla Wisły.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mallorca?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę wymieniać nazw, ale zainteresowały się mną bardzo duże kluby. Myślały o transferze w obecnym, styczniowym oknie. Kontuzja wszystko zatrzymała. Najbardziej żal było mi tego, że ją złapałem, gdy akurat byłem w bardzo wysokiej formie. A tak, siedziałem w domu, w Jawne, i cierpiałem oglądając w telewizji mecze Wisły.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Co pan czuł, podejmując decyzję o grze dla Polski?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stres. Wiedziałem już wtedy, że w Izraelu rozdmuchają sprawę. Miałem wyjść na konferencję prasową i ogłosić, że chcę grać dla Polski. Działo się jednak za dużo, nie byłem w stanie. Robert Maaskant zaproponował mi, że weźmie ten ciężar na siebie.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Nie podjął pan decyzji na 100 procent, ale ją ogłosił?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, wtedy czułem to na sto procent. Dopiero po czasie zrozumiałem, że się myliłem. Doszedłem do wniosku, że kibice reprezentacji Polski zasługują na to, żeby grali dla nich zawodnicy, których myśli w stu procentach krążą wokół kadry. W moim przypadku było to nieco mniej. Wybrałem Izrael, bo powinienem grać tam, gdzie dorastałem.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jak przebiegła zmiana decyzji?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zimą spotkałem się z przyjaciółmi, porozmawialiśmy. Wtedy w gazetach pisano, że selekcjoner Izraela chce się ze mną spotkać. Postanowiłem więc to zakończyć, zanim zacznie się runda wiosenna. Wiedziałem, że w takim stanie będzie mi trudno grać dla Wisły. Polskę wciąż kocham i będę jej kibicował w czasie EURO 2012.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Zamieszanie pana zmieniło?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nauczyłem się, żeby nie myśleć, że każdy jest moim przyjacielem. To pozory. Ale to dotyczy kilku osób. Niektórzy w Izraelu wypowiadali się o mnie niezbyt dobrze.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Był pan pierwszym izraelskim sportowcem, który musiał podjąć tak trudną decyzję?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdarzył się tylko jeden podobny przypadek. Z taką reakcją spotkał się Ralph Klein, który w Izraelu był legendą (jako trener koszykarzy Maccabi Tel Awiw zdobył Puchar Europy w 1977, prowadził kadrę Izraela na mistrzostwach Europy – przyp. red.), a potem niespodziewanie został trenerem koszykarzy Republiki Federalnej Niemiec (lata 1983-1985; poprowadził ich w mistrzostwach Europy 1985 – przyp. red). Uznano go zdrajcą w Izraelu, ludzie zastanawiali się, jak to możliwe. Przecież Holokaust, Niemcy, a on dla nich pracuje? Niedawno w Izraelu powstał nawet film, który o tym opowiada. Tyle że jemu przebaczono, bo był starszym człowiekiem. Media nie zaatakowały go tak mocno jak mnie. Bo mnie potraktowano jako łatwy kąsek, jak małego chłopca, z którym można zrobić wszystko.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Również poważne media?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie. Ten wywiad też przetłumaczą. Znajdą jakiś fragment, wyciągną go z kontekstu i sprzedadzą w innym sensie. Jestem jedynie piłkarzem, a wtedy mówiły o mnie wszystkie telewizje i radia w Izraelu. Do mojego ojca wydzwaniali dziennikarze. W jednej z audycji na żywo wręcz eksplodował, gdy usłyszał od nich, że nie potrafił wychować syna patrioty. Wściekł się na antenie: „Kilka lat swego życia na służbę w wojsku poświęcili dwaj moi synowie i córka, a ja sam służyłem 40 lat w izraelskiej armii, dostawałem medale i wyróżnienia!". Dziennikarza zamurowało. Nikt nie zdawał sobie z tego sprawy.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Zmienił pan podejście wobec dziennikarzy? Obawia się pan ich pytań?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem ich pracę, ale padało za dużo pytań, na które nie znałem odpowiedzi. Uważam, że nikt nie może mnie oceniać, jeśli nie znajdzie się w podobnej sytuacji.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ile zostało ze starego Meliksona?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem znów taki, jak przed kontuzją. Szybki, precyzyjny.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Gra w Wiśle wciąż pana zadowala?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy wracam do Izraela, przyjaciele pytają mnie, czy chciałbym zmienić klub, a ja im tłumaczę, że Wisła to wielki klub. Grałem w dużych klubach Izraela, ale Wisła to inny poziom. Wyższy. Uwielbiam ten hałas na jej trybunach, na stadionach w Polsce. Cieszę się tu grą. W Maccabi Hajfa czy Beitarze nie było tylu fanów, organizacji, brakowało tego zainteresowania mediów. Jedno jest pewne – nigdzie się nie spieszę. Mogę tu zostać nawet dziesięć lat.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;A jeśli okaże się, że nigdy w życiu nie będzie pan miał okazji zagrać w Lidze Mistrzów, poczuje pan rozczarowanie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byliśmy tak blisko ostatniego lata. Chociaż mówienie, że zabrakło nam trzech minut, aby awansować do Ligi Mistrzów, brzmi zabawnie, bo mecz w Nikozji był tak jednostronny, że nie powinniśmy tak mówić. Piekielnie mocny zespół.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ale jest pan rozczarowany czy nie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam 27 lat. Zaprezentowanie tego, co umiem, zajęło mi bardzo dużo czasu. Moja kariera była opóźniona o kilka lat. Jeśli dziś coś czuję, to jest to tylko żal, że nie trafiłem do Wisły w wieku 21 lat. Wprawdzie zdaję sobie sprawę, że zostało mi niewiele czasu, ale podoba mi się to miejsce. Lubię prezesa, Stana Valckxa, który mnie ściągnął, moich kolegów, kibiców. Ale oczywiście, jakby zdarzyła się bardzo dobra oferta – przede wszystkim dla Wisły, a potem dla mnie, to bym ją rozważył.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dlaczego wspinaczka zajęła panu aż tyle czasu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Błędy, błędy. Teraz wielu moich izraelskich przyjaciół przyjeżdża do Polski i tu się rozwija. Cieszy mnie to. Ja miałem kiedyś taki turniej na Ukrainie, gdzie wybrali mnie najlepszym zawodnikiem i strzelcem turnieju. Dostałem oferty z naprawdę dużych klubów (najprawdopodobniej chodzi o Szachtar Donieck – przyp. red.), ale uznałem, że lepszy wybór to Maccabi Hajfa, który szykował się do Ligi Mistrzów.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;To nie było to?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałem 21 lat i dostawałem po 10-15 minut. Brakowało mi cierpliwości. Zapytałem w &lt;br /&gt;końcu trenera, czemu nie gram. Odpowiadał: „Będziesz na szczycie, będziesz grał dużo w wieku 27 lat". Mówiłem mu: „To niemożliwe, chcę grać!". Miał rację, mam 27 lat, jestem na szczycie, ale pozostał żal. Powiem tak: umiejętności miałem zawsze. Niestety gorzej było z moją głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jednak w czerwcu bierze pan ślub. Trochę się zmieniło.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam 600 gości, ale to i tak niewiele. Ostatnio byłem na ceremonii u piłkarza z 1200! W Izraelu zapraszamy przyjaciół rodziny, kolegów siostry, znajomych brata, matki, ojca. Będą piłkarze, z którymi grałem, trenerzy, koleżanki z pracy mojej narzeczonej. Żenię się dopiero za pół roku, a całą przerwę w treningach spędziłem w biegu! Dopinałem wszystkie szczegóły, nawet piosenkarza, no i okazało się, że większość ma wolny dzień dopiero za rok. W końcu wybrałem Mosze Peretz, w Izraelu to taki sławny piosenkarz pop. To wszystko jest szalone, nie ogarniam tego. Mam radę: nie żeń się, to zbyt drogie!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rozmawiał w Hiszpanii Przemysław Zych&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-8035312303545616254?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/8035312303545616254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=8035312303545616254' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8035312303545616254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8035312303545616254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2012/01/melikson-nikomu-nic-nie-ukradem-moje.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-k6PhNnMWbYU/TyROyYSlv2I/AAAAAAAAAdg/Pzth3tsPI2U/s72-c/1305472141_by_Carnage_500.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-6946651312576843104</id><published>2012-01-28T20:28:00.004+01:00</published><updated>2012-01-28T20:33:30.081+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;JAK ZROZUMIEĆ PANA LENCZYKA?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-z5pmqDlRgtM/TyRNPQjDyuI/AAAAAAAAAdU/VZk4hO4VXis/s1600/Orest_Lenczyk_Sobota_Fot_4974341.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 272px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-z5pmqDlRgtM/TyRNPQjDyuI/AAAAAAAAAdU/VZk4hO4VXis/s400/Orest_Lenczyk_Sobota_Fot_4974341.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5702767952693283554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Jaki naprawdę jest Lenczyk?”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(„Przegląd Sportowy”, 27.12.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Orest Lenczyk. Co człowiek to inna opinia o trenerze Śląska Wrocław. Jedni mówią, że jest konfliktowy. Inni: że miły, tylko trochę uparty. Bez wątpienia to postać, obok której nie da się przejść obojętnie. Runda jesienna należała do niego. Ekstraklasa próbuje go zrozumieć i przyzwyczaić się do jego sposobu bycia od przeszło ponad 30 lat.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;MACIEJ SZCZĘSNY&lt;br /&gt;(były bramkarz Wisły)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś w Spale, gdy grałem w Wiśle, Lenczyk długo mówił, a potem zagadnął, czy są jakieś pytania. Wstałem i zadałem. Trzykrotnie. Gdy nie usłyszałem odpowiedzi za pierwszym razem, myślałem, że może trener nie dosłyszał. Powtórzyłem. Za trzecim oczywiste się stało, że udawał, iż nie słyszy. Koledzy byli rozbawieni, mnie do śmiechu nie było. Nasz zespół był bardzo sprawny pod względem przygotowania fizycznego. Dużo było różnych ćwiczeń, tylko że bardzo mało graliśmy w piłkę. W pewnym momencie byliśmy już bardzo daleko od przekonania, że w tę grę jeszcze potrafimy grać. Pamiętam też, że czasami byłem zaszokowany, gdy słyszałem, w jaki sposób trener Lenczyk odzywa się do części piłkarzy Wisły, choćby kilka razy do Kazka Moskala. W trakcie odprawy przedmeczowej rzucał różne aluzje, ale tak, że można było się domyślić, o co mu chodzi. Mam dla trenera wiele szacunku. Śląsk chwilami wręcz imponował tej jesieni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;MIROSŁAW MYŚLIŃSKI&lt;br /&gt;(były piłkarz Widzewa)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ledwo wróciłem ze służby wojskowej ze Śląska do Widzewa, gdy Lenczyk wezwał mnie do swojego gabinetu. Tak sobie siedzieliśmy. Trzy minuty, pięć... Bez słowa. Po 10 minutach w końcu wyciągnął zeszyt i zaczął pytać: „Imię! Nazwisko! Kiedy się urodziłeś?". Pytał o wszystko, o rodzinę, o dzieciństwo. Jak w podstawówce. A przecież byłem wtedy dorosłym facetem, właśnie zostałem ojcem! Ale to chyba był najlepszy trener z jakim pracowałem. Pamiętam też, że przez Oresta właściwie nie byłem na własnym weselu. Po ślubie spędziłem z rodziną tylko trzy godziny przy stole. Przyjechał prezes Sobolewski, kazali mi jechać na mecz ligowy. Trener Lenczyk nie zgodził się na to, żebym ominął to spotkanie. Do dziś żona ma do mnie o to pewne pretensje.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;KAZIMIERZ MOSKAL&lt;br /&gt;(były piłkarz Wisły)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zdarzały się nam małe nieporozumienia. Rozpoczynałem mecz w pierwszym składzie, a później przez kilka siedziałem na ławce rezerwowych. Problem sięgał gdzieś głębiej, ale w końcu wszystko sobie wyjaśniliśmy. A początek był taki: po jego pierwszej rozmowie z piłkarzami Wisły poszedłem do pokoju trenera Lenczyka. Nie byłem pewien, czy zostanę. Spytałem: trenerze, muszę się już żegnać z Wisłą? A on dotknął mojego czoła i zapytał: Gorączki nie masz? Niech się inni martwią, ty będziesz grał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;ZDZISŁAW KAPKA&lt;br /&gt;(były piłkarz Wisły)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś Orest powiedział do nas podczas odprawy przedmeczowej: Gdy ja grałem w piłkę... Nie wytrzymałem. Wstałem i powiedziałem, że trener to piłkę kopał, a gramy to my. Usiadłem. Co mnie wtedy podkusiło? Sam nie wiem. Napyskowałem trenerowi. Ale Lenczyk nie zareagował. Pamiętam, że wielu wypominało mu, że zdobył mistrzostwo dzięki reprezentantom Polski, których miał w zespole mnóstwo. Jednak już wtedy pokazał, że dla niego nazwiska nic nie znaczą, liczy się forma i wpływ zawodnika na drużynę. Taką zasadę stosuje do dziś. Przede wszystkim oczekiwał zaangażowania każdego dnia. Pamiętam, że kiedyś podpadli mu Iwan i Szymanowski. W szatni była bardzo kiepska atmosfera. Po tym konflikcie to jednak nie trener opuścił Wisłę, ale gwiazdor Szymanowski.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;VUK SOTIROVIĆ&lt;br /&gt;(były piłkarz Śląska)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Miałem z nim konflikt, jednak nigdy nie mogłem liczyć na to, że będzie chciał wyjaśnić ze mną nasze nieporozumienia. On tego po prostu nigdy nie robi. Zapamiętam dwie sytuacje. Pierwsza – gdy byliśmy na obozie, dowiedziałem się nagle, że jestem odesłany do domu. W trakcie odprawy trener chciał, żebym wyszedł z szatni. Czekałem, aż zacznie mówić, ale nie zaczął dopóki nie wyszedłem. W końcu zrobiłem to i słuchałem zza drzwi. To było żałosne. Druga, pomagałem Amirowi Spahiciowi w adaptacji, w każdej sprawie. Jesteśmy bardzo dobrymi kolegami, dzieliliśmy pokój. Ale Lenczyk twierdził, że ten Spahić był przeze mnie terroryzowany.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;GRZEGORZ POLAKOW&lt;br /&gt;(były trener)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zawsze go doskonale rozumiałem. Na konferencjach trenerskich siadaliśmy obok siebie, wymienialiśmy uwagi. Gdy nie miał racji, to też potrafił się przyznać. My zawsze dochodziliśmy do porozumienia. Różnica między nami była tylko jedna – on w życiowych i zawodowych sprawach był zawsze bardzo, ale to bardzo poważny. Stronił od alkoholu. Ja – enfant terrible, który, no lampką nie wzgardzi. Może to więc nie przypadek, że nie przypominam sobie ani jednej dowcipnej sytuacji, bo Orest po prostu nie pił? W moim przekonaniu jest obecnie jedynym człowiekiem, który w tym trudnym zawodzie zdaje egzamin.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;TADEUSZ PAWŁOWSKI&lt;br /&gt;(kapitan Śląska w latach 80.)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jeden z nas żenił się i wyprawiał wieczór kawalerski. No to oczywiście cała drużyna Śląska, której trenerem był Lenczyk, wybrała się na ten wieczorek. Alkohol lał się litrami.  Nazajutrz trening. Wychodzimy na płytę i pierwsze zaskoczenie! Trener Lenczyk zabrał się rozgrzewkę bramkarzy, a nas, piłkarzy z pola, pozostawił asystentowi. Dziwna sprawa, ale rozgrzewamy się dalej. W pewnym momencie był taki widok: bramkarze stoją na jednej nodze jak bociany i dotykają się nosami! Obok nich Lenczyk coś mówił. Po chwili jednego z nich wyrzucił z treningu, potem okazało się, że do klubowego lekarza na badania. Potem zabrał się za nas... Wszystko przed kamerami TVP Wrocław, która akurat tego dnia przyjechała. Podchodził do każdego z nas i pytał: „A ty? Piłeś, nie piłeś?". Piętnastu się przyznało, że piło. Trzech, że nie. Orest wściekł się i przerwał trening. Zapowiadała się wielka kara. Ze trzy razy chodziłem go przepraszać. Byłem kapitanem. Obrażony był. Stanęło na tym, że kar nie będzie, jeśli w sobotę wygramy z Lechem. Udało się. 1:0. Jakoś rozeszło się po kościach. Doszliśmy jednak do wniosku, że z tym Orestem to nie ma co żartować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;REMIGIUSZ JEZIERSKI&lt;br /&gt;(były piłkarz Śląska)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zyskuje tylko przy bliższym poznaniu, zdejmuje maskę w intymnych sytuacjach, w chwilach emocji, rozczulenia. Wtedy okazuje się, że ubrał ją tylko na trudne życie w brutalnym świecie. Chyba wychowano go tak, że lepiej podchodzić do innych bez zaufania. Najpierw zakłada, że nowa osoba w jego otoczeniu to wróg, dopiero potem próbuje się przekonać, czy miał rację. Drugie skojarzenie to zapach sali gimnastycznej. Fikołki, materace, specyficzne odgłosy. Pady, przewroty, przepychanki. I kreatywność w wymyślaniu ćwiczeń, używanie różnych codziennych przedmiotów. Potrafił wykorzystać wszystko – barierki na stadionie przy Oporowskiej, kostki gąbkowe, krzesła ogrodowe. Nigdy nie zapomnę, jak musieliśmy nimi kręcić nad głowami. Z trudem powstrzymywaliśmy się od śmiechu.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;MATEUSZ BARTCZAK&lt;br /&gt;(były piłkarz Zagłębia)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Podczas spotkania z Flotą zawołał do ławki trenerskiej Michała Golińskiego. Prowadziliśmy 3:1, ale rywal dopiero co zaczął przeważać. Nie wyglądało to zbyt dobrze, za chwilę mogliśmy stracić gola. Wszyscy spodziewaliśmy się, że trener będzie chciał przekazać mu jakieś ważne wskazówki taktyczne. Goliński podbiegł do Lenczyka, my czekamy na jakieś istotne słowa, a on wypalił do niego: „Schowaj brzuch".&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;JANUSZ FILIPIAK&lt;br /&gt;(prezes Cracovii)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Gdy zatrudniałem trenera Lenczyka, rozmawialiśmy przez blisko pięć godzin. W dwóch turach. Początkowo dwie, a potem dołożyliśmy kolejne trzy. To było pranie mózgu. Doszło do tego, że w pewnym momencie nie wiedziałem, kto kogo zatrudnia. Ja jego, czy on mnie. Nasza rozmowa to nie były zwykłe negocjacje kontraktowe. Rozmawialiśmy o zasadach prowadzenia klubu, uprawnieniach, roli trenera. Zgodziłem się. I tak trener od 10 rano nazajutrz zaczął rządzić w klubie.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;MICHAŁ LISTKIEWICZ&lt;br /&gt;(były prezes PZPN)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś wspólnie z Orestem jedliśmy obiad. Z przyjemnością patrzyłem, jak zachowuje się przy stole, jak dba o wszystkie maniery, o formę. Przypominało mi to moich dziadków. Niestety, w towarzystwie były też panie, a mi, gdy siadałem do stołu, zdarzyło się o nich zapomnieć. Mówię: „Siadaj, Orest". Odpowiedział, stojąc: „Jeszcze nie pora". To też straszny introwertyk, jego sarkastyczne poczucie humoru nie każdy zrozumie. Bywa złośliwy, potrafi dorzucić do pieca, ale to dobry człowiek. Nigdy z jego ust nie słyszałem wulgaryzmów. „Cholera jasna" w jego ustach to bardzo mocne słowo. Mam wrażenie, że pod maską surowości kryje się bardzo wrażliwa osoba.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;SEBASTIAN MILA&lt;br /&gt;(piłkarz Śląska)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam ten dzień, w którym pojawił się w Śląsku Wrocław. Wszedł do szatni i powiedział: „A teraz wszyscy wstaniecie i powiecie do mnie: dzień dobry panie trenerze". Powiedzieliśmy. Na co odparł: „Dzień dobry kochani piłkarze". Poczuliśmy się, jakbyśmy byli w przedszkolu.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;JANUSZ MATUSIAK&lt;br /&gt;(prezes UKS SMS)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Swego czasu zawiozłem naszych wychowanków z UKS SMS Dawida Nowaka i Marcina Kowalczyka do ŁKS Łódź. Ich trener stwierdził, że się nie nadają. No dobra, trudno. Na ślepo zabrałem ich autem do Bełchatowa i zaprowadziłem do trenera Lenczyka. Spojrzał na nich surowo: „Zobaczymy, co mi pan za gwiazdy przywozi". Zaprosił ich na trening, rzucił oschle: „Niech się przebierają". Usiadłem w kawiarnii przy kawie. Godzina minęła szybko. Przyszedł Lenczyk: „Niech pan idzie do prezesa. Jak się dogadacie, to zostają". Byłem w szoku. Już? Po jednym treningu? Dogadaliśmy się, zostali piłkarzami Bełchatowa, a potem zagrali w reprezentacji Polski. Po tym zdarzeniu wiem, że jak trener ma dobre oko do piłkarzy, to nawet po jednym treningu dostrzeże talent.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;WALDEMAR FORNALIK&lt;br /&gt;(trener Ruchu Chorzów)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Trener Lenczyk pozwolił mi zadebiutować w lidze w bardzo młodym wieku. Byłem tym kompletnie zaskoczony. Nie spodziewałem się, że w ogóle pojadę na ten mecz! Nagle musiałem przyjechać na zbiórkę, a potem na dodatek okazało się, że zagram w podstawowym składzie. Mało powiedziane, bo miałem kryć indywidualnie Waldemara Ciołka, wówczas jednego z największych dryblerów w lidze. Ale wygraliśmy 1:0 i to w dziesiątkę. Kilkanaście lat później zostałem asystentem trenera Oresta Lenczyka w Wiśle Kraków. Kiedyś on zastanawiał się, czy dać szansę jednemu z młodych piłkarzy. Powiedziałem mu, że nie jestem zwolennikiem tej decyzji. Przyznałem otwarcie: „Nie udźwignie ciężaru, jest zbyt młody". On spojrzał na mnie i wypalił: „Gdybym bał się ryzykować, to pewnie do dziś nie zagrałbyś w lidze!" PRZEMYSŁAW ZYCH&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-6946651312576843104?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/6946651312576843104/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=6946651312576843104' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/6946651312576843104'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/6946651312576843104'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2012/01/jak-zrozumiec-oresta-lenczyka-jaki.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-z5pmqDlRgtM/TyRNPQjDyuI/AAAAAAAAAdU/VZk4hO4VXis/s72-c/Orest_Lenczyk_Sobota_Fot_4974341.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-7041853150000528148</id><published>2012-01-28T20:18:00.005+01:00</published><updated>2012-01-28T20:28:05.903+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;GARGUŁA - REAKTYWACJA&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Zchj5DnM39Q/TyRLHy13JuI/AAAAAAAAAdI/dhfxHfHxG_8/s1600/Lukasz_Gargula_Fot_Kamil_1878259.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 299px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Zchj5DnM39Q/TyRLHy13JuI/AAAAAAAAAdI/dhfxHfHxG_8/s400/Lukasz_Gargula_Fot_Kamil_1878259.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5702765625436743394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;2007 rok z Leo Beenhakkerem. Potem nadeszły trzy tragiczne lata.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Reaktywacja Łukasza Garguły”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(„Przegląd Sportowy”, 09.12.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czekaliśmy trzy lata, żeby zobaczyć prawdziwego Gargułę. W spotkaniach Ligi Europy z Odense i Fulham w końcu sprawiał wrażenie człowieka, któremu można już zaufać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Na którymś z treningów bracia Brożkowie śmiali się ze mnie, że jestem już tak wolny, że oni to nawet biegnąc tyłem potrafią mnie wyprzedzić! Czułem niemoc... Wydawało mi się, że walczę z wiatrakami, że to nie wyjdzie. Próbowałem zaciskać zęby, ale i tak nie byłem w stanie wygrać nawet pojedynku biegowego. Po moich strzałach piłka ledwo dolatywała do bramki. A gdy przyjmowałem, ta odskakiwała... - Łukasz Garguła, rozgrywający Wisły Kraków, przypomina sobie swoją trudną walkę o powrót na boisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Hit i kontuzja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Informacja o przejściu do Wisły to był hit okna transferowego z zimy 2009 roku. Garguła – reprezentant Polski, rezerwowy na EURO 2008 – podpisał kontrakt z mistrzem Polski, który uprzedził Legię Warszawa. „Wisła znalazła rozgrywającego na lata!" – informowaliśmy. Oczekiwania były olbrzymie. Tym większe nadeszło rozczarowanie, gdy okazało się, że jego umiejętności nie przydadzą się drużynie przez ponad dwa lata.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Wkrótce po podpisaniu umowy, w lutym 2009 roku Garguła zerwał więzadła krzyżowe. Stracił dziewięć miesięcy. W Wiśle zadebiutował dopiero jesienią. Wtedy wyszło na jaw, że niemiecki chirurg Volker Fass zostawił w jego nodze... kawałek igły. Znów stół operacyjny. Znów przerwa. Łącznie blisko półtora roku.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;– Nawet nie chciałem włączać telewizora, gdy Wisła ozgrywała swoje mecze. Odcinałem się, żeby trochę się uspokoić w środku. Denerwowało mnie, że nie widać szybkiego progresu – zamyśla się.&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Po długiej rehabilitacji przyszły kolejne trudne chwile. Lato 2010 roku. Trenerem był Henryk Kasperczak. Stało się jasne, że Garguła stracił wszystkie atuty. Został przeciwieństwem piłkarza, którego ściągała Wisła. – Trenowałem z drużyną, grałem w sparingach, ale czułem, że byłem, bo byłem. Zawsze lubiłem być dobrze przygotowany pod względem fizycznym, bo wtedy jest łatwiej na boisku. A tu nagle stałem się takim chłopaczkiem, biedulką, która biegała między facetami. Jak ktoś mnie popchnął, to się odbijałem jak od ściany. Nie miałem mocy i szybkości – rozkłada ręce.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Zamiast lidera, stał się chłopakiem na końcówki. Zwykle też nie potrafił udowodnić, że zasługuje na grę w Wiśle. Był niecierpliwy, chciał efektów od razu. Podobnie część fanów Wisły, którzy coraz częściej przebąkiwali o „kolejnym Dawidowskim". Garguła podpisał przecież dobrą umowę, gwarantowała mu ona spore pieniądze. Atmosfera gęstniała, bo również w klubie nie wszyscy okazywali cierpliwość. Sam piłkarz przekonuje, że nie dostał z Wisły żadnego ultimatum. Żadnej daty. Nie usłyszał: „Grasz jak kiedyś albo transfer do innego klubu".&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;– Mogłem tylko czasem wyczuć, że Wisła podpisała kontrakt z piłkarzem, który jest zdrowy i ma grać od 1 lipca 2009, że są wymagania. Ale przecież w Wiśle nikt nie będzie dawał nikomu szans gry, byle tylko grał, nieważne że słabo. Powrót do formy był trudny – stwierdza pomocnik Białej Gwiazdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Myślał o wypożyczeniu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Najmocniej dostał po uszach wiosną tego roku po meczach Pucharu Polski z Podbeskidziem. Nie był w stanie dyktować tempa gry. – To był nieprzyjemny okres. Zostałem uznany za kozła ofiarnego tej porażki i nawet nie załapałem się na kolejne mecze. Po rundzie wiosennej myślałem o rocznym wypożyczeniu do innego klubu. Mówiło się o Śląsku Wrocław, latem rozmawialiśmy z trenerem Janasem, który był w Bełchatowie. Pewnie jeśli nie znalazłbym się w kręgu zainteresowań trenera Maaskanta i nie mieścił się choćby w osiemnastce, to bym to rozważył – potwierdza.&lt;br /&gt;Nowy sezon rozpoczął nieźle, ale potem ponownie przyszedł dołek. Garguła nie znalazł się w osiemnastce meczowej na rewanż z APOEL-em Nikozja w eliminacjach Ligi Mistrzów.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;– No i mecz z Flotą w Świnoujściu. Przed nim śmialiśmy się w szatni, że skoro to znów Puchar Polski, to ponownie musi paść na mnie. No i faktycznie, zagrałem słabo i wypadłem z gry na kilka tygodni. Znów nie dałem trenerowi sygnału, że jestem w dobrej dyspozycji – bije się w pierś. Wydawało się, że to już ostatni zakręt. Że dobry moment na powrót nigdy nie nadejdzie. Wisła potrzebowała punktów, kolejnych zwycięstw, trofeów. Widać to było ostatniej zimy, gdy ściągnięto wielu zawodników. Kogo w takiej sytuacji interesuje zapomniany rozgrywający? Paradoksalnie skorzystał dopiero na kontuzji Maora Meliksona. To ona przystawiła trenera Roberta Maaskanta do muru. Garguła musiał grać. Nie było już tłumaczeń. Wisła straciła Izraelczyka, ale odzyskała Polaka.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;80-90 procent formy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;– Faktycznie, dopiero w tym układzie mogłem się ogrywać, złapać pewność siebie. No i w Odense w końcu byłem przygotowany na to, żeby biegać od pierwszej do ostatniej minuty. Cieszyłem się tym, czułem się dobrze – przypomina z uśmiechem. Ale on może zniknąć, jeśli okaże się, że powrót Meliksona, który już wchodzi na końcówki, odbierze Gargule miejsce.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;– Wygrać rywalizację z Maorem to trudna sprawa, ale nie niemożliwa. Zresztą możemy grać razem. Tak było w Odense, gdy Maor wszedł w końcówce na lewą stronę. Na treningach najczęściej też gramy ze sobą. Rozumiemy się... Przede wszystkim to chcę umocnić swoją pozycję w Wiśle. Do tego potrzebuję więcej mocy, szybkości na tych pierwszych metrach. Jest jeszcze rezerwa. Na razie osiągnąłem 80-90 procent dawnej formy – analizuje.&lt;br /&gt;Meczem z Polonią może postawić następny krok. Prowadzi ją trener Jacek Zieliński, od którego się zaczęło: w 2002 roku wyciągnął Gargułę z Polaru Wrocław do Bełchatowa.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;– To wszystko musiało się wydarzyć w moim życiu, żeby czegoś mnie nauczyło. Nie obraziłem się na cały świat. Taki etap w karierze też trzeba przejść, zobaczyć, czy człowiek się spisze i da radę. Ja dałem. Dziś jestem również bardziej cierpliwym człowiekiem. Nie jestem już taki roztrzepany i mam więcej pokory do pracy – wymienia.&lt;br /&gt;Przypominamy mu, że wiosną powiedział „do kadry mam tak samo blisko, jak stąd na księżyc". – Byłem słabszy niż teraz, więc mogę powiedzieć, że dziś mam troszkę bliżej. Ale w przyszłym roku będę miał już 31 lat. Powoływanie piłkarza w takim wieku to chyba już tak trochę nie na miejscu... Chociaż jeśli będę miał dobry okres, to właściwie czemu nie? PRZEMYSŁAW ZYCH&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-7041853150000528148?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/7041853150000528148/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=7041853150000528148' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/7041853150000528148'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/7041853150000528148'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2012/01/reaktywacja-ukasza-garguy-2007-rok.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Zchj5DnM39Q/TyRLHy13JuI/AAAAAAAAAdI/dhfxHfHxG_8/s72-c/Lukasz_Gargula_Fot_Kamil_1878259.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-6245073115495764604</id><published>2012-01-28T20:13:00.002+01:00</published><updated>2012-01-28T20:17:36.536+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;20 LAT BOGUSŁAWA WYPARŁO&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Xd2AsOnrDhg/TyRJuKM-dLI/AAAAAAAAAc8/CLvX_5wIsA0/s1600/634448693623601045.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Xd2AsOnrDhg/TyRJuKM-dLI/AAAAAAAAAc8/CLvX_5wIsA0/s400/634448693623601045.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5702764085519479986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„20 ligowych lat Bodzia W.”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(„Przegląd Sportowy”, 14.10.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Bogusław Wyparło. Jeden z największych symboli ŁKS opowiada o swoich 20 latach w ligowej piłce i największych piłkarzach, przeciwko którym grał.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;NAJGORSZE DERBY&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Prezes stwierdził, że sprzedałem derby Łodzi (sezon 1998/99). Puściłem 4 bramki i Antoni Ptak w przerwie meczu Widzew – ŁKS (5:0) wykręcił numer trenera Polaka. Kazał mnie zmienić. Wkur... się, spakowałem i wyjechałem do Mielca. Trwała druga połowa, a ja już byłem w aucie. (....) Zachowywałem się dziwnie w bramce? Zawsze można mieć podejrzenia. Bolało cholernie, bo w całym życiu tylko dwa razy byłem zmieniany w przerwie. Za drugim razem już mnie spytali, czy mi nie odj...bie. „Nie ma sprawy" – powiedziałem.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;NAJDŁUŻSZE SPÓŹNIENIE&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Czy wtedy zawaliłem najbardziej? Chyba nie, bo kiedyś spóźniłem się na... mecz ligowy ŁKS. I to ile... 15 minut! Graliśmy z Wisłą w Krakowie. W dniu meczu dostałem wolne na komunię córki w Tarnowie. Pokonać 100 km w 4,5 godziny? Łatwizna. Niestety, władowałem się w korek i nie dojechałem. Mecz rozpoczął Marcin Pająk, a ŁKS przez kwadrans nie miał na ławce nawet rezerwowego bramkarza! W tym czasie przedzierałem się na stadion. Był problem, pan na bramce nie chciał mnie puścić. Trwał mecz, a ja dzwoniłem do kierownika, żeby kogoś po mnie przysłał i mnie wpuścił. Na trybunach kilkanaście tysięcy ludzi, mój mecz, a ja... pod stadionem. Dotarłem, okazało się, że wygrywamy 2:0. Nie było sensu wchodzić. Przebrałem się, usiadłem na ławce. Przegraliśmy 2:5. Miałem kaca moralnego, że debiutanta władowałem na konia. Każdy był mądry po meczu. Że można było zmiany dokonać w przerwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;IGOR NAJLEPSZY&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Przez ligę przewinęło się tysiące zawodników, ale który był najlepszy? To było w Grodzisku. Piłka wychodziła na aut, więc Igor Kozioł łapał już drugą piłkę, która leżała za linią przy środku boiska i chciał ją wprowadzać do gry. Tymczasem nasz napastnik na niewiarygodnym gazie złapał piłkę w boisku, wyszedł sam na sam, położył bramkarza, obrońcę, który wrócił, i wbiegł z piłką do bramki. A ten biedny Kozioł stał tak dalej przy tej linii środkowej z piłką w rękach i patrzył, co się dzieje... Igor Sypniewski. To był on. Najlepszy. Z piłką przy nodze mógł zrobić wszystko, jeśli był w formie. Na treningach obrońcy nie zbliżali się do niego, bo miał tak niekonwencjonalny zwód, że lecieli na bandy, gdy on biegł w kierunku bramki. A to, co robił na treningach, potrafił bez stresu sprzedać w meczu. Nie do zatrzymania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;NAJWIĘKSZY GAZ&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Mówią, że Melikson to najszybszy piłkarz ligi. Ale ja grałem z takim, który bił go na głowę.Wojtek Kowalczyk. Z piłką szybszy, niż bez niej. Cała liga miała z nim problemy. Pamiętam mecz w Mielcu przeciw Legii. Dostał piłkę za linię. Wybiegłem do niego. On zbytnio się tym nie przejął. Puścił sobie ją obok mnie, minął w ułamku sekundy, stanął przed pustą bramką. Poczekał na obrońcę. Położył go na ziemi i wbił piłkę do pustej. Bawił się. Są dwa rodzaje szybkich piłkarzy. Z piłką i bez. „Kowal" potrafił to robić z nią. Wprawdzie niesamowity gaz miał też Daniel Dubicki – ba! był nawet szybszy od „Kowala" – tylko że bez piłki. Kowalczyk rozpędzał się, a Fedoruk lub Pisz rzucali mu piłkę za linię obrony. Było ściganie się, próba desperackiego ratowania sytuacji. Nie wychodziło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;MŁODZI BEZROBOTNI&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Denerwuje mnie to, że piłkarze mentalnie są zupełnie nieprzygotowani do treningu. Ja zostałem nauczony, że cały dzień jest podporządkowany treningowi, a dziś w ŁKS są zawodnicy, którzy umiejętności nie podnoszą przez rok! Oszukują samych siebie, a potem kończą w grupie, która się poszerza. Bezrobotnych piłkarzy. Bo dziś trening to dodatek. Trzeba przyjść, bo ma się jakąś umowę z klubem. Jakbyś zobaczył, kto najwięcej zostaje po treningu, żeby poćwiczyć, to w ŁKS-ie wygląda tak: bramkarze, dwóch starszy piłkarzy, a młodzi czekają i patrzą na tych starych z pogardą, bo chcą im te piłki zabrać i zanieść do magazynu. Wykąpać się i pojechać do galerii. A potem jeśli wyjdą im 2 dośrodkowania na 10, to okazuje się, że jest dobrze.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;ALKOHOL&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Niektórym alkohol służył, innym nie. Jak się biegało po boiskach w latach 90-tych, to niekiedy było czuć alkohol. Piłkarze zbytnio się tym nie przejmowali. Przeważnie gracze, którzy są na tyle odważni, by pić przed meczem, grali potem bardzo dobrze. Znali swoje możliwości. Pamiętam, jak w ŁKS-ie jeden przypuszczał, że mecz będzie odwołany ze względu na duże mrozy. „Boisko zmarznięte na kość" – zawyrokował. Ruszył w miasto, wrócił o szóstej nad ranem, a mecz o 15. Delegat miał inne zdanie, więc mecz się odbył. A ten, co wrócił nad ranem, zdobył dwie bramki, w tym jedną głową, choć nie był najwyższy. Wygraliśmy 2:0... Były nawet drużyny, które całe się bawiły dzień przed meczem i ogrywały rywala 3:0. Legia to był ewenement na skalę europejską. Potrafili wypić wannę przed meczem, a i tak walili wszystkich, jak chcieli.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Z MŁOTKIEM W NODZE&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Rozglądam się dziś po lidze, nie tylko w łódzkich drużynach, i nie widzę piłkarza z mocnym strzałem. Był kiedyś taki Krzysztof Tomanek, pewnie dziś mało kto go pamięta. Piłki były znacznie cięższe, więc jak „Rocky" podchodził do rzutu karnego, to człowiek się modlił, żeby nie trafił w ciało. Piekło okropnie, więc wolało się, żeby padł gol. Dziś co drugi zawodnik, z nieco lepszym uderzeniem, strzela gole, bo piłka dostaje dziwnej rotacji. A ten „Rocky" potrafił to robić starymi futbolówkami. Gdyby grał dziś, zdobywałby bramki z połowy. Następny to Piotrek Jegor. Też był strach, jak strzelał.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;LIGA? NIE OGLĄDAM...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś, jak jechaliśmy na Legię albo Lecha, nie broniliśmy się. Była otwarta piłka. A dziś, jak widzę niektóre mecze, to przełączam je w cholerę i nie oglądam. Nieraz w takich uczestniczyłem, że w obu drużynach linii pomocy nie było. Tylko walenie od obrony do napadu. Piłkarze boją się wejść w drybling, przechwytują stoperzy i walą w drugą stronę. Współczuć kibicowi. Mam nadzieję, że mecz Widzewa z ŁKS to będzie coś zupełnie innego. Do dziś uśmiecham się na wspomnienie Maćka Terleckiego, który nie jest za bardzo lubiany w naszym klubie. Odchodził z ŁKS-u do mistrzowskiego Widzewa, gdyż twierdził, że w ŁKS-ie tytułu już nigdy nie zdobędzie. Dostaliśmy za niego dopłatę, Zbyszka Wyciszkiewicza, a potem... wygraliśmy mistrzostwo. Nigdy nie mów nigdy. Także w derbach.&lt;br /&gt;Wysłuchał PRZEMYSŁAW ZYCH&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-6245073115495764604?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/6245073115495764604/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=6245073115495764604' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/6245073115495764604'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/6245073115495764604'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2012/01/20-lat-bogusawa-wyparo-20-ligowych-lat.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Xd2AsOnrDhg/TyRJuKM-dLI/AAAAAAAAAc8/CLvX_5wIsA0/s72-c/634448693623601045.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-6184781784108795310</id><published>2012-01-28T19:59:00.003+01:00</published><updated>2012-01-28T20:13:05.392+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;JALIENS: NIE JESTEM EMERYTEM&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-PRPqvciwOBM/TyRG1UkOjEI/AAAAAAAAjavascript:void(0)Acw/JBIUgkzX25w/s1600/kewzamyslony.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-PRPqvciwOBM/TyRG1UkOjEI/AAAAAAAAAcw/JBIUgkzX25w/s400/kewzamyslony.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5702760910025559106" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kew Jaliens w ogniu pytań nieco zapędził się w kozi róg...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Nie jestem emerytem”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(„Przegląd Sportowy”, 14.10.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czuje się pan jak piłkarski emeryt?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma mowy. Jeśli porównam siebie do wielu młodych zawodników, okaże się, że jestem od nich sprawniejszy. Spokojnie mogę grać jeszcze przez kilka lat.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tyle że obrona z panem na czele to najsłabszy punkt Wisły. Zdaje pan sobie sprawę, że kibice i eksperci obwiniają pana za słabą postawę drużyny?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego nie słyszałem, ale czy to nie ta sama obrona, z którą Wisła zdobyła mistrzostwo Polski w ubiegłym sezonie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Personalnie tak, ale na pewno nie jakościowo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Różnica jest taka, że gramy teraz bardziej ofensywny futbol, a obrońcy większość czasu spędzają w pomocy. To oznacza, że defensywa jest bardziej narażona na błędy, niż gdybyśmy myśleli tylko o tym, by nie stracić bramki i grali czterema typowymi obrońcami i dwoma defensywnymi pomocnikami, czekając na rywala na własnej połowie. Być może dlatego tych błędów jest teraz więcej.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;To głównym problemem nie jest jednak to, że panu i Osmanowi Chavezowi brakuje szybkości i dynamiki?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, bo można by powiedzieć, że w ubiegłym sezonie mieliśmy ten sam problem, a jednak zdobyliśmy mistrzostwo. Poza tym wszyscy wiedzą, że za grę defensywną nie odpowiada tylko czterech obrońców. Problemy w defensywie potęguje też niemoc w wykorzystaniu stwarzanych okazji.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czyli twierdzi pan, że gra na tym samym poziomie, co w poprzednim sezonie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego nie powiedziałem. Zdaję sobie sprawę, że jestem w stanie dać drużynie więcej. Tyle że w ostatnich tygodniach miałem problemy ze zdrowiem. Po meczu z APOEL-em mocno bolała mnie noga i do tej pory nie wyleczyłem jej jeszcze w stu procentach. Ale i tak daję wystarczająco dużo i robię, co do mnie należy. To chyba jednak widoczne, że nie idę tak często z piłką do przodu, jak w rundzie wiosennej. A to jest mój styl – ja lubię rozgrywać piłkę spod własnego pola karnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jak to możliwe, że zespół, który walczy o mistrzowski tytuł, może sobie pozwolić na to, by wystawiać piłkarza, który nie jest do końca zdrowy?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jak powiedziałem: jestem wystarczająco zdrowy, by wykonywać moje obowiązki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ale nie na sto procent?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale wystarczająco, by pomagać drużynie. W przeciwnym razie powiedziałbym trenerowi, że nie daję rady.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;No więc procentowo ile traci pan przez kontuzję?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem. Po prostu są sytuacje w meczu, w których wiem, że mógłbym coś zrobić, ale dziś czasem zastanawiam się, czy to na pewno dobry moment. Czy nie lepiej poczekać i zaatakować za chwilę? Brakuje mi nieraz szybkości, dynamiki, albo zdarzają się sytuację, gdy muszę włożyć więcej energii w to, co wcześniej przychodziło mi łatwiej.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jeśli nie daje pan stu procent, to ile jest wystarczająco, by grać?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze daję sto procent. Z tego co mam.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;To polska liga jest tak słaba, że może pan w niej grać i być wystarczająco dobrym?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale przecież nie mówię, że kuleję i nie jestem w stanie nic zrobić. Mam małe problemy, czuję dyskomfort, ale mogę w miarę normalnie grać. Nie traktuję ekstraklasy w inny, gorszy sposób, nie patrzę na nią z góry.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;W lidze holenderskiej byłby pan w stanie grać z taką kontuzją?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak. Może nawet w Holandii byłoby mi łatwiej, bo tam nie gra się tak siłowo jak w Polsce.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;A my po tym, co zobaczyliśmy w meczu Wisły z Twente, mamy spore wątpliwości, czy znalazłoby się jeszcze dla pana miejsce w Eredivisie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja takich wątpliwości nie mam. Wcześniej wiele razy w barwach AZ grałem w Enschede i też przegrywałem wysoko, na przykład 0:3.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Holenderscy komentatorzy w czasie meczu Wisły z Twente mówili, że pan i Michael Lamey byliście najgorszymi piłkarzami tego spotkania.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech tak mówią, ja mam inne zdanie. Większość decyzji, które podejmowałem, było słusznych. Podawałem piłkę do zawodników w odpowiednich koszulkach. Jedyne, o co mam do siebie pretensje, to gol Marca Janko, przy którym popełniłem błąd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ale z duetu środkowych obrońców to pan częściej niż Osman Chavez się myli. Spóźnia się z interwencjami, nie zdąża wrócić za akcją rywali.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może bierze się to stąd, że mam nieco inne zadania niż Chavez. Jak mówiłem, to ja mam rozpoczynać akcję, wprowadzać piłkę do linii pomocy, a zadaniem Osmana jest pilnowanie tyłów, czekanie na rywala przed polem karnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Więc twierdzi pan, że krytyka jest przesadzona?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To zależy, czego się ode mnie oczekuje.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Po piłkarzu, który rozegrał ponad 400 meczów w Eredivisie, oczekuje się dużo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ktoś myśli, że mam tylko przerywać akcje rywala, być w centrum wydarzeń, a potem wykopywać piłkę do przodu i patrzeć, co się z nią stanie, to może ma rację, krytykując mnie. Ale ja mam nieco inne zadania w systemie, w którym gramy. Mam wychodzić do przodu, co się naturalnie wiąże z większym ryzykiem z tyłu. Nie wszyscy jednak widzą, co robię na boisku i nie wiedzą, co mam robić. Niewiele osób widzi, że na boisku cały czas rozmawiam z kolegami z drużyny, ustawiam ich, podpowiadam, jak mają się poruszać. To też są moje zadania.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Andrzej Iwan, legenda Wisły, twierdzi, że unika pan odpowiedzialności.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nieprawda, bo zakres moich odpowiedzialności jest bardzo szeroki. Nigdy bym tego nie zrobił. Moi koledzy mogą to potwierdzić.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wśród tych kolegów ma pan posłuch i respekt? Jak można traktować pana poważnie, jeśli cały czas się pan uśmiecha?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie cały czas, potrafię się wkurzyć i zazwyczaj, kiedy coś mówię do kolegów na boisku, to znaczy, że jestem wkurzony.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Patryk Małecki raz wymownym gestem kazał się panu zamknąć podczas meczu z Polonią. Kilka razy przykładał palec do ust.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy znamy „Małego". Wiemy, jak nieraz reaguje...&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Przeprosił?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie. Chodzi o to, że wyjaśniałem mu, co chciałem przekazać, bo mnie nie słuchał. Kazałem mu biec za swoim zawodnikiem, a on odkrzyknął, żebym sam się nim zajął i zostawił go w spokoju. Później tłumaczyłem mu, że krzyczałem, bo chciałem coś ustalić, pomóc drużynie, żeby nie powtórzyła się podobna sytuacja. On był wtedy jednak w amoku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;To nie jedyna taka sytuacja. Na treningu pokłócił się pan z Bunozą, aż musiał interweniować trener Maaskant.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieliśmy małą sprzeczkę. Po stracie piłki, zamiast próbować ją odzyskać, Gordan zaczął coś krzyczeć. Kazałem mu się zamknąć i gonić rywala. Akcję przerwał trener, który powiedział Bunozie, żeby słuchał, co się do niego mówi i wyciągał wnioski. Ale takie rzeczy są na porządku dziennym w piłce. Podpowiadanie kolegom to jedna z moich najmocniejszych stron.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Gdy zimą przychodził pan do Wisły, powiedział, że nie ma nic przeciwko uczeniu młodszych.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bunoza to dobry przykład. On jest w gorącej wodzie kąpany, chce przeciąć każdą piłkę. Czasami mówię mu: „Nie musisz wygrywać każdej piłki, żeby zwyciężyć w pojedynku". Jeśli nie masz szans odebrać komuś piłki, nie próbuj tego, bo będziesz musiał sfaulować. Niech odegra piłkę. To już znak, że wykonałeś swoją robotę. Wracaj więc na swoje miejsce. Nie idź na raz, to jedna z mądrych rzeczy, które mu próbuję przekazać. Ciągle też powtarzam, żeby nie podchodził po piłkę, gdy ją wyprowadzam, tylko przesuwał się na bok.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;To sprawy, o których w niezłych, zagranicznych akademiach piłkarskich wiedzą 16-letni obrońcy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, ale taką mamy sytuację (szeroki uśmiech). Miałem w przeszłości wielu dobrych trenerów, więc jeśli chcę coś przekazać, robię to. Dziś zwracałem uwagę młodemu bramkarzowi, żeby w trakcie gierki przestał milczeć, tylko podpowiadał defensywie.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Gorzej, jeśli generał zawodzi. Wtedy chyba trudniej się go słucha, a piłkarze zaczynają mieć do niego coraz więcej uwag. „Jeśli ktoś chce mi zwrócić uwagę, to może to zrobić" – mówił pan po przyjeździe. To znaczy, że dziś tych uwag jest więcej?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Raczej nie, ale nie przeszkadzają mi, bo w ten sposób sobie pomagamy. W Holandii jesteśmy bardzo otwarci, mówimy, co myślimy. Dotyczy to także sytuacji w tunelu przed wyjściem na boisko. Tam trwa przedstawienie, wzajemne mierzenie się wzrokiem. To część gry. Tu jest bardzo spokojnie, piłkarze ekstraklasy w tunelu przed meczem nie prowokują, stoją i pokornie czekają na mecz. Gdybym spróbował, pomyśleliby, że jestem arogantem i się wywyższam, ale przecież można mówić, co się myśli, na boisku. Powiedziałem ostatnio młodemu Czekajowi: „Mów do mnie. Jeśli tego nie zrobisz, to nie będę wiedział, a razem na pewno nie pójdziemy do przodu". Nieważne, że mam rozegranych 400 meczów, a on 2. Na boisku tworzymy zespół. Nie jestem typem, który pobije kogoś za to, że na mnie krzyknął. Bo w piłce najważniejsza jest komunikacja.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Może nie jest pan właściwym piłkarzem do polskiej ligi? Tu wciąż nie chodzi o to, żeby wyprowadzać piłkę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Holandii to obrońcy rozpoczynają każdą akcję i ja w taki sposób nauczyłem się grać.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Kiedy uda się panu odkleić łatkę, która do pana przylgnęła?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na mecze z Jagiellonią i Fulham będę już całkowicie zdrowy. Przerwa na spotkania reprezentacji pozwoliła mi się odbudować. Rozumiem, że kibice są rozczarowani, ale nie tylko oni. Ja też jestem.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Rozmawiali Piotr Wierzbicki i Przemysław Zych&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-6184781784108795310?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/6184781784108795310/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=6184781784108795310' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/6184781784108795310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/6184781784108795310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2012/01/jaliens-nie-jestem-emerytem-kew-jaliens.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-PRPqvciwOBM/TyRG1UkOjEI/AAAAAAAAAcw/JBIUgkzX25w/s72-c/kewzamyslony.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-8273395210265639140</id><published>2011-12-04T22:55:00.006+01:00</published><updated>2011-12-04T23:10:34.732+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;RZUTY WOLNE W EKSTRAKLASIE? SZTUKA, KTÓRA ZANIKA...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-pqmWZJYBebI/TtvtXkQnbVI/AAAAAAAAAb0/1TXnTWq-fK0/s1600/1293478515_pisz.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 263px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-pqmWZJYBebI/TtvtXkQnbVI/AAAAAAAAAb0/1TXnTWq-fK0/s400/1293478515_pisz.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682396343984155986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Leszek Pisz. Legenda. W latach 1990-2011 to on zdobył najwięcej bramek z rzutów wolnych w ekstraklasie. Łącznie 17. Drugi jest Dariusz Dźwigała - 14. Trzecie miejsce to Tomasz Kiełbowicz i Maciej Iwański - po 12. Sebastian Mila? Siedem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Sztuka, która zanika"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(Przegląd Sportowy, 18.11.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;[wkrótce wrzucę dokładne statystyki!]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;W ostatnich 20 latach w ekstraklasie strzelano w sezonie od 16 do 33 goli bezpośrednio z rzutów wolnych. Tymczasem na dwie kolejki przed półmetkiem obecnych rozgrywek w taki sposób zdobyto... dwie bramki.&lt;br /&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- W trakcie odprawy przed meczem z Sokołem Pniewy trener Paweł Janas powiedział do mnie: „Jak będzie wolny na lewą nogę, to możesz odegrać do Krzyśka Ratajczyka, żeby on sobie huknął z daleka do bramki". No i sędzia taki wolny odgwizdał – przypomina sobie Leszek Pisz. &lt;br /&gt;– Ustawiłem piłkę i wołam tego Rataja. Patrzę, biegnie! Zwarty i gotowy. Przebiegł na sprincie dobrych 70 metrów, zaczął przygotowywać i napinać te swoje mięśnie. Ale jak tylko dobiegł, to uderzyłem bezpośrednio. Wpadło. Wygraliśmy! Jedyny, który nie podbiegł z gratulacjami, to był wściekły i zadyszany Rataj. Po meczu krzyczał: „Po co targałeś mnie pół boiska, skoro sam strzelałeś?" – śmieje się rozgrywający Legii z lat 90. i jeden z najwybitniejszych wykonawców rzutów wolnych w historii polskiej piłki.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Piłkarski certyfikat&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Tacy jak on mogą drażnić graczy dzisiejszej ekstraklasy: Jeśli nigdy nie trafiłeś z wolnego, to czy na pewno jesteś piłkarzem? – mógłby podpytywać ich z uśmiechem. Gol z rzutu wolnego to jak certyfikat świadczący o najwyższej jakości piłkarskiej. Tymczasem w lidze takich goli pada coraz mniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowe pokolenia kibiców mają tylko cień szans na wspomnienia, jakie przechowują starsi fani. Jednym przyjdzie do głowy Edson, innym bramka Tomasza Kiełbowicza, a pamiętający dawne czasy będą rozpływać się nad Kazimierzem Deyną czy Ryszardem Tarasiewiczem. Jeszcze w latach 90. Paweł Miąszkiewicz, Rafał Siadaczka czy Roman Szewczyk potrafili strzelać po dwa takie gole w trakcie jednego meczu, a co jest dziś? Dwa gole z wolnych padły jak na razie w... całym sezonie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Chyba dziś piłkarze ekstraklasy nie pracują nad tym elementem albo rzuty wolne przestały być ważne. Dobrze ułożoną stopę mają Sebastian Mila i Maciej Rybus, ale... jakoś nie widać efektów – ocenia Pisz. – A przecież taki strzelec w składzie to ogromna korzyść dla zespołu. Mnie najwięcej radości dawały wolne, które strzelałem w ostatnich minutach, gdy nie szło. Bywało tak, że męczyliśmy się w końcówce. Oj tak, Legia nie zawsze grała pięknie. No to pomagałem. I w podobnych sytuacjach najlepiej widać wartość takich piłkarzy – dodaje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisz w sezonie 1994/95 potrafił strzelać gole ze stojącej piłki w trzech ligowych meczach z rzędu! Przerywał męczarnie z Hutnikiem Kraków i Stalą Stalowa Wola, wygrywał mecze w ostatnich sekundach z Pogonią Szczecin i Stomilem Olsztyn. Bez tego nie byłoby tytułu, nie byłoby ćwierćfinału Ligi Mistrzów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz ich brakuje. Ostatni Mohikanin w ekstraklasie, który potrafi uderzać ze stojącej piłki, to Mila. W tym sezonie zrobił to dwa razy – w el. Ligi Europy i meczu ligowym. To niezłe osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że wielokrotnie decyduje się na wrzutkę na głowę wysokiego stopera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugim szczęściarzem jest Tomasz Lisowski z Korony. W tym przypadku trudno uznać, czy to prawidłowość, skoro to dopiero jego drugi taki gol w poważnej piłce. W poprzednim sezonie jedynym, który potrafił powtórzyć skuteczny strzał z wolnego, był Mateusz Klich. Strzelone na wiosnę trzy gole z wolnych pomogły mu w transferze do VfL Wolfsburg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Jest ta posucha. Może spowodowana tym, że teraz obrońcy rzadziej faulują przed polem karnym? – zastanawia się Tomasz Kiełbowicz. – Poziom bramkarzy jest dziś znacznie wyższy niż kiedyś, ale faktycznie gdy wchodziłem do ligi piłkarzy, którzy potrafili wykonywać wolne było dużo... – przyznaje Mila.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Niezrównany Pisz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Liczby wręcz porażają. Niegdyś do siatki wpadało rocznie ponad 30 strzałów ze stojącej piłki, a najlepsi w ciągu roku powtarzali takie zagranie po kilka razy. Jednak żeby znaleźć zawodników, którzy kończyli sezon z pięcioma trafieniami, trzeba cofnąć się aż do lat 90. Ostatnio byli to Paweł Miąszkiewicz (1997/98), Sławomir Wojciechowski (1996/97) oraz Pisz (1995/96). &lt;br /&gt;Tyle że on bije ich na głowę – rok wcześniej zdarzyło mu się też zdobyć aż 7 bramek z wolnych, a w omawianym sezonie szósty padł w Lidze Mistrzów, a jeszcze jeden po strzale... bezpośrednio z rogu!&lt;br /&gt;– Czasem największe korzyści przynoszą spontaniczne lub ryzykanckie pomysły, a nie wyćwiczone schematy. Pamiętam, że kiedyś udawaliśmy, że strzelam, a podawałem Jurkowi Podbrożnemu i on ładował obok muru. Kilka razy wpadało... Nieraz pomagało mi „przedłużenie muru", który budowali napastnicy – przypomina Pisz i zanosi się od śmiechu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konsekwentnie przez lata w ciuciubabkę z bramkarzami bawił się też Dariusz Dźwigała, notując trafienia aż w dziesięciu sezonach. To on jest wiceliderem klasyfikacji ostatnich lat (14 goli ligowych i 5 w różnych pucharach). Na wyróżnienie zasługuje również osiągnięcie Iwańskiego – 12 goli w ekstraklasie oraz 4 kolejne strzelone w rozgrywkach pucharowych.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Drażliwy temat Mili&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Podobnie rzecz ma się z Milą, za którym podąża fama dobrego wykonawcy wolnych od czasów bramki wbitej Davidowi Seamanowi. Wtedy (sezon 2003/04) miał swój najlepszy czas – trzy gole łącznie z bramką na stadionie Manchesteru City. Do dziś zgromadził w lidze siedem takich trafień oraz dwa w europejskich pucharach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Mało! Gdy słyszę, ile goli z wolnych strzelił brazylijski bramkarz Rogerio Ceni, to... wpadam w depresję! Dochodzi do mnie, że ja co najwyżej jestem chłopakiem, który ma szansę coś strzelić z wolnego. Gdybyś policzył wszystkie moje bramki, także dla kadry z Estonią, czy młodzieżówce oraz w finale Pucharu Austrii, to może zakręciłbym się koło dwudziestu. Daleko mi do Pisza czy Juninho Pernambucano... (ok. 60 goli – przyp. red.). Liczba tych moich wykorzystanych wolnych to dla mnie naprawdę drażliwy temat! – śmieje się Mila.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Strach przed faulem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;A Rybus, o którym mówił Pisz? On strzelił dotąd w lidze... jednego wolnego. Dlatego ostatni wybitny wynik w tym elemencie w trakcie jednego sezonu zanotował Semir Stilić (2008/09). Jego zdobycz rozkłada się na ligę (dwa gole) i Puchar UEFA (trzy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– To wszystko prawda, ale zwróciłbym też uwagę na to, że w obecnym sezonie Rybus zaliczył po wolnych kilka asyst. Legia zdobyła sporo goli po dośrodkowaniach ze stałych fragmentów odgwizdanych w bocznych sektorach boiska. To też jest wymierna korzyść dla drużyny – przyznaje Kiełbowicz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy potwierdzają, że posiadanie skutecznego egzekutora znacznie ułatwia życie napastnikom. Wiedzą, że mogą pozwolić sobie na więcej w meczu, gdyż nikt nie odważy się ich sfaulować. A ile powinno się strzelać goli w sezonie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Ha, nie to jest istotne. Wolny po prostu zawsze musi być zagrożeniem! Jak rozpoznać, że mamy do czynienia z dobrym wykonawcą? Można tak powiedzieć, gdy widzimy, że obrońcy rywala czują strach przed sfaulowaniem piłkarza z jego zespołu. To musi być ktoś taki, żeby obrońcy wiedzieli, że nie mogą sobie pozwolić na faul przed polem karnym. Są tacy w lidze? – pyta retorycznie Pisz, który przez całe życie trenował stałe fragmenty. &lt;br /&gt;Gdy reszta zespołu Legii szła biegać do lasu, rozgrywający brał sztuczny murek i ćwiczył. Kilka razy objeżdżał z nim całą szesnastkę, od lewej do prawej. – Waliłem z każdej pozycji. Ktoś powie, że to nie ciężka praca, ale ja po tych ćwiczeniach miałem zakwasy. No, ale efekty były...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-8273395210265639140?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/8273395210265639140/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=8273395210265639140' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8273395210265639140'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8273395210265639140'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/12/rzuty-wolne-w-ekstraklasie-sztuka-ktora.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-pqmWZJYBebI/TtvtXkQnbVI/AAAAAAAAAb0/1TXnTWq-fK0/s72-c/1293478515_pisz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-4364516974263004568</id><published>2011-12-04T22:31:00.006+01:00</published><updated>2011-12-04T22:52:24.139+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;KIM JEST WOJCIECH PAWŁOWSKI?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-pAhjTpKLuEg/TtvpkZv5i1I/AAAAAAAAAbo/yQ1T0WMI3_0/s1600/bx8gin8k0cgoggwoscgcsssk84g.600.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 248px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-pAhjTpKLuEg/TtvpkZv5i1I/AAAAAAAAAbo/yQ1T0WMI3_0/s400/bx8gin8k0cgoggwoscgcsssk84g.600.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682392166454365010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Młody właśnie nawrzucał Johanowi Voskampowi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Niech Legia żałuje"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(Przegląd Sportowy, 21.10.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst, dzięki któremu kibice w całej Polsce po raz pierwszy usłyszeli o "rekordzie Fabiańskiego", a 44 tysiące fanów na meczu Śląsk - Lechia krzyczało w 30. minucie: "Wojtek Pawłowski!". Tak, to właśnie wtedy pobił "rekord Fabiańskiego".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;:)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Bramkarz urodzony w 1993 roku wyrwał się z objęć Legii, a teraz spróbuje nie puścić gola w meczu z Lechem i nawiązać do rekordu Łukasza Fabiańskiego, najlepszego debiutanta ostatnich lat.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- W Legii sprawdzano mnie trzy razy. Przez kilka dni w Młodej Ekstraklasie i drużynie juniorów. A potem znów, parę treningów... Trzeci raz wróciłem do Warszawy, gdy zaproszono mnie na mecz między juniorami Legii a kadrą Polski. To miał być test ostateczny, ale nic z tego nie wyszło – rozkłada ręce Wojciech Pawłowski.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;– Doszły mnie słuchy, że przy Łazienkowskiej oceniono, że jestem na równym poziomie z innymi bramkarzami tego rocznika. „Na razie odpuszczamy, zobaczymy, co z nim będzie dalej" – padła odpowiedź – przypomina sobie.&lt;br /&gt;– Marek Jóźwiak, wtedy szef skautów w Legii, przekazał mi opinię trenera bramkarzy (Krzysztofa Dowhania – przyp. red.). Stwierdzono, że zawodników o takich parametrach i możliwościach rozwoju już mają w klubie – mówi Mariusz Lenartowicz, ówczesny trener nastolatka w Bałtyku Koszalin.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Fabiański zagrożony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Minęły dwa lata od testów przy Łazienkowskiej. Jakub Szumski, który wtedy okazał się lepszy, wciąż nie zadebiutował w ekstraklasie, a odtrącony Pawłowski stoi przed szansą pobicia rekordu ligi ostatniej dekady. Ma szansę zostać najlepszym debiutantem na tej pozycji. Na początku sezonu 2005/06 Łukasz Fabiański, wówczas 20-letni bramkarz Legii nie puścił gola przez 298 minut i skapitulował dopiero w czwartym spotkaniu. &lt;br /&gt;Jeśli Pawłowski wyjdzie obronną ręką z meczu przeciw Lechowi, w kolejnym pozostanie mu tylko pół godziny do pobicia tego wyniku. Jednak wśród bramkarzy, którzy od 2001 roku zadebiutowali jako juniorzy, jego początek kariery okazuje się najlepszy. Z ogromną dozą szczęścia przebija na razie start przyszłych reprezentantów – Grzegorza Sandomierskiego i Przemysława Tytonia.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Ta strata Legii, okazała się więc korzyścią Lechii, która odezwała się wkrótce po warszawiakach. Legia miała podpisaną umowę partnerską z Bałtykiem i mogła przebierać w juniorach koszalińskiego klubu, ale nie skorzystała.&lt;br /&gt;– Gdy odezwała się Lechia, zapytałem wprost działaczy z Warszawy, czy chłopak może jechać. Z powodu tej współpracy Pawłowski nie jeździł nigdzie na testy i czekał tylko na to, czy będzie chciała go Legia. Pozwolili – mówi Lenartowicz i zdradza, że sprawy wzięła w swoje ręce matka piłkarza i to ona postanowiła wyrwać juniora z objęć niezdecydowanej Legii.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;– Pamiętam, jak prezes Bałtyku krzyknął przez okno budynku klubowego: – Wojtuś, faks przyszedł z Lechii Gdańsk! Zapraszają cię na testy. Maczałeś w tym palce? – Pawłowski wspomina ten dzień z uśmiechem.&lt;br /&gt;16-latek zdołał jeszcze dwa razy zagrać w piątoligowym Bałtyku i przeniósł się 190 kilometrów na wschód. Zimą 2010 roku trafił na treningi Lechii ME. Raz w tygodniu przychodził na zajęcia pierwszego zespołu, by dalej mógł mu się przyglądać trener bramkarzy Dariusz Gładyś. Pierwszy kontakt był bolesny.&lt;br /&gt;– Początkowe pół roku w Lechii to był dla mnie najgorszy czas. Stresowałem się. Tak bardzo że w debiucie w ME zostałem zmieniony w przerwie, puściłem dwa gole, w tym jednego po błędzie, gdy chciałem złapać piłkę, a wybiłem przed siebie i skorzystał z tego napastnik... Trener miał pretensje, bo w następnych meczach znów miałem udział przy bramkach rywali. A z kolei gdy przychodziłem na treningi do seniorów, to tam wszystko było inne, strzały, zagrania... – kręci głową.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Tę samą barierę musiał pokonać Sebastian Małkowski. Gładyś na początku często na niego pokrzykiwał, a młody nie potrafił się dostosować. – Musiałem zmienić swój styl. Na początku za bardzo starałem się pokazać, rzucałem się i parowałem wszystkie piłki, żeby tylko wyglądało to efektownie. „Nie na tym rzecz polega" – instruował mnie trener i nauczył, że bronienie nie polega na tym, żeby było ładnie. Ma być skutecznie! Żadnego łapania piłki „latając przez rzeczkę", pod publikę – śmieje się. Efekciarskie interwencje to było jednak to, co początkowo skupiło na nim uwagę Legii.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Popis w Warszawie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W 2009 roku 17-latkowie z Bałtyku grali z rówieśnikami z Warszawy mecze barażowe o miejsce w turnieju juniorów młodszych. Remis 0:0 w stolicy to był właśnie popis Pawłowskiego. W rewanżu jednak przegrali, awansowała Legia, która potem została wicemistrzem Polski, a jej wyróżniający się zawodnicy: Michał Żyro i Rafał Wolski, grają dziś w ekstraklasie.&lt;br /&gt; – Było parę sytuacji, w których wtedy się pokazałem. Pamiętam rzut wolny Żyro, który uderzał z połowy boiska, rożne, wyjścia do piłki, strzały głową i z dystansu. Wybijałem wszystkie, stawiałem na efekciarstwo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz jest skuteczny. Wybronił Lechii kilka punktów, wychodząc obronną ręką w sytuacjach sam na sam z napastnikami. Miał więcej szczęścia niż jego rówieśnik i niegdyś rywal w juniorskich kadrach, Tomasz Kasprzik, który bez straty gola w ekstraklasie wytrwał... 3 sekundy. Tyle minęło od gwizdka sędziego (chwilę wcześniej pojawił się na boisku) do momentu, gdy piłka wpadła do jego bramki po rzucie wolnym Macieja Iwańskiego. &lt;br /&gt;Drugim młodym debiutantem ostatniej dekady na tej pozycji, który też jeszcze nie puścił gola i teoretycznie wciąż może śrubować rekord, pozostaje tylko Filip Kurto (licznik trzeciego bramkarza Wisły stanął na 106 minutach).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nawet udany start w młodym wieku nie gwarantuje mu udanej kariery. Wystarczy spojrzeć na najbardziej nieopierzonych debiutantów ostatniej dekady. Linka i Michałowicz nie mają dziś klubu. Kisiel broni ledwie w GKS Tychy, Kasprzik w LZS Leśnica, Janukiewicz nie rozwinął się, Jarosiński siedzi na ławce w MKS Kluczbork. Białkowski – w Southampton. Rogowski nie żyje.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Trochę postrzelony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;– Ma znacznie mocniejszy charakter od kilku z nich. Powiedziałbym nawet, że Pawłowski jest przepewny siebie, niepokorny, wręcz delikatnie postrzelony. Nie było takiego momentu, gdy twierdził, że coś mu nie wyjdzie. No i rzadko spotyka się bramkarza z dobrymi warunkami fizycznymi, który mimo to byłby sprawnym gimnastykiem – przekonuje Lenartowicz.&lt;br /&gt;– Bramkarz zawsze musi być wariatem. Stykowa piłka? Nie można bać się wjechać komuś w nogi. Po kilku ostrych starciach w Lubinie mógłbym powiedzieć, że nadaję się do zmiany, ale zacisnąłem zęby. Przed tym meczem doszły mnie przecież słuchy, że spotkanie z Bełchatowem to miał być mój jednorazowy występ. Że fajnie, iż się pokazałem, ale teraz czas na kogoś innego. Teraz już zapomniałem o tych meczach. Zdarzyło się, miałem dużo szczęścia, więc nie spinam się też przed następnym. O ile zagram... – mówi skromnie i bez tupetu, tak jak oczekuje od niego trener Tomasz Kafarski i Gładyś, który chwilę wcześniej pogroził mu palcem, przestrzegając 18-latka: „Ostatni wywiad w tym tygodniu!".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-4364516974263004568?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/4364516974263004568/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=4364516974263004568' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4364516974263004568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4364516974263004568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/12/kim-jest-wojciech-pawowski-wasnie.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-pAhjTpKLuEg/TtvpkZv5i1I/AAAAAAAAAbo/yQ1T0WMI3_0/s72-c/bx8gin8k0cgoggwoscgcsssk84g.600.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-4596549406504964505</id><published>2011-09-21T22:52:00.010+02:00</published><updated>2011-09-23T23:24:50.366+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;KIM JEST DUDU BITON?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-QjaFbLeGC-E/TnpQ0WXTexI/AAAAAAAAAbg/X3nQjsB-Aj8/s1600/david_biton_470.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 238px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-QjaFbLeGC-E/TnpQ0WXTexI/AAAAAAAAAbg/X3nQjsB-Aj8/s400/david_biton_470.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5654921142403824402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Trudne dzieciństwo i spadające bomby... Kolejna ckliwa, hollywoodzka historyjka o cudownym dzieciaku z charakterem, czy jednak coś więcej?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;- W powietrzu cały czas wisiał jakiś problem, coś ciągle się działo. Ludzie pytają mnie, czy żałuję, że przeżyłem tam dzieciństwo, ale ja nie zamieniłbym na nic ani jednej spędzonej tam sekundy - wspomina Dudu Biton, piłkarz Wisły Kraków.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Człowiek z kamienia"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy", 16.09.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Strach poderwał mnie z nóg i wyrzucił z domu. Kazał biec przed siebie. W stronę centrum handlowego. Moja mama pracowała obok. Odgłos wybuchu był przerażający. Zapomniałem o butach i pobiegłem boso. Miałem 12 lat i strasznie się o nią bałem. W powietrze wysadził się Arab. Zginęło dziesięć osób – tak Dudu Biton wspomina dzieciństwo, które spędził kilkanaście kilometrów od zapalnego rejonu, jakim jest Zachodni Brzeg. Życie w Netanyi było jak codzienna gra w ruletkę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To obszar najbardziej narażony na odwet Palestyńczyków. Tu też przydarzył się jeden z najbardziej krwawych ataków ostatniego dziesięciolecia – w 2002 roku w zamachu zginęło 30 osób.&lt;br /&gt;– To był okropny poranek, ale tak często wyglądała Netanya, miasto problemów. Pamiętam kilka wybuchów w pobliżu domu. Od dziecka byłem świadomy zagrożenia, więc przywykłem. Nie dziwiło mnie, że kilkaset metrów dalej wybucha bomba. My w Izraelu nie boimy się tak bardzo. Tu ludzie zabijają się na co dzień, istnieje problem z przestępczością, a gangsterzy walczą o przywództwo. Na szczęście nigdy nie ucierpiał żaden członek mojej rodziny – wzdycha Biton.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychował się w nieciekawej dzielnicy Netanyi. Nazywa się Seli. To oznacza kamień. Ten kamień miał go wzmocnić na całe życie. Dookoła domu panoszył się ciągły bałagan. Bieda na zawsze mogła kojarzyć mu się z hałasem. Docierały do niego tylko kłótnie sąsiadów, a jeśli nie było ich słychać, to tylko dlatego, że akurat ktoś wyzywał się na ulicy lub szmer zagłuszała przejeżdżająca na sygnale policja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Seli wychował się bez rodziców. Margalit i Ali rozwiedli się, gdy miał rok. Wtedy wraz ze starszym bratem Samim zamieszkał u babci Rahel. Kobieta mieszkała w Libii i gdy powstawał Izrael, przypłynęła do nowej ojczyzny statkiem z Włoch. Jej córka, matka piłkarza Wisły, po rozwodzie założyła nową rodzinę, ma dziś dwie córki. Ali już nigdy nie ożenił się ponownie.&lt;br /&gt;– Długo wydawało mi się, że taka sytuacja jest normalna. Dopiero później zauważyłem, że każdy mieszka ze swoimi rodzicami. Oni byli gdzieś tam w pobliżu, żyli niedaleko. Mama zabierała mnie na każdy trening, ale moje życie ułożyło się w taki sposób, że nigdy nie miałem okazji mieszkać z rodzicami – rozkłada ręce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– W tym naszym domu nie było komputera. Wszyscy mieli, a u nas pojawił się dopiero, gdy miałem 18 lat. Do dziś nie mam pojęcia, jak się gra na nim. Inni piłkarze śmieją się ze mnie, że nie potrafię załapać, o co chodzi w tym PlayStation. Mówią, że jestem dziwakiem, ale nie dbam o to. W dzieciństwie żyłem w swoim świecie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piłki nauczył się tam, gdzie na co dzień mijał handlarzy narkotyków, czyli na ulicy. To różnica między obecną generacją piłkarzy izraelskich i naszych. Polacy przez godzinę dziennie uczą się futbolu na treningu. Na Bliskim Wschodzie dalej gra się całymi dniami, tak jak w Polsce robiło pokolenie piłkarzy urodzonych w latach 70. Nie dziwne, że Izraelczycy mają obecnie trzy zespoły w fazie grupowej Ligi Europy, a Maccabi Hajfa zabrakło szczęścia w rzutach karnych, by awansować do Ligi Mistrzów. Rok temu w tych rozgrywkach wziął udział Hapoel Tel Awiw, sezon wcześniej powiodło się Maccabi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ucieczka z Aten&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Biton – jeden ze zdolnego pokolenia dzieciaków, które futbolu uczyły się między blokami – w sobotę rano grywał mecz w szkółce Beitar Nes Tubruk, wracał do domu i dalej kopał z kolegami. W wieku 15 lat stał się etatowym reprezentantem juniorów Izraela i dostrzegł go Panathinaikos, w 2004 roku trenowany przez Itzhaka Shuma. Biton spodobał się rodakowi.&lt;br /&gt;– Przeszedłem dwutygodniowe testy. Podpisaliśmy umowę, przeprowadziłem się do akademii w Atenach. Rozpocząłem treningi i po miesiącu powiedziałem, że mam dość życia w Grecji. Tęskniłem za swoim otoczeniem, nie potrafiłem znieść rozłąki z babcią. Źle z powodu utraty tej szansy się nie czuję. Nie byłem gotowy na pobyt w obcym kraju – mówi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie można jednak powiedzieć, że piłkarza Wisły piłkarsko ukształtowała sama ulica. Akademia Beitaru Nes Tubruk, do której powrócił, to inicjatywa zorientowana na zarobek. Inwestuje w nią między innymi właściciel Maccabi Hajfa, w końcu więc trafił tam też sam Biton.&lt;br /&gt;– Z tej dzielnicy Netanyi wywodzą się naprawdę dobrzy piłkarze, bo dają z siebie wszystko, mają charakter. Dudu pochodzi z bardzo biednej rodziny, więc nauczył się pomagać i ciężko pracować. Potrafi się poświęcać dla innych – mówi trener Zerik Zelzer, który powoływał Bitona do wszystkich reprezentacji juniorskich Izraela. Piłkarz Wisły był ich najlepszym strzelcem, a w 2005 zagrał w mistrzostwach Europy U-17 we Włoszech. Ale najwięcej zyskał na prywatnych lekcjach u Alona Mizrahiego. Najlepszy strzelec w historii ligi izraelskiej (204 gole) przez dwa lata pracował z nim raz w tygodniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Szczęście samo przyjdzie&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;– Alon zwrócił mi uwagę, że muszę więcej harować na boisku. Mówił: „Pomagasz szczęściu, kiedy jak szalony biegasz za każdą piłką. Wtedy szczęście samo do ciebie przyjdzie". Uwierzyłem mu. Gol w meczu z Lechem, gdy poszedłem za strzałem w poprzeczkę, nie był przypadkiem – opowiada. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biton, wtedy jeszcze gracz Hapoelu Ra'anana, był pierwszym napastnikiem, który znalazł się na zajęciach u Mizrahiego. Drugim był inny chłopak z Netanyi, Shlomi Arbeitman, gracz Maccabi. Supersnajper Mizrahi zabierał na boisko tylko bramkarza i obu graczy.&lt;br /&gt;- Nagle staliśmy się najlepszymi strzelcami ligi! Potem za każdym razem, gdy udzielaliśmy wywiadów, reklamowaliśmy Mizrahiego. Robiliśmy to tak skutecznie, że wkrótce rzucili się na niego młodzi piłkarze i dziś pracuje z około stu napastnikami! Robotę dostał dzięki nam, a my dzięki jego pracy trafiliśmy do dobrych klubów – zachwala Biton.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shlomi po sezonie 2009/10, w którym strzelił 26 goli w lidze, odszedł za milion euro do Gent. Biton zdobył 12 bramek w rundzie jesiennej i został wypatrzony przez Charleroi. Suma transferu? Pół miliona euro.&lt;br /&gt;Izraelski snajper mógł zostać w Izraelu i trafić do najlepszych klubów – Maccabi z Hajfy i Tel Awiwu. Ale nie chciał, w obu był. W Hajfie debiutował jako nastolatek z rezerw tuż po powrocie z Panathinaikosu. Zaliczył jeden występ w pierwszym składzie wraz z... Maorem Meliksonem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sześć razy na 1:0&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;– Debiutowałem w Maccabi, a to w Izraelu taka instytucja jak Wisła, najlepiej zorganizowany klub, który zawsze jest pierwszy lub drugi. Później trafiłem do Maccabi Tel Awiw, czyli... izraelskiej Legii. Dla nastolatka przebicie się do składu w dwóch najpotężniejszych klubach to wielkie osiągnięcie. Na właściwe tory moja kariera weszła więc dopiero w Ra'ananie. Miałem 19 lat i pomogłem im awansować do ekstraklasy, strzelając sześć razy w ostatniej minucie spotkań! Jak w Łodzi w meczu z Widzewem... Wtedy za każdym razem były to bramki na 1:0. Poczułem się pewniej – przyznaje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W karierze pomógł mu też przypadek. W Izraelu istnieje trzyletni obowiązek wojskowy dla wszystkich mężczyzn. Gdyby nie sprzeciw armii, to dwa lata temu wylądowałby w Koblencji, w klubie ledwie z drugiej ligi niemieckiej. Wojskowi nie zgodzili się na jego wyjazd z kraju przed końcem służby.&lt;br /&gt;– W izraelskiej armii, przez ciągłe zagrożenie z zewnątrz, panują bardzo surowe zasady. Jeśli popełnisz błąd, idziesz na miesiąc do aresztu. Jeśli dowódca coś ci każe, masz to zrobić. Nie zadajesz żadnych pytań – recytuje zasady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biton, chłopak z Seli, nie ma problemu z dyscypliną. Gdy po meczu z Lechem długo udzielał telewizyjnego wywiadu, trener Robert Maaskant w żołnierskich słowach przywołał go do szatni. Szybko zostawił reportera i od razu wrócił do szeregu. Za dużo przeszedł, by to wszystko stracić.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PRZEMYSLAW ZYCH&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-4596549406504964505?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/4596549406504964505/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=4596549406504964505' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4596549406504964505'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4596549406504964505'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/09/kim-jest-dudu-biton-trudne-dziecinstwo.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-QjaFbLeGC-E/TnpQ0WXTexI/AAAAAAAAAbg/X3nQjsB-Aj8/s72-c/david_biton_470.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-8404250347793155933</id><published>2011-09-21T22:04:00.011+02:00</published><updated>2011-09-21T22:47:04.774+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;KIM NAPRAWDĘ JEST ARTJOM RUDNIEW?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Ssi2REMM8Bo/TnpGnlJrs1I/AAAAAAAAAbY/uowuge3ZeIs/s1600/1284663947870.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 275px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Ssi2REMM8Bo/TnpGnlJrs1I/AAAAAAAAAbY/uowuge3ZeIs/s400/1284663947870.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5654909927918646098" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przedstawił nam się w Turynie, ale.... co do cholery było &lt;strong&gt;wcześniej&lt;/strong&gt;?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na jego rodzinnej Łotwie mało kto pamięta go z boisk. Dopiero po tym, jak błysnął w Poznaniu stał się idolem. Daj mu trzy sytuacje, strzeli trzy gole - mówią dziś o napastniku Lecha Poznań.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Gotowy na kolejny krok"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy, 09.09.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Chłopak miał 18 lat, ale jako pierwszy podszedł do nas, obcokrajowców. Porozmawiał, zapytał czy czegoś potrzeba. Mieliśmy auto, więc odwdzięczaliśmy się wożąc go z treningów do domu. To była 20-minutowa trasa, a on w zamian uczył nas języka rosyjskiego. A że pochodził z rosyjskiej mniejszości, to mówił najczyściej. Właściwie tylko jego rozumieliśmy. Ten pogodny, otwarty i uśmiechnięty chłopak został naszym nauczycielem w Dyneburgu - przypomina sobie Bartłomiej Socha, który w klubie FC Daugava (wówczas Ditton Dyneburg) grał przez pół roku. Towarzyszył mu tam drugi Polak, Damian Augustyniak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Z dzieciaka killer&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Cztery lata później polscy piłkarze zobaczyli swego nauczyciela w telewizji. Pogodny nastolatek przemienił się w killera. Na oczach zszokowanej Polski wbijał trzy gole Juventusowi Turyn. Zanim jednak zaliczył hat trick na Stadio Olimpico, Artiom Rudniew musiał dojrzeć i wyrwać się z łotewskiego miasteczka wypełnionego rosyjską mniejszością i ukraińskimi emigrantami. &lt;br /&gt;– Na tle innych młodych zawodników widać było, że będzie z niego piłkarz, ale kto mógł sądzić, że aż taki – kiwa głową Socha. Obaj z Augustyniakiem w 2006 roku uczestniczyli w pierwszym seniorskim treningu Rudniewa i odtąd trzymali się razem z nim.&lt;br /&gt;– Nasze boisko to były kępy trawy, chwasty, no polska okręgówka, a „Cioma", bo tak na niego wołaliśmy, wyróżniał się, ale znowu bez przesady. Coś tam było widać, ale że aż tak? Po prostu pomocny chłopak był. Gdy szukaliśmy jakiegoś sklepu, to wskakiwał i jechał z nami. Frajda, że się z takim grało – cieszy się Augustyniak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Największe wrażenie robiła wtedy jego gra głową. Natomiast nie najlepiej jeszcze radził sobie lewą nogą. Widać przez te cztery lata musiał sporo nad nią pracować, bo teraz strzela z każdej pozycji. Dlatego dziś, w tak młodym wieku, to już piłkarz kompletny – przyznaje Socha.&lt;br /&gt;Na Łotwie nie brakuje zaskoczonych takim obrotem spraw. Wprawdzie dziś mówi się tam o Rudniewie: „Daj mu trzy sytuacje, odda ci trzy gole", plotkuje się o tym, do którego klubu Premier League trafi i ogląda jego bramki z ligi polskiej, ale wielu na początku nie wiedziało, o kogo w ogóle chodzi. Mało kto zapamiętał Rudniewa z łotewskich boisk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wyrzut sumienia&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;– Nie mówię, że przez niego nie sypiam po nocach, ale ta sprawa faktycznie trochę nas gryzie. Mamy najlepszy skauting w kraju, ale muszę przyznać, że Rudniewa... nie było na naszej liście – rozkłada ręce Antanas Sakavickas, dyrektor sportowy Skonto Ryga, mistrza Łotwy.&lt;br /&gt;– Może go nie doceniliśmy, ale próbuję sobie go przypomnieć z meczów Daugava – Skonto i... naprawdę nie błyszczał! Nie miał nawet pewnego miejsca w składzie, więc uznaliśmy, że nie podjąłby konkurencji z naszymi napastnikami, którymi byli Ivans Lukjanovs i Władimir Dwaliszwili. Przyznam, że rok temu byłem mocno zaskoczony tym, że w ogóle trafił do Lecha. To przecież niezła europejska półka, trochę mi to nie pasowało. A jak zaczął strzelać w Europie... niedowierzanie! – przyznaje Sakavickas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może należało się dziwić? Rudniew w 2007 roku zdobył 7 bramek w 19 meczach. Rok później – 14 spotkań i 4 gole. Ani razu nie trafił przeciw czołowym drużynom.&lt;br /&gt;– Bo on na początku faktycznie nie wyróżniał się na tle innych zawodników. Ale cechował go upór. Postawa na treningu była jego kartą przetargową. Przegrywał rywalizację, ale jego sukces nie jest dla mnie jakimś wielkim szokiem – przyznaje Gruzin Pertia Tamaz, ówczesny trener Daugavy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy sądzą, że piłkarzowi Lecha w końcu zabrakło na Łotwie motywacji do rozwoju. Był pogrążony w marazmie i zdołowany sytuacją finansową klubu, który popadł w olbrzymie tarapaty. Grał za grosze, mieszkał z rodzicami za miastem. Mógł tylko liczyć na wyżywienie, które zapewniał klub.&lt;br /&gt;– Artiom był zmęczony psychicznie z powodu braku wypłat w Daugavie. W takich sytuacjach pojawia się znużenie, brak chęci do pracy nad sobą. Sytuacja kompletnie odmieniła się na Węgrzech. Tam stał się mężczyzną – mówi Sakavickas.&lt;br /&gt;– W Daugavie było już naprawdę źle, gdy my tam graliśmy. Przez sześć miesięcy nie dostaliśmy ani jednej pensji! Pewnego dnia został aresztowany rosyjski właściciel i klub się rozleciał – przyznaje Socha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy trzy lata później w trakcie obozu w Turcji przypadkowo spotkał Rudniewa, który grał już na Węgrzech. Łotysz przyznał, że w dalszym ciągu nie otrzymał zaległych pieniędzy. Podobnie zresztą jak inni zawodnicy. Nie dziwne, że z Daugavy odeszło 20 piłkarzy, a klub był bliski bankructwa i spadku do trzeciej ligi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zimą 2009 roku 20-letni Rudniew był już zdesperowany. Ruszył w Europę. Trafił na kilkudniowe testy do węgierskiego Zalaegerszeg, gdzie trenerem był Jánas Csank. Były selekcjoner reprezentacji Węgier przypatrzył mu się dokładnie i pokiwał głową z uznaniem. „Z tego chłopca będą ludzie" – miał powiedzieć współpracownikom. Na Węgrzech znany jest z oka do talentów.&lt;br /&gt;– Właściciel klubu kazał mi przyjrzeć się Rudniewowi, bo przyjechał z polecenia jakiegoś agenta. Był bardzo surowy, grał wręcz prymitywną piłką, północną. I miał kłopoty techniczne – Csank przypomina sobie pierwszy dzień Łotysza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Ale coś jednak w nim drzemało. Spodobał mi się, choć byłem przekonany, że w przyszłości będzie najwyżej przeciętnym napastnikiem do gry w średniej lidze. Takiej jak węgierska. Odesłałem go wtedy na trening do grupy najlepiej technicznie wyszkolonych piłkarzy ćwiczących pod okiem Beli Illesa, wielkiego węgierskiego technika. Rudniew w tym czasie zrobił kolosalny postęp! Nigdy bym się tego po nim nie spodziewał! Jak dotąd nie spotkałem jeszcze piłkarza, który w tak krótkim czasie, zrobiłby tak ogromny skok – cieszy się Csank.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ulubiony piłkarz&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ale i na Węgrzech, problemy nie opuściły Rudniewa. Testy i podpisanie kontraktu miały miejsce w lutym. Debiut dopiero w maju. Daugava długo wykłócała się z Węgrami o ekwiwalent. W końcu FIFA tymczasowo zezwoliła na jego grę, ale spór trwał ponad rok i opóźnił również transfer do Lecha.&lt;br /&gt;– Trzy miesiące trenował bez możliwości gry. Niejeden by się załamał, a on harował jak wół! Wkrótce okazało się, że ma ogromne możliwości do gry kombinacyjnej, że może występować na prawym i na lewym skrzydle, że chętnie wraca do obrony. Nie szło mu tylko tyłem do bramki, ale jak się już odwrócił... – przerywa Csank.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– No cóż, to był mój ulubiony zawodnik. Gdy kiedyś spróbowałem mu zwiększyć obciążenia treningowe, to okazało się, że on wszystko świetnie znosił. Tyle już lat pracuję w piłce, więc wiem, jak rzadko zdarzają się gracze, którzy nie mają much w nosie. A on? Wchodził na dziesięć minut? Zadowolony. Grał cały mecz? Okay. Na minutę? Nie marudził. Niesamowity chłopak – zachwala Węgier.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy strzelił w węgierskiej lidze 16 goli posypały się zaproszenia na testy. Na obozie Metalista Charków wbił trzy bramki, a w Lechu spodobał się trenerowi Jackowi Zielińskiemu. Rudniew niespodziewanie wybrał Kolejorza. Decyzja świadczyła o jego charakterze – nie rzucił się na górkę pieniędzy oferowanych przez Ukraińców.&lt;br /&gt;– Metalist dawał trzy razy większą pensję niż Lech, ale Artiom był tak rozsądny, że zdawał sobie sprawę, iż wciąż musi spokojnie rozwijać swoją karierę. Nie chciał znów zniknąć z pola widzenia – mówi Matias Forkos, jego menedżer.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czarodziejska różdżka&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nagle wszystko zmieniło się jak za dotknięciem różdżki – Rudniew stał się najskuteczniejszym napastnikiem Europy Środkowo-Wschodniej, a Daugava wyszła nawet z kryzysu i obecnie prowadzi w lidze łotewskiej. Z kolei miasto Dyneburg szczyci się dziś dwoma wielkimi talentami – w reprezentacji Łotwy rządzi też Aleksandras Cauna, obecnie gracz CSKA Moskwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam Rudniew po każdym golu dla Lecha wykręca numer asystenta pana Csanka i melduje: „Znów strzeliłem!". Być może wkrótce zadzwoni, żeby pochwalić się, że wyjeżdża na Wyspy Brytyjskie, bo tamtejsze kluby interesują się 23-letnim Łotyszem. Trener Daniel Purzycki odbywał ostatnio spotkania w klubach angielskich: – Dosłownie w każdym pytano mnie o Rudniewa. To były kluby z Championship i Premier League, w których już bardzo dobrze zdają sobie sprawę z tego, co on umie – przyznaje Polak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Ale wszystko trzeba robić powoli. Nie możesz próbować stawiać dwóch kroków naraz, bo się przewrócisz – przestrzega Sakavickas. – Może gdyby wtedy wybrał Metalista, to dziś byłby bogacczem, ale na pewno byśmy o nim nie rozmawiali. W tej chwili jest już gotowy na ten następny krok, ale musi wciąż pamiętać o tym, by znów zrobić jeden, a nie dwa! Na razie się udaje, bo Artiom idzie w bardzo odpowiednim tempie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PRZEMYSŁAW ZYCH&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-8404250347793155933?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/8404250347793155933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=8404250347793155933' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8404250347793155933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8404250347793155933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/09/kim-jest-artjom-rudniew-na-jego.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Ssi2REMM8Bo/TnpGnlJrs1I/AAAAAAAAAbY/uowuge3ZeIs/s72-c/1284663947870.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-3836367710540815539</id><published>2011-09-03T15:15:00.014+02:00</published><updated>2011-09-03T17:12:36.399+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;TO ZWYKŁY PRZECIĘTNY KOPACZ?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-aukM8GYpNLE/TmIrl4aJ8PI/AAAAAAAAAbQ/LNz_REF17og/s1600/634027064148697932.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-aukM8GYpNLE/TmIrl4aJ8PI/AAAAAAAAAbQ/LNz_REF17og/s400/634027064148697932.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648124812473266418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przed Patrykiem Małeckim jeszcze dużo pracy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Media wołały o powołanie Patryka Małeckiego do kadry. Teraz piłka jest po jego stronie - niech udowodni, że w tym zbiorowym krzyku nie było nieuzasadnionej histerii.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;CZYTAJ TEŻ:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/08/nie-wp.html"&gt;"Nie wpierdalaj się, jak maszyna pracuje!" - Radosław Sobolewski.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/08/vieri-van-persie-babel-dzis-zahorski-i.html"&gt;Vieri, Van Persie, Babel, a dziś Zahorski, Sikorski i Korzym - wspominki Lameya&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/08/najlepszy-pikarz-ligi-polskiej-w.html"&gt;Powinien grać w Ajaksie lub PSV, wylądował w... Wiśle - Maor Melikson!&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/08/dyrektor-sportowy-mojito-i-loza-vip-nie.html"&gt;Nie ma piłkarzy? Nie ma też specjalistów! Dyrektor sportowy w Polsce...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Powrót syna marnotrawnego"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy", 02.09.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Widzisz to jedzenie na talerzu? To zachowuj się tak, żebyś i ty mógł takie jeść – Franciszek Smuda jak syna pouczał Patryka Małeckiego w trakcie zgrupowania w warszawskim hotelu Sheraton. Był czerwiec 2010 roku. W Małeckim buzowały hormony,  Smudzie puszczały nerwy.&lt;br /&gt;Selekcjoner uznał jednak, że wiślak na jedzenie z Sheratona nie zasłużył. Przez długie 14 miesięcy ani razu go nie powołał. W końcu się przełamał. Teraz okaże się czy włączając go do kadry Franz popłynął na fali społecznych nastrojów czy jednak ma jakiś pomysł na Małeckiego w kadrze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paradoksalnie na całym tym konflikcie między zawodnikiem a selekcjonerem, w którym obie strony cały czas wzajemnie się nakręcały, zyskał Małecki. Przez ciągnącą się dyskusję urósł w oczach opinii publicznej do roli zbawcy kadry. Tak często przywoływano jego nazwisko, że niektórzy mogli uznać, że naprawdę jest w stanie rozwiązać jej problemy. Zupełnie niesłusznie, przynajmniej na razie. &lt;br /&gt;Konkurenci do miejsca w składzie – Jakub Błaszczykowski, czy Sławomir Peszko grali już, i to dobrze, w meczach i na stadionach, które Małecki dotychczas mógł zobaczyć tylko w telewizji. I to jeśli akurat nie wyskoczył na spotkanie z podejrzanymi kumplami z miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A że to jego sprawa? Pewnie. Ale nie dziwmy się, że dyskusja o Patryku Małecki w pewnym momencie zeszła z torów merytorycznych na plotkarskie, bo to sam Małecki swoim zachowaniem popchnął ją w tym kierunku.&lt;br /&gt;Istotne zaczęło być to, czy naprawdę już dorósł, na pewno kupił mieszkanie, czy to prawda, że zaczął zastanawiać się nad inwestowaniem swoich pieniędzy i mniej imprezować. Słowem: czy dojrzał. Dlatego dziś – w trakcie zgrupowania kadry – ciągle zamęczany jest przez dziennikarzy pytaniami o swój charakter i dociekanami czy nad nim panuje. Potulny jak baranek opowiada przed kamerami – „Nie ma ze mną żadnych problemów i nie będzie".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Przylgnęła do niego łatka łobuza, a wypowiada się o nim wielu takich, którzy wcale nie są lepsi. Widzieliśmy ostatnio piłkarzy Legii, którzy bawili się w mało elegancki sposób po zwycięstwie w Moskwie i jakoś nie słyszę słów potępienia. Natomiast w sprawie Małeckiego takie na pewno by się pojawiły. A ja naprawdę nie widzę w nim nic, co różniłoby go tak bardzo od innych piłkarzy – broni go Jacek Bednarz, który był dyrektorem sportowym Wisły, gdy Małecki przebijał się do podstawowoego składu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Obrażone legendy&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Wiadomo jednak, że lista mniej lub bardziej zatrważających występków pozaboiskowych piłkarza jest długa i niestety ma znaczenie. Zresztą początkowo selekcjoner argumentował przełomowe zaproszenie dla zawodnika słowami, które o tym świadczą: – Nie powołałem go tylko na podstawie efektownego gola, ani tym bardziej przez presję kibiców. Grał ostatnio dobrze, trzymał formę, ale najbardziej podoba mi się zmiana w jego mentalności – mówił Smuda. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety selekcjoner wypowiedział te słowa w przededniu jednego z najsłabszych meczów Małeckiego w karierze – przeciw APOEL-owi Nikozja. Co gorsza kilka dni później piłkarz błysnął głupawą wypowiedzią – o wysyłaniu części kibiców Białej Gwiazdy na stadion Cracovii. Nikt nie będzie zajmować się tym, że Małecki w trakcie mistrzowskiej fety szybko zostawia drużynę i pędzi świętować sukces z chłopakami z miasta, ale obrażenie kibiców i legend Wisły to duże przewinienie. Chwilę przed wypowiedzią o wypędzaniu kibiców, na łamach „PS" sugerował, że byli piłkarze Wisły odwodzili Smudę od jego powołania. "Posłuchał byle kogo (...) dawnych trenerów i działaczy, panów po pięćdziesiątce, którzy codziennie siedzą w Krakowie na Rynku i czekają, aż ktoś im postawi kawę, a oni w podzięce sprzedadzą mu plotki".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Byliśmy tym zbulwersowani. To był policzek dla nas, byłych piłkarzy Wisły. Kmiecik, Kusto, Iwan... – wylicza Marek Motyka.&lt;br /&gt;– Bywa że dosiada się do nas Franek Smuda, ale zawsze mówiliśmy mu o Małeckim same pozytywy, nawet jeśli sobie na to nie zasłużył. A teraz czytam, że czekamy aż nam ktoś kawę postawi... Kim on jest żeby pozwalać sobie na takie złośliwości? Małecki nigdy mi kawy nie stawiał i niech nigdy tego nie robi. Nie wypiłbym. Nie chcę mieć z nim bliższych kontaktów. To zwykły, przeciętny kopacz, bo do piłkarza na razie mu daleko. Daj Boże, żebyś Patryku kiedyś tak siedział jak my na tym rynku i był tak życzliwie witany przez wszystkich krakowian. Pamiętaj: ty też kiedyś będziesz miał pięćdziesiąt lat, a to ludzka pamięć jest właśnie zapłata za całą karierę – denerwuje się Motyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gra swój mecz&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Wcześniej Małecki wielokrotnie dawał znać, że ze Smudą nie przepadają za sobą.&lt;br /&gt;– Franek i Patryk stali się ofiarami medialnego szumu. Media ciągle pytały obie strony o brak powołania dla Małeckiego. Raz czy dwa można odpowiedzieć normalnie, ale jak to się zaczyna ciągnąć i cały czas trzeba się z tego tłumaczyć, to samemu tworzysz sobie w głowie jakiś problem. Patryk miał w końcu kłopot, co odpowiedzieć i padły jakieś niepotrzebne słowa – tłumaczy Bednarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ciągu roku bez powołań banita rzekomo poprawił strzał lewą nogą. Podobno gol w pierwszym spotkaniu przeciw Cypryjczykom nie był przypadkiem, a po prostu skutkiem pracy nad sobą. Wielu obserwatorów jednak wątpi, czy Małecki jest w stanie wspiąć się na wyższy, reprezentacyjny, poziom. Ironicznie pytają: „A grę głową też poprawił?". Bywają przecież piłkarze... mało roztropni poza boiskiem, ale wśród nich można też znaleźć takich, którzy mimo to myślą na nim. Niestety powtarzający się wciąż obrazek z meczów Wisły, to widok Małeckiego, który długo holuje piłkę przy nodze, a wokół stoi trzech kolegów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– To zawsze będzie człowiek, który trochę będzie sprawiał wrażenie, że gra swój mecz, a drużyna swój. Ale widzę, że stał się bardziej odpowiedzialny. Musi poprawić procent celnych podań i lepiej umieć ocenić, kiedy zaryzykować akcję indywidualną, a kiedy podać. Może czasem irytować, ale stać go na dużo – ocenia Bednarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gdzie jest szczyt&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Tylko że w kadrze nie miał dotychczas okazji, by pokazać, że jest czymś więcej niż piłkarzem, który nieco wystaje ponad poziom 23. ligi w Europie. Dość powiedzieć, że dla Małeckiego mecze fazy grupowej Ligi Europejskiej, to już będzie wyzwanie, bo na takim poziomie jeszcze nigdy nie grał. Spotkania z Liteksem i APOEL-em, czy 20 minut w kadrze z Rumunią, to na dobrą sprawę jedyne spotkania o nieco większą, aczkolwiek wciąż relatywnie niską, stawkę. Możliwe, że dalszym impulsem do rozwoju mógłby być tylko transfer zagraniczny, odcięcie się od krakowskiego środowiska.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Pytanie, czy znajdą się odważni na piłkarza, który w najpoważniejszym meczu swojej kariery rozgrywa najgorsze spotkanie? Małecki w Nikozji nie był sobą. Podejmował decyzje, które kazały myśleć, że nie radzi sobie ze stresem i przez to ma zawężone pole widzenia. Pierwszy raz okazało się, że „Mały" wcale nie jest takim "kozakiem", na jakiego pozuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po stronie argumentów niedowiarków należy też umieścić ledwie jeden zwód, na który ligowi rywale w Polsce i tak cały czas dają się nabierać. Ostre ścięcie do środka za pomocą lewej lub prawej nogi. Innych nie ma. Czy więc przypadkiem nie jest tak, że cały ekwipunek Małeckiego to tylko ogromna wiara w siebie oparta na prostackiej pogardzie dla rywala i straceńczych szarżach. Na ciągłym podejmowaniu ryzyka bez względu na dobro drużyny? Gdzie leży szczyt możliwości Małeckiego i czy czasem już go właśnie nie oglądamy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Chcę go oceniać tylko, jako piłkarza i nie sądzę, by w ostatnim rok rozwinął się w odpowiednim kierunku. Jest tym samym zawodnikiem, co rok temu. Jak ma podać, to strzeli. Jak strzelać, to podaje – mówi Kazimierz Węgrzyn, który w ogóle nie za bardzo chce rozmawiać o zawodniku Wisły. W przeszłości zwracał uwagę na jego boiskowe błędy, ale Małecki krytykę rozumiał opacznie i później dużo energii marnował na oddawanie razów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– To mu nie służy, a ja przestałem traktować go poważnie. Jak najmniej mówić, to proponuję Patrykowi – ironizuje Motyka. – Tak naprawdę Małecki na razie jest tylko jednym z wielu. Naubliżał już wielu ludziom. Ma coraz więcej wrogów. Zagubił się totalnie, a wypowiedzią o kibicach strzelił sobie w kolano. Wysoko buja w obłokach, a dwa ostatnie mecze w Wiśle powinny sprowadzić go na ziemię. Oby dwa najbliższe spotkania kadry nie sprowadziły go jeszcze niżej. Jeśli zawiedzie, to mogą być jego ostatnie podrygi w reprezentacji – przestrzega Marek Motyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Małecki w kadrze:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;14.11.2009 Polska – Rumunia 0:1 (20 minut)&lt;br /&gt;18.11.2009 Polska – Kanada 1:0 (2 minuty)&lt;br /&gt;17.01.2010 Polska – Dania 1:3 (5 minut)&lt;br /&gt;20.01.2010 Tajlandia – Polska 1:3 (69 minut i gol)&lt;br /&gt;23.01.2010 Polska – Singapur 6:1 (27 minut i gol)&lt;br /&gt;03.03.2010 Polska – Bułgaria 2:0 (12 minut)&lt;br /&gt;29.05.2010 Polska – Finlandia 0:0 (1 minuta)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W meczu z Meksykiem rozegrał 45 minut.&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-3836367710540815539?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/3836367710540815539/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=3836367710540815539' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/3836367710540815539'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/3836367710540815539'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/09/to-zwyky-przecietny-kopacz-media-woay-o.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-aukM8GYpNLE/TmIrl4aJ8PI/AAAAAAAAAbQ/LNz_REF17og/s72-c/634027064148697932.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-2737910610602024741</id><published>2011-08-27T01:47:00.007+02:00</published><updated>2011-08-27T13:17:39.669+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;POKAZAĆ, ŻE FRANZ SMUDA JAK ZWYKLE SIĘ POMYLIŁ...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Ufxw2eG3_Yo/Tlg1b5nbuhI/AAAAAAAAAbI/oqPNeckXz74/s1600/lech_wypozycza_dwoch_pilkarzy__32092.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 238px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Ufxw2eG3_Yo/Tlg1b5nbuhI/AAAAAAAAAbI/oqPNeckXz74/s400/lech_wypozycza_dwoch_pilkarzy__32092.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5645320886347872786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W Lechu mógł być następcą Rafała Murawskiego. Ówczesny trener Kolejorza Franciszek Smuda wolał Andersona Cueto. Następny, czyli Jacek Zieliński - Jana Zapotokę. Mateusz Machaj teraz gra w Lechii Gdańsk.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Tak się trafia do ekstraklasy"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy", 26.08.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Była ostatnia minuta dogrywki. Mecz z Austrią Wiedeń. Lech grał o fazę grupową Pucharu UEFA. Wynik 4:2. Bramkę na wagę awansu właśnie zdobywa Rafał Murawski. Trener Franciszek Smuda spogląda na rezerwowych. Potrzebuje zmiany. Gra na czas. Na ławce tylko ja i Dawid Kucharski. Patrzy na mnie, a potem na Kucharskiego. Na mnie, na Kucharskiego. I jeszcze raz. Wybiera Dawida (który ostatecznie nie zagrał, bo sędzia skończył mecz – red.). Szkoda – myślałem, ale po meczu zmieniłem zdanie. Moja koszulka do gry...  została w szatni. Miałem furę szczęścia, że nie zostałem wybrany! Trener Smuda na pewno już nie chciałby mnie znać – śmieje się Mateusz Machaj. &lt;br /&gt;Trzy lata temu 19-letni junior, na którego surowy trener nie spoglądał zbyt łaskawym okiem. Koszulka z tamtego spotkania wisi dziś oprawiona w antyramę w gdańskim mieszkaniu, które Machaj wynajmuje, odkąd został graczem Lechii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Selekcjoner w okresie pracy w Lechu odstrzelił też Huberta Wołąkiewicza, a kilka lat później zaczął powoływać go do reprezentacji. Czy tak samo może być z Machajem? &lt;br /&gt;– Machaj nie był wtedy gorszy od Andersona Cueto! A to Cueto grał. Takich utalentowanych chłopców ze szkółki Amiki jak Machaj było więcej. Jednak działacze Lecha woleli transfery droższych piłkarzy z zagranicy o takich samych umiejętnościach, jak Polacy ze szkółki. Gdzie jest dziś Cueto, a gdzie Machaj? – pyta Marian Kurowski, trener pomocnika w drużynach juniorskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Machaj na kilka lat zniknął z pola widzenia. Miejsce w kadrze Lecha zabrał mu później Jan Zapotoka. Gdy wrócił do ekstraklasy, w sparingu Lechii odważnie zabrał piłkę, ustawił na dwudziestym metrze i sam strzelał. Gdy wyszła na rzut rożny, wziął ją i bił rożne. Kiedy w drużynie przeprowadzono testy biegowe na 30 metrów, to też najlepszy okazał się wychowanek Amiki. Od pierwszej kolejki prezentuje precyzyjne kilkudziesięciometrowe przerzuty i mocne strzały, które prawie zawsze zmierzają w bramkę. Do ligi wszedł bez żadnych kompleksów, bo nie trzeba było go uczyć piłkarskich podstaw.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– To było widać. Miejsce Machaja jest w ekstraklasie – mówi trener Ireneusz Mamrot z Chrobrego Głogów. W poprzednim sezonie w jego barwach 22-letni pomocnik został królem strzelców, zdobył 16 bramek, wiele z nich z rzutów wolnych. W seniorach strzelił w ten sposób już ponad dziesięć goli. &lt;br /&gt;– Od początku zdawał sobie sprawę, że w ekstraklasie są również słabsi piłkarze od niego, a mimo to jego w niej nie ma. Zostawał po treningach i ćwiczył te wolne. Po pięćdziesiąt razy dziennie. Wraz z kilkoma chłopakami trenował przerzuty, precyzję podań. Gdy zimą mieliśmy dwa treningi dziennie, to Machaj i tak pracował między nimi. Tak się trafia do ekstraklasy – kiwa głową Mamrot. Wiosną zaczęły przychodzić zaproszenia na testy z pierwszej ligi – z Pogoni Szczecin i GKS Katowice. Latem odezwała się już elita.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Chrobry to była trzecia liga, ale miałem wrażenie, że… spadłem trochę za nisko. Mogłem wziąć się do roboty i liczyć tylko, że ktoś mnie zobaczy albo się załamać. Brałem więc brata Bartosza (18-latek; gra w Chrobrym - red), bramkarza i trenowaliśmy godzinami. Nie miałem wyjścia – przyznaje młody piłkarz.&lt;br /&gt;Nie mógł już tracić czasu. W Amice został mistrzem Polski juniorów starszych (2007) oraz brązowym i srebrnym medalistą juniorów młodszych (2005 i 2006), a w jednym z bezpośrednich meczów przyćmił nawet Mateusza Cetnarskiego z UKS SMS Łódź.&lt;br /&gt;- Dalej muszę pracować. Nad grą w defensywie i lewą nogą. Mam do siebie trochę pretensji, choćby o rzut rożny w meczu z ŁKS. Była ostatnia minuta, a ja niepotrzebnie pospieszyłem się z wrzutką – mówi Machaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawno Lech odważnie postawił na Mateusza Możdżenia, ale wobec Machaja na koniec też postąpił z klasą. Właściciel nie robił problemów i puścił wychowanka do Gdańska za niższy ekwiwalent. Dziś pozostaje mu tylko wspomnienie kilku minut w ekstraklasie i krótki występ w Pucharze Polski, gdy zmienił Rafała Murawskiego. To mogła być symboliczna zmiana. Przy Bułgarskiej mógł zostać jego następcą – piłkarza, który łączy defensywę i ofensywę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Gdy Machaj i Możdżeń byli w wieku 16-17 lat, to uważaliśmy, że większe predyspozycje ma właśnie piłkarz Lechii. Choćby dlatego, że jest szybszy. Możdżeń jest nieco bardziej odporny psychicznie, praktycznie nie odczuwa stresu, ale Machajowi też nic nie brakuje. Pamiętam, jak puściliśmy go do gry w trzecioligowej Amice. Miał 18 lat i to był już twardziel, nie dawał się nikomu przepychać, twardo trzymał się na nogach. Obaj powinni grać w Poznaniu – przyznaje Kurowski. A Mamrot, poprzedni trener, przyznaje:&lt;br /&gt;– Na razie w ekstraklasie gra dobrze, ale bez błysku. Jeszcze nie podejmuje ryzyka, gra bardzo odpowiedzialnie, ale on przecież potrafi też wygrywać pojedynki czy podać prostopadłe piłki, więc zapewniam: on pokaże znacznie więcej! Machaj jeszcze w tej ekstraklasie będzie i strzelał gole, i asystował.&lt;br /&gt;- Trzy lata temu nie wydawało mi się, że on się tak rozwinie – przyznaje Franciszek Smuda. – Machaj mi się nie podobał. Był taki jakiś powolny, mało zwrotny. Ale widzę teraz, że popracował nad sobą i poprawił się w kilku elementach. Może osiągnie w życiu swój cel, jeśli dalej będzie się rozwijał – mówi selekcjoner. Mecz Wisły z Lechią obejrzy na stadionie... &lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-2737910610602024741?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/2737910610602024741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=2737910610602024741' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/2737910610602024741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/2737910610602024741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/08/pokazac-ze-smuda-znow-sie-pomyli-w.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Ufxw2eG3_Yo/Tlg1b5nbuhI/AAAAAAAAAbI/oqPNeckXz74/s72-c/lech_wypozycza_dwoch_pilkarzy__32092.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-79605215697217200</id><published>2011-08-26T23:39:00.006+02:00</published><updated>2011-09-23T23:26:55.649+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;NIE WP... SIĘ, JAK MASZYNA PRACUJE!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-CkYsU835NJE/TlgXNsQqXuI/AAAAAAAAAbA/TwbPOcjC5X4/s1600/Radoslaw_Sobolewski_Fot_5266777.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 286px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-CkYsU835NJE/TlgXNsQqXuI/AAAAAAAAAbA/TwbPOcjC5X4/s400/Radoslaw_Sobolewski_Fot_5266777.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5645287656895700706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Talentu naprawdę nie miałem" - kończy rozmowę kapitan Wisły...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Liga Mistrzów nakręca Sobolewskiego"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Magazyn Przegląd Sportowego, 23.08.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- "Nie wp... się, jak maszyna pracuje!" – usłyszałem od „Sobola" w trakcie meczu Groclinu z Herthą Berlin. Byłem młodym zawodnikiem i bardzo chciałem się wykazać, więc spróbowałem powalczyć o górną piłkę – przypomina sobie Sebastian Mila. &lt;br /&gt;– Skoczyłem do główki, ale on zrobił to samo. Zdemolował nas obu: mnie i niemieckiego rywala. Nigdy nie zapomnę tej sceny, gdy tak obaj z tym Niemcem leżeliśmy powaleni na murawie, a zdenerwowany „Sobol" upominał mnie, bym następnym razem zostawił mu całą tę robotę w środku pola – śmieje się Mila. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tamtego czasu minęło osiem lat, ale dziś maszyna pracuje jeszcze sprawniej. Dobrze naoliwiona, u szczytu swoich możliwości, w wieku 35 lat osiągnęła perfekcję w efektywności. Sobolewski w środku pola potrafi fizycznie i psychicznie zamęczyć przeciwnika. Nigdy nie był lepszy i czwarty raz próbuje zakwalifikować się do Ligi Mistrzów. Wejście do niej może być dla Sobolewskiego największą satysfakcją w całej karierze. Awans na mistrzostwa świata 2006 oraz Europy 2008 to też wielkie sukcesy, ale tylko Champions League ma swój niepowtarzalny urok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Dziś, jako starszy zawodnik, tej czystej motywacji mam nawet więcej niż w przeszłości – zaskakuje kapitan Wisły. &lt;br /&gt;– Kiedyś dochodziła do niej chęć zarabiania coraz większych pieniędzy. Teraz one odgrywają już mniejszą rolę niż to, że mogę się zrealizować. Celem jest Liga Mistrzów, to ona mnie nakręca. Kolejne mistrzostwa Polski były czymś szczególnym, ale ja czekam na ten upragniony awans. Jesteśmy tego bardzo blisko – przyznaje Sobolewski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Uciekający Xavi&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Trzy wcześniejsze próby zakończyły się rozczarowaniem. Jak nie czerwona kartka w Atenach (a wcześniej piękny gol) czy kompromitacja z Levadią Tallinn, to bolesne starcie z Barceloną, zespołem z innego piłkarskiego świata. &lt;br /&gt;– Gra przeciwko Xaviemu to był koszmar. Po tym meczu pomyślałem sobie, że to są właśnie piłkarze. To byli ludzie, którzy uprawiali zupełnie inną dyscyplinę sportu. Czuliśmy ogromną bezradność. Włożyliśmy w ten mecz mnóstwo wysiłku, ale cała para szła w gwizdek – przyznaje. &lt;br /&gt;– Chciałem poskrobać tego Xaviego po kostkach, ale się nie dało. A jak pobiegłem w prawo, to on ruszył z piłką w lewo. Gdy próbowałem go zaatakować od lewej strony, to on i tak wszystko przeczytał i szedł w prawo. Jak już chcieliśmy przyprasować go we dwóch lub w trzech, to on podawał koledze z pierwszej piłki... Nawet gdybyśmy wtedy wznieśli się na wyżyny swoich możliwości, to nie bylibyśmy w stanie nic zrobić – rozkłada ręce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To dla takich chwil jak mecze z APOEL- em Nikozja przez kilkanaście lat pracował nad eliminowaniem własnych słabości. Bywał forstoperem, kryjącym obrońcą, bocznym pomocnikiem, nawet napastnikiem. Trzy razy spadał z ligi, w tym w 1998 roku w barwach Petrochemii po meczu, w którym w Płocku przegrał 1:6 z Odrą, został zmieniony w przerwie i dostał w „Przeglądzie Sportowym" wstydliwą notę „1". Mocno to wszystko przeżywał, kilka godzin nawet nie wychodził z szatni. Te wydarzenia kształtowały charakter piłkarza, przed którym dekadę później drżała już cała liga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Walka i jeszcze raz walka&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Dziś popełnia mniej błędów, zwłaszcza taktycznych. Jako kapitan znacznie częściej niż kiedyś zabiera też głos w szatni. Uważni obserwatorzy mogą również dostrzec, że ostatnio do swojej gry wprowadził nowy element – prostopadłe podania. Ale wszystko zaczęło się w Białymstoku. &lt;br /&gt;– Nie sądziłem, że zajdę tak daleko. Wirtuozem nie byłem, nie jestem i nigdy nie zostanę. Nie dostałem od Boga takiego talentu jak moi koledzy z zespołu juniorów Jagiellonii. Moją sprawność techniczną pogorszyła kontuzja w wieku 14–15 lat. Około ósmej klasy podstawówki szlifuje się technikę, a ja nie mogłem grać. Musiałem więc szukać innego atutu, próbować pomagać kolegom charakterem i walecznością. Zdawałem sobie sprawę, że muszę dawać drużynie coś innego, coś ekstra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pełne podporządkowanie zespołowi to jedna z tych rzeczy – opowiada Sobolewski, jak własną słabość przekuł w atut, a potem w grze na swojej pozycji stał się profesorem. &lt;br /&gt;– W latach 90. był w Jagiellonii piłkarz Romaniuk. Uważał, że może go minąć albo piłka, albo zawodnik. Jedno i drugie nie miało prawa. Coś musiało się zatrzymać. I na początku to z niego brałem przykład, do dziś mi to nie przeszło. W każdym meczu chcę pokazywać wyższość nad rywalem, ale wślizgi to za mało. Jakbym tylko to potrafi ł robić, siedziałbym na rybach w Białymstoku, a nie grał w Wiśle Kraków. Ważną rolę odgrywa choćby psychika – mówi. I dodaje: – Gdy już dobrze zagram, to po meczach nie nastawiam ucha, by wysłuchiwać pochwał. Nigdy nie było mi to do niczego potrzebne. Taki charakter mam od początku – przyznaje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Strateg i wędkarz&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Uwielbia strategie: boiskową i wojenną. Być może to zacięcie również spowodowało, że tak szybko nauczył się gry na swojej pozycji. &lt;br /&gt;– Lubię taktykę w piłce i myślę, że jakieś pojęcie o niej mam. To zainteresowanie wykracza poza boisko. Od chyba już dziesięciu lat gram przez internet w grę „Heroes 3" wraz z moim przyjacielem Jackiem Markiewiczem – mówi z radością. W trakcie rozmowy ujawnia ją jeszcze wtedy, gdy pytamy go, gdzie... nauczył się łowić wędką spinningową. &lt;br /&gt;– Byliśmy na Mazurach, a że nie miałem swojego sprzętu, to pożyczył mi go Jacek. Gdy kilka razy zarzuciłem wędkę w trzciny i pozrywałem mu linki w sprzęcie, to dał mi swój stary kij i kazał rzucać w przeciwnym kierunku. Tak więc on sobie rzucał do wody, a ja w stronę trawy. W dodatku nie z haczykiem, tylko z ciężarkiem, żebym znów niczego nie zepsuł – wspomina z rozbawieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zły rozmówca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie znosi za to dwóch pytań. O to, dlaczego nie rozmawia z dziennikarzami i dlaczego zrezygnował z kadry. Gdy pytamy, co powiedziałby, gdyby nieznajoma osoba zagadywała go w pociągu o wykonywany zawód, z przekąsem odpowiada „dziennikarz". Ale z kapitanem Wisły tak już jest. W czasie rozmowy kilka razy rzuca zadanie: „Nigdy nie spadałeś z ligi, to nie wiesz, co to znaczy". Albo: „Jestem złym rozmówcą, bo nie będę za dużo mówił o sobie. Nie potrafię i nie lubię". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może to dlatego wokół kapitana Wisły narosło tyle mitów, które go złoszczą. Że istnieje jakaś tajemnica, dlaczego po awansie na EURO 2008 zakończył reprezentacyjną karierę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Ktoś się doszukuje w tym drugiego dna, a tu go nie ma. Są młodsi, niech oni się sprawdzają i dają drużynie narodowej jeszcze więcej. Macie czasami pretensje do zawodników, że odcinają kupony, zajmują miejsce młodym. Później mielibyście pretensje do mnie, że i ja to robię. Padłoby: „Po co Sobolewski, weźmy młodszego" – mówi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jerzy Engel, były trener Wisły, z którym odpadł w eliminacjach LM po meczach z Panathinaikosem: – Sobolewski nigdy nie dał po sobie poznać żadnych emocji. Nieważne, co się do niego mówiło, on zawsze był taki sam, z tą samą miną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie opinie zupełnie kontrastują z tym, co można usłyszeć od kilku zaprzyjaźnionych z nim osób. W ich oczach kapitan Wisły to wesoły człowiek, z charakterystycznym dla siebie dystansem.&lt;br /&gt;– To wynika z obrazu, który tworzą wokół mnie dziennikarze. Ale przyznaję, że ludzie, którzy mnie bliżej nie znają, uważają za gbura i osobę niedostępną. Czasami żona mówi mi, że jacyś jej nowi znajomi bali się mnie, gdy mnie spotkali. Ale właśnie taki bywa ze mną pierwszy kontakt – przyznaje Sobolewski.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-79605215697217200?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/79605215697217200/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=79605215697217200' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/79605215697217200'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/79605215697217200'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/08/nie-wp.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-CkYsU835NJE/TlgXNsQqXuI/AAAAAAAAAbA/TwbPOcjC5X4/s72-c/Radoslaw_Sobolewski_Fot_5266777.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-1902337734129782314</id><published>2011-08-26T23:06:00.006+02:00</published><updated>2011-08-27T02:21:49.365+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;STRZELA I PARTACZY - FRED BENSON, CZYLI OJ... BĘDĄ EMOCJE!&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-PcM5GZB_L5Y/TlgNzwv6vMI/AAAAAAAAAa4/zObgOmMhkog/s1600/z9967404Z%252CFred-Benson.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-PcM5GZB_L5Y/TlgNzwv6vMI/AAAAAAAAAa4/zObgOmMhkog/s400/z9967404Z%252CFred-Benson.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5645277315819289794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Lechia szukała snajpera. Znalazła Bensona. On wystarczy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Z gracją Freda Flinstona"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy", 19.08.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Fred Benson jako junior był mistrzem Holandii z Ajaksem, ale okazał się za słaby, by zostać w Amsterdamie. Strzelał więc gole dla RKC Waalwijk aż stał się dla tego klubu zbyt drogi. Teraz straszy bramkarzy rywali Lechii.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po bramkach Freda Bensona w RKC Waalwijk z głośników leciał radosny okrzyk „Jabadabadu!", typowy dla jego imiennika – Flintstona, bohatera słynnej amerykańskiej kreskówki. Ale równie często po stadionie niósł się szmer i odgłosy niezadowolenia. Tak było gdy nowy napastnik Lechii Gdańsk marnował sytuację za sytuacją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– O mój Boże... Jakie to były okazje! – podnosi głos Ludo van Denderen z gazety „AD", przypominając sobie poczynania wicekróla strzelców holenderskiej drugiej ligi. – Benson zdobył 17 bramek, ale powinien mieć ich o 15 więcej! Potrafi strzelić najpiękniejszego gola sezonu, ale czasami nie umie wykonać najprostszej rzeczy na boisku – ocenia holenderski dziennikarz, który w ostatnim sezonie na co dzień obserwował zawodnika. Przy Traugutta Benson został wytypowany do roli snajpera, ostatniego brakującego elementu w układance Tomasza Kafarskiego...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek w Lechii Benson miał taki sam, jak poprzedni sezon w Holandii. Gol po pięknej akcji na otwarcie PGE Areny, ale i kapitalna sytuacja, którą koncertowo spartaczył. Zamiast strzelać, poślizgnął się i wylądował na tyłku. – W ostatnim sezonie powinienem strzelić od 25 do 30 goli. Nie będę ukrywał, że zmarnowałem od 10 do 12 sytuacji sam na sam – kiwa głową Benson, wychowanek Ajaksu Amsterdam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Wszystkiego nauczyłem się tam oraz w Vitesse Arnhem pod okiem Matthew Amoaha. Że wcale nie chodzi o to, by wymieniać 30 podań, że wystarczą cztery szybkie, by strzelić gola. Jak się zastawiać, używać ciała, jak nie stracić piłki. Wiem, jak stwarzać sobie okazje do strzelenia gola, ale jeszcze muszę się nauczyć, jak wszystkie zamienić na bramki. Prezentuję wysoki poziom jeśli chodzi o poruszanie się po boisku, ale mam kłopot z podejmowaniem decyzji w sytuacjach, gdy przed sobą mam już tylko bramkarza. Zastanawiam się: lobować, mijać go z prawej strony, czy lewej? Ale przecież gdybym umiał wszystko wykorzystać, to grałbym dziś w Barcelonie – broni się Holender.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Napastnik z DVD&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Lechia przed podjęciem decyzji o transferze nie obserwowała Bensona na żywo. Został zaakceptowany przez Tomasza Kafarskiego na podstawie... płyt DVD. – Za późno dowiedzieliśmy się, że nie przedłuży kontraktu w Waalwijk. Ale to, co zobaczyłem w materiale filmowym wystarczyło, bym podjął decyzję – tłumaczy się trener i zarazem dyrektor sportowy klubu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie trudno wyrokować, czy Holender będzie gwiazdą ekstraklasy, czy jej rozczarowaniem. Czy zobaczymy piłkarza, który – jak twierdzi – jest dobrym dryblerem i sam stwarza sobie sytuacje, czy jednak okaże sie, że najwięcej zawdzięcza dobrej pracy skrzydłowych – jak sugerują dziennikarze z Holandii? Warto bowiem zwrócić uwagę, że w Jupiler League Benson grał w najbardziej ofensywnym zespole ligi, a Derk Boerrigter – strzelec 18 goli i autor 14 asyst – wypromował się na tych podaniach tak dobrze, że nawet podpisał kontrakt z Ajaksem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ruud Brood, trener RKC Waalwijk, zwraca uwagę przede wszystkim na szybkość Bensona. &lt;br /&gt;– To dzięki niej dochodził do tylu okazji. Najwięcej zagrożenia sieje, gdy czyha na linii z obrońcami i zostaje mu około 40 metrów przestrzeni do wbiegnięcia. Gdy z kolei gra przeciw zespołowi, który broni się bliżej bramki, to lepiej prezentuje się w roli cofniętego napastnika. Najwięcej zależy od tego, czy jest dobrze przygotowany fizycznie – zdradza Brood. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W ciągłym ruchu&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Kafarski zdaje sobie sprawę z pewnych ułomności Bensona. – Nie sprowadzamy do Lechii piłkarzy kompletnych, u których nie podnosimy już parametrów. Jednak skoro umiejętność dochodzenia do tak wielu sytuacji jeszcze lepiej świadczy o klasie napastnika. Benson potrafi przewidzieć, gdzie spadnie piłka. To gracz odważny, który lubi dużo biegać i dryblować, więc może stać się objawieniem ekstraklasy. Dobrze czuje się i w ataku pozycyjnym, i w kontrach, a z tego, co słyszałem, dysponuje charakterem walczaka. Właśnie taki człowiek jest nam potrzebny – chwali zawodnika trener Lechii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kafarski w poprzednim sezonie zawiódł się na Bedim Buvalu. Chimeryczny napastnik nie potrafił wykończyć wielu ciekawych akcji zespołu i Lechia zajęła odległe ósme miejsce w tabeli. Dla gdańskiego szkoleniowca istotne jest to, że Benson jest przyzwyczajony do gry przeciwko drużynom, które preferują futbol na nie. Gra na zapleczu Eredivisie jest brutalna, jest w niej wiele szamotaniny. Niemal w każdym meczu piłkarze otrzymują czerwone kartki. Ekstraklasa to przy tym pestka... – W Jupiler League nie ma taktyki. To trochę taki „kick and rush" (podaj i biegnij – przyp. red.), jak w niższych ligach angielskich. Jest dużo walki i goli, a styl gry na tym poziomie rozgrywek drastycznie różni się od Eredivisie. Nie ma się więc co dziwić, że kluby z holenderskiej ekstraklasy nie szukają na zapleczu zawodników. Praktycznie żaden nie ma szans na promocję, jeśli ma więcej niż 20–21 lat – tłumaczy Chris Tempelman z „Voetbal International".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Marzył o Amsterdam Arena&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Benson awansował jednak do Eredivisie wraz z Waalwijk i w obecnym sezonie mógł w niej grać, z czego nie skorzystał. Wybrał występy w Polsce, bo... praktycznie nie miał innego wyjścia. Klub od lat nie płacił podatków i był winien fiskusowi kilka milionów euro, a czarnoskóry snajper był najlepiej opłacanym piłkarzem w całej drugiej lidze. Według niektórych źródeł umowa Holendra oscylowała wokół sumy 350 tysięcy euro brutto, a klub nie miał zamiaru dłużej mu jej wypłacać. Półtora roku temu Benson wspólnie z działaczami ustalił nawet, że uda się na półroczne wypożyczenie do Chin, by nieco ulżyć RKC. Wrócił, ale chętnych na niego wciąż nie było. Pewnie nie takiego obrotu spraw spodziewał się, gdy w 2004 roku opuszczał szkółkę Ajaksu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znalazł się w niej, gdy miał 15 lat. To było marzenie chłopca z Ghany, który na europejski kontynent przeniósł się pięć lat wcześniej. Bez matki, z którą ojciec rozwiódł się przed wyjazdem do Europy, i praktycznie również bez niego. Benson Jr widywał rodziciela jedynie nad ranem, gdy ten przemęczony wracał po nocy spędzonej na rozładunku towarów z zabrudzonych tirów. Chłopak spędził dzieciństwo w domu cioci i zajął się kopaniem piłki w klubie FC Amstelland. Zaczął w bramce, ale w wieku 13 lat przeniósł się na prawe skrzydło. Po dwóch latach, wracając któregoś dnia do domu dostrzegł po drugiej stronie ulicy uradowanego wujka. Wymachiwał rękami i krzyczał do Bensona: „Przyszły zaproszenia z Ajaksu i Feyenoordu!".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Za słaby na Ajax&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Postawił na Ajax i dołączył do drużyny, z której kilka lat później wyszło w świat wielu znanych piłkarzy. Hedwiges Maduro, Daniel de Ridder, Nigel de Jong, czy Ryan Babel trafili na szczyt. Benson nie, bo zazwyczaj pełnił tylko rolę zmiennika kapitana młodego Ajaksu, Jasona Culliny. W ten sposób wygrał z klubem z Amsterdamu mistrzostwo juniorów i puchar, ale potem doszedł tylko do drużyny rezerw. Po pierwszym roku w drugim zespole zobaczył przed sobą wielki znak „STOP". Usłyszał: „Nie jesteś wystarczająco dobry, by trafić do seniorów". Dyrektor techniczny zaproponował mu następny sezon w rezerwach, ale nadeszła oferta z Vitesse. Benson nie chciał marnować czasu. Wyjechał do Arnhem. – Gdy byłem trenerem drugiego zespołu Vitesse, zaproponowałem mu testy. Postawiłem na niego, a on strzelał bramki niemal w każdym meczu mojego zespołu i tym wywalczył sobie awans do seniorów – mówi Theo Boss, niedawno trener Polonii Warszawa.&lt;br /&gt;– Pomyślałem tak: jeśli powiedzie mi się w Vitesse, to może dostanę szansę na powrót do Ajaksu – wspomina Benson, który w sezonie 2005/06 został zmiennikiem Amoaha i strzelił 7 goli w Eredivisie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zmiennik Huntelaara&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;– To był mój sukces. Dzięki temu nadeszło powołanie do młodzieżówki. Holenderska federacja nigdy wcześniej nawet się mną nie zainteresowała, a po tych bramkach zostałem od razu zaproszony na młodzieżowe mistrzostwa Europy! Gdy dziś czasem spoglądam na złoty medal, myślę sobie: co za osiągnięcie! Nieważne, że byłem numerem cztery wśród napastników. Bycie zmiennikiem Klaasa-Jana Huntelaara to naprawdę żadna hańba – pręży się, ale za chwilę smutnieje, bo powołanie nie poprawiło jego pozycji w holenderskiej piłce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wprawdzie z klubu odszedł Amoah, ale trener Aad de Mos postawił na duet Danko Lazović – Mads Junker. Benson wciąż był jokerem, zdobył nawet sześć bramek, o dwie więcej od Junkera, grając niemal dwukrotnie mniej, ale nie zyskał w oczach De Mosa. Dopiero w następnych latach okazało się, że trener prawidłowo rozpoznał potencjał obu graczy. Junker w barwach Rody Kerkrade w dwóch ostatnich sezonach strzelił 41 goli w Eredivisie, a Benson trafił do prowincjonalnego Waalwijk... – Nie wszystko się udało, bo RKC za długo grało w drugiej lidze, jednak uważam, że wciąż spokojnie mógłbym występować w każdym zespole Eredivisie od miejsca numer 8 do 18. Ale teraz przyszedł czas na nowe wyzwania w Polsce. Gwarantuję, że moja skuteczność z każdym rokiem idzie w górę i w tym sezonie nie zmarnuję już tylu okazji, co ostatnio...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-1902337734129782314?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/1902337734129782314/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=1902337734129782314' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/1902337734129782314'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/1902337734129782314'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/08/strzela-i-partaczy-fred-benson-czyli-oj.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-PcM5GZB_L5Y/TlgNzwv6vMI/AAAAAAAAAa4/zObgOmMhkog/s72-c/z9967404Z%252CFred-Benson.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-4356109877451256559</id><published>2011-08-26T22:23:00.009+02:00</published><updated>2011-08-26T23:01:19.812+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;VIERI, VAN PERSIE, BABEL, A DZIŚ ZAHORSKI, SIKORSKI I KORZYM...&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hUQ0VCxK0wI/TlgHroz_vAI/AAAAAAAAAaw/p2HmSIfa7GM/s1600/LAMEY_Michael_20051101_GH_L.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 302px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-hUQ0VCxK0wI/TlgHroz_vAI/AAAAAAAAAaw/p2HmSIfa7GM/s400/LAMEY_Michael_20051101_GH_L.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5645270579180190722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wychowanek Ajaksu Amsterdam w barwach PSV Eindhoven.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Dziwna kariera Lameya"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy", 12.08.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PIŁKA, WYSKOK, ŁOKIEĆ, TWARZ&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;To się zdarzyło kilka lat temu w PSV Eindhoven w meczu z AC Milan. Wygraliśmy 1:0. W naszych rezerwach grał pewien Włoch, z którym zawsze pod szatnią ucinałem sobie włoskie pogawędki. Na początku meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów odebrałem piłkę Christianowi Vieriemu. Kipiał ze złości. Przypomniałem sobie te pogawędki i krzyknąłem do niego kilka włoskich słów. Rozwścieczył się na dobre, przestał patrzeć na piłkę. Każde wysokie podanie to była dla niego okazja do rewanżu. Piłka, wyskok, łokieć, twarz! A sędzia nie reagował. Straciłem koncentrację na meczu. Bałem się o zdrowie, więc postanowiłem, że już nigdy nie będę prowokował rywali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;NAZYWAŁ SIĘ VAN PERSIE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Grałem przeciw Gilardino, Kace, Szewczence czy Seedorfowi, ale wiele lat wcześniej w Holandii, gdy byłem prawym obrońcą w RKC Waalwijk, zmierzyłem się z takim jednym... On – lewoskrzydłowy w Feyenoordzie. Robin van Persie. Już po chwili gry pomyślałem: Jezu, jak on kręci!&lt;br /&gt;Doskonale zapamiętałem też Ryana Babela. Grałem z PSV finał Pucharu Holandii przeciw Ajaksowi. Dochodziła 70 minuta. Patrzę, a tam przy linii gotowy do wejścia na boisko stoi świeży Babel. Wiesz, co w takich chwilach myśli sobie obrońca? Zmęczony narzekałem: „Co on teraz ze mną zrobi?”. I faktycznie – jak wystartował, przestało być łatwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;GUUS HIDDINK&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś wykonywałem dużo ostrych wślizgów. Podszedł do mnie Hiddink i spytał: „Co ty do cholery wyrabiasz? Po prostu biegnij za nim". Od tego czasu zmieniłem styl, naciskam rywala, aż on sam popełni błąd.&lt;br /&gt;Guus na początku mnie nie znał. Dopiero co przyjechał z Korei Południowej, więc musiałem się wykazać i wybrałem wypożyczenia do AZ Alkmaar i Utrechtu. Po powrocie długo walczyłem o miejsce w składzie, bo ze szkółki wyszedł bardzo utalentowany Kasper Boegelund. Ale nie przejmowałem się tym. Hiddink potrafił stworzyć tak przyjazną atmosferę, że nawet jako rezerwowy czułem się ważny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;3 RAZY NA ŁAWCE AJAKSU&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W akademii Ajaksu spędziłem 7 lat. Razem z Andym van der Meyde. Efekt całego szkolenia był taki, że trzy raz trafiłem na ławkę pierwszego zespołu. Bez debiutu. Ale może to i dobrze? Przypominam sobie spotkanie ligowe z De Graafschap. Byłem rezerwowym, gdy nasz prawy obrońca doznał urazu. Pomyślałem: „O, nie!". Z perspektywy ławki wydawało mi się, że mecz jest strasznie szybki. Oglądał go stadion pełen ludzi. Nie chciałem wchodzić! Miałem 18 lat i nie czułem się gotowy. Ajax chyba też, bo w tamtych czasach trzeba było mieć trochę szczęścia, by otrzymać szansę. Co sześć miesięcy przychodził nowy trener. Morten Olsen, Jan Wouters, Hans Westerhoff. Przez zamieszanie w klubie nikt nie odważył się postawić na młodzieńca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;MARTIN JOL&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Miałem 19 lat i dwuletni kontrakt z drugim zespołem Ajaksu, gdy pewnego dnia wypatrzył mnie Martin Jol, trener RKC Waalwijk. On wtedy dopiero zaczynał, podobnie jak ja. Okazał się świetnym taktykiem. Za każdym razem, gdy graliśmy przeciwko dużym klubom Eredivisie, potrafił wybrać jakiś ciekawy wariant, który zawsze działał. Wiedział, kiedy krzyknąć na piłkarza, a kiedy pogłaskać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;4 MILIONY EURO&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nabrałem pewności siebie, gdy zagrałem pierwszy sezon w Eredivisie i od razu w europejskich pucharach. Wypatrzyło mnie PSV Eindhoven, zgodę wyraził ich trener Eric Gerets i zostałem wykupiony za ponad 4 miliony euro. To dużo za 22-latka? Nie przesadzajmy. W tym czasie za tyle samo do Eindhoven trafił Arjen Robben. W ramach umowy jeszcze przez rok pozostałem w RKC i dopiero wtedy przeniosłem się do PSV.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Z PRZODU COCU, Z BOKU AFELLAY&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Patrzę, a tam przede mną Philip Cocu. Rozglądam się dookoła – Jefferson Farfan i Ibrahim Afellay. Wskazówki daje mi Mark van Bommel. Tempo gry na treningach PSV było kosmiczne, szybsze niż w Eredivisie. To dlatego długo nie chciałem odchodzić z tego klubu. Przypominam sobie to niesamowite uczucie, gdy nagle czujesz, że to takie proste. Mecz ligowy to pestka. To PSV zrobiło ze mnie piłkarza. A to że jestem wychowankiem Ajaksu? W Holandii niemożliwe są tylko transfery na linii Ajax – Feyenoord. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;NIGERIA POWOŁUJE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Byłem zdziwiony, bo wcześniej nie miałem kontaktu z federacją nigeryjską, a oni od razu powołali mnie na Puchar Narodów Afryki! Moja matka jest Nigeryjką, a ojciec Holendrem. Był 2006 rok. Pomyślałem tak: „Dopiero co wywalczyłem miejsce w składzie PSV, a teraz mam wyjechać na dwa miesiące do Afryki i wszystko stracić?". Podziękowałem. Moment nie był dobry. Szykowaliśmy się do meczów z Olympique Lyon w 1/8 finału Ligi Mistrzów. W prasie powiedziałem, że jeśli Nigeria awansuje do mistrzostw świata w Niemczech, chętnie się wybiorę. Ale nie awansowała, a z Nigerii już nigdy się nie odezwali. Ale gdyby teraz ktoś do mnie zadzwonił, raczej bym pojechał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Z PSV DO DUISBURGA&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Do PSV przyszedł Ronald Koeman. Pewnego dnia mówi: „Podpisz kontrakt na 2 lata". Odpowiedziałem, że może będę chciał wyjechać i zobaczyć coś więcej niż Holandię. Zwlekałem. Koeman wszędzie tworzy problemy. Miał kłopoty ze Sneijderem w Ajaksie, Barają w Valencii. Nadszedł 1 lipca i spanikowałem: „Muszę znaleźć klub!". I wybrałem Duisburg. Jak można było tam przejść z PSV? Doprawdy, nie wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;FUTBOL W NIEMCZECH&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W Bundeslidze nigdy nie wychodziliśmy poza własną połowę, a przez cały mecz gra Duisburga polegała na wykopywaniu piłki do przodu. Myślałem: „Co to ma być?". Nie byłem szczęśliwy. Spadliśmy. Poszedłem do Bielefeld, a tam jeszcze gorzej. Nie było taktyki, ciągłe bieganie. No i chcieli, abym za każdym razem atakował. Absurd. Jak możesz sto razy wychodzić do ataku w ciągu połowy w takim zespole? Gra o utrzymanie była trudniejsza niż w Lidze Mistrzów.&lt;br /&gt;Gdy prowadzisz 2:0 w Holandii, wiesz, że wygrałeś mecz. Tylko doprowadzasz go do końca. W Niemczech przekonywałem się, że może być inaczej. Ile to razy wygrywaliśmy 3:0 i w ostatnich minutach traciliśmy 4 gole. A oni nic, atakowali, atakowali! Znów spadliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;KRÓTKA DRZEMKA W OBRONIE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Artur Wichniarek mówi, że przy spalonych ucinałem sobie drzemki w obronie Bielefeld? W Holandii nie gramy na spalone, bo to nie ma sensu. Tam łapiesz rywala na ofsajdzie, gdy naprawdę jesteś pewien, że to się uda. A w Niemczech? Gdy rywal zagrywa długą piłkę, środkowi obrońcy podnoszą ręce, wychodzą do przodu i czekają na spalonego. To niemożliwe, aby boczni obrońcy mogli się w tym połapać. Spytałem trenera, czemu nie możemy tego zmienić? Ale nie, to było wygodne dla stoperów. Wiedzieli, że są zbyt wolni, by ścigać napastników. Wichniarek powie, że przysypiałem, a ja mogę powiedzieć, że gdyby on zdobył bramkę w sytuacji sam na sam z bramkarzem w ostatniej minucie meczu, który kończył sezon, to byśmy nie spadli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;WISŁA – POWRÓT DO ŻYWYCH&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie byłem ostatnio zadowolony. Wybór Leicester nie był za dobry. Po kilku tygodniach trenera Paulo Souse zwolnili. Przyszedł Sven-Göran Eriksson. W klubie pojawiła się presja, że mamy awansować. Zaczęły się wypożyczenia i transfery. Straciłem miejsce w składzie. Straciłem czas. Teraz chcę wrócić do Ligi Mistrzów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-4356109877451256559?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/4356109877451256559/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=4356109877451256559' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4356109877451256559'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4356109877451256559'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/08/vieri-van-persie-babel-dzis-zahorski-i.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-hUQ0VCxK0wI/TlgHroz_vAI/AAAAAAAAAaw/p2HmSIfa7GM/s72-c/LAMEY_Michael_20051101_GH_L.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-4448021874546404941</id><published>2011-08-26T21:40:00.013+02:00</published><updated>2011-08-27T02:26:58.254+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;POWINIEN GRAĆ W AJAKSIE AMSTERDAM. WYLĄDOWAŁ W WIŚLE...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-KFP9YB-XdXc/Tlf7W35MI2I/AAAAAAAAAao/RBxyV1Yc_tI/s1600/4d3342577fa94_o.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 315px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-KFP9YB-XdXc/Tlf7W35MI2I/AAAAAAAAAao/RBxyV1Yc_tI/s400/4d3342577fa94_o.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5645257028311720802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Obecnie najlepszy piłkarz ligi polskiej i najlepszy w historii obcokrajowiec ekstraklasy jeszcze w barwach Maccabi Hajfa.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Raczej średniawy tekst o Meliksonie, ale jeśli komuś się nudzi, to polecam… Wartością samą w sobie są wypowiedzi Avrama Granta - ex-trenera Chelsea Londyn, który - jak się okazuje - wyciągnął 16-letniego Maora z Jawne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy kiedyś siedziałem w pubie i oglądałem mecz, zauważyłem, że ludzie pytają się siebie: „jak to się stało, że taki kozak jak Melikson trafił do Polski?”. Spróbowałem na to pytanie odpowiedzieć, ale nie wiem, czy się udało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Kosztowne błędy młodości"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Magazyn Przeglądu Sportowego", 17.08.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mirosław Szymkowiak zachwyca się jego startem do piłki. Wojciech Kowalczyk mówi o nim: "najlepszy obcokrajowiec, jaki kiedykolwiek trafił do ligi polskiej". Ci, którzy trochę się w futbolu orientują i widzieli mecze Maora Meliksona w Wiśle Kraków, dziwią się, jak to możliwe, że do europy nie trafił już wcześniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Tak, to faktycznie... trochę dziwne. On przecież mógłby swobodnie grać w PSV Eindhoven lub Ajaksie Amsterdam – kiwa głową dyrektor sportowy Wisły Stan Valckx, który ściągnął Izraelczyka do polskiej ekstraklasy. &lt;br /&gt;– Maor Melikson najdalej za rok będzie występował w jednym z największych klubów świata! Zapamiętajcie moje słowa: pociągnie Wisłę do Ligi Mistrzów, pokaże się w fazie grupowej i odejdzie do wielkiego klubu – przekonuje z kolei Dudu Dahan, menedżer piłkarza. – Mam coraz więcej telefonów z zapytaniami o transfer. Jeszcze pół roku temu niektórzy śmiali się ze mnie, gdy mówiłem, że do Krakowa przyjechał izraelski Arjen Robben. Dziś uważam, że Maor to najlepszy piłkarz w Europie Wschodniej i obecny sezon będzie ostatnim, w którym gra w Wiśle Kraków.&lt;br /&gt;Jeśli Dahan będzie miał rację, to dlaczego Maor na dobre skrzydła rozwinie tak późno? Dlaczego w wieku 26 lat występował w pustynnej Beer Szewie? Jest na to kilka teorii, tylko które z nich są prawdziwe?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Izraelem interesują się tylko Belgia i Rosja&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Jedna z nich mówi, że ekstraklasę izraelską na poważnie przekopują jedynie belgijskie i rosyjskie kluby. Wystarczy tylko przestudiować listę transferów między Izraelem a Belgią i Rosją i porównać ją z innymi kierunkami transakcji, by przyznać, że musi być to prawda. W świecie, w którym klubowi skauci co chwilę krzyżują swoje drogi na międzynarodowych lotniskach i już z daleka rozpoznają się na trybunach, wydaje się niemożliwe, aby nikt nie zajrzał do izraelskiej Beer Szewy – nawet jeśli to miasto położone jest w najbardziej na południe wysuniętym zakątku kraju, blisko granicy z Egiptem. A jednak, na to wygląda. – Niewielu skautów w ogóle dociera do Izraela. W ostatnich latach to coraz lepiej spenetrowany rynek, ale wciąż nie do końca. Dziś już wiadomo chociaż tyle, że można znaleźć tam piłkarzy szybkich i zaawansowanych technicznie – mówi Valckx.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Wydaje mi się, że jestem jedynym piłkarzem, który prosto z Beer Szewy wyjechał do Europy. Rok temu miałem propozycje z większych izraelskich klubów, ale powiedziałem swojemu menedżerowi: „Słuchaj, chcę wyjechać do Europy. Teraz albo nigdy" – wspomina Melikson.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jednak wciąż za mało, aby w pełni wyjaśnić, dlaczego jego talent ciągle pozostawał w ukryciu. Musiał zadziałać przynajmniej jeszcze jeden czynnik, który wyhamował karierę błyskotliwego piłkarza. Izrael to przecież nie koniec świata. Być może zadziałała nieznajomość reguł tamtejszego rynku u wysłanników europejskich klubów. Prawdopodobnie uznano, że tak dojrzały piłkarz, jeśli coś sobą prezentuje, od dawna powinien już grać w czołowych klubach Izraela. Mogli pomyśleć – nie występuje w Maccabi Hajfa, czyli coś z nim nie tak. Tymczasem Melikson przebył odwrotną drogę. Zaczął w wielkich klubach i wylądował na prowincji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Grał gorzej lub był jednym z wielu&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Odrzucić należy teorię, że Melikson nie grał w Izraelu tak dobrze jak w Wiśle, co stara się sugerować kilku polskich ekspertów. Dla Ivicy Ilieva, który w sezonie 2009/10 występował w Maccabi Tel Awiw, a od tego sezonu w Wiśle, Izraelczyk nie był piłkarzem anonimowym. Tak wspomina obecnego kolegę z drużyny: &lt;br /&gt;– Pamiętam, że nasz trener przed meczami z Hapoelem Beer Szewa mówił tylko o Meliksonie i ciągle ostrzegał przed nim naszych obrońców. Na boisku przekonałem się, że się nie mylił w swoich ocenach. Te przestrogi zresztą nic nie pomogły, bo Maor i tak strzelił nam gola.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;We wspomnianym sezonie Melikson zdobył zresztą dziewięć bramek i zanotował siedem asyst. Wszystko to w przeciętnym Hapoelu Beer Szewa. Pani prezydent tego klubu Alona Barkat w umowie z Białą Gwiazdą wpisała klauzulę zakazującą sprzedaży Meliksona do innego izraelskiego klubu. To też ma swoją wagę i wiele mówi o klasie piłkarza. On sam przekonuje, że w lidze izraelskiej, podobnie jak w polskiej, był jednym z najczęściej faulowanych zawodników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Styl gry w tamtejszej lidze diametralnie jednak różni się od naszego. Stąd ukuto teorię, jakoby atuty Meliksona trudniej było dostrzec w Izraelu. Tam wielu piłkarzy biega szybko i z tego powodu dynamika Maora miałaby nie robić na obserwatorach aż takiego wrażenia. Ale nie każdy zawodnik ligi izraelskiej to Melikson. Nie wszyscy daliby sobie radę w Polsce. &lt;br /&gt;– Takich piłkarzy w Izraelu nie ma już dużo. Może trzech, czterech – wylicza Avram Grant.&lt;br /&gt;- Poznałem go już dziesięć lat temu, gdy miał 16 lat. Obserwowałem jakiś mecz Maccabi Jawne i byłem naprawdę zdziwiony tym, jak sobie poczyna. Uznałem, że to wielki talent i gdy w 2002 roku odchodziłem z Maccabi Hajfa poleciłem Meliksona do tego klubu - mówi były trener Chelsea&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie miał okazji do wypromowania się&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Melikson w prowincjonalnym Hapoelu Beer Szewa spędził ważne lata swojej kariery – między 24. a 26. rokiem życia (wcześniej walczył o miejsce w składzie Maccabi Hajfa). I zaprzepaścił realną szansę zwrócenia na siebie uwagi nie tylko kibiców z tego prowincjonalnego izraelskiego miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taką okazją dla Maora mogły być młodzieżowe mistrzostwa Europy w 2007 roku. Drużyna trenera Guya Levy'ego przeszła eliminacje, a obecny piłkarz Wisły był jej istotnym graczem. Na turniej jednak nie pojechał. Okazało się, że przez trzy miesiące kopał piłkę w Maccabi Hajfa, nie zdając sobie sprawy, że ma pękniętą kość. Zamiast wykorzystać mecze z Holandią, Belgią i Portugalią jako trampolinę do kariery, leczył się do końca roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– To było fatalne uczucie. Wszyscy moi koledzy się promowali, a o mnie zapomniano, tak jakbym w tym zespole w ogóle nie grał. Do dziś mnie to boli – mówi Izraelczyk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim trafił do Wisły, okazjami do pokazania się na arenie międzynarodowej były: krótki udział w rozgrywkach o Puchar Intertoto 2005 z Beitarem Jerozolima oraz sezon 2006/2007 w europejskich pucharach z Maccabi Hajfa. 22-latek wchodził wówczas tylko z ławki, w tym w spotkaniach z Liverpoolem w eliminacjach Ligi Mistrzów. W sumie rozegrał zaledwie 220 minut w dziewięciu meczach, aż po 1/16 fi nału Pucharu UEFA.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reprezentacja? Dopiero w ubiegłym tygodniu dostał drugą szansę w drużynie narodowej. Tym razem ją wykorzystał. W ciągu 38 minut meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej zdobył dwie bramki. Do tego momentu większej publiczności zaprezentował się tylko kilkanaście miesięcy temu podczas debiutu w kadrze przeciw Urugwajowi (grał pół godziny) i w zwykłych starciach ligowych. Jeśli więc nawet w ostatnich latach w Beer Szewie zaplątał się jakiś skaut, nie miał szans zobaczyć, jak Melikson radzi sobie z bardziej wymagającymi rywalami. – Muszę teraz to głośno powiedzieć: ludzie w Izraelu nie szanowali Maora. Nie potrafi li właściwie zrozumieć skali jego talentu. A to poziom Yossiego Benayouna z Chelsea Londyn – przekonuje menedżer piłkarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest jednak pewna drobna różnica między nimi. Benayoun wyjechał z Beer Szewy w wieku 18 lat. Cztery lata później przez Maccabi Hajfa trafi ł do Europy, do Racingu Santander. Melikson zrobił to, mając lat 26. W tym wieku Benayoun miał już za sobą pierwszy udany sezon w angielskiej Premier League, w West Hamie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Długo uczył się odpowiedzialności, późno dojrzał&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Jesienią 2006 roku w meczach Pucharu UEFA Maccabi – Liteks Łowecz wchodził z ławki. Pięć lat później znów wystąpił przeciwko temu samemu bułgarskiemu zespołowi. Tym razem jednak już jako czołowy zawodnik swojej drużyny, którego gra rozstrzygała o wyniku dwumeczu i awansie Wisły do ostatniej rundy eliminacji Ligi Mistrzów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Zawsze był fantastycznym piłkarzem. Zapowiadał się świetnie jako młody chłopak, ale w piłce czasem tak bywa, że gracz znika z pola widzenia na dobrych kilka lat – tłumaczy agent Pini Zahavi. – Dopiero teraz widzimy jego kapitalny powrót do wielkiego futbolu. Czemu trwało to tak długo? Po prostu w końcu dojrzał i w Krakowie stał się bardziej odpowiedzialny. Wcześniej nie zawsze poważnie traktował piłkę. Nie był skoncentrowany na osiągnięciu czegoś istotnego, chyba było mu za łatwo w tym Izraelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na filmie ze spotkania przeciwko Livorno z jesieni 2006 roku widać Meliksona, który ma dynamikę, ale jeszcze brakuje mu odwagi, aby wziąć na siebie ciężar gry i mijać rywala z taką łatwością jak dziś. Jakby nie wiedział, co zrobić ze swoim talentem. – Późno dojrzałem? Wiecie, wszystko potoczyło się tak szybko. Byłem młody, miałem 17 lat, gdy dostałem się do największych klubów w Izraelu. Nie byłem w stanie udźwignąć tego ciężaru. Sukces uderzył mi do głowy. WIzraelu potrafi ą z młodego zawodnika bardzo szybko zrobić gwiazdę. Przestałem pracować i zapłaciłem za to wysoką cenę – przyznaje gracz Wisły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie miał ofert z poważnego europejskiego klubu&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Zagadka Meliksona nie dawała też spokoju dyrektorowi Wisły. Tylko 675 tysięcy euro za tak dobrego piłkarza? Takie okazje zdarzają się jedynie w teorii. Mogło to się wydawać podejrzane. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Już na samym początku próbowałem się przede wszystkim dowiedzieć, dlaczego nikt wcześniej nie dostrzegł Meliksona. Udało mi się ustalić, że gdy miał 20 lat, dostał konkretną ofertę z Szachtara Donieck (po jednym z turniejów reprezentacji młodzieżowej – przyp. red.). Problem był jednak taki, że on nie czuł się gotowy do wyjazdu z Izraela i ofertę z Ukrainy odrzucił. Ta sytuacja mogła mieć wpływ na to, co się z nim później działo – przedstawia swoją teorię Stan Valckx.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Podejmował złe decyzje, brakowało mu dobrego agenta&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Obecny menedżer piłkarza podtrzymuje teorię dyrektora Wisły o nie najszczęśliwszych życiowych wyborach piłkarza. – Maor w ostatnich latach podejmował złe decyzje. Pracował z menedżerem, który był z zawodu prawnikiem. Nie miał zatem odpowiednich kontaktów i nie był mu w stanie pomóc. Dopiero ja potrafi łem to zrobić i wyciągnąłem go z Beer Szewy – wychwala swoje zasługi menedżer Dahan, który z Meliksonem pracuje od roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Do dziś mam z byłym agentem pewne problemy – dodaje Melikson. – Pomógł mi na początku kariery. Dzięki niemu podpisałem kontrakty z dużymi izraelskimi klubami, ale musiałem nawiązać współpracę z kimś innym, by móc zacząć grać na wyższym poziomie. Musiałem stać się egoistą, zacząć myśleć o sobie. Wiedziałem, że chcę wyjechać do Europy i że do tego potrzebuję kogoś takiego jak Dudu Dahan – mówi i przyznaje, że oferty z zagranicy miał za wcześnie. – Byłem młody i głupi. Wybrałem Maccabi Hajfa, bo grało o Ligę Mistrzów – przyznaje Maor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Maccabi to jedno, ale potem niepotrzebnie przeszedł do Hapoelu Kfar Saba, klubu, w którym nigdy nie powinien się znaleźć. Miał przecież już 26 lat i w tej sytuacji był to krok do tyłu. Na szczęście to na tyle inteligentny zawodnik, że doskonale zrozumiał, co może mu dać Wisła. Dziś zawdzięcza jej znacznie więcej niż wszystkim klubom, w których grał dotychczas – rozlicza swojego klienta Dahan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Moja kariera? To naprawdę skomplikowane, co się stało. To był splot niewłaściwych, niefortunnych decyzji. Traciłem czas, nie będąc w pełni świadom tego skutków. No i dziś mam już prawie 27 lat. Nie jestem młody, ale pocieszam się, że nie jestem też jeszcze taki stary. Próbuję jak najszybciej nadgonić stracony czas – przyznaje rację swemu menedżerowi Melikson.&lt;br /&gt;- Po prostu okazało się, że potrzebował więcej czasu niż inni, by tak mocno zabłysnąć, ale nigdy nie miałem wątpliwości, że to nastąpi - mówi Grant. - Najważniejsze jest to, że on może dziś grać w każdej lidze i to jeden z pięciu czy sześciu najlepszych obecnie piłkarzy z Izraela. W poprzednim tygodniu strzelił dwa gole w meczu Izraela z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Czekałem na ten dzień!  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-4448021874546404941?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/4448021874546404941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=4448021874546404941' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4448021874546404941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4448021874546404941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/08/najlepszy-pikarz-ligi-polskiej-w.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-KFP9YB-XdXc/Tlf7W35MI2I/AAAAAAAAAao/RBxyV1Yc_tI/s72-c/4d3342577fa94_o.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-2596744096691239689</id><published>2011-08-20T00:07:00.006+02:00</published><updated>2011-08-23T19:13:58.035+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;DYREKTOR SPORTOWY - MOJITO I LOŻA VIP?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-TtVj94d8L8g/TlPeLSLYgzI/AAAAAAAAAag/YaV2l7Onz_s/s1600/1300103699_jozwiak.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 263px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-TtVj94d8L8g/TlPeLSLYgzI/AAAAAAAAAag/YaV2l7Onz_s/s400/1300103699_jozwiak.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5644099043464872754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie ma piłkarzy? Nie ma też specjalistów&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Magazyn Przeglądu Sportowego, 31.06.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byli zawodnicy, kierownicy drużyn, koordynatorzy ds. młodzieży, syn właściciela, trener bramkarzy, trener Młodej Ekstraklasy bez sukcesów i człowiek znikąd. Tych ludzi w ekstraklasie wciśnięto w garnitur dyrektora sportowego. Zmieścili się, bo w Polsce w roli odpowiedzialnych za transfery piłkarzy mieści się każdy. Za budowę drużyn piłkarskich często odpowiadają u nas osoby przypadkowe, bez doświadczenia i na dodatek źle opłacane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy niedoświadczony Marek Jóźwiak pracuje za pensję skauta, dyrektor sportowy Sturmu Graz zarabia 70 tysięcy euro miesięcznie. We Włoszech to też najważniejsza funkcja w piłce. Tam, aby zostać dyrektorem sportowym trzeba przejść 90-godzinny kurs i zdobyć licencję. W Polsce certyfikatów nie ma. Nieraz wystarczą połyskujące buty i trzy języki - dwa w butach i jeden w buzi. Problem jest poważny - na rynku nie ma wielu sprawdzonych fachowców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Najtrudniejsza praca w futbolu&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Idealna kandydatura na dyrektora sportowego mogłaby wyglądać tak - były uczciwy piłkarz ekstraklasy, z międzynarodowym doświadczeniem i wykształceniem prawniczym, który po zakończeniu kariery zajmuje się trenerką, następnie para się menedżerką, potem skautingiem. Skoro w Polsce przez całe lata wygrywano poza boiskiem, w klubach nikt nie rozwijał skautingu, a niewielu odważyło się zająć menedżerką – garnitur dyrektora musi naprawdę uwierać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dyrektor sportowy z założenia ma być postacią otrzaskaną w futbolu, bo odpowiada za wiele sfer - transfery, szkółkę piłkarską i skauting. Ale nie tylko doraźny, na potrzeby pierwszego zespołu, lecz również młodzieżowy pod określone priorytety. Ma zapobiec sytuacji, gdy w całym klubie gra piętnastu środkowych pomocników i ledwie dwóch lewych obrońców. Dyrektor ma być strażnikiem koncepcji rozwoju drużyny i powiernikiem wszystkich klubowych tajemnic, odpowiadać za cały wieloletni projekt. Być przełożonym trenera i zwierzchnikiem szefa skautingu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dlatego to najtrudniejsza praca, z jaką spotkałem się w futbolu - mówi wprost Andrzej Czyżniewski, działający w piłce od 40 lat, człowiek z ogromnym doświadczeniem - były bramkarz, sędzia, trener bramkarzy w reprezentacji Polski i Amice, menedżer piłkarski, skuteczny szef skautingu w Lechu Poznań, z bagażem życiowych przeżyć, który… i tak zanotował ostatnio spadek z Arką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Możemy narobić się, jak psy, pracować 24 godziny na dobę, wracać do domu i wciąż wysyłać faksy, ale i tak nic z tego nie mieć. Mimo iż wydaje mi się, że mam olbrzymie doświadczenie, to zdarzają mi się sytuacje, gdy wciąż coś mnie zaskakuje. "Ach, tego nie wiedziałeś" - mówię sobie. Cały czas wydaje mi się, że dalej muszę się uczyć. To pożerająca, wysysająca czas i energię praca - kręci głową i spogląda na telefon. Rozmawiamy ledwie od kilkunastu minut, gdy na ekranie wyświetlają się trzydzieści cztery nieodebrane połączenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Po dwóch miesiącach takiej harówy człowiekowi wydaje się, że nic, tylko nadchodzą same problemy. Najchętniej by się spakowało i dało nogę - przyznaje Jacek Bednarz, były piłkarz, z wykształceniem prawniczym, wiedzą, z kilkoma dużymi sukcesami transferowymi, kapitalnym rezultatem finansowym (ściągniętych przez niego Marcelo, Juniora Diaza, Łukasza Fabiańskiego i Dawida Janczyka sprzedano za 12 milionów euro). Mimo to już dwa razy musiał odejść z pracy, z Legii i Wisły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To nie jest łatwa robota dlatego że cały czas jest się ocenianym. Człowiek się zaperza, widzi dookoła siebie wrogów zamiast rozmawiać - przypomina sobie Bednarz. - Tłumaczy mnie, choć nie usprawiedliwia, że człowieka wrzucają na głęboką wodę i czasem on się szamocze, zamiast płynąć do mety przypomina ratowanie się przed utonięciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nosisz wodę, w Polsce będziesz dyrektorem&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Mało kto jest w stanie sobie poradzić w tym zawodzie. To nie przypadek, że na całym świecie najskuteczniejsi okazują się byli menedżerowie. Znają wszystkie sztuczki i rynek, potrafią szanować pieniądze, gdyż latami pracowali na własny rachunek. Notujący najwięcej celnych strzałów na polskim rynku Holender Stan Valckx z Wisły Kraków - były dyrektor sportowy PSV - zanim został wciągnięty w wir tej pracy w Eindhoven, przez kilka lat parał się właśnie menedżerką. Nim Frank Arnesen objął funkcję dyrektora sportowego Chelsea, przez wiele lat pełnił w tym klubie funkcję szefa skautingu, a wcześniej pół życia spędził w PSV w kilku rolach, w tym jako asystent trenera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Damien Comolli najpierw był piłkarzem, potem trenerem juniorów AS Monaco, zdobył wykształcenie prawnika, przez 7 lat doglądał dla Arsenalu talentów na całym świecie. Pracował jako dyrektor techniczny Saint Etienne, gdy zaproponowano mu przejęcie obowiązków od Arnesena w Tottenhamie (dziś jest w Liverpoolu).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak porównać takie rozmaite doświadczenie z wprawą Marcina Szymczyka z GKS Bełchatów, który jeszcze rok temu podnosił tabliczkę do zmiany, jako kierownik drużyny, Tomasza Rząsy - z boiska przeniesionego prosto do gabinetu Cracovii, Andrzeja Orzeszka - trenera ME bez wyników, dyrektora Górnika, Jarosława Niebudka - kieleckiego człowieka znikąd, Jana de Zeeuwa – byłego dyrektora w reprezentacji, eksperta w handlu truskawkami, czy Mateusza Cacka - 26-letniego syna właściciela Widzewa Łódź, którego wcześniejszy związek z piłką ograniczył się do publikacji artykułów na nieoficjalnej stronie Legii Warszawa? Tworzą oni urocze zbiegowisko przypadkowych ludzi ekstraklasy, którzy nigdy nie mieli nic wspólnego z profesjonalnym transferowaniem piłkarzy. W Śląsku tą pracą zajął się Krzysztof Paluszek, koordynator ds. młodzieży. Gdy Zagłębie wybrało dyrektora, został nim Rafał Helbik – wprawdzie menedżer piłkarski z licencją, ale początkujący.&lt;br /&gt;Jak niewielki wybór mają właściciele polskich klubów świadczy przykład zatrudnienia Andrzeja Dawidziuka – kompetentnego szefa szkółki bramkarskiej i trenera bramkarzy, który został od razu wrzucony na głęboką wodę, mianowano go dyrektorem sportowym Lecha. Zmienił Marka Pogorzelczyka – on z kolei zrobił karierę Nikodema Dyzmy. Przebył niesamowitą drogę od lakiernika poprzez kierownika drużyny do osoby odpowiedzialnej za strategię rozwoju wielkiego klubu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Europie byłoby to nie do pomyślenia. Jedynym odstępstwem ostatnich lat był Alessio Secco – Włoch zajmował się noszeniem wody mineralnej i podawaniem karteczki ze zmianami, gdy mianowano go dyrektorem sportowym wielkiego Juventusu. Nie dał rady – odszedł skompromitowany słabymi transferami. Bo w tej pracy nie ma miejsca na uczenie się na błędach. Wcale nie jest też miło, łatwo i przyjemnie, jak wielu fałszywie wyobraża sobie ten fach. Robota dyrektora sportowego nie polega na sączeniu drinków w loży VIP. Istotnych jest mnóstwo detali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Po swoich doświadczeniach uznałem, że dyrektorem powinna być właśnie osoba, która ma bardzo duże zaufanie właściciela i zarządu - przyznaje Bednarz.&lt;br /&gt;- Ile może dyrektor będzie zależało od tego, jaką ma osobowość, poziom profesjonalizmu i od specyfiki miejsca. Kompetencje dyrektora w Poznaniu, Warszawie i Krakowie są inne. Determinują je relacje osobiste z trenerem, właścicielem, zarządem, decydują o spektrum jego możliwości. Widać to na przykładzie Waltera Sabatiniego, którego rola w Lazio była bardzo ograniczona przez trenera, a w Palermo to właściciel był czynnikiem, z którym musiał się liczyć. Z kolei Giuseppe Marotta otrzymał w Juventusie olbrzymią swobodę od właściciela na bazie swoich wieloletnich sukcesów w pracy w Sampdorii Genua, gdzie był buforem między prezesem a trenerem. Dziś jego rola przypomina wręcz wiceprezesa, który może decydować praktycznie o wszelkich aspektach funkcjonowania klubu – opisuje Bednarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Frank Arnesen - do niedawna pełniący funkcję dyrektora w Chelsea - tak widzi swoją rolę: “To taki element klubowej układanki, której nie można poruszyć. To puzzel, którego się nie wyjmuje, by budowla nie runęła. Problemy w klubie piłkarskim zaczynają się bowiem w przypadku odejścia trenera, którego obarczono odpowiedzialnością za wszystko i który do nowego miejsca pracy ciągnie ze sobą szefa skautingu. Klub traci wiedzę, którą zdobywano długie lata, przychodzi nowy człowiek, wydaje duże pieniądze i zazwyczaj podąża w zupełnie innym kierunku. Funkcję dyrektora sportowego powołano by nie dopuścić do takich sytuacji. Dlatego PSV Eindhoven zatrudniało przez 45 lat około 25 trenerów i tylko trzech dyrektorów sportowych.” W Polonii Warszawa w ostatnich dwóch latach funkcję pełniło pięciu dyrektorów. Szefem skautingu był aktywny menedżer piłkarski. Dziś za transfery odpowiada trener.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rozkurz ekstraklasy&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Podstawą oceny przydatności dyrektora są przede wszystkim zakupy gotówkowe. W przypadku wydawania kwot na poziomie kilkuset tysięcy euro, liczba dobrych transferów powinna być na poziomie 70%. Jak wiele wnosi uporządkowana struktura pokazuje porównanie ostatnich transferów Wisły. Na zimowe i letnie transfery od pół roku pracowało parę osób. Z kolei latem 2010 przy podejmowaniu decyzji krakowianie posiłkowali się tylko opinią agentów, materiałem filmowym i pojedynczymi obserwacjami Zdzisława Kapki. A klub sprowadził kilka nieprzemyślanych nabytków…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- W gospodarce socjalistycznej istniał… rozkurz. Kierowca, który wiózł szklane butelki, musiał po drodze coś rozbić, skoro jechał po dziurach. To samo jest w piłce. Bardzo dobrze by było, żeby wszystkie transfery były trafione, ale może się przecież zdarzyć, że zaliczymy wpadkę - przyznaje Czyżniewski i sugeruje, że 3 na 5 transferów spośród darmowych musi się sprawdzić, choć nie jest źle, gdy proporcje wynoszą 50 na 50.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Będę się zastanawiał, czy dobrze to robię, jeśli na pięć darmowych transferów wypali tylko jeden. Jeśli przytrafi mi się pięć niewypałów na pięć, to powinienem spróbować jeszcze raz i gdy nie odbuduję proporcji do poziomu 50% na 50%, nie pozostaje mi nic innego niż złożyć wypowiedzenie z pracy i powiedzieć sobie: „Stary, nie nadajesz się do tej roboty, nie masz o tym pojęcia” - mówi Czyżniewski, który po spadku najprawdopodobniej otrzyma szansę odbudowy proporcji. Tym razem tanimi, młodymi Polakami, a nie obcokrajowcami z kartą na ręku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kluby w Polsce są skazane na podszepty agentów – często bardzo pomocne, ale nierzadko nieobiektywne. Niewielu właścicieli decyduje się bowiem na wydanie kilkuset tysięcy euro rocznie na podróże i wyselekcjonowanie piłkarzy, których łączna cena wyniesie maksimum półtora miliona. Biedne kluby stać na pojedyncze obserwacje na Łotwie i w Estonii, po których trzeba natychmiast podejmować decyzję. Ryzyko popełnienia błędu jest wówczas ogromne.&lt;br /&gt;- Jako szef skautingu w Lechu na którejś z peruwiańskich obserwacji dostrzegłem kolumbijskiego zawodnika o nazwisku Chiara. On na moich oczach strzelił trzy gole! – Czyżniewski przytacza historię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Gdybym miał dokonywać oceny na podstawie tego jednego meczu, brałbym go w ciemno. Myślałem wtedy: "Zarobimy na nim miliony!". Całe moje jestestwo odwodziło mnie od tego: “Czyżyk, to nie jest tak, że to jest możliwe by taki zawodnik wciąż grał w Peru”, ale pozostawałem pod ogromnym wrażeniem. Po powrocie z Peru zacząłem zbierać informacje i okazało się, że ten zawodnik przez poprzednie dwa lata nie zdobył ani jednej bramki! Wrażenie, jakie pozostawił po jednym występie było tak silne, że w kolejnych latach powracałem do niego, ale on dalej pozostał z tymi trzema bramkami na koncie... To pokazuje jak bardzo można się pomylić, gdy dysponuje się tylko jedną możliwością obserwacji. A na przykład w Arce na więcej nas nie stać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W profesjonalnych klubach dąży się do tego by maksymalnie ograniczyć ryzyko. Szef skautingu Arsenalu Steve Rowley chował się nawet w lesie za konarami drzew, by obejrzeć, jak Thomas Vermaelen radzi sobie z grą w powietrzu w trakcie treningu reprezentacji Belgii. Wiele klubów angielskich zawyrokowało wcześniej, że jest za niski. W Polsce też by się pomylili. Tu wciąż transfery robi się głównie w oparciu o zapis meczów nagranych na płytach DVD i jedną-dwie obserwacje na żywo. O standardy w Europie zapytaliśmy Stana Valckxa:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Przypominam sobie rozmowę ze skautem belgijskiego klubu. Obserwowaliśmy tego samego piłkarza. Belg marudził, narzekał. Pytam więc: Ile razy go oglądaliście? Powiedział, że to już siedemnasty raz i wciąż nie są pewni!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;(Nie)jasna struktura&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W kilku klubach polskiej ekstraklasy zdecydowano się więc na alternatywną, lecz czytelną formułę – nacisk położono na usprawnienie podejmowania decyzji, nie mając siatki skautingu. Trwa ono tam, gdzie ośrodków decyzyjnych jest więcej, więc ich mnożenia, w tym konfliktów między dyrektorem a trenerem, postanowiono uniknąć w Jagiellonii i Lechii. Władzę absolutną dzierży trener Tomasz Kafarski (Gdańsk) i właściciel Cezary Kulesza (Białystok), który wykonuje telefon do zaprzyjaźnionego piłkarz z prośbą o opinie i podejmuje błyskawiczną decyzję. Na razie jakoś to działa…&lt;br /&gt;Bednarz: &lt;br /&gt;- Nie ma jednej recepty na sukces, ale struktura musi być jasna. Jeśli do zarządzania wprowadza się komplikacje, dwa ośrodki decyzyjne, powstaje konkurencja wewnątrz. Jeśli trener zaczyna myśleć, że lepiej wyda pieniądze niż ten łamaga dyrektor, to powstaje ślepa ulica do tego, że można się gdzieś zapędzić, gdzie tylko jest mrok dookoła i znikąd pomocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyżniewski się zgadza: - Tam gdzie trener ma wszystko do powiedzenia w klubie zostają rachunki do zapłacenia. Przychodzi następny i ściąga kolejnych. „Ja to mam zawodników! Tych trzeba wymienić”. Prezesi często dają się na to nabrać, a trenerzy sprowadzają swoich, żeby mieć lekko, łatwo i przyjemnie. Jestem też przekonany, że w wielu polskich klubach menedżerowie wciskają zawodników poprzez działkowanie się z dyrektorem, a często prezesi nawet o tym nie wiedzą - Czyżniewski wali prosto z mostu.&lt;br /&gt;- Proszę zwrócić uwagę, że jeśli trener zaakceptuje transfer, to przecież on nawet nie wie, czy piłkarz naprawdę kosztował tyle, ile mówi dyrektor, czy to jednak dyrektor podzielił się kasą z menedżerem. Bardzo irytują mnie sytuacje, gdy na pierwszym spotkaniu agent mówi mi, że jeśli wezmę od niego zawodnika, otrzymam z tego transferu 30 albo 40 procent prowizji, którą klub mu wypłaci. Takie sytuacje przytrafiają się, bo w futbolu można pieniądze w jakiś sposób wyprowadzić – mówi Czyżniewski.&lt;br /&gt;Tu wracamy do punktu wyjścia – nisko opłacany dyrektor, przeniesiony do gabinetu wprost z boiska lub pokoju kierownika i bez pomocy skautów. To potrójne zagrożenie. Wręcz tykająca bomba zegarowa. Wiadomo, że w końcu wybuchnie i rozniesie finanse całego klubu. Takie głośne eksplozje w polskiej ekstraklasie słychać co sezon… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;1. STAN VALCKX (Wisła Kraków, od sierpnia 2010)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;7 TRANSFERÓW&lt;br /&gt;100% skuteczności GOTÓWKOWE  2/2&lt;br /&gt;66% DARMOWE 2/3 (nieudany: Branco)&lt;br /&gt;0% WYPOŻYCZENIA 0/2 (Siwakow, Boukhari)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczwany lis. Doskonale orientuje się w transferowych meandrach. Tajemniczy, nie zdradza swoich planów. Gdy świeżo po powrocie z Brazylii, w której szukał piłkarzy na następny sezon, imponował opalenizną, przekonywał, że nabawił się jej w trakcie... weekendu w Holandii. No bo po co media mają wiedzieć, gdzie był? Kilka lat pracy w roli dyrektora sportowego PSV Eindhoven, doświadczenie z pracy menedżera, kontakty z czasów gry w reprezentacji Holandii (uczestnik mundialu 1994), PSV, Sportignu Lizbona. Wystarczy telefon do kolegi i już wszystko wie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;2. CEZARY KULESZA (Jagiellonia, od stycznia 2008)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;48 TRANSFERÓW&lt;br /&gt;56%      DARMOWE: 13/23&lt;br /&gt;61%              PŁATNE: 11/18&lt;br /&gt;+ 3 ZA WCZEŚNIE&lt;br /&gt;50%      WYPOŻYCZENIA: 2/4&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kulesza, jeden z właścicieli klubu i jej prezes, to człowiek, który konsekwentnie angażuje się w transfery klubu i sprawuje pieczę nad całością. Czasem przyłoży piłkarzowi po schabach, a innym razem podejmie szybką decyzję i piłkarz trafi do Białegostoku, a nie do konkurencji. Wystarczy błyskawiczny telefon do znajomego zawodnika, który ocenia: dobry, czy nie. Dobry? Bierzemy. Szybka analiza sytuacji przekłada się na decyzyjność, rzecz kluczową w biznesie (Kulesza potrzebuje tylko osoby pomocnej, w rodzaju Wiesława Wołoszyna, wiceprezesa ds sportowych). W taki sposób “Jaga” wyprzedziła inne kluby i ściągnęła Tomasza Kupisza czy Roberta Arzumanjana. Największe sukcesy to wskrzeszenie Tomasza Frankowskiego i Kamila Grosickiego. Przy tym zdarza się jej również sporo pomyłek, ale są to transfery o niskim stopniu ryzyka (sumy do 100 tysięcy złotych). Wcześniej za transfery w Białymstoku odpowiadał Jacek Chańko (ściągnął np. Bruno).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;3. TOMASZ KAFARSKI (Lechia Gdańsk, lipiec 2009)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;TRANSFERY: 18&lt;br /&gt;57% DARMOWE: 4/7 (Dawidowski, Kosznik, Zieńczuk)&lt;br /&gt;77% PŁATNE: 7/9 (Sazankow, Kożans)&lt;br /&gt;50% WYPOŻYCZENIA: 1/2 (Laizans)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trener Lechii dwa lata temu przejął kompetencje dyrektora sportowego od Radosława Michalskiego. Odtąd zajmuje się transferami. Skuteczny, mozolnie buduje swój zespół. Gdy zimą stracił Huberta Wołąkiewicza, zastąpił go Lewonem Hajrapetjanem. Politykę transferową klubu kompromitują jednak niektóre kandydatury na testowanych piłkarzy (w tym sezonie Lechia przetestowała około 60 piłkarzy!). Z drugiej strony to przecież z nich udało się wyciągnąć Bediego Buvala, czy Abdou Traore. Kafarskiego pomaga w pracy skaut Roman Kaczorek, który wypatrzył Lukę Vucko. Mimo wysokiej skuteczności czasami wydaje się, że Kafarskiemu przydałby się dyrektor sportowy, myślący podobnie do niego, by odciążył trenera od pracy szkoleniowej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-2596744096691239689?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/2596744096691239689/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=2596744096691239689' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/2596744096691239689'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/2596744096691239689'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/08/dyrektor-sportowy-mojito-i-loza-vip-nie.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-TtVj94d8L8g/TlPeLSLYgzI/AAAAAAAAAag/YaV2l7Onz_s/s72-c/1300103699_jozwiak.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-4814321312529748234</id><published>2011-06-28T11:29:00.007+02:00</published><updated>2011-08-27T02:33:31.186+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;AS ROMA ZADRĄ W SERCU...&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-8GFim0OIij0/TgmfBDR_YII/AAAAAAAAAaY/7ajfBhW3k9g/s1600/ivica-iliev-2010-7-28-16-1-59.jpg"&gt;&lt;img style="WIDTH: 400px; HEIGHT: 266px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5623200450158223490" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/-8GFim0OIij0/TgmfBDR_YII/AAAAAAAAAaY/7ajfBhW3k9g/s400/ivica-iliev-2010-7-28-16-1-59.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"AS Roma pozostanie zadrą"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Przegląd Sportowy, 28.06.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;CZYTAJ TEŻ:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/02/stan-valckx-otwarcie-przyznaje-ze.html"&gt;Mr Kupić - Sprzedać, czyli facet, który ściągnął Iliewa&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/stan-valckx-o-chinach-wisa-krakow.html"&gt;Stan Valckx opowiada o swoim pobycie w Chinach&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2010/10/robert-maaskant-czy-ktos-ma-jeszcze.html"&gt;Wszystkie ucieczki Roberta Maaskanta...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2010/10/ile-lat-ma-traore-po-lewej-mouhamadou.html"&gt;Moje śledztwo: Ile lat ma Mouhamadou Traore? &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/marek-seta-pogorzelczyk-wczoraj-31.html"&gt;Marek Pogorzelczyk najszybszy na sto metrów?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ivica Iliev miał być gwiazdą tak wielką jak kolega ze szkoły Mateja Kezman. Dokonywał jednak złych wyborów. Coraz gorszych. Dziś jest w Wiśle Kraków i tylko wspomina dawne marzenia.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Tu Radio Roma, gratulujemy! Zostałeś piłkarzem AS Roma! Wszyscy czekamy tu na twój przyjazd! – krzyczał do słuchawki podekscytowany włoski dziennikarz. Telefon odebrał Ivica Iliev. Był czerwiec 2005. Serb od roku był piłkarzem Messiny. Grał w Serie A. W taki sposób dowiedział się o zainteresowaniu wielkiego włoskiego klubu. Tego popołudnia zaskoczony odpowiedział tylko: – Okej, miło mi, dziękuję, ale ja jeszcze niczego nie podpisałem.&lt;br /&gt;Wystarczyło jednak kilka dni, by w trakcie własnego ślubu co chwilę już podpytywał swojego menedżera: – I co, dzwonili z Romy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś drybler niedawno pozyskany przez Wisłę Kraków otwarcie przyznaje się do wielu pomyłek w swojej karierze. Roma to wierzchołek góry lodowej. – Całe życie popełniałem różne błędy. Dla mnie wszystko było albo czarne, albo białe. Jeśli coś mi się nie podobało, mówiłem o tym głośno. Podejmowałem decyzje w ciągu jednej chwili, pod wpływem impulsu. Zatrudniałem po sześciu agentów naraz, by szukali mi klubów. Mówiłem menedżerowi: „Rób, co chcesz" – kiwa głową. – Ale boli mnie tylko jedno. Ta Roma. To zadra w moim sercu, którą trzymam do dziś – łapie się za klatkę piersiową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ten transfer czekał przez całe lato. Miał za sobą udany debiutancki sezon w Serie A. Włoskie gazety rozpisywały się o przenosinach Serba do Rzymu. Dzięki temu Brazylijczyk Mancini z Romy miał powędrować do Interu. Prezydent Messiny Pietro Franza snuł plany wymian zawodników między Romą a klubem z Sycylii, ale nieustannie domagał się zbyt dużych pieniędzy za samego Serba. Sytuacja zrobiła się patowa. W ostatni dzień okna transferowego menedżer Iliewa czekał na koniec negocjacji wraz z dyrektorem sportowym Romy Daniele Prade. I wydzwaniał: – Myślę, że dziś podpiszemy. Uda się! – przekonywał. Nie wyszło. Umówili się na zimę. Wtedy FIFA wydała na Romę wyrok za niezapłacenie Auxerre pieniędzy za Philippe Mexesa. Zakaz transferów!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– No i tak skończyło się moje calciomercato. Taka szansa, taki klub... Ale czy mogłem zrobić coś więcej? Nie wiem. Może powinienem był wtedy wywierać presję na działaczy Messiny? Protestować, by mnie sprzedali? – zastanawia się dziś, siedząc na krakowskim rynku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciał odejść, przestał grać. Pogorszyła się jego sytuacja w Messinie. Prezydent zaczął mieć go dość. Zimą propozycję złożyła Genoa, w której do pracy zabrał się były dyrektor sportowy Messiny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Mariano Fabiani wyciągnął już mnie kiedyś z Partizana, a teraz zaproponował podwojenie zarobków, które otrzymywałem na Sycylii. Problem był tylko jeden: Genoa grała w Serie C, ale... zgodziłem się – opowiada Iliew. Zaszokował tym kibiców w całej Serbii. Genueńczycy odkupili połowę praw do niego, a drużyna z wychowankiem FK Rad w składzie awansowała do Serie B. Klub rósł w siłę, miał wielkie perspektywy (w następnych latach stał się czołowym włoskim zespołem). Tymczasem Iliew... wolał wrócić do Messiny, która dwa lata później zbankrutowała i trafiła do Serie D. Odrzucił ofertę przedłużenia kontraktu w Genui na tych samych warunkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Po powrocie na Sycylię zagrałem świetny mecz z Lazio w 1/8 finału Coppa Italia. Strzeliłem gola, pokazałem się z dobrej strony, ale w następnym spotkaniu nie zagrałem. Pauzowałem za żółte kartki. Messina beze mnie wygrała z Udinese. Dziennikarze spytali trenera: „Teraz i tak do składu wraca Iliew?". Bruno Giordano na to: „A niby czemu? Zwycięskiego składu nie zmieniam". I tak zaczęły się kolejne problemy. Byłem młody. Protestowałem, nie rozmawiałem z nim, pokazywałem mu, że nie jestem szczęśliwy – przypomina sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wir przeciętniactwa&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nadeszło wybawienie. Pomocną dłoń wyciągnął do niego Lothar Matthäus, trener Salzburga, któremu Serb w barwach Partizana wyszarpał awans do Ligi Mistrzów w sezonie 2003/04. Niemiec wysłał do niego współpracownika z ofertą transferu. Iliew zagrał jednak dobry mecz z Torino i znów poczuł się pewnie...&lt;br /&gt;– Pomyślałem: Za te same pieniądze, co we Włoszech? Ja? Ja mam odchodzić z najlepszej ligi świata, Seria A, do ligi austriackiej? Byłem młody, pewny siebie. Wydawało mi się, że świat leży u moich stóp. Chwilę później Messina spadła z ligi, a ja wylądowałem w PAOK Saloniki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak Iliew wpadł w wir przeciętniactwa. To nie był pierwszy i ostatni splot niekorzystnych okoliczności w jego życiu. Ich pasmo doprowadziło do tego, że nie spełnił pokładanych w nim wielkich nadziei. Wystarczy przejść się ulicami Belgradu i zapytać o niego – każdy będzie go znać. W derbowych bitwach między małymi uliczkami dzielnicy Cerak zapowiadał się nie gorzej niż Mateja Keľman, z którym chodził do szkoły. Korytarze tej samej podstawówki wydeptywał też rok młodszy Bojan Isailović, dziś bramkarz Zagłębia Lubin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ulica „Breza", na której mieszkał Iliew, grała często przeciwko podwórku Keľmana albo Isailovicia. Keľman był w tych meczach wysuniętym napastnikiem, Iliew środkowym pomocnikiem, dlatego dziś lubi rozpoczynać akcje; Isailović czasami grywał w polu. Iliew najpóźniej z nich, w wieku 11 lat, zapisał się do klubu (FK Rad), ale najszybciej wygrał mistrzostwo Jugosławii (U-15) i w grudniu 1995, w wieku 16 lat, trafił do Partizana. Trzy miesiące później w holenderskim Groningen odbywał się turniej młodzieżowy zespołów do lat 21. Był jego najmłodszym uczestnikiem, miał ledwie 16 lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Spodobałem się PSV Eindhoven. Działacze tego klubu prosili Żeljko Petrovicia (zawodnika PSV w latach 1996–1997 – red.), by zadzwonił do mojego ojca. No i dzwonił, nakłaniał do transferu. Stanęło na tym, że mieliśmy się przenieść całą rodziną do Holandii, ale w końcu weto postawił Partizan. Holendrzy usłyszeli: „Dopiero co przyszedł z FK Rad. Może za 5–6 lat" – przypomina sobie Iliew, którego skala własnego talentu kwalifikowała do gry w Lidze Mistrzów co rok. Piętnaście lat później Serba do Wisły ściągnął Stan Valckx, wówczas partner Petrovicia w obronie. Jednak tylko po to, by mógł awansować do rozgrywek dopiero po raz trzeci...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sygnał z Mallorki&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Iliew pozostał wtedy w Jugosławii i wraz z Igorem Duljajem w barwach Partizana zdobył kolejne juniorskie mistrzostwa kraju. Najpierw U-16 oraz nagrodę dla najlepszego zawodnika rozgrywek. Wkrótce dołożył dwa tytuły w kategorii U-18 (w dorosłym futbolu też wygrał cztery mistrzostwa), podpisał profesjonalny kontrakt, przebił się do seniorów. Kibice analizowali, co przyniesie większy zysk: sprzedaż Iliewa, Keľmana czy Saąy Ilicia. Miało się dopiero okazać, że Partizan na błyskotliwym skrzydłowym nie zarobi ani centa. I to dwa razy – odchodził za darmo w 2004 i 2011 roku. Ostatnią szansę stracił, gdy miał 24 lata i przyszła propozycja z Mallorki. Iliew nawet dostał od hiszpańskiego klubu kontrakt do podpisu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– To było w trakcie Ligi Mistrzów, przed piątym meczem fazy grupowej sezonu 2003/3004 z FC Porto. Menedżer powiedział mi: „Mallorca przylatuje, podpiszemy kontrakt przed spotkaniem". Czekałem, czekałem i nic. Partizan znów zażądał dużych pieniędzy. W tym klubie nie ma stałej ceny za piłkarza. Mały klub – 500 tysięcy dolarów, duży klub – może być i astronomiczne 10 milionów za tego samego gracza. Przeczekałem więc do końca kontraktu. Powiedziałem im: „To wasza wina. Co roku miałem propozycję, by odejść", spakowałem się i poleciałem do Messiny – rozkłada ręce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sześciu menedżerów&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ale nie przestał popełniać błędów. Wybrał PAOK Saloniki, w którym rozegrał najgorszy sezon w karierze. Miał kiepskie relacje z trenerem Fernando Santosem, dziś selekcjonerem Greków. Nie potrafił wykorzystać dobrego roku w Energie Cottbus i rozwiązania kontraktu po spadku z Bundesligi, w której otrzymywał wysokie noty (dwa razy był w jedenastce kolejki „Kickera").&lt;br /&gt;– Zagrał jeden z najlepszych sezonów w karierze, miał udział przy wielu bramkach dla Energie – kiwa głową Isailović, kompan z dzielnicy Cerak. Został jednak na lodzie.&lt;br /&gt;– Bo znów za bardzo uwierzyłem w siebie. Dziennikarze sprzedawali mnie do Nürnberg, Hannoveru, Freiburga, FC Köln, a ja to łykałem. Miałem propozycję z TSV Monachium, ale wybrzydzałem. Nie chciałem iść do 2. Bundesligi, codziennie czekałem na lepszą okazję. Popełniłem błąd, bo pracowałem z sześcioma menedżerami. Źle się to skończyło. Nadszedł sierpień. Myślałem, że pozostanę bez klubu nawet przez pół roku – przypomina sobie Serb.&lt;br /&gt;Wylądował w Maccabi Tel Awiw, w którym pokazał klasę, potem wrócił do Partizana, z którym chciał awansować do Ligi Mistrzów. Udało się, poszło nawet lepiej, niż przypuszczał. Skrzydłowy w wieku 32 lat został królem strzelców ligi serbskiej, ale...&lt;br /&gt;– Jak widzisz popełniłem wiele błędów. Kiedyś byłem innym człowiekiem. Te wszystkie wydarzenia pomogły mi jednak odmienić charakter. To, co działo się w przeszłości, sprawia, że w ostatnich latach jestem już kimś innym. Nikogo za to nie winię, wszystko było w moich nogach...&lt;br /&gt;PRZEMYSŁAW ZYCH&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-4814321312529748234?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/4814321312529748234/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=4814321312529748234' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4814321312529748234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4814321312529748234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/as-roma-zadra-w-sercu.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-8GFim0OIij0/TgmfBDR_YII/AAAAAAAAAaY/7ajfBhW3k9g/s72-c/ivica-iliev-2010-7-28-16-1-59.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-1724377266912167975</id><published>2011-06-13T13:20:00.010+02:00</published><updated>2011-07-10T23:21:59.824+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;MAREK "SETA" POGORZELCZYK - TRIBUTE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-my6WdH4oMnQ/TfX0SkCTPTI/AAAAAAAAAaQ/IXb8hhpoD9Q/s1600/1306845162_pogorzelczyk.jpg"&gt;&lt;img style="WIDTH: 400px; HEIGHT: 344px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5617664709962710322" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/-my6WdH4oMnQ/TfX0SkCTPTI/AAAAAAAAAaQ/IXb8hhpoD9Q/s400/1306845162_pogorzelczyk.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wczoraj &lt;strong&gt;(31.05.2011) &lt;/strong&gt;z Lecha zwolniony został jeden z ostatnich weteranów "dawnych czasów" ekstraklasy - dyrektor Marek Pogorzelczyk. Kiedyś o Pogorzelczyku "Fryzjer" powiedział: - Na własnej piersi wychowałem żmiję.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst w wersji jpg: www.herman1987.user.icpnet.pl/seta.jpg&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Najszybszy na Setę"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Przeglad Sportowy, 01.06.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;CZYTAJ TEŻ:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/01/gdzie-jest-miejsce-kolejorza-goo-i.html"&gt;Gdzie jest miejsce Kolejorza? Goło i wesoło...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2010/08/sylwetka-jasmina-buricia-bramkarza.html"&gt;Kim jest Jasmin Burić? &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/kim-jest-vojo-ubiparip-foto-sport.html"&gt;Kim jest Vojo Ubiparip? &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/kim-jest-vojo-ubiparip-foto-sport.html"&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Rok 2011&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;– O męskich kur... nie będę rozmawiał – unosi się Ryszard Forbrich.&lt;br /&gt;Nie pytam o gangstera, przestępcę. Nawet nie o ulicznego złodziejaszka. Tylko o Marka Pogorzelczyka – od wczoraj byłego już dyrektora sportowego Lecha Poznań.&lt;br /&gt;„Fryzjer" krząta się po kawiarni, nie chce usiąść. – Chodził za mną jak kundel, żeby go przyjąć do klubu – denerwuje się. Kiedyś o Pogorzelczyku powiedział: – Na własnej piersi wychowałem żmiję. I faktycznie, dzięki „Fryzjerowi" kariera Pogorzelczyka nabrała rozpędu. Od zwykłego lakiernika z Wronek o pseudonimie Seta, do człowieka, któremu oddano w ręce wielkie biznesowe przedsięwzięcie – Lecha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rok 1988&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Z okna budynku poczty we Wronkach widać restaurację. Obok Borowianki stoi zakład fryzjerski Forbricha. Naczelnikiem urzędu pocztowego, który od zakładu i Borowianki oddziela ulica Poznańska, jest Sabina Pogorzelczyk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze piętro żółtego budynku zamieszkuje jej syn. Lakiernik Marek. Jego życie toczy się wokół fabryki Wromet. Marek jest brygadzistą. Mistrzem zmianowym na emaliernii. Czasem na piwo wyskoczy. Nie ma lepszego pomysłu na życie. Bo i co we Wronkach można robić? Wkłada żelastwo do komory. Pistoletem maluje ścianki, tak przez cały dzień. Z czasem awansuje. Zostaje zastępcą kierownika wydziału powłok ochronnych. Pełni funkcję szefa ZSMP we Wromecie.&lt;br /&gt;– Spotykałem Pogorzelczyka na skrzyżowaniu – wspomina Tadeusz Hojan, prezes Czarnych Wróblewo – gdy wyskakiwał z zakładów po flaszkę dla szefów i pierwszego sekretarza. Latał tak kilometr do jedynego monopolowego we Wronkach. Zatrzymywał moje auto. Prosił: „Tadziu, podrzuć".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rok 1992&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Marek nie zarabia wiele. Dorabia jako kierownik Błękitnych, w których do niedawna kopał piłkę w okręgówce, wypisuje sprawozdania meczowe. Ciągnie go do Czarnych, których sponsoruje Wromet. Na mieście słychać, że szykuje się jakaś fuzja, że są plany.&lt;br /&gt;Dawny znajomy: – Prezes Wojciech Kaszyński nie chciał go w Czarnych. Nie chciał w klubie pracownika emaliernii, który w dodatku nie był specjalnie we Wronkach lubiany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomógł Rychu. Sąsiad, fryzjer, działacz Czarnych. Opowiadał znajomym: „Wziąłem tego Pogorzelczyka. Wyciągnąłem z gołębnika na poddaszu. Jeździł wózkiem akumulatorowym. Pomyślałem: Niech coś zarobi".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku miesiącach protegowany Forbricha został kierownikiem drużyny Amica, powstałej z połączenia Błękitnych i Czarnych. „Seta" dostał etat.&lt;br /&gt;– Rychu nie ogarniał wszystkiego, więc latał Pogorzelczyk. Wiara się śmiała, gdy w kombinezonie roboczym przez całe Wronki pędził wózkiem z fabryki. Potem z powrotem na wózku wiózł papierki do księgowego w zakładach – wspomina Marek Kliszkowiak, w latach 90. asystent trenerów w Amice.&lt;br /&gt;Nie znaczył zbyt wiele. Słuchał Rycha. Zaczęły się dla niego złote czasy. Przez ręce „Sety" przechodziły wszystkie rachunki i faktury, które trafiały do księgowości bogatego klubu.&lt;br /&gt;Anna Wilk, naczelna „Gazety Powiatowej": – W Amice alkohol lał się litrami. Każdy chciał wyrwać z klubu jak najwięcej dla siebie. Pogorzelczyk poznając Forbricha, wyszedł z zaklętego kręgu biedy. Trafił do klubu, gdzie się dorobił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rok 1994&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Za „Setą" nie przepadali piłkarze. Wiedział o wszystkim i wszystkich. Kto wypił, kto przyszedł późno do domu, co żona kupiła w sklepie... Piłkarze się go bali, więc jeździli na zakupy do Obornik i Szamotuł.&lt;br /&gt;– Gdyby szli po butelkę oranżady albo konfitury, to nie musieliby wyjeżdżać poza Wronki – broni się Pogorzelczyk. – Skoro był jeden sklep na osiedlu, to normalne, że ich spotykałem. Gdy przyłapywałem piłkarzy na kupowaniu skrzynek piwa, to miałem nie reagować?&lt;br /&gt;Sam Pogorzelczyk jednak był stałym bywalcem na bankietach w Borowiance. W Amice był nawet specjalny barek schowany za drzwiami opatrzonymi plakietką „WC". Gdy jednak pytam Pogorzelczyka, skąd pseudonim „Seta", odpowiada szybko, bez zastanowienia: – W pierwszej klasie technikum byłem najszybszy w biegach na setkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rok 1996&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W trakcie obozu Amiki na Cyprze dochodzi do ostrej kłótni między „Fryzjerem" i „Setą". Forbrich wściekł się, chciał go zwolnić, uznał, że nic nie robi, tylko pali papierosy i popija wódeczkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Usłyszał od Forbricha: „Już tu nie pracujesz, kurwiorzu". Wybroniłem go, bo uznawałem Marka za człowieka pracowitego, któremu można było powierzyć tajemnice – wspomina ówczesny trener Mirosław Broniszewski – Milczał jak głaz. Dziś pewnie mógłby pisać przecudowne pamiętniki o tym, jak się w tamtym latach robiło futbol. Jako asystent Forbricha wiele się przecież od niego nauczył i poznał dużo tajemnic ekstraklasy...&lt;br /&gt;Nie wyjawiał ich, nauczył się też dostosowywać. Jak Grzegorz Lato pił whisky, Pogorzelczyk przekonywał, że to jego ulubiony trunek. Gdy prezes Stanisław Grynhoff wolał piwo, Pogorzelczyk pił piwo. Jak trener Stefan Majewski herbatę z cytryną, „Seta" wypijał herbatę. Jeden z moich rozmówców prezentuje tę elastyczność. Krąży wokół mnie na palcach, udaje że strzepuje kurz z mojej kurtki. Troskliwie pyta, co bym zjadł. Wywija talerzem z ciastkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rok 2000&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Pogorzelczyk trwa. Przed meczami wyjazdowymi „Fryzjer" wynajmuje osobny pokój, z którego dzwoni do sędziów. Za ścianą Pogorzelczyk otwiera kolejną gorzałkę wraz z członkami sztabu szkoleniowego. Z czasem roztacza wokół siebie aurę pozorów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Były pracownik Amiki: – Wyspecjalizował się w krętym lawirowaniu. Jako mistrz intryg i zakulisowych gierek potrafił się prześliznąć, zmylić tropy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hojan: – Wiadomo było, że to ucho prezesa. Może dlatego nie miał przyjaciół? Koledzy zawsze odbierali go jako osobę dwulicową. Myślę, że się go bali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kliszkowiak: – Prawda jest taka, że jak był „Seta", to wiara się nie bawiła. Gdy wchodził na salę w czasie klubowych imprez, piłkarze udawali, że nie piją. Poszła fama. Gdy ktoś nowy pojawiał się w klubie, to mówili: „Na niego uważaj". Poczuł się jak pan, gdy został kierownikiem. Nawet najbliższym kumplom nie mówił „cześć". Witał się i zapraszał na piwo tylko wtedy, gdy Amica przegrywała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe Wronki żyły z ustawionych meczów Amiki. Wielu mieszkańców dostawało cynk, jaki wynik padnie w spotkaniu. Amica błyskawicznie pokonywała szczeble, a w ekstraklasie pięła się w tabeli. Kibice czasem w przerwie wychodzili na piwo, bo oczywiste było, kto wygra.&lt;br /&gt;Hojan: – Sam grałem. Grzechem było nie postawić. Kiedyś wchodzę do buków, a tam kolejka piłkarzy: Ława, Król, Dawidowski i pięciu innych. Byli więc też i tacy mieszkańcy Wronek, którzy tylko czekali, aż przyjdą zawodnicy Amiki i wręcz bili się, by spojrzeć, na co postawili!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pogorzelczyk: – Gdybym brał udział w ustawianiu meczów Amiki, to dziś miałbym postawione zarzuty.&lt;br /&gt;– Ustawa była. Do 2003 roku to było tak legalne, jak to, że tutaj siedzimy i dyskutujemy&lt;br /&gt;– przekonuję.&lt;br /&gt;– Była ustawa... Sam pan powiedział, jak to wyglądało. Natomiast ja nie brałem żadnego udziału.&lt;br /&gt;– Ale wiedział pan o tym? Całe miasteczko z tego żyło.&lt;br /&gt;– To pan twierdzi, że wszyscy wiedzieli.&lt;br /&gt;– Pan wiedział?&lt;br /&gt;– Nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rok 2001&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Właściciel Amiki Jacek Rutkowski pozbywa się Forbricha.&lt;br /&gt;Dawny znajomy: – Pogorzelczyk miał pewien dar, trzeba mu to przyznać. Zajął się Rutkowskim, gdy poczuł, że nadchodzi jego czas. Gdy pojawił się Stefan Majewski, to wyczuł zmianę koniunktury, wyparł się znajomości z Forbrichem i na drugi dzień już pędził z Majewskim i żonami nad jezioro.&lt;br /&gt;Wilk: – Świetnie wyczuwa, kiedy czyjś czas się kończy. Gdy ktoś szedł w dół, to sam go podtapiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rok 2006&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Amica łączy się z Lechem, powstaje nowy klub. Prezesem Kolejorza zostaje Andrzej Kadziński, wcześniej przerzucony z fabryki na odcinek sportu. Nie jest zaskoczeniem, że ciągnie za sobą z Wronek Pogorzelczyka. Obaj przecież znają się od lat. Bez „Sety" nie ma „Kadzinki" i odwrotnie. To symbioza, wręcz toksyczna zależność – mówią znajomi. Układ się utrwala, bo Rutkowski lubi Kadzińskiego. Marek lakiernik zdobywa zaufanie i trafia na salony. Zostaje dyrektorem sportowym Lecha, a papierosy zamienia na cygara. Przeprowadza się do domu pod lasem z wysokim płotem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rok 2010&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Pogorzelczyk staje naprzeciwko gości z Juventusu. Uśmiecha się. Nic nie mówi. Nie zna żadnego języka obcego.&lt;br /&gt;We Wronkach pytam o pozytywne cechy. Tyle słyszałem już złego. Może coś umie? – dociekam.&lt;br /&gt;Dawny znajomy: – Co ma kur... umieć? Zasuwał w lakierni, z petem w gębie, podpierał ławkę rezerwowych przez kilkanaście lat, wypisywał jakieś druczki i nadawał na innych.&lt;br /&gt;Dawny współpracownik: – Koniec Pogorzelczyka w sporcie oznacza koniec człowieka – przewiduje. – Przygarnął go sport, a on w nim został. Nie potrzebuje go fabryka, bo miejsce, w którym, stał zajęły automaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rok 2011&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ciągnie się za nim nieprzyjemny zapach afery korupcyjnej. Jeden z byłych prezesów klubu ekstraklasy długo zaciąga się papierosem i mówi: – Dziwię się, że sprawa Pogorzelczyka nie wyszła przy „Fryzjerze". Gdyby ustawa działała przed lipcem 2003...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kliszkowiak: – Żeby nie Rychu, on nie miałby nic! Do dziś przykręcałby śrubki w fabryce. Kierownikiem mógł zostać każdy, padło akurat na Pogorzelczyka. I niech teraz nie udaje świętego, że o niczym w Amice nie wiedział. Kiedyś przecież wysłali mnie autem „Sety" do Bukowca, żeby pieniądze za mecz przekazać. To „Seta" nie wiedział?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pogorzelczyk: – Gdzie? Nic nie wiem. Zadziwia mnie pamięć niektórych... Dziwne, że mam tak złą opinię i w dalszym ciągu funkcjonuję w Lechu na topowym szczeblu, nieprawda? Ludzie mi zazdroszczą. Że małemu człowiekowi z małych Wronek udaje się pracować w wielkim Lechu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Forbrich kaszle. Dusi się. Pokazuje chore oko. Twierdzi, że stracił 80 procent wzroku w lewej gałce. Otwiera torbę pełną leków, chyba chce uzasadnić odroczenie 3,5-letniej kary więzienia z powodu złego stanu zdrowia. – To nitrogliceryna. A to muszę brać dwa razy dziennie – wyjaśnia. W tym czasie „Seta" mocno zaciąga się cygarem i przechadza się po korytarzach na nowiusieńkim 40-tysięcznym stadionie... Tak było do wtorku...&lt;br /&gt;PRZEMYSLAW ZYCH&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-1724377266912167975?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/1724377266912167975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=1724377266912167975' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/1724377266912167975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/1724377266912167975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/marek-seta-pogorzelczyk-wczoraj-31.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-my6WdH4oMnQ/TfX0SkCTPTI/AAAAAAAAAaQ/IXb8hhpoD9Q/s72-c/1306845162_pogorzelczyk.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-8303835993719375763</id><published>2011-06-13T12:59:00.005+02:00</published><updated>2011-07-10T22:33:59.471+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;UKRAINA 2011 - NA ROK PRZED EURO&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-mPZgwjQMvM0/TfXwQVJL1dI/AAAAAAAAAaI/1sge9aYNl4s/s1600/femen-feminist-movement-protest-against-euro-2012-soccer-1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-mPZgwjQMvM0/TfXwQVJL1dI/AAAAAAAAAaI/1sge9aYNl4s/s400/femen-feminist-movement-protest-against-euro-2012-soccer-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5617660273558803922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na Ukrainie niemal każdy ma swoją teorię na temat EURO. Jedni już w myślach liczą zyski, jakie przyniesie im turniej, inni muszą przerywać studia. Ich akademiki zostały przerobione na hotele, a na wynajęcie mieszkania ich nie stać. Jednych turniej nakręca, innych zniechęca.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Wielka ukraińska przygoda w piętnastu aktach"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Przeglad Sportowy, 06.06.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;CZYTAJ TEŻ:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2010/03/kokosanki-kokosanki-czyli-polakow-vs.html"&gt;"Kokosanki, Kokosanki", czyli WALKA GIGANTÓW: Polakow kontra Łazarek&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2009/07/oko-dziesiatka-oko-dziesiatka-oko.html"&gt;Mirek Okoński opowiada jak przegrał życie z uśmiechem na twarzy...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/marionetki-w-mackach-mafii-derby.html"&gt;Serbskie marionetki, czyli piłkarze w mackach mafii i podstawionych dziewczyn&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Charkowie na kibiców czekają zapadnięte, popękane chodniki rozsadzane przez rośliny. Budynki, których nikt nie odnawiał od kilkudziesięciu lat. Widok starych ład podskakujących na dziurawych ulicach. Tu nawet niebo wydaje się bardziej szare niż w Kijowie... Gdy próbuję wyruszyć stamtąd do Doniecka, autokar spóźnia się o 90 minut, jedzie w skwarze 7 godzin, bo w każdej miejscowości potrzebna jest przerwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt nie wie, ile ma potrwać podróż. Ruszamy dalej dopiero, gdy pasażerowie zbiorą się w autobusie i intuicyjnie zdecydują, że już czas. Silnik gaśnie na torach kolejowych. Lotnisko Boryspol pod Kijowem? W obecnej malutkiej poczekalni nie mieszczą się wszyscy pasażerowie. Podróż pociągiem ze Lwowa do Kijowa? 10 godzin sauny, w okropnej duchocie, bo w przedziale jest zepsute okno. Stadion we Lwowie na razie otaczają chwasty... Ale to tylko niewielka część prawdy o tym, jak rok przed EURO wygląda Ukraina.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Walentin, 47 lat, Ochroniarz z Doniecka.&lt;br /&gt;„Czy ktoś do nas potem przyjedzie? Nikt"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Budują teraz te wszystkie hotele w Doniecku, a co będzie potem? Będą stały puste? Czy ktoś do nas potem przyjedzie? Nikt. Przecież nic się nie zmieni. Dlatego mam ten turniej w d... Ludzie przyjadą, posiedzą i się rozjadą. Mieszkamy w okropnych warunkach, a pieniądze idą na hotele. Kto tu ich potrzebuje? – pyta Walentin w donieckim pubie. Zaczesane włosy, wąsy, pomięta koszula, krucha budowa. Oficjalna pozycja: ochroniarz. Bardziej realna: przynieś, podaj, pozamiataj. Kiedyś pracował w ochronie na stadionie Metalurga Donieck. Przekonuje, że zna sztuczki kibiców i nawet bejsbolami nie będą go w stanie pokonać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Kilka lat temu w ostatni dzień szkoły dzieciom dawali jeszcze ciasto. Teraz wszystkie pieniądze idą na EURO. Co tu dużo mówić, nas też dotkną wyższe ceny dla turystów. Że ludzie w Europie nie wiedzą nic o Doniecku, a dzięki turniejowi się dowiedzą? Ale my też nie wiemy nic o ludziach z Europy i nie chcemy wiedzieć. Tęsknie za Breżniewem. Kiedyś mogłem co roku pozwolić sobie na wyjazd nad morze. Teraz muszę na to pracować cztery lata. Gdybym był Rinatem Achmetowem oddałbym ludziom z powrotem wszystkie jeziora wokół Doniecka, bo teraz nie można łowić ryb. Wszystkie należą do miliarderów. I postawiłbym na rolnictwo – wyjaśnia. Nie wybiera się na mistrzostwa. Za bilet nie dałby nawet kopiejki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ołeksandr Jarosławski, 57 lat. Miliarder z Charkowa.&lt;br /&gt;„Stalin zbudował jeden terminal. Ja postawiłem trzy"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Jak EURO 2012 zmieniło moje życie? – powtarza pytanie Jarosławski. Długo myśli, spogląda w okno, z którego widok wychodzi na kilkanaście boisk treningowych. Sam je zbudował. Rozmawiamy w gabinecie na stadionie Metalista. Sam go postawił. Na obiekt EURO 2012 prowadzą dobre drogi. To on dał na nie pieniądze. Jest królem Charkowa z majątkiem 3,5 miliarda dolarów. Recepcjonistka w pobliskim hotelu mówi mi: – Tu każda dziewczyna marzy o tym, by zostać jego żoną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Czy ktoś zna Romana Abramowicza w Londynie? Nie. Mnie w Charkowie zna każdy – pręży się Jaroslawski. – Gdyby przyjechał pan do Charkowa 4 lata temu... Tu nie było nic. Turniej wszystko odmienił. W miejscu, gdzie stoją teraz te boiska było błoto, bazary, śmieci, chodzili narkomani. 20 lat temu lokalne władze otworzyły metro, a potem przez dwie dekady nikt nie zbudował już nic. W miejscach, w których zbudowałem hotele i lotnisko pasły się krowy. Za Stalina był jeden terminal lotniczy, a ja postawiłem trzy. Ale nie, nie myślę o tym, czy to odmieniło charkowian. Moje zadanie to po prostu zmieniać. Dzięki turniejowi zapiszę się w historii miasta na zawsze. Dziś ludzie mnie pozdrawiają, gdy jadę autem – uśmiecha się odwracając głowę w kierunku boisk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściciela Metalista denerwuje tylko jedno – osoba Hryhorija Surkisa, który rządzi federacją i Dynamem Kijów.&lt;br /&gt;– Mistrzostwa na Ukrainę ściągnął Surkis, ale to my za nie płacimy! My: ja i Achmetow, biznesmeni, ukraiński rząd. On nie wydał na EURO nawet centa! Popatrzcie na stadion jego Dynama. To jakiś śmietnik... On turniej ściągnął na Ukrainę ze względu na osobiste cele. Chciał być sławny, więc jeśli ktoś mówi mi, że Surkis robi to dla ludzi, nigdy w to nie uwierzę. To nie jest uczciwy człowiek!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Alona, 23 lata. Kasjerka z Bokowo-Płatowe.&lt;br /&gt;„EURO 2012 zabrało mi studia„&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Pochodzę z ubogiej rodziny z Bokowo-Płatowe, jakieś sto kilometrów od Doniecka. Mój ojciec Witalij i brat Igor są górnikami w kopalni węgla kamiennego w pobliskim Antracycie. Matka pracuje w szpitalu. Nie miałam więc żadnych szans, gdy władze miasta zamieniły mój internat na hotel EURO 2012. Rodzina nie mogła mi dać pieniędzy na wynajęcie mieszkania. Bez skończonych studiów nie mogłam znaleźć pracy w Doniecku. Musiałam wracać do Bokowo-Płatowe. Nie rozumiem, czemu organizacja jakichś mistrzostw piłkarskich musi się odbijać na moim życiu? Władze uczelni i miasta nie zapewniły nam kwater. Tłumaczyli jedynie, że w Doniecku brakuje jakichkolwiek miejsc noclegowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znajomi mówią o niej, że wie wszystko z historii Ukrainy. Że zna odpowiedź na każde pytanie z tej dziedziny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Akademik był za darmo za dobre wyniki w nauce. Teraz mieszkam z rodziną i pracuję w sklepie. Ale liczę, że kiedyś wrócę na studia do Doniecka. Może gdy skończy się to EURO?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sierhij Rebrow, 37 lat. Były reprezentant, mieszkaniec Kijowa.&lt;br /&gt;„Każdy Ukrainiec czeka na turniej„&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Być może w czasie turnieju będę komentował mecze dla BBC? – zastanawia się była gwiazda Ukrainy, dziś asystent trenera w Dynamie Kijów. Spotykamy się w przerwie meczu Ukraina – Uzbekistan na stadionie Dynama. Popija herbatę trzymając w powietrzu filiżankę. – Sierioża, odłóż ją – prosi go starsza kelnerka, podstawiając mu tacę pod nos. Sierioża jest tu panem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mieszka daleko od ośrodka treningowego, więc nie musi wcześniej nastawiać budzika przez remonty drogowe w całym Kijowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Gdy jednak jadę gdziekolwiek indziej, cały czas stoję w korkach. Każdy Ukrainiec musi jednak zrozumieć, po co są te zmiany. Ten turniej to wielkie pieniądze do podniesienia. Nasz futbol po EURO na pewno nabierze rozpędu. Dlatego nie rozumiem, czemu teraz próbuje się pozbawić pozycji Hryhorija Surkisa – człowieka, który ściągnął mistrzostwa na Ukrainę i do Polski. Jeden Surkis przez ostatnie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10 lat zrobił dla ukraińskiej piłki więcej niż wszyscy inni razem wzięci. Ludzie zapominają o tym. To bardzo przykre – krzywi się. – Jestem jednak przekonany, że każdy Ukrainiec czeka na ten turniej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wołodia, 24 lata. Kelner z Kijowa.&lt;br /&gt;„Euro? Tylko kurz„&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kurz, wszędzie kurz. Przetarł ścierką – stolik, barierkę, krzesło. Za kilka godzin musiał powtórzyć czynność. Za drugim razem przynosi większą szufelkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Kurz. Taki wpływ na moje życie ma na razie EURO. Kurzu jest pełno, unosi się z budowy stadionu narodowego – mówi Wołodia, kelner z luksusowej restauracji dla biznesmenów przy ulicy Czerwonej Armii 68, na przeciwko stadionu w Kijowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Turniej mojego życia w ogóle nie zmieni. Zresztą popatrz tylko – pokazuje palcem na stadion – przecież oni nie skończą tego obiektu w tym roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wołodia ma dziadków z Korei Południowej i skośne oczy. Dopiero co skończył studia, ale nie chciał pracować za 1500 hrywien jako nauczyciel angielskiego. Woli za 6-8 tysięcy. Wkrótce znów wyjeżdża do Egiptu, gdzie pracuje sezonowo. Bawi staruszki, rodziny – jest animatorem. Nie czeka na EURO. Może nawet nie wróci do tego czasu. Jego znajomi mają auta i chcą jeździć po mieście oferując kibicom zwiedzanie miejsc, których nie ma w żadnych przewodnikach.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Andrij, 58 lat. Taksówkarz z Lwowa.&lt;br /&gt;„Będzie łatwiej w pracy„&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Widzi pan te korki? – wskazuje palcem. – To z powodu objazdów. Terminal lotniczy budują. Chcą połączyć się ze światem. Władze Lwowa nie remontują dworców autobusowych, bo sądzą, że więcej fanów przyleci samolotami – wyjaśnia Andrij. Na początku lat 90. jeździł do Rzeszowa na drobny handelek. Nie chce opowiedzieć, co sprzedawał. Wiezie mnie po nowej drodze przy wjeździe do Lwowa. 7-8 kilometrówdobrego asfaltu.&lt;br /&gt;– Wszędzie remonty. Wkrótce będzie się lepiej jeździć. Moje życie będzie łatwiejsze, a jak otworzą terminal to i więcej klientów będzie. Tyle hrywien idzie w lotnisko, że na linię tramwajową nie starczy. Wszystkiego nie uda się naprawić, ale na ulicach jest tyle pięknych kobiet, że nikt nie zauważy dziur – uśmiecha się Andrij. Faktycznie w centrum Lwowa chodzą długonogie brunetki na szpilkach, wydekoltowane blondynki. Trudno się skupić na rozmowie z Andrijem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sasza i Inna Szewczenko, 24 lata. Feministki z Kijowa.&lt;br /&gt;„Nasze kobiety będą cierpieć„&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw wyrastają jej długie nogi. Trwa to kilka sekund. Potem dostrzegasz tylko wypuszczone kieszenie króciutkich dżinsowych spodni, a na koniec twarz Saszy. Sasza nie jest prostytutką. Jest feministką. Rozbiera się, bo chce zwrócić uwagę na problem prostytucji na Ukrainie. Obok siedzi Inna, założycielka grupy Femen. Kiedyś zrobiła protest topless w centrum Warszawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Jesteśmy młodymi ukraińskimi dziewczynami, nie chcemy być znane w Europie jako tanie dziewczyny i prostytutki. Boimy się, że ten turniej na lata zapisze Ukrainę jako miejsce, w którym można wyrwać dziewczyny na ulicach, wepchnąć im plik banknotów za seks, Tajlandią Europy. Nie chcę Euro. Nie chcę być prezentem dla fanów futbolu – mówi Inna.&lt;br /&gt;– W Kijowie jest mnóstwo burdeli, które politycy chcą zalegalizować, by w czasie mistrzostw zarobić dodatkowe pieniądze. Za rok będziemy protestować i to dużo. Przywitamy gości na lotniskach. W trakcie meczów chcemy iść na stadiony, spróbować wejść na boisko. Euro będzie świętem futbolu, ale też problemem ukraińskich dziewczyn.&lt;br /&gt;– Turyści myślą, że jeśli Ukrainki są najpiękniejsze w Europie, to one starają się być piękne, by się sprzedać – protestuje Sasza. – Codziennie na ulicach Kijowa chodzą za dziewczynami i mówią: „Jesteś Ukrainką, masz tu sto dolarów„. A my mamy prawo ubierać się, jak chcemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wołodia, 53 lata. Kierowca autokaru do Lwowa.&lt;br /&gt;„Mojego życia Euro nie zmieni„&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie da się przecisnąć wąskim przejściem. Nie da się też usiąść. Pasażerowie siedzą z podniesionymi nogami, które stawiają na kartonach. Zaglądam do tekturowych pudeł: soki, przyprawy, wszystko co tańsze i lepsze w Polsce. W zajęciu własnego miejsca przeszkadzają mi pelargonie stojące w przejściu. Bagażu nie można włożyć, bo schowki zajmują podarte gąbki i kawy Jacobs. Zamiast firanek w oknach – szmatki w kwieciste wzorki.&lt;br /&gt;Rozpadający się, duszny autokar do Lwowa prowadzi Wołodia. Odcinek80 kilometrówod granicy pokonujemy w ponad dwie godziny. Słyszę trzeszczące łożysko, burczy zdarty silniki, podskakują bagaże. Ukraińscy pasażerowie cierpliwie to znoszą, a Wołodia się krzywi:&lt;br /&gt;– Tej drogi to chyba już nie pobudują. Ludzie się na niej gubią, bez GPS. Ma kiepskie oznakowanie. Goście Lwowa mają przyjeżdżać z lotniska... Czy EURO coś u mnie zmieni? Co ma zmienić, jak od Medyki będzie ta sama droga? W tym roku w planach mają położeniu11 kilometrów, ale czy to zrobią?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Walerian. 43 lata. Biznesmen.&lt;br /&gt;„Będziemy mieć ręce pełne roboty. To my rozdajemy karty„&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posiada 44 apartamenty w Kijowie.&lt;br /&gt;– Dzwonią już Włosi i Niemcy. Pytają, chcą rezerwować. Ale my postawimy ceny przynajmniej dwukrotnie wyższe. Jeśli dziś wynajęcia naszego apartamentu kosztuje 400 hrywien, za rok będzie przynajmniej 800. Rezerwujesz, płacisz od razu, a jeżeli zrezygnujesz, nie możesz liczyć na zwrot pieniędzy. Ci Włosi protestowali: „Jak to? Ale dlaczego?„ A ja im na to: „robimy to, co wy w Wenecji. Wy mogliście, a my nie?„ Też chcemy zarobić. Włosi, cholerni Włosi. Oni zawsze kręcą i lawirują.&lt;br /&gt;– To my rozdajemy karty. Rząd jedynie obiecał zbudowanie 50 hoteli w Kijowie. Wiesz ile powstało? Teraz ledwie kończą piąty... Dlatego wiem, że będziemy mieć pełne ręce roboty. Turyści będą potrzebowali naszych apartamentów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Irina, 25 lat. Redaktor czasopisma kobiecego.&lt;br /&gt;„Nie zarobię już na EURO„&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widząc pomnik Małego Księcia w dzielnicy Podole zaczyna deklamować Saint Exupery'ego. Mała, drobna, nie rzuca się w oczy. Pyta: – Czemu wasz polski ser Spomlek jest tańszy niż nasz, ukraiński? – wchodzimy do supermarketu. – Czemu płacę 75 kopiejek, a za nasz ukraiński 90? Chcę wiedzieć, czemu importowany, a tańszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Irina w wolnych chwilach gra na perkusji, ale w czasie EURO chciała otworzyć biznes. Szyć na zamówienie różne suweniry, gadżety, czapki.&lt;br /&gt;– A logo? – pytam. Prycha mi w twarz.&lt;br /&gt;– Wymyśliłabym nowe, podobne i nikt na Ukrainie nawet by się tym nie zajął. Wynajęłabym „kitajców„ w Chinach i by mi szyli. Cała trudność polega na tym, by przygotować takie logo, które kojarzy się z Euro, ale nie jest nim – tłumaczy. – W całej Ukrainie trwa już produkcja takich gadżetów. Ja niestety to przespałam, ale moi niektórzy znajomi tym się zajęli.&lt;br /&gt;Kupujemy piwo. Przestrzega: – Nie szalej. Ostatnio na komisariacie zabili studenta. Przez rok w Kijowie poturbowali tak ponad sto osób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jaroslaw, 45 lat. Menedżer w kijowskiej firmie.&lt;br /&gt;„Jestem po prostu dumny„&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Rozpiera mnie duma, gdy na to patrzę – widok faceta, który przygląda się, jak budują stadion zza zielonego, drewnianego ogrodzenia wokół stadionu w Kijowie przyciąga moją uwagę. Kto normalny ogląda jak budowlańcy mieszają beton? – Pracuje o tam,500 metrówdalej. To mój sposób na wolny czas. Żałuję, że moje okno nie wychodzi na obiekt. Niestety dziś przerwa trwa tylko 15 minut. Nie zdążę obejść stadionu wokoło. Szykuję się już na finał. Mam bilet od wysoko postawionych przyjaciół – twierdzi. Obawia się mówić o opóźnieniach stadionu, czemu kilka razy zmieniano projekt areny. Wszystko kwituje dwoma słowami: „słowiańska mentalność„.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Alex Glyvynsky, 38 lat. Komentator sportowy, mieszkaniec Kijowa.&lt;br /&gt;„Szybciej mogę dojechać do Lwowa„&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Czuć oczekiwanie święta – mówi znany na Ukrainie komentator w telewizji 1+1 i Nowym Kanale, a także producent niedzielnego magazynu Gol. Alex jest również wiceprezesem Profesjonalnej Ligi Strongmenów Ukraińskich oraz przyjacielem Euro numer 26. Jedzie na spotkanie z Vasylem Virastiukiem. Najsilniejszy człowiek świata ma zostać Druhem Numer 27 mistrzostw.&lt;br /&gt;Aleks pracuje w federacji piłkarskiej, odkąd Ukraina otrzymała turniej. Odpowiada za kontakty z mediami. Tęskni za adrenaliną zawodu dziennikarza, ale chciał być bliżej EURO, nie mógł przepuścić takiej okazji. Po turnieju wraca do telewizji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Robotnik, 55 lat. Kijowianin.&lt;br /&gt;„Robota nie idzie. Daj się napić„&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzi w rowie. Kopie łopatą. Spływa z niego pot. Dookoła przy murach chowają się inni robotnicy. Pracują przy budowie stadionu w Kijowie. On nie ma tyle szczęścia. Pracuje na wzgórzu – najwyższym wzniesieniu w okolicy, do którego prowadzą betonowe schody.&lt;br /&gt;– Robota nie idzie. Są zbyt duże upały. Tak już jest od tygodni. Rozejrzyj się dookoła. Każdy odpoczywa. Daj mi wody – prosi. Dziura, którą wykopał na instalacje elektryczne nie jest zbyt głęboka. Obok, na wzgórzu leży górka śmieci. Konserwy, stare spodnie, zimowe obuwie, kefir, gumiaki. Śmieci to symbole, jak w rzymskich obozach oznaczają nadejście zmiany – kolejnych legionów. Tu też się zmieniała ekipa. Ze stanowiska, na którym pracuje jak na dłoni widać wnętrze stadionu. W miejscu, w który pada cień od słupów dachu jak robaczki siedzą robotnicy. Pusto jest tylko tam, gdzie świeci słońce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wiktoria, 24 lata. Bileterka w Charkowie.&lt;br /&gt;„W Charkowie będzie problem. To będzie jak wybuch„&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękna blondynka w pośpiechu obsługuje kolejkę obcokrajowców. Gorączkowo krzyczy przez mikrofon, kreśli na kartce połączenia z innymi miastami. Pracuje w okienku na dworcu kolejowym w Charkowie przy ulicy Gagarina. W promieniu kilkunastu kilometrów wydaje się, że tylko ona zna jakikolwiek język obcy i jako jedyna jest gotowa na EURO.&lt;br /&gt;– To będzie pierwsze miejsce, które zobaczą turyści. I będą w szoku. W Charkowie będzie problem, to będzie jak wybuch – narzeka; w pubie obok nie ma popielniczek. Na stołach leżą puszki po konserwach. – Nie widzę zmian, a mieszkam w centrum miasta. Niby otwierają hotele, kawiarnie, restauracje, ale co z tego? Nikt nie mówi po angielsku, a przez rok się nie nauczą. Teraz przed EURO rozpoczęli kursy dla pracowników kolei, ale... nie mają nauczyciela. Zajęcia prowadzi osoba, która zna tylko podstawy języka! To miejsce jest paskudne. Chciałabym się już dziś stąd wyrwać, ale nie mam nawet paszportu.&lt;br /&gt;8 czerwca zwolni się z pracy. Nienawidzi jej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ana, 23 lata. Asystentka przy obsadzie filmowej.&lt;br /&gt;„Nasz film obejrzy teraz więcej ludzi„&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie lubi piłki nożnej, ale poruszyła ją historia, która stała się podstawą do scenariusza filmowego. Ana pomaga przy obsadzie do ekranizacji „Meczu„; o spotkaniu piłkarskim między jeńcami sowieckimi i nazistami w czasie drugiej wojny światowej. Swoją premierę film będzie miał tuż przed&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Euro 2012. W roli głównej Bezrukow, ale dziewczyna ogląda się za siebie czy może to zdradzić. To jeszcze tajemnica. Podobnie jak nazwisko reżysera. Cicho sylabizuje: – Ma-liu-kow. Andriej. Każdy aktor musi potrafić grać w piłkę. Sam Bezrukow bierze więc lekcje.&lt;br /&gt;W 1942 roku, tydzień po meczu, gestapo rozstrzelało sowieckich jeńców, mimo że umowa była taka, że jeśli wygrają, naziści darują im życie.&lt;br /&gt;– Dopiero dowiedziałam się, co może znaczyć piłka dla ludzi. – błyszczą duże, sarnie oczy Any.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przemysław Zych korespondencja z Ukrainy&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-8303835993719375763?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/8303835993719375763/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=8303835993719375763' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8303835993719375763'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8303835993719375763'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/ukraina-2011-na-rok-przed-euro-na.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-mPZgwjQMvM0/TfXwQVJL1dI/AAAAAAAAAaI/1sge9aYNl4s/s72-c/femen-feminist-movement-protest-against-euro-2012-soccer-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-3171008527852875866</id><published>2011-06-13T12:45:00.004+02:00</published><updated>2011-07-11T00:02:09.047+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;STAN VALCKX O CHINACH&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-kh5aJWUprmM/TfXsSXfvAxI/AAAAAAAAAaA/okC46z-ODxg/s1600/Stan_Valckx_320x220_rozmiar-niestandardowy.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 270px; height: 220px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-kh5aJWUprmM/TfXsSXfvAxI/AAAAAAAAAaA/okC46z-ODxg/s400/Stan_Valckx_320x220_rozmiar-niestandardowy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5617655910503482130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Wisła Kraków? Porozmawiajmy o Chinach"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Magazyn PS, 08.05.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;CZYTAJ TEŻ:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/czemu-tomas-jirsak-zawodzi-druga-szansa.html"&gt;Czemu Tomas Jirsak zawodzi?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2010/10/robert-maaskant-czy-ktos-ma-jeszcze.html"&gt;Wszystkie ucieczki Roberta Maaskanta...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ZYCH: Przed przyjazdem do Polski pracował pan w Szanghaju. Jaka jest chińska piłka?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;VALCKX: &lt;/strong&gt; Wszędzie na świecie piłkarze mogą popełnić błąd, tylko nie w Chinach. Byłem doradcą prezesa klubu Szanghaj Shenhua. Po meczach prosił mnie z reguły, czy mógłbym raz jeszcze przyjrzeć się spotkaniu. Szeptał: „Zastanawiamy się, czy gracze z numerami 5 i 7 próbowali sprzedać mecz". Wiele razy interwencje właściciela zdarzały się już wcześniej. Gdy ktoś z jego otoczenia miewał wątpliwości co do intencji piłkarza, właściciel natychmiast kazał pomijać go w składzie. Chińczycy myślą o piłce w zupełnie inny sposób. Nie byłem do tego przyzwyczajony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie dało się przywyknąć?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spędziłem rok w Chinach i... wystarczy. To zupełnie inna praca niż obecnie w Wiśle Kraków, w której odpowiadam za przyszłość. W Chinach miałem dużo różnych doświadczeń, ale to, jak myśli się tam o piłce i metody, jakich używa się, by osiągnąć w niej sukces, są dla mnie niewiarygodne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Co było dziwne?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociażby to, że na dwa dni przed każdym meczem piłkarzy izolowano w hotelu. Nie mogli zabierać ze sobą laptopów. Nie pozwalano im też na używanie telefonów, które musieli oddać kierownikowi. Hotelowe automaty odcinano. Zabroniona była jakakolwiek komunikacja ze światem zewnętrznym. Mało tego! Każdy z zawodników musiał oddać swoje bagaże. Do tego doprowadziła korupcja. W lidze chińskiej latami na dużą skalę ustawiano mecze. Zamieszani byli wszyscy: sędziowie, piłkarze i trenerzy, działacze federacji. Wyśmiewano reprezentację. Wizerunek futbolu był okropny, stąd tak drastyczne metody zapobiegania próbom korupcji. Piłkarze muszą więc siedzieć w hotelowych pokojach i czekać na spotkanie, które często sędziują arbitrzy z zagranicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jaki wpływ ma to na graczy?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli piłkarz popełnia błąd, cały stadion krzyczy do niego: „Sprzedałeś!". A trenerzy bardzo często wysyłają takiego zawodnika na kilka tygodni do drugiego zespołu, żeby zszedł na jakiś czas z linii ognia. Efekt tej nienaturalnej presji jest jednak taki, że w Chinach każdy piłkarz, sparaliżowany strachem, myśli tylko o sobie. Nie ma szans na jego kreatywność. To nie przypadek, że gdy chiński zawodnik ma na boisku do wyboru dwie lub trzy opcje zagrania piłki, to w dziewięciu przypadkach na dziesięć podejmuje złą decyzję. Z kolei gdy ma sytuację sam na sam z bramkarzem, trzęsą mu się nogi ze strachu. Oni boją się odpowiedzialności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Za jakie błędy groziła kara?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Banalne, takie jakie co tydzień zdarzają się piłkarzom na stadionach całego świata. Zagrożony jest nawet zawodnik, który nie trafi w piłkę lub daje się minąć rywalowi. Dlatego wielokrotnie musiałem oglądać mecze tylko pod kątem tego, czy ktoś odpuścił. Prawda jest też taka, że w Chinach najczęściej stosuje się tak surowe środki tylko po to, by wskazać jakąś ofiarę. Tam po prostu zawsze ktoś musi być winny. Myśli się w ten sposób: ktoś musi ponieść odpowiedzialność, skoro nam się nie wiedzie. Zdarzało się tak, że karany był piłkarz, który w czasie całego meczu popełnił tylko jeden błąd, ale kosztował on utratę bramki. Innemu, który pomylił się pięć razy, uchodziło to płazem. To myślenie krótkowzroczne, wydaje mi się, że wzięte z komunizmu. Bo w piłce nie zawsze trzeba karać za błędy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Chińscy piłkarze godzą się na ten system kar?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak. Nie narzekali. Wychowali się w nim. Pamiętam sytuację, gdy kilku z nich 2-3 tygodnie chorowało na grypę. Wszędzie szukano człowieka, który ponosi za to winę. I znaleziono. Obwiniono lekarza! Przypominam sobie trening, na którym z powodu tej nieszczęsnej grypy nie ćwiczyło wielu piłkarzy. Stałem z boku, jak zwykle przyszedłem obejrzeć trening. A na boisku... trener naszego zespołu okłada pięściami lekarza! Drużyna trenuje, jakby nic się nie działo, on go okłada... Trener był po prostu zdenerwowany, że musi grać w osłabionym składzie. Lekarz został zwolniony... Byłem świadkiem wielu takich scen. Zdarzało się, że do szatni wchodził prezes i mówił: „Ten się nie nadaje, ten też i ten". Obcokrajowcy, a mieliśmy ich kilku, przecierali oczy ze zdumienia. Łapali się za głowy i nie potrafili tego zrozumieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;To przecież niemożliwe, żeby w takiej atmosferze cokolwiek zbudować.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To bardzo samolubna społeczność. Każdy chce brać odpowiedzialność jedynie za siebie. Z tego powodu w drużynie sportowej nie ma ducha zespołu. W Chinach wygrywasz razem, ale przegrywasz osobno. Efekt atmosfery nagonki jest taki, że żaden piłkarz nie chce przyznać się do błędu i pomóc rozwiązać jakiś problem. Chińczycy nie współpracują ze sobą na boisku. Lewy obrońca wychodzi z piłką, nikt go nie ubezoiecza, traci piłkę i wszyscy wokół mają pretensje tylko do niego. A w piłce - sporcie zespołowym - jeden musi polegać na drugim. Tymczasem oni tylko wzajemnie się obwiniają. A przecież jeśli wskażesz problem, umiesz go poprawnie zdefiniować, to możesz uniknąć powtórzenia go w przyszłości. W Chinach wszyscy mówią: „To nie mój błąd". W dodatku każdy piłkarz ma kontrakt na rok, a jeśli okazuje się, że nie jest dobry, w klubie mówią: „Następny!". Gdy przychodzi nowy trener, wymieniany jest cały skład. Na rynku jest mnóstwo wolnych chińskich zawodników.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wspomniał pan o biciu lekarza przez trenera. To bardzo porywczy ludzie?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łatwo tracą kontrolę nad sobą. Przypominam sobie mecze wyjazdowe, na których było po 3 tysiące policjantów, więcej niż kibiców na stadionie... To nie jest normalne. Oni wszystko próbują zorganizować, przygotować się na każdy scenariusz, ale w taki sposób, że rodzi to tylko same problemy. Nie zapomnę Światowego Dnia Fair Play FIFA, który wypadł w trakcie naszego meczu w Szanghaju... Na płytę boiska wyszli piłkarze z flagami, atmosfera była w porządku, poza jakimś incydentem, kiedy nasz zespół domagał się karnego. Normalny mecz, nie za wiele fauli. Sędzia odgwizdał koniec spotkania, więc poszedłem na górę. Wracam chwilę później, spoglądam na boisko, a na nim oba zespoły się tłuką! Sztaby szkoleniowe, lekarze i masażyści! Grupka piłkarzy goni arbitra...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wyobrażam sobie więc, że negocjacje kontraktowe z Chińczykami bywają trudne.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli mają sto żądań, to negocjują wszystkie. Potrafią robić to całymi dniami, zupełnie nie interesuje ich fakt, że stają się absurdalni. No i robią to tak, jakby wszystko mieli gdzieś. Nie dają po sobie niczego poznać. Ich twarze w ogóle nie pokazują emocji. Nie awanturują się, nie wściekają, wydaje się, że nie są niczym rozczarowani. Mają pokerowe twarze. Bardzo trudno ich rozgryźć. W klubie nieraz negocjowali od rana do wieczora. Ale na koniec i tak nie wiesz, czego tak naprawdę oczekują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jak więc próbował pan przekonać ich do swoich racji?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podawałem Chińczykom przykłady pokazujące, że sposób, w jaki chcą coś zrobić, nie działa. Mówili: „Tak, zgadzamy się, racja". Ale dwie sekundy później powtarzali swoje wymagania! Zawsze się zgadzali, lecz chwilę później okazywało się, że to były czcze słowa...&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gdzie negocjuje się równie trudno? Kilka lat pracował pan też jako dyrektor sportowy PSV Eindhoven.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ameryka Południowa jest pokręcona. Czasami nie masz pojęcia, do kogo należą prawa do zawodnika i cały twój czas spędzasz na tym, by ustalić, do kogo się zwrócić. Spotykałem się z sytuacjami, gdy 20% praw dysponował piłkarz, 15% agent, a kolejnymi 20% ojciec gracza. Bardzo trudno też było, gdy pracowaliśmy nad transferem Maora Meliksona do Wisły. Różne zmiany warunków transferu zdarzają się bardzo często, ale byłem zaskoczony, ile razy miało to miejsce właśnie przy Meliksonie. Nie dowierzałem, gdy Izraelczycy znów informowali o modyfikacji oczekiwań. „Przecież już się co do tego dogadaliśmy" - myślałem. Kilka tygodni nam zajęło przeprowadzenie tego zakupu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W Chinach transfery robi się szybciej?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chińczycy potrafią podjąć decyzję o zakupie piłkarza po obejrzeniu na płycie DVD pięciu minut jego gry! Szybko wpadają w zachwyt. Wokół właściciela kręci się mnóstwo przyjaciół, menedżerów, którzy podrzucają takie płyty, stąd to główna metoda przeprowadzania transferów. Nie jestem przyzwyczajony do takich standardów. DVD można czasem użyć jako pomoc, by poszerzyć obserwację, ale na pewno nie może to być główną podstawą do oceny gracza. Bywa, że wystarczy tylko spojrzeć na CV klienta, i wiadomo, że nie jest to dobry piłkarz, a oni takich zatrudniali...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W Polsce popularną metodą oceniania zawodnika są testy.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, przyjeżdża na nie mnóstwo zawodników. Nie jestem wielkim zwolennikiem testów, one przeważnie jedynie psują atmosferę w drużynie. Można je robić tylko wtedy, gdy chodzi o młodego piłkarza lub gdy znam zawodnika, ale nie jestem pewien, czy on się zaadaptuje, więc wrzucam go na tydzień do nowego środowisko. Ale tylko w trakcie okresu przygotowawczego. W Chinach natomiast zdarzało się, że w tym samym czasie, w trakcie sezonu przyjeżdżało na testy trzech napastników. Przyglądało się temu dwóch snajperów, już grających w drużynie, którzy musieli się zastanawiać: „Co jest do cholery nie tak ze mną, skoro tylu ich przyjeżdża?". Nie miałem na to wpływu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A na co miał pan wpływ? W czym wobec tego doradzał pan właścicielowi?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mówiłem mu, jak powinniśmy grać, opiniowałem piłkarzy, proponowałem metody podniesienia poziomu treningu. Moja praca polegała głównie na obserwacji. W Krakowie bywam rzadko, ale jak już jestem, to siedzę za biurkiem. W Szanghaju nie miałem gabinetu i przez cały dzień... chodziłem. Po boiskach treningowych, po klubie. Rozmawialiśmy, oglądaliśmy trening. To nie był najbardziej profesjonalny sposób zarządzania klubem. Trzeba też przyznać, że nie miałem za wiele pracy. Na szczęście dużo podróżowałem, graliśmy w azjatyckiej Lidze Mistrzów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przypomina pan sobie więcej absurdów chińskiej piłki?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz klub miał dziesięć pięknych boisk w ośrodku szkoleniowym przeznaczonym dla juniorów, ale nie miał... żadnej drużyny! Właściciel nie był zainteresowany przyszłością, więc poza pierwszym zespołem były tylko rezerwy i drużyna dla piłkarzy w wieku do lat 19. Oni nie mieli jednak nic do roboty, bo nie grali żadnych meczów! Mnóstwo boisk stało więc pustych. 20-letni piłkarze, którzy wchodzili do pierwszej drużyny, nigdy nie brali udziału w prawdziwych meczach. Pytałem, czemu tak się dzieje. Obwiniali federację, bo chyba... kogoś trzeba było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pewnie marzy pan o tym, by w Krakowie dysponować chociaż połową boisk z Szanghaju. Wszędzie gdzie pan grał, jako piłkarz PSV Eindhoven czy Sportingu Lizbona, czy pracował w Chinach, mógł pan liczyć na infrastrukturę. Poza Krakowem. To możliwe, żeby stworzyć klub na poziomie Ligi Mistrzów bez takiego zaplecza?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielokrotnie rozmawialiśmy na ten temat. Pytanie, kiedy będziemy mogli zbudować boiska, bo przecież nic nie powstanie z dnia na dzień. No cóż, mamy plany, w końcu je zrealizujemy. Tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Oczywiście, że dziś można wszystkie wolne pieniądze wpompować w boiska, szkolenie młodzieży, ale przecież co pół roku musimy też kupować piłkarzy, bo potrzebujemy wyników dzisiaj. Dobrze by było, gdybyśmy mieli milion euro, który można przeznaczyć na skauting i kolejny na infrastrukturę, ale to przecież nie jest takie łatwe. Latem chcemy przecież wzmocnić skład jednym czy dwoma zawodnikami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jak pan ocenia pracę trenera Roberta Maaskanta?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Piłkarzom podobają się jego treningi. Oni widzą, że pracując z nim, stali się lepszymi graczami, niż byli jeszcze kilka miesięcy temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A jak panu się podoba w 40-milionowym kraju, który przez 15 lat nie potrafił choćby raz stworzyć drużyny na miarę awansu do Ligi Mistrzów?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tłumaczę to tym, że po upadku komunizmu w wielu krajach Europy Wschodniej nie było pieniędzy. W Polsce środki na futbol spływają od końca lat 90. Inwestycje, które wtedy zaczęły się pojawiać w Polsce, w innych krajach trwały już w najlepsze od końca lat 70. i początku 80. To ogromny dystans. Trudno nadrobić stratę aż dwóch dekad. Spodziewam się, że poziom waszej ligi zacznie wzrastać. Będzie w niej przecież znacznie więcej gotówki, która przyciągnie zagranicznych piłkarzy i doprowadzi do poprawy infrastruktury. Tymi dwoma drogami równocześnie można wyciągnąć waszą klubową piłkę z dołka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Mówi się jeszcze o polskiej piłce w Holandii? Czy już więcej o futbolu chińskim...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie za wiele, choć ostatnio w holenderskich gazetach co tydzień pojawiają się teksty o polskiej lidze. Jak dotąd, same pozytywne, o możliwościach rozwoju. Były też duże wywiady z Robertem (Maaskantem - przyp. red.). Byli zdziwieni, gdy mówiłem, że w Polsce budowanych jest dziesięć stadionów. „Dziesięć? Przecież potrzebują na EURO tylko trzech czy czterech". Myślę, że do Polski można już próbować ściągać piłkarzy z drużyn spoza pierwszej trójki Eredivisie, choć nie każdy dobry zawodnik tu się zaadaptuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pan w Chinach się nie zaadaptował. Wie pan, co dzieje się z pańskim byłym klubem z Szanghaju?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Cóż, gdy tam pracowałem, mieliśmy sześciu reprezentantów w składzie, teraz został tylko... jeden. Trzech z nich wybrało grę w drugiej lidze. Pojawił się tam nowy klub, którego właściciel proponuje dobre pieniądze. Dziwi się pan? To normalne w Chinach. Tam najlepsi piłkarze wcale nie grają w najlepszych klubach. I jak tu nie powiedzieć, że to dziwny świat?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rozmawiał Przemysław Zych&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-3171008527852875866?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/3171008527852875866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=3171008527852875866' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/3171008527852875866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/3171008527852875866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/stan-valckx-o-chinach-wisa-krakow.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-kh5aJWUprmM/TfXsSXfvAxI/AAAAAAAAAaA/okC46z-ODxg/s72-c/Stan_Valckx_320x220_rozmiar-niestandardowy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-8670275805655158067</id><published>2011-06-13T12:38:00.006+02:00</published><updated>2011-07-11T00:30:24.777+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;MARIONETKI W MACKACH MAFII - DERBY BELGRADU&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-h-tGnOYPwbE/TfXptxSIFoI/AAAAAAAAAZ4/C4L021qpAVw/s1600/3317992860_fa5fde9788.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-h-tGnOYPwbE/TfXptxSIFoI/AAAAAAAAAZ4/C4L021qpAVw/s400/3317992860_fa5fde9788.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5617653082747311746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Belgradzkie marionetki"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Przeglad Sportowy, 23.04.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;CZYTAJ TEŻ SYLWETKI SERBSKICH PIŁKARZY:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2010/10/bojan-isailovic-juz-nie-dzwonia-z.html"&gt;Jak Isailović stracił szansę gry w FC Barcelonie i Liverpoolu...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/kim-jest-vojo-ubiparip-foto-sport.html"&gt;Nowy Sad żałuje. A Poznań?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Awantury, oskarżenia o płacenie sędziom, setki skautów na trybunach. Takie są wielkie derby Belgradu. Ale w cieniu rywalizacji Partizana i Crveny są też ludzkie dramaty...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sobotę na Marakanie toczyć się będzie walka o mistrzostwo Serbii. Ale aż do meczu więcej niż o formie sportowej szeptać się będzie o tym, kto kogo przekręci. Taka sama atmosfera towarzyszyć będzie zresztą również po spotkaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na chwilę ucichną echa procesu Dragana Dzajicia - najlepszy piłkarz w historii Jugosławii raczej nie przyjdzie na mecz, bo właśnie został oskarżony o defraudację 10 mln euro w czasach, gdy był prezydentem Crvenej. Nic dziwnego, że klub wspierany przez największe firmy w Serbii, napędzany milionami euro ze sprzedaży piłkarzy na Zachód, ma dziś pustą kasę. W czasie derbów pusta będzie też trybuna północna. 10 tys. kibiców Crvenej zostanie w domach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To dlatego, że Crvena stara się udowodnić wszystkim, że to klub narodowy - kręci głową Aleksandar Vuković, wychowanek Partizana. - Pozują na wielkich Serbów, chcą pokazać, jak bardzo są wierzący, dlatego chcieli przełożyć derby rozgrywane w Wielką Sobotę. Zdobyli nawet poparcie cerkwi prawosławnej, która wydała komunikat, że mecz powinien odbyć się w inny dzień. Brak mi słów - dodaje Vuković.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatnich czterech latach to Partizan wygrywał rywalizację, która jesienią w Genui przyczyniła się do wybuchu zamieszek w trakcie spotkania reprezentacji Serbii w eliminacjach EURO 2012. Awantury chuliganów Crvenej miały skompromitować w oczach Europy prezydenta federacji Tomislava Karadzicia - w przeszłości prezesa Partizana. Udało się - byli tak nieznośni, że Włosi otrzymali walkower, a bramkarz Partizana Vladimir Stojković trząsł się w szatni ze strachu przed grupą „Delije" - kiboli Zvezdy - i zrezygnował z gry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grozili mu śmiercią. Będąc wychowankiem Zvezdy wybrał karierę w Partizanie. W ostatnich latach jedynym, który zdecydował się na tę niepewną drogę był Cleo, ale to Brazylijczyk. Kolejne derby Belgradu po wydarzeniach z Genui miały w następstwie odbyć się bez udziału publiczności. Ostatecznie odkręcono krzesełka, by ograniczyć straty, ale Stojković nie miał dość - prowokował chuliganów Zvezdy i paradował w koszulce z napisem skierowanym do grupy chuliganów Partizana „Grabari”: „Przepraszam was za moją przeszłość w Crvenej”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spirala nienawiści kręci się mocno od lat, ale atmosferę mocno podgrzało zwycięstwo Partizana 1:0 sprzed roku. Dzień po meczu Crvena wystosowała oficjalne pismo do federacji, w którym pisała, że to… prezydent związku ukradł ich klubowi mistrzostwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– To typowe dla nich – tłumaczy Vuković. - Przez długie lata prezydentami federacji byli ludzie związani z Crveną. Teraz nie mogą pogodzić się z utratą kontroli. Przez lata to Partizan był bardziej gnębiony przez sędziów, a dziś to wciąż rzadkość by dostał w lidze rzut karny. Gdy otrzymał jedenastkę w niedawnym meczu w Suboticy, Zvezda podniosła krzyk. A to przecież Crvenej gwiżdże się karne, gdy tylko dotknie się piłkarza – piekli się Serb i dodaje:&lt;br /&gt;- Oni zrobią wszystko, by Crvena odzyskała tytuł, bo za długo trwa już passa Partizana. Boję się, że przed tym meczem Crvena przygotowuje się do czegoś niedobrego. Obawiam się sędziowania. „Ten drugi klub” jest bardzo mocny, nie tylko sportowo… Mogą się w to zamieszać ludzie nie tylko związani ze sportem - przewiduje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Masz rodzinę, pomyśl o tym&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Bo derby i dwa belgradzkie kluby to instytucje, w których pomieszkuje polityka i ciemne układy. Oba kluby są tubami mafii oraz partii: Partizan - lewicowej, Crvena – prawicowej. Podejrzanie typy inwestują w piłkarzy, tak często jak w Serbii promują polityków, ale potrafią też uzewnętrznić swoje niezadowolenie. W latach 1995-2005 zastrzelono kilkunastu prezesów mniejszych klubów. Środowisko piłkarskie wyraźny sygnał otrzymało jednak dopiero parę lat temu, gdy na ulicach Belgradu zastrzelono Branko Bulatovicia, sekretarza generalnego związku. Według niektórych wersji zaczął się sprzeciwiać temu, by piłka na Bałkanach służyła handlowi narkotyków i przepływowi lewej gotówki. Według serbskiego śledczego dziennikarza Nikoli Simicia sekretarz był członkiem mafii i prowadził podwójne życie – jedno jako członek związku, drugie jako szef piłkarskiego podziemia. Tej rozgrywce towarzyszą piłkarze, ale są w niej tylko luksusowymi marionetkami.&lt;br /&gt;- Wielu serbskich graczy jest po prostu głupich - mówi wprost zawodnik, który ostatnio trafił do ekstraklasy. W przeszłości miał kłopoty z mafią. - Belgrad oferuje dużo pokus, są niezliczone nocne kluby, kasyna, tu łatwo wydaje się pieniądze. Członkowie mafii najpierw mówią: "Gdy nie będziesz miał pieniędzy, przyjdź do nas, pożyczymy". A jeśli belgradzka camorra pożycza 20 tysięcy euro, to prosi o oddanie 200 tysięcy. Jeżeli się postawisz, grożą: " Uważaj, masz rodzinę, pomyśl o tym". Dlatego żadna wspaniała kariera serbskiego piłkarza na Zachodzie nie toczy się bez udziału mafii. Żadna! Belgrad to naczynia połączone - polityka, mafia, kasa i futbol – przekonuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zgniły kompromis&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Pod atrakcyjną otoczką walki utalentowanych sportowców o kontrakt w zachodnim klubie, leży w Serbii bolesny kompromis z samym sobą, walka o względy sędziów, radość z gry miesza się ze zgnilizną moralną. To temat tabu – nie decydujesz się na układ, zapomnij o transferze. Stojković musiał z każdej tygodniówki oddawać mafii 15 tysięcy funtów, gdy grał w Wigan Athletic. Po zapłaceniu haraczu zostawało mu tylko pięć tysięcy pensji. Mafia wywiera tak wielki wpływ, że nieraz wskazuje piłkarzom dziewczyny, z którymi mają się ożenić. W sidła wpadł też Milosz Krasić z Juventusu. Jeden z uczestników mundialu w końcu ożenił się z dziewczyną podrzuconą mu przez mafię.&lt;br /&gt;- Piłkarz idzie na dyskotekę, przystawia się do niego ładna dziewczyna. Tańczą, bawią się razem, kończą w łóżku – przedstawia sytuację kolejny z Serbów w ekstraklasie. - Bajka w Belgradzie kończy się, gdy mafioso oznajmia mu, że to jego kobieta. „Ale spokojnie, dasz nam pieniądze i będzie po problemie”. Dają ci wszystko, co chcesz, zabiorą na szczyt, ale któregoś dnia zwrócą się po twoje pieniądze. Przypominają: "Chciałeś więcej zarabiać na Zachodzie? Ale chyba nie zapomnisz, kto troszczył się o ciebie?". No i każdy płaci…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piłkarze doskonale orientują się, kto jest protektorem innych zawodników. Podejrzane typy wywierają również wpływ na kształt reprezentacji Serbii (efekt to np. powołanie na mundial bramkarza Andjelko Djuricicia). Nikogo nie dziwi więc, że ta nie odnosi sukcesów. Odkąd do kadry przestał być powoływany Stojković, broni Żeljko Brkić – chroniony pod skrzydłami mafii. Protektorów ma też choćby Radosav Petrović z Partizana (poleciał na mundial w RPA). Takie zwyczaje nikogo na Bałkanach specjalnie nie szokują. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nadejdzie wielki wybuch?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- Piłkarze wchodzą świadomie w ten układ i muszą się też liczyć z konsekwencjami, że nie będą w życiu sami decydować, a są wśród nich duże nazwiska – mówi Vuković. - W Serbii jest mnóstwo utalentowanych piłkarzy, ale żeby się dostać do Belgradu, a potem na Zachód nie wystarczą same umiejętności. Dzięki tym ludziom można lepiej wykorzystać swój talent. Bez nich pewnie by nie zaistnieli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Macki mafii sięgają całej ligi – Partizan i Crvena wymieniają się dwoma pierwszymi miejscami nawet, gdy grają koszmarnie słabo, oraz „Jedenastki sezonu” – zazwyczaj całą tworzą zawodnicy belgradzkich klubów. W poprzednim roku prezes Vojvodiny Nowy Sad wywalczył dwa miejsca dla swoich piłkarzy. Dzięki temu znaleźli się w niej Dragan Mrdja i Dusan Tadić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Tak w Serbii musi być i będzie. Kiedy grasz przeciw klubom z Belgradu choćbyś był zdecydowanie lepszy, nie da się wygrać. Przez sędziów, przez wszystko – smutno tłumaczy serbski piłkarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Sądzę, że pewne fakty wyjdą w przyszłości. Niesprawiedliwości zawsze staje się zadość. Pewne sprawy w serbskiej piłce są dosyć dobrze ukryte, ale nadejdzie dzień, gdy zacznie się o nich mówić głośno. Spodziewam się wielkiego wybuchu w najbliższych latach – mówi z nadzieją w głosie Vuković.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-8670275805655158067?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/8670275805655158067/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=8670275805655158067' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8670275805655158067'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8670275805655158067'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/marionetki-w-mackach-mafii-derby.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-h-tGnOYPwbE/TfXptxSIFoI/AAAAAAAAAZ4/C4L021qpAVw/s72-c/3317992860_fa5fde9788.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-4365518421027400869</id><published>2011-06-13T12:25:00.003+02:00</published><updated>2011-06-13T12:32:40.281+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;MŁODY NAPASTNIK - TOWAR DEFICYTOWY&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-7WW0BdYHbpk/TfXm_B2YSpI/AAAAAAAAAZw/xOIxMfY6DDc/s1600/1269184720858.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 265px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-7WW0BdYHbpk/TfXm_B2YSpI/AAAAAAAAAZw/xOIxMfY6DDc/s400/1269184720858.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5617650080717228690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Brakuje młodych snajperów"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Przegląd Sportowy, 21.04.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie widać utalentowanych piłkarzy, którzy tak jak Robert Lewandowski, potrafiliby seryjnie zdobywać bramki w ekstraklasie: Niższe ligi opanowali 30-letni napastnicy. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robert Lewandowski - on mógł, a inni nie? Obrońcy polskiej myśli szkoleniowej krzyczą - bierzcie polskich piłkarzy! Tylko skąd? Od Bałtyku po Tatry zapanowała ogromna posucha, jeśli chodzi o młodych napastników. Nie ma się więc co dziwić, że brakuje nowych piłkarzy, którzy potrafiliby strzelić kilkanaście goli w sezonie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie ma czasu na naukę&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Lewandowski w wieku 19 lat zmierzał po koronę króla strzelców II ligi (strzelił 15 goli), a rok później wygrał już klasyfikację w I lidze (21 bramek). Szukając drugiego takiego atakującego można przejechać obok wszystkich boisk aż do III ligi, a i tak żadnego nie znaleźć. Niższe klasy opanowali 30-letni snajperzy, a i oni nie błyszczą - do połowy kwietnia wielu z nich uzbierało marne 10 goli. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Kiedyś kibicom Lecha obiecałem, że znajdę im następcę Piotra Reissa. Słowa dotrzymałem. Przyszedł Lewandowski - mówi Andrzej Czyżniewski, były szef skautingu w Kolejorzu, teraz dyrektor Arki. - Dziś już nie zdobyłbym się na taką deklarację. Jeżdżę po Polsce, oglądam mecze, ale takiej postaci nie widzę. Nastoletnich piłkarzy, którzy potrafią strzelić 20 goli, nie ma. Większości brakuje predyspozycji szybkościowych, mają niedostatki techniczne. Ich bramki padają po błędach bramkarzy, dobitkach, a nie w wyniku umiejętności. To widać, bo bardzo obniżył się poziom w II lidze. A my potrzebujemy 17-19 letnich napastników, bo w wieku 20 lat w ekstraklasie nie ma już czasu na naukę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szansę w niej dostali już wszyscy wybitni strzelcy z niższych klas i seriami goli w najwyższej lidze też nie zdobywają - Michał Kucharczyk z Legii, Rafał Siemaszko z Arki, Tomasz Mikołajczak i Krzysztof Chrapek z Lecha oraz wyróżniający się w III lidze Maciej Jankowski z Ruchu. Okazję do wypromowania się w Górniku dostał tej zimy 21-letni Mateusz Zachara (jesienią 10 goli w grupie zachodniej II ligi) i jeszcze nie zdołał zadebiutować. Po ich odejściu w niższych ligach została spalona ziemia. W zasadzie imponuje tylko Michał Górecki z Dalinu Myślenice, który w 21 meczach strzelił 16 goli i zanotował fantastyczną serię 12 bramek w ośmiu spotkaniach.&lt;br /&gt;- Jeśli już pojawi się „Lewandowski", to od razu będzie wisieć na nim 5 klubów i 20 menedżerów, a macierzysta drużyna będzie chciała na nim zbudować roczny budżet - przewiduje Czyżniewski. &lt;br /&gt;- Kilku niezłych napastników znaleźliśmy, ale nie trafili do Zabrza, bo kluby zażyczyły sobie zbyt dużych pieniędzy - przyznaje Tomasz Wałdoch, były dyrektor w Górniku.&lt;br /&gt;- Dziś każdy klub z niższej ligi żąda za piłkarza 200 tysięcy złotych, a ja nie mogę zapewnić prezesa, że on na pewno stanie się zawodnikiem na miarę ekstraklasy. Przysłowiowy „Lewandowski" i klub, który chciałby go ściągnąć, napotyka na tyle problemów, że za chwileczkę będziemy zdziwieni... - dodaje Marcin Sasal.&lt;br /&gt;W I lidze najwięcej goli strzela Nigeryjczyk Charles Nwaogu. Tuż za nim są piłkarze, którzy na ekstraklasę byli za słabi oraz weterani. W grupie wschodniej II ligi najlepszy snajper ma 28 lat i 10 goli. W grupie zachodniej - dwaj 26-latkowie zdobyli po 13 bramek. Grupa dolnośląska trzeciej ligi? 26-latek. Podkarpacko-lubelska? 29 lat. Mazowiecka? 26-latek i Jacek Kosmalski. Opolsko-śląska - Jarosław Wieczorek, który już grał w ekstraklasie. Podlasie? Wciąż Wojciech Kobeszko, o którym skauci usłyszeli dekadę temu. Odkąd 24-letni Adam Frączczak - najlepszy strzelec III ligi grupy pomorskiej 2009/10 z 16 golami i kolejnymi dziesięcioma jesienią &lt;br /&gt;- przeniósł się zimą do Pogoni Szczecin (zdobył trzy bramki na wiosnę), na Pomorzu o koronę strzelców bije się 32-latek z 34-latkami...&lt;br /&gt;- Edi opowiadał mi, że w Brazylii 17-letni piłkarz, który nie jest w stanie grać na wysokim poziomie, przestaje być szkolony, a u nas 23-latkowie wciąż grają w Młodej Ekstraklasie - ubolewa Sasal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Bolesny przeskok&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Kilku snajperów, którzy w niższych ligach seriami zdobywali bramki, też odczuło przeskok. Jankowski czy Kucharczyk mogą imponować dynamiką, ale strzelają kilka razy w sezonie. Piotr Wiśniewski z Lechii Gdańsk jako 20-latek zdobył 31 bramek w III lidze, a w ekstraklasie strzela trzy gole w sezonie. &lt;br /&gt;- Kiedyś było możliwe znalezienie piłkarzy na wsiach. Dziś ich nie ma. Nikt nawet nie prowadzi statystyk, w ilu klubach po prostu zlikwidowano szkolenie. Orliki pewnie przyniosą jakieś zmiany, ale kto policzy, ile terenów sportowych zostało oddanych na inne cele? - ubolewa Czyżniewski.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-4365518421027400869?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/4365518421027400869/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=4365518421027400869' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4365518421027400869'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4365518421027400869'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/mody-napastnik-towar-deficytowy-brakuje.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-7WW0BdYHbpk/TfXm_B2YSpI/AAAAAAAAAZw/xOIxMfY6DDc/s72-c/1269184720858.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-3922764221686223297</id><published>2011-06-13T12:10:00.004+02:00</published><updated>2011-07-10T22:35:58.273+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;KIM JEST VOJO UBIPARIP?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-FClfIS6hcGA/TfXjXGTtY-I/AAAAAAAAAZg/vHqDD-dmuRg/s1600/Vojo_Ubiparip_pozyskany_4933663.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-FClfIS6hcGA/TfXjXGTtY-I/AAAAAAAAAZg/vHqDD-dmuRg/s400/Vojo_Ubiparip_pozyskany_4933663.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5617646096184337378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;foto: sport.interia.pl&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Nowy Sad żałuje"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Przegląd Sportowy, 31.03.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;CZYTAJ TEŻ:&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/marek-seta-pogorzelczyk-wczoraj-31.html"&gt;Marek Pogorzelczyk najszybszy na sto metrów?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/01/gdzie-jest-miejsce-kolejorza-goo-i.html"&gt;Gdzie jest miejsce Kolejorza? Goło i wesoło...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno temu było tak. Piłkę przejmował Gojko Kacar i oddawał do Dusana Tadicia. Lewoskrzydłowy podawał Ubiparipowi, a on pakował futbolówkę do siatki. Tym sposobem zdolny rocznik juniorów Vojvodiny Nowy Sad gnębił rywali. Ubiparip został królem strzelców rozgrywek, zdobywając 45 bramek, a Tadić notował mnóstwo asyst.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka lat upłynęło od czasów, gdy próbowali wydrzeć tytuł juniorom Partizana. W międzyczasie sporo się pozmieniało. Kacar został najdrożej sprzedanym piłkarzem w historii Vojvodiny (kosztował 3 mln euro, dziś gra w HSV). Tadić za 1,5 mln euro trafił latem do Groningen i w tym sezonie jest najlepszym asystentem Eredivisie (aż 14 końcowych podań!). W Serbii na dłużej utknął jedynie Ubiparip. Kilka lat musiał błąkać się poza rodzinnym Nowym Sadem, by znalazł się na niego kupiec. 600 tys. euro w końcu wyłożył Lech, ale zimą reprezentant Serbii U-21 proponowany był też Wiśle i Legii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przypominam sobie, że gdy Ubiparip miał 15 lat, to wiele mówiło się o nim w klubie i na mieście - mówi Milan Jovanić, bramkarz Wisły, który też wychował się w Vojvodinie. - Że jest taki Ubiparip, co strzela dużo goli w juniorach i jak będzie dalej pracować, to coś może być z niego w przyszłości. Jeden z jego byłych trenerów był moim przyjacielem. Mówił: „Zobaczysz, jego czas nadejdzie" - dodaje. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Z miejsca na miejsce&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie nadszedł jednak w Vojvodinie. Ubiparip jako 15-latek odrzucił pierwszą w życiu propozycję z Partizana. Powiedział: „Łatwiej będzie mi wejść do seniorskiej piłki w Nowym Sadzie". Mylił się. Ciągłe zmiany zarządu destabilizowały politykę Vojvodiny, zmieniali się trenerzy, nie każdy otrzymał poważną szansę. Vojo był rozczarowany, koledzy grali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Gdy miałem 17 lat zacząłem szukać wypożyczeń. Wraz z Tadiciem poszliśmy do FK Proleter, ale ja potem dalej wędrowałem. Trafiłem do Boraca Cacak, a gdy wróciłem z następnej drużyny, CSK-Pivara Celarevo, powiedziałem: „Albo zostaję i gram w Vojvodinie, albo odchodzę, bo już czas na mnie. Nie chcę kolejnych wypożyczeń". Miałem 19 lat, chciałem gdzieś być na stałe. I co? Zostałem oddany na kolejne wypożyczenie... Spędziłem pół roku w Spartaku Subotica (wtedy FK Zlatibor Voda - przyp. red.) - opowiada Ubiparip, którego Spartak w końcu wykupił po wypożyczeniu. Tam spotkał Jovanicia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Gdy przenosiłem się do Spartaka, był to jedynie trzecioligowy klub. Wszyscy wyciągnęliśmy go do pierwszej ligi i dziś jest idealnym miejsce dla młodych zawodników, bo w Suboticy nie ma presji, by osiągać sukcesy. Nam jednak poszło tak dobrze, że zakwalifikowaliśmy się do europejskich pucharów - chwali się Ubiparip.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po sezonie, w którym strzelił 10 goli znów pojawiły propozycje. - Znów odezwał się Partizan. Rozpoczęto negocjacje, ale Spartak nie chciał ustąpić i żądał zbyt dużych pieniędzy. Chciał mnie również ściągnąć Suwon Samsung z Korei Płd, ale w przypadku tego kierunku zgadzała się tylko kasa. Za wcześnie na takie wyjazdy. Wolałem zostać w Europie, tym bardziej że pytał o mnie też holenderski Groningen. Gdybym tam trafił, znów spotkalibyśmy się z Tadiciem... - uśmiecha się snajper.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Znikał, a potem strzelał&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ten tandem do dziś wspomina w Nowym Sadzie matka Vojo, która jest inżynierem, i ojciec, sprzedający filtry samochodowe. Syn na razie adaptuje się w Poznaniu, szuka „drugiego Tadicia" i przygotowuje do roli człowieka, który w przyszłości może zastąpić Rudnevsa. Jako snajper.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To typowy wysunięty napastnik, nigdy nie grał jako skrzydłowy. Mecze w Suboticy zawsze wyglądały tak, że Vojo znikał z boiska, przez 80 minut nie było pewne, czy w ogóle na nim przebywa. Nagle ktoś popełniał błąd, zagapił się i znów Ubiparip! On ma nosa do bramek, nie podań - przekonuje Jovanić. - Niedawno byłem w Nowym Sadzie. Tam nikt nie rozwodzi się już nad tym, czy może być z niego napastnik. Raczej mają pretensje do samych siebie: „Dlaczego go sprzedaliśmy, to było głupie. Patrz, co teraz robi, a my nie mamy takiego napastnika" - uśmiecha się bramkarz Wisły.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-3922764221686223297?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/3922764221686223297/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=3922764221686223297' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/3922764221686223297'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/3922764221686223297'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/kim-jest-vojo-ubiparip-foto-sport.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-FClfIS6hcGA/TfXjXGTtY-I/AAAAAAAAAZg/vHqDD-dmuRg/s72-c/Vojo_Ubiparip_pozyskany_4933663.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-4601623274828637006</id><published>2011-06-13T11:56:00.004+02:00</published><updated>2011-06-13T12:08:29.719+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;CZEMU TOMAS JIRSAK ZAWODZI?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-6nLc2DSQccI/TfXg56YLSqI/AAAAAAAAAZY/4UqzN4-hKTQ/s1600/Wybranka_pilkarza_Wisly_2494166.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 257px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-6nLc2DSQccI/TfXg56YLSqI/AAAAAAAAAZY/4UqzN4-hKTQ/s400/Wybranka_pilkarza_Wisly_2494166.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5617643395742386850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;(foto:sport.interia.pl)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Druga szansa Jirsaka"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Przegląd Sportowy, 10.03.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy Tomas Jirsak przychodził do Wisły Kraków, mówiło się, że będzie jej super rozgrywającym. Ale szansy nie dał mu trener Maciej Skorża. Czy postawi na niego Holender - Robert Maaskant?&lt;br /&gt;„To może być transfer lata" - pisaliśmy w lipcu 2007 roku, gdy do Wisły Kraków właśnie trafił rozgrywający młodzieżowej reprezentacji Czech. Wisła przelała 700 tysięcy euro na konto Teplic. W zamian dostała piłkarza, który dopiero co zagrał na mistrzostwach Europy U-21.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jirsak szeroko się uśmiechał na konferencji prasowej, został oficjalnie powitany i niedługo potem okazało się, że... nie jest nikomu potrzebny. Przez 4 lata w meczach ekstraklasy 49 razy wchodził z ławki. Stał się najdroższym rezerwowym ligi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni piątek nie różnił się niczym od poprzednich. Była przerwa meczu. Jirsak usłyszał: „Wchodzisz". Tym razem za Michaiła Siwakowa. Drugie dotknięcie piłki - wpada piękny gol. Niedługo potem - cudowna asysta. Drobny Czech wywołuje aplauz na trybunach, dostaje też gromkie oklaski od trenera Roberta Maaskanta. Takich zagrań kibice przy Reymonta nie widzieli chyba odkąd do Turcji wyjechał Mirosław Szymkowiak... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To właśnie jego następcą miał zostać Czech. Szybko sprowadzono go na ziemię. Maciej Skorża (poprzedni trener) wyścielił Czechowi miejsce na ławce i od początku dawał znać, że Jirsak nie należy do jego ulubieńców. Zażyczył sobie bowiem Łukasza Gargułę lub Macieja Iwańskiego.&lt;br /&gt;- Jirsak nie jest typem playmakera - przekonywał. - Nie wiem jeszcze, jak wykorzystam go w zespole - mówił po kilku pierwszych treningach Czecha.&lt;br /&gt;Rozgrywający z Teplic nie otrzymał kredytu zaufania, tak ważnego na etapie, gdy piłkarz (szczególnie playmaker!) wchodzi do szatni. Drużyna nie otrzymała sygnału, że to lider. Nie zareagowała. Wszyscy wiedzieli, że Jirsak gra do pierwszego błędu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Problem Tomasa polegał na tym, że on miał dobre relacje ze mną, a trener widział go wyłącznie w roli rezerwowego - przypomina sobie Jacek Bednarz, były dyrektor sportowy Wisły, który ściągnął Czecha. - Potrzebowałem takiego zawodnika do drużyny, a Maciek w niego nie wierzył i nie chciał skorzystać. Od początku uważał, że Jirsak jest jemu niepotrzebny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamiast zostać liderem, stał się ledwie rezerwowym, albo graczem walczącym o Puchar Ekstraklasy. Grał duet: walczak Radosław Sobolewski i robiący kółka wokół własnej osi Mauro Cantoro. Czeski rozgrywający w pierwszym sezonie grał średnio 24 minuty w meczu, w drugim - 43, w trzecim - 45. &lt;br /&gt;- Skorża chciał po prostu grać dwoma defensywnymi pomocnikami. Uważałem, że to błąd i tak myślę do dziś. Mogliśmy dyskutować, kłócić się, ale to on był trenerem i podejmował decyzje. Nikt jemu kartki ze składem nie podkładał. Są wyniki? Szafa gra. Ale sytuacja Jirsaka nie dawała mi spokoju... - przyznaje Bednarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyniki były, więc Czech nudził się na ławce. W szatni utarło się, że Tomek jest od zmian. Gdy nagle wchodził do pierwszego składu, nie zawsze potrafił pomóc zespołowi. Nieraz zarzucano mu chimeryczność. &lt;br /&gt;Paradoksalnie, wprowadzenie na boisko Jirsaka było... ostatnią decyzją, jaką Skorża podjął w roli trenera Wisły. 11-minutowym występem Czecha w spotkaniu z Jagiellonią (0:0) pożegnał się z funkcją. &lt;br /&gt;Spotkali się ponownie na Reymonta, gdy w listopadowym meczu z Legią Jirsak zrobił całą grę i zaliczył kapitalne dośrodkowanie przy golu Pawła Brożka na 1:0 (Wisła wygrała 4:0). Po tym meczu wskoczył do składu i był przydatny.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Skorża mu nie ufał&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- To nie jest typ zawodnika, który wejdzie i potrafi w ciągu pięć minut odmienić losy meczu. To dobry organizator, który umie zmienić środek ciężkości, zagrać fajną prostopadłą piłkę. Idealny kandydat do krakowskiej gry, z „krótkiej piłki", i akurat w tym ze Skorżą byliśmy zgodni - mówi Bednarz.&lt;br /&gt;Piłkarze, którzy z nim grali, mówią, że imponuje spokojem i opanowaniem. Skorża też dostrzegał te zalety („Wprowadził do naszych akcji dużo spokoju" - powiedział kiedyś), przyznawał, że potrafi zagrać najlepsze prostopadłe podanie w zespole. Skorża jednak, że nie ma sił, by grać od pierwszej minuty. Przeszkadzała mu też drobna budowa Jirsaka. Gdy Wisła toczyła w Krakowie bój z Tottenhamem, Jonathan Woodgate wyciął go raz, drugi. Za trzecim razem Czecha w 30. minucie znieśli z boiska. &lt;br /&gt;- Maciek cały czas mówił, że Jirsak jest za słaby fizycznie i że on mu przegrywa walkę w środku. Pytałem: „Ale po co on ma walczyć? On miał być drugim Javierem Mascherano? Sobolewskim? On ma od niego dostać piłkę". Mam wrażenie, że Skorża chciał czegoś, czego Jirsak nie mógł mu dać i sadzał na ławce, co mnie bardzo irytowało - opowiada Bednarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie miał szans w starciach, ale to Czech w meczu na White Hart Lane strzelił gola w sytuacji, która pokazała, że świetnie potrafi przewidywać sytuację na boisku. Przez wzgląd na jego atuty, dyrektor sportowy uznawał, że Jirsak musi być traktowany indywidualnie. Spory narastały po okresach przygotowawczych, a najostrzej było zimą 2009 roku.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Asysta roku &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- To taki zawodnik, który źle toleruje ciężki trening. On po każdym zimowym okresie przygotowawczym po prostu klękał ze zmęczenia, człapał po boisku i dochodził do siebie dopiero w kwietniu. Mówiłem Maćkowi: „Znów go zarżnęliście. Dajcie mu już spokój, on nie potrzebuje więcej trenować. On nie ma walić kilometrów, tylko rozegrać piłkę. Do tego potrzebuje komfortu. A gdy został dobrze przygotowany, czyli niezarżnięty, był osobą, która potrafiła przyjąć piłkę i dalej ją sensownie rozegrać - uważa Bednarz.&lt;br /&gt;Atut Czecha polega przecież na zmyśle kombinacyjnym, szybkim odegraniu piłki. Jeśli miałby ją odebrać, to raczej sprytem, nie wślizgiem. Dobrym ustawieniem się, gdy rywal przejął piłkę i zastanawia się, co z nią zrobić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pomyłka? Życzę każdemu, by sprowadził piłkarza, który tyle dał drużynie w trudnych momentach. Na pewno nie przepłaciliśmy. Za konkretne pieniądze dostaliśmy piłkarza zgodnie z jego wartością rynkową, gwarantującego wysoką jakość. Miał być osobą centralną, wypełnić rolę po Szymkowiaku, ale nie mógł tego zrobić, bo trener nie widział go w takiej roli - mówi dyrektor.&lt;br /&gt;Dlatego na razie Jirsak musi zadowolić się tym, że Szymkowiak, którego miał przecież w Wiśle zastąpić, a teraz jest reporterem Canal+, podanie Czecha z meczu z Ruchem nazwał „asystą roku".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-4601623274828637006?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/4601623274828637006/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=4601623274828637006' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4601623274828637006'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/4601623274828637006'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/czemu-tomas-jirsak-zawodzi-druga-szansa.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-6nLc2DSQccI/TfXg56YLSqI/AAAAAAAAAZY/4UqzN4-hKTQ/s72-c/Wybranka_pilkarza_Wisly_2494166.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-9134833144438627876</id><published>2011-02-28T02:41:00.022+01:00</published><updated>2011-03-02T10:53:18.206+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;Z NIEBA DO PIEKŁA I Z POWROTEM&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-W0efWNdCk9o/TWsMOXQv9oI/AAAAAAAAAYs/Zz_2VenunE0/s1600/untitled.bmp"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 252px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-W0efWNdCk9o/TWsMOXQv9oI/AAAAAAAAAYs/Zz_2VenunE0/s400/untitled.bmp" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578566004330460802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;(Andrzej Niedzielan - z lewej, &lt;strong&gt;w piekle&lt;/strong&gt;, Wisła 2007-2009)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To historyjka trochę bardziej uniwersalna, jest trochę o tym, jak może wyglądać kariera piłkarza, trochę o tym, jak wiele zależy od przypadku i środowiska. Przecież gdyby Niedzielan nie przeprowadził się do Chorzowa, dziś myślelibyśmy o nim, jak o Wichniarku. Tymczasem w weekend znów strzelił gola Zagłębiu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Piłkarz z autorytetem"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Przegląd Sportowy, 28.02.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Powiedziałem mu: "Andrzej, co się dzieje? Ty jesteś innym człowiekiem. Nie przeszkadza ci, że siedzisz na trybunach? Na ławce to nie dyshonor, ale na trybunach? Zrób coś z tym! Jesteś w drużynie rok po kontuzji i nie widać, by chcesz to zmienić" - kiwa głową były dyrektor Wisły Kraków Jacek Bednarz na wspomnienie wydarzeń sprzed dwóch lat.&lt;br /&gt;Niedzielan nie potrafił odmienić swojego losu. Przyjeżdżał do Krakowa jako gwiazda. W trakcie negocjacji jego menedżer zażądał nawet przewiezienia piłkarzowi mebli z Nijmegen. Miał być wielką gwiazdą, ale...&lt;br /&gt;- ... zaczęła odrzucać go drużyna. Gdy był potrzebny i wchodził na boisko, nie był w stanie nic jej dać. W końcu wymyślił sobie, że skoro ma wysoki kontrakt, to my mamy problem, a nie on. Pytałem go "Andrzej, co się dzieje? Ty nie chcesz grać?". Mówił, że się stara, że robi co może.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Co z twoją ambicją, Andrzej?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- Powiedziałem mu: Andrzej, nie jedziesz z nami na obóz. "Ale ja mam kontrakt" - odpowiadał... i miał rację. Próbowałem trafić do jego ambicji. "To co, brakuje ci forsy? Będziesz przez półtora roku kasował forsę? Ty, Niedzielan będziesz grał w Młodej Ekstraklasie? Wychodzisz na boisko i wyglądasz gorzej niż junior. Graj tylko tak dobrze, jaką forsę bierzesz - przypomina sobie Bednarz. Napastnik mógł trafić na wypożyczenie do Górnika Zabrze. W mediach podano informację, że krakowianie zablokowali wypożyczenie. Tak naprawdę Niedzielan obawiał się, iż nie spełni oczekiwań. W Krakowie pojawiła się presja z zarządu. "Tyle kosztuje, a pożytek żaden".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nic nie mogliśmy zdziałać. Przyjeżdżał do Krakowa porszakiem, zarobiony na Zachodzie. Dzisiaj Audi Q7, jutro Porsche. Tym którzy zarabiali po 20 tysięcy gul chodził, a on tylko przyjeżdżał na trening i do domu - mówi Bednarz. Niedzielan odbył bardzo trudną rozmowę ze Skorżą. Bednarz poinformował o decyzji. Padło: "Jędrek, musisz stąd odejść".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zżerała go ambicja&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;3 października 1998. Była 70. minuta meczu, gdy Mirosław Jabłoński spojrzał na ławkę rezerwowych. Był wynik 1:1, a na ławce siedział tylko drugi bramkarz Jędrzej Kędziora, junior Dariusz Sztylka i jakiś chudy, skrajny pomocnik z drugiego zespołu. Jabłoński nie miał wielkiego wyboru. Cała reszta zespołu leżała w szpitalu. Trener wybrał więc tego z rezerw, u którego "liczył na te jego uderzenia lewą nogą" (wypowiedź pomeczowa). 19-latek wszedł i… całkowicie ukradł show, strzelił dwa gole Stomilowi Olsztyn, w kwadrans odmienił spotkanie! Wcześniej grał tylko kilka minut w ekstraklasie... &lt;br /&gt;- Pamiętam to jak dziś. Wszedł na boisko, przedryblował któregoś rywala, strzelił. Dziękuję bardzo. Dwie brameczki i do widzenia. Zagrał bez kompleksów - kiwa głową Jabłoński. Nazajutrz w "Przeglądzie Sportowym" kibice w całej Polsce mogli przeczytać relację red. Sekuły "Nazywa się Niedzielan". &lt;br /&gt;Czytelnicy jeszcze wówczas nie wiedzieli, jak młodzieniec wywalczył sobie miejsce w kadrze lubinian. W trakcie sparingu Promienia Żary z Zagłębiem nastolatek tak długo ogrywał jednego obrońcę, aż ten w końcu nie wytrzymał i uderzył Niedzielana! Doszło do starcia, po którym obaj wylecieli z boiska. Finał nastąpił jednak w szatni, w której wymierzyli sobie po ciosie. Ambicja piłkarza zwróciła uwagę działaczy Zagłębia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te cechy charakteru Niedzielana doskonale znali w Żarach. W małym mieście z lubuskiego, w którym się wychował, zadarł ze starszyzną drużyny. Gdy wchodził do seniorskiego zespołu Promienia Żary, starsi zawodnicy specjalnie zagrywali mu na treningach trudne piłki. Pyskował, nie zgadzał się z nimi. Chciał grać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Było kilku piłkarzyków, którym nie odpowiadało, że zawsze chciałem być pierwszy, że chciałem pracować - opowiadał po latach. - Gdy mieliśmy dwa treningi, to ja jeszcze po kolacji szedłem na salę i tłukłem piłką w materac godzinami. Żeby być lepszym. Im się to nie podobało. A ja nie mam takiego charakteru i nie chciałem się dać sprowadzić do ich poziomu. Napić się piwka i pokopać sobie piłeczkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie był też lubiany w zespole trampkarzy Promienia. Podobno dlatego, że do celu szedł po trupach. Był tak ambitny, że dzieciaki w Żarach nie chciały z nim spać w jednym pokoju w trakcie zgrupowań, na które Promień wyjeżdżał latem i zimą. Dlatego nastoletni Niedzielan spał z bratem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Czemu nie dostał więcej szans? - zastanawia się Marcin Adamski, pod koniec lat 90. obrońca Zagłębia Lubin - Po tych dwóch golach byłem pewien, że to jakieś nowe objawienie ligi. A zapamiętałem to tak - młody chłopak, który miał pojęcie o grze, nie grał, a na to zasługiwał. Cała ta sytuacja denerwowała go, frustrowała - Adamski cofa się o kilkanaście lat. &lt;br /&gt;- Starał się o wypożyczenia, byle grać. Szukał alternatywy. W Lubinie trafił do grona młodszych zawodników. Ale jego wyróżniało to, że jako jedynemu nie pasowało mu siedzenie na ławce. Reszta młodych trenowała, bo trenowała, tak bez wiary. On starał się, bo chciał bardzo wiele osiągnąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przeszedł czyściec&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Rok 2009. Do Jacka Bednarza dzwoni dyrektor Ruchu Chorzów Mirosław Mosór z pytaniem "Co z tym waszym Niedzielanem?". Napastnik za darmo trafia do Chorzowa. Zaczyna strzelać gole. Udziela wywiadów. Cieszy się piłką. Odzyskuje radość z gry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Kończyliśmy trening, a on dalej dyskutował z młodymi piłkarzami, mówił im, co zrobili dobrze, podpowiadał. Znów czuł się potrzebny. Wychował w ten sposób choćby Artura Sobiecha. Miał na nich ogromny wpływ. Cieszył się tym, bo znów czuł się potrzebny - wspomina Waldemar Fornalik, trener chorzowian, który już raz przygarnął Niedzielana, do Górnika, gdy w 2002 roku pozbyło się go Zagłębie. Na Śląsku Niedzielan ponownie podporządkował się drużynie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Przypominam sobie mecz z Zagłębiem, gdy z boiska wyleciało dwóch piłkarzy. Graliśmy 9 na 11 rywali, więc Niedzielan musiał biegać po lewej pomocy. Nie robił jednak z tego problemu, a chyba mało który napastnik poradziłby sobie z taką sytuacją - zastanawia się Fornalik. &lt;br /&gt;- On mocno stąpa po ziemi. Bardzo trafnie i realnie potrafi ocenić sytuację. Dojrzał i ukształtował się w porównaniu do czasów, gdy razem pracowaliśmy. Inaczej się zachowywał, odmiennie reagował. Rozgrywał jeden z najlepszych sezonów w karierze - wspomina Fornalik. Wstrząs się udał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- W życiu są momenty, gdy coś wjeżdża na naszą ambicję. Czołga po ziemi. Wyrzucenie z Wisły to był dla niego taki policzek - mówi Bednarz. - Mam wrażenie, że paradoksalnie nic lepszego nie mogło go spotkać. Szedł do Ruchu za drobne, z jednym postanowieniem, że on wszystkim teraz udowodni. A wyzwoliła się w nim wręcz desperacka ambicja, której my nie byliśmy w stanie w nim wyzwolić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jaki autokar? Jaki garnitur?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- Źle go oceniłem, ale wiem to dopiero po czasie. W Wiśle nie dał nam ani jednego sygnału, bo nie chciał. Nie umiał przełamać strachu, że odnowi się kontuzja. Próbowaliśmy w nim wyzwolić ambicję. Na różne sposoby: głaskaniem, pomaganiem, rozmowami, a czasem straszeniem. Nie byliśmy w stanie do niego dotrzeć - rozkłada ręce Bednarz.&lt;br /&gt;Być może Chorzów przywrócił mu wspomnienia z Żar? Albo Lubina? Dawnych czasów, gdy za wszelką chciał grać. Stał się też potrzebny w szatni. W Krakowie był na uboczu, a nagle zaczął pełnić dodatkową rolę w drużynie. Rozkapryszonego, zarobionego snajpera zastąpił zaangażowany, żyjący codziennymi sprawami klubu lider.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marcin Sasal, trener Korony, obecnego przystanku na drodze Niedzielana, przywołuje... kielecki spór o autokar. &lt;br /&gt;- Część zawodników głośno narzekała na to, że naszym autokarem jedzie się zbyt długo, że w którymś miejscu siedzenia są usadowione za wysokie i ktoś się nie mieści. W końcu Andrzej zabrał głos: „Co wy tam gadacie. Nie szukajcie problemów tam, gdzie ich nie ma. Autobus jest OK, a mamy przecież jeszcze superkierowcę”. Posłuchali, bo on ma autorytet w drużynie - mówi Sasal i wyjaśnia, że czasami wspólnie siadają i zastanawiają się, co można by usprawnić w działaniu klubu. Czasem że warto uszyć garnitury na galę, innym razem co zmienić w szatni. Porsche już nie jest tak istotne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-9134833144438627876?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/9134833144438627876/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=9134833144438627876' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/9134833144438627876'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/9134833144438627876'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/02/z-pieka-do-nieba-i-z-powrotem-na-blogu.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-W0efWNdCk9o/TWsMOXQv9oI/AAAAAAAAAYs/Zz_2VenunE0/s72-c/untitled.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-2190855830254481829</id><published>2011-02-28T02:36:00.009+01:00</published><updated>2011-02-28T12:55:26.619+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;KRYZYS W EUROPIE WYPEŁNI NASZE STADIONY?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-_s-7BRk17dM/TWsNSKi8tlI/AAAAAAAAAY0/FQL0mGiAD3s/s1600/gala_ekstraklasa_hostessy_30.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-_s-7BRk17dM/TWsNSKi8tlI/AAAAAAAAAY0/FQL0mGiAD3s/s400/gala_ekstraklasa_hostessy_30.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578567169148237394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;TEKST TYLKO DLA FACHOWCÓW. &lt;br /&gt;NIE SUGEROWAĆ SIĘ ZDJĘCIEM.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Organizacja EURO 2012 uruchomiła fundusze, a teraz kryzys w całej Europie może nam pomóc wykorzystać te pieniądze. Niemal wszędzie spadają pensje, kluby rozwiązują kontrakty z piłkarzami, ograniczają wydatki i zmniejszają kadry zespołów. Tylko w Polsce jest raj...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co tak naprawdę dzieje się z ekstraklasą? W lidze zaczynają krążyć ogromne pieniądze, ale nie ma ich na kogo wydać... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;SKĄD BIERZEMY PIŁKARZY DO EKSTRAKLASY &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ZIMA 2011&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ekstraklasa czarnogórska – 3 (Pejović, Seratlić, Boljević)&lt;br /&gt;Super Liga, Serbia – 3 (Ubiparip, Ż. Dokić, Cotra)&lt;br /&gt;Premijer Liga, Bośnia i Hercegowina – 2 (Trivunović, Puzigaća)&lt;br /&gt;1 Liga, Łotwa – 2 (Zigajevs, Rakels, Visnakovs)&lt;br /&gt;A Lyga, Litwa – 2 (Galkevicius, Komołow)&lt;br /&gt;Divisione A, Cypr - 2 (Masaryk, Ogbuke)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;LATO 2010&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Corgon Liga, Słowacja – 5&lt;br /&gt;Eredivisie, Holandia – 3 &lt;br /&gt;NHL 1, Chorwacja – 3&lt;br /&gt;Super Liga, Serbia – 3 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ZIMA 2010&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Wyższa Liga, Białoruś – 2 &lt;br /&gt;Ekstraklasa mołdawska - 2 &lt;br /&gt;Corgon Liga - 2 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;LATO 2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Corgon Liga, Słowacja – 4 &lt;br /&gt;2. liga szwedzka – 3 &lt;br /&gt;Super Liga, Serbia - 2 &lt;br /&gt;A Liga Bułgaria – 2   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Kryzys w Europie wypełni nasze stadiony?"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Skarb Kibica Ekstraklasy "Przeglądu Sportowego", 25.02.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Problemy finansowe dopadły już większość europejskich lig. Na rynku za chwilę pojawią się gromady bezrobotnych piłkarzy z Holandii, Portugalii, Grecji czy Belgii, szukających zatrudnienia w całej Europie. Na tym tle polska ekstraklasa wygląda całkiem nieźle.&lt;br /&gt;Kolejno otwierane stadiony podnoszą średnią na trybunach, do ligi trafiają coraz to nowi reprezentanci krajów, które walczą o awans do naszego EURO 2012, a chociaż bezrobocie grozi dziś setkom polskich piłkarzy, to raczej przez ich nieumiejętność dostosowania się do rosnących oczekiwań, a nie z powodu kryzysu. Ruch transferowy w ekstraklasie w trakcie tego sezonu plasował nas już w pobliżu czołowej 10. na kontynencie!&lt;br /&gt;- W całej Europie jest tak: budżety spadają, kluby ograniczają wydatki i kadry zespołów. Rozwiązują umowy albo wypychają piłkarzy i na ich miejsce szukają tańszych - mówi dyrektor sportowy Wisły Kraków Stan Valckx. - Wszystkie duże i mniejsze ligi europejskie przechodzą taki kryzys. Nie dotyczy on tylko Rosji, Ukrainy i właśnie Polski, w której powstaje bardzo interesujący rynek - dodaje Valckx.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieszczęście Holendrów czy Portugalczyków jest naszym atutem, który teraz można świetnie wykorzystać. Jako pierwszy w Polsce zapowiedział to rok temu Andrzej Czyżniewski, dyrektor sportowy Arki Gdynia. Niedługo potem do ekstraklasy trafili Marciano Bruma, Saidi Ntibazonkiza, Csaba Horvath, a teraz Kew Jaliens. On sam ściągnął Joëla Tshibambę, który w NEC Nijmegen zarabiał 2 tysiące euro miesięcznie, a w Gdyni wykonał pracę, za którą Polak oczekiwałby pięciokrotnie wyższej pensji.&lt;br /&gt;- Gdy ściągałem Tshibambę, to ludzie pytali: głupi? A teraz? Holendrzy są w Wiśle, Cracovii, Zagłębiu - mówi dyrektor Arki. - To nie jest tak, że Czyżniewski nie lubi Polaków. - Ja muszę dokonywać oceny poziomu sportowego zawodnika, rozważyć cenę, którą muszę zapłacić i to co mogę za nią dostać. Dlatego decydujemy się na zagranicznych zawodników - przyznaje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie myślą inni dyrektorzy sportowi. Zimą do ekstraklasy trafiło 30 następnych obcokrajowców, a kryzys w Europie latem sprowadzi do nas kolejnych. &lt;br /&gt;- Już dziś wiem, że muszę jechać do Portugalii. Tam za środki, którymi dysponujemy też znajdę bardzo dobrych piłkarzy. Poza dwoma wyjątkami kluby ligi portugalskiej znajdują się w trudnym położeniu, a wielu piłkarzy nie otrzymuje pieniędzy na czas i rozwiązuje kontrakty. To kolejny rynek, który się na nas otwiera - zdradza Czyżniewski.&lt;br /&gt;Valckx z kolei wróży, że kryzys w innych krajach będzie się pogłębiał. - Przewiduję, że za kilka miesięcy wielu holenderskich piłkarzy zostanie bez pracy, bo kluby biorą tańszych. Dlatego też obniży się jakość Eredivisie. Może wydać się to dziwne, bo stadiony są pełne. Spadają jednak wpływy z telewizji, a piłkarze mają przecież kontrakty podpisane w poprzednich latach. Podobna sytuacja jest w Belgii - mówi Holender.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielu kibiców chciałoby widzieć więcej Polaków na boiskach ekstraklasy. Niewielu zdaje sobie jednak sprawę z ogromu deficytu, z jakim dziś zmagają się osoby odpowiedzialne za transfery (m.in. dlatego, że właściciele ich klubów 10 lat temu nie zainwestowali w szkolenie).&lt;br /&gt;- Obcokrajowcy muszą teraz trafiać do naszej ligi. Gdybyśmy ich z niej wyjęli, a w ich miejsce umieścili samych Polaków, poziom niestety bardzo by się obniżył - przyznaje Jacek Bednarz, od lat obserwujący rynek, były dyrektor sportowy w Wiśle i Legii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Plomba z Corgon Ligi&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Dlatego większość zagranicznych transferów ma na celu utrzymanie odpowiedniego poziomu ekstraklasy, bo nawet tego nie gwarantuje kolejne, słabiej wyszkolone pokolenie polskich zawodników. Stąd w ostatnich latach dominują zakupy ze słowackiej Corgon Ligi - 21 piłkarzy, litewskiej A Lygi - 18, bośniackiej Premijer Ligi - 16 i serbskiej Super Ligi - 14. &lt;br /&gt;Funkcję „plomby" pełni też część zawodników, którzy zamieniają grecką i portugalską Super Ligę, łotewską 1. Ligę czy bułgarską A Ligę na naszą ekstraklasę. Wszyscy, wraz z piłkarzami z brazylijskiej Serie C, ligi tunezyjskiej, 2. Bundesligi czy ekstraklasy algierskiej, tworzą osobliwą mieszankę, która kształtuje dzisiejszą ekstraklasę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Istnieje oczywiście ryzyko towarzyszące takim transferom. Możliwe kłopoty z adaptacją, brak całkowitej wiedzy o zawodniku czy większe prawdopodobieństwo popełnienia błędu (przez ograniczone możliwości obserwacji pi 22 karza) to cena, którą kluby, Ekstraklasa SA i PZPN muszą zapłacić za brak dbałości o poziom następnych pokoleń graczy. &lt;br /&gt;Od kilkunastu lat inwestycje w szkolenie nie były przecież przystosowane do tak gwałtownej poprawy w infrastrukturze i nagłej potrzeby przygotowania produktu atrakcyjnego dla wybrednego kibica. To tak, jakby szkoły muzyczne od lat przygotowywały ulicznych grajków na wiejskie koncerty, a z dnia na dzień musiały zapełnić salę koncertową...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Polacy w... I lidze?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Transfery kolejnych zagranicznych piłkarzy to zastrzyk, którego nasz futbol niestety potrzebuje. Brakuje u nas choćby przyzwoitych napastników gotowych strzelać gole za 10 tysięcy euro netto miesięcznie. Bo przecież podniesienie pensji słabemu graczowi nie zagwarantuje, że ten przestanie kiksować. W ekstraklasie często się o tym zapomina i ulega szantażowi potężnej grupy społecznej, czyli generalnie bardzo przeciętnego pokolenia polskich piłkarzy. To też jeden z powodów, dla których część klubów rozgląda się dziś za zawodnikami z pogrążonych w kryzysie lig.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- W Holandii płaci się, ale gwiazdom. Tam zawodnikom buduje się ścieżkę wedle zasady „będziesz gwiazdą, będziesz zarabiał jak gwiazda". A w Polsce byle jaki piłkarz zarabia bardzo dobrze - denerwuje się Czyżniewski, gdy słyszy, że byłemu reprezentantowi młodzieżówki w drugim sezonie gry w lidze podsuwa się kontrakt wart 10 tysięcy euro netto (40 tysięcy złotych miesięcznie). Dlatego nie ma wyjścia - trzeba decydować się na obcokrajowców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rosnąca siła przyciągania graczy o fantazji Abdou Traore czy Saidi Ntibazonkizy może zakończyć się fatalnie dla Polaków. Niewykluczone, że wkrótce okaże się, iż coraz większe oczekiwania widza, potrzeba wypełnienia stadionów i stworzenia profesjonalnego produktu wypchnie na boiska I ligi obecne pokolenie polskich zawodników! - Polskie pseudozawodowstwo będzie odchodziło w zapomnienie, bo polskich piłkarzy będzie bardzo mało - przewiduje Czyżniewski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ważny będzie stosunek umiejętności do oczekiwań. Niektórzy dyrektorzy sportowi w Polsce odkryli przecież, że za absurdalnie duże sumy przeznaczone na pensje niektórych naszych ligowców, za granicą można znaleźć gracza zdecydowanie lepszego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jeszcze nie są świadomi&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Na korzyść ekstraklasy grają też inne czynniki, jak horrendalnie wysokie podatki w Holandii czy Szwecji. 10 tysięcy euro miesięcznej gaży w kontrakcie to w Skandynawii i Polsce całkiem inne pieniądze na koncie. Ekstraklasa przestaje też być ligą nieznaną, wzbudzającą uśmiech politowania. Także w Holandii, choć tam większość piłkarzy na pytanie, czy chcieliby trafić do Polski, wciąż reaguje wymownym „daj spokój".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mówią tak, bo nie są świadomi, co tu się dzieje. Jednak odkąd ja i Robert Maaskant pracujemy w Polsce, niemal co tydzień w holenderskiej prasie można przeczytać artykuły o waszym futbolu. Ludzie, a więc i piłkarze, powoli dowiadują się o Polsce - przekonuje Valckx, który w latach 2004-2008 pracował jako dyrektor sportowy w PSV Eindhoven.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wkrótce może się okazać, że część z nich skusi się na grę w Polsce, skoro Adrian Mierzejewski - jeden z lepszych ze słabej generacji polskich graczy - gdy przedłużał w sierpniu kontrakt, zapewnił sobie pensję 100 tys. zł netto miesięcznie (300 tys. euro netto rocznie), a w przypadku zdobycia mistrzostwa - kolejne 100 tys. euro premii. Lepszych specjalistów w tej dziedzinie na polskim rynku przecież nie ma, ktoś pieniądze musi otrzymać. Na razie nie chciał ich Marcel Meeuwis, który wybrał ofertę Feyenoordu, a nie Polonii, lecz gaża Mierzejewskiego to już poziom wyższy od przeciętnego kontraktu w Eredivisie, który według Valckxa kształtuje się w granicach 335 tys. euro, tyle że brutto. &lt;br /&gt;- Naprawdę powinniście być bardziej dumni z tego, jak zmienia się wasza liga. Trochę czasu zajmie ekstraklasie wspięcie się na wyższy poziom, ale polski futbol to osiągnie. Przewiduję, że w ciągu najbliższych pięciu lat rynek piłkarski w Polsce będzie rosnąć - mówi pewnym głosem Valckx.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Brakuje szacunku&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ale nie wszystko mu się podoba... - W Polsce brakuje mi szacunku dla ligi, futbolu. Nie potrafię czytać po polsku, ale wiem, co pisze się w mediach. Słyszę ten brak szacunku także w rozmowach z waszymi byłymi piłkarzami, agentami, dziennikarzami czy dyrektorami. Doceńcie to, co macie! Cała Europa zmaga się z kryzysem, a tu? Patrzcie na te stadiony, za chwilę macie mistrzostwa Europy. Macie Canal+ i Orange Sport, które pokazują ligę w profesjonalny sposób - przekonuje Holender, który dysponuje ciekawą skalą porównawczą: w jego kraju coraz mniej płaci się za prawa telewizyjne, łączne długi klubów Eredivisie wynoszą już 90 mln euro, a nawet najmniejsze wydatki wielu z nich są kontrolowane przez KNVB (holenderska federacja).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ekstraklasa to faktycznie interesujący rynek, ale na razie głównie dzięki dużej populacji kraju, medialnemu opakowaniu, rosnącym pensjom, spodziewanym wpływom od sponsorów i z biletów, możliwości przyciągania coraz lepszych obcokrajowców, popularności, a nie jakości futbolu. O tym, że przeciętny polski piłkarz nie potrafi wrzucić piłki w pole karne, właściciele zapewne przypomną sobie dopiero za kilka lat, gdy dojrzeje rynek, a posiadanie klubu nie będzie zaspokojeniem potrzeb reklamowych, alternatywą billboardu, tylko długofalową inwestycją, wymagającą strategicznego myślenia. To dlatego w najbliższych latach ekstraklasa może wspiąć się na wyższy poziom jedynie dzięki importowi dobrych zawodników spoza Polski. Kryzys w Europie spadł nam jak manna z nieba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Transfery &lt;br /&gt;» Skąd pozyskujemy piłkarzy od lipca 2006 roku*&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uaktualnione o Masaryka, Visnakovsa, Gasparika, Vućko, Hubnik, Kelhar, Ogbuke, Riekisz, Dzalamidze od czasu oddania Skarbu do druku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;22&lt;/strong&gt; - Corgon Liga, Słowacja (Bożok, Zapotoka, Cikos, Babnic, Janic, P. Balaz, Straka, Balat, Pavlenda, Vascak, Hanek, Kobylik, Barcik, Kotrys, M. Peskovic, Stano, J. Balaz, Cvirik, Velicky, Gruber, Dosek, Gasparika)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;18&lt;/strong&gt; - A Lyga, Litwa (Galkevicius, Kijanskas, Everton, Rodnei, Skerla, Komołow, Sernas, Miloseski, Panka, Luksys, Andriuąkevičius, Matulevicius, Freidgeimas, Radzius, Muller, Andreson, Paulinho, Kizys)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;16&lt;/strong&gt; - Premijer Liga, Bośnia i Hercegowina (Bacić, Handzić, Burić, Salcnović, Stilić, Trivunović, Puzigaća, S. Milosević, V. Jovanović, Djurić, Zecevic, Bajić, Karalić, Boris Radovanović, Viąevic, Cerić)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;13 &lt;/strong&gt;- Super Liga, Serbia (Ubiparip, Injac, Jovanić, Knezević, Radović, Cotra, Osmanagić, Isailović, M. Jovanović, Mijailović, Ż. Dokić, Prodanović, Opsenica)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;11&lt;/strong&gt; - Gambrinus Liga, Czechy (Singlar, Jirsak, Jarabica, Pesir, Besta, Killar, Baµik, Kral, Radzinevicius, Luksik, Hubnik)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;9&lt;/strong&gt; - SuperLiga, Portugalia (Moretto, Manu, Djurdjević, Cleber, Hugo, Sretenović, Caiado, Rui Miguel, Tiago Gomes) I liga Peru (Ross, Rengifo, Cueto, Quinteros, Reina, Michael Guevara, Herrera, Sanchez, Willy Rivas)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;8 -&lt;/strong&gt; 1.Liga, Łotwa (Rakels, Zigajevs, Papečkys, Smirnovs, Laizans, Kozans, Lukjanovs, Visnakovs)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;7&lt;/strong&gt; -  A Liga, Bułgaria (Sakaliew, Ljubenow, Dobrew, Genkow, Christow, Dudu, Bozkow)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;6&lt;/strong&gt; - Nemzeti, Węgry (Rudnevs, Kulcsar, Abwo, Majoros, Bogunović, Vayer) IV liga stanu Sao Paulo, Brazylia (Tinga, Danilo, Baiano, Robson, Campos, Gu)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;5&lt;/strong&gt; - Eredivisie, Holandia (Bruma, Tshibamba, Jaliens, Horvath, Ntibazonkiza) Super League, Grecja (Turina, Branco, Radovanović, Puri, Buval) Liga 1, Rumunia (Labukas, Thwaite, Dolha, Chiacu, Kleyr) T-Com 1. HNL, Chorwacja (Golik, Bunoza, Vrdoljak, Antolović, Lerant) ekstraklasa, Czarnogóra (Pejović, Seratlić, Kojasevic, S. Ivanović, Boljević)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;4 &lt;/strong&gt;- Wyższa Liga, Białoruś (Kriwiec, Maicon, Sazankow, Riekisz)Premier Soccer League, Zimbabwe (Dick, Chinyama, Matawu, Costa) Serie B, Brazylia (Beto, Cionek, Markovsky, Elton) SuperLig, Turcja (Mawaye, Boukhari, Vućko, Michalek) 2. liga szwajcarska (Noll, Grischok, Douglas, Gedeon) 2. liga serbska (Kosanović, J. Ninković, Jugović, M. Nikolić)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;3&lt;/strong&gt; -  Prva Liga, Słowenia (Kirm, Struna, Milenković) Serie C, Włochy (Ukah, Bono, Oshadogan) liga mołdawska (Adamović, Suvorov, Owsjennikow) Division A - 1. liga cypryjska (Bruno Pinheiro, Masaryk, Ogbuke) ekstraklasa macedońska (M. Ivanovski, Tanevski, F. Ivanovski) 2. liga szwedzka (Vazgec, Hlavaty, Sarvas) Segunda Division, Hiszpania (Arruabarrena, Kelemen, Tito)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;2&lt;/strong&gt; - Primera Division, Hiszpania (Deskarga, Andreu) 2. Bundesliga, Niemcy (Bemben, Paljić) Tippenligen, Norwegia (Elsner, Traore) Serie A, Włochy (Siwakow, P. Alvarez) Premier Liga, Ukraina (Glavina, F. Junior) Primera Division, Chile (Cortes, Norambuena) Primera Division, Urugwaj (Bonjour, Bruno) Primera Division, Argentyna (Rios, Cabral) Serie A, Brazylia (Marcelo, Mezenga) Ligat ha'Al, Izrael (Melikson, Komac) honduraska 1 liga (Chavez, Costly) ekstraklasa chińska (Dong, D. Dokić) 1. liga, Korea Płd. (Cacić, Brasilia) 2. liga czeska (Rygel, Knapp) 2. liga rosyjska (Spahić, Medzhidov) Segunda Division B - 3. liga hiszpańska (Astiz, Balbino) Liga de Honra - 2. liga portugalska (Dinis, Ognjanovic) III liga stanu Rio de Janeiro, Brazylia (Dinei, Junior) II liga stanu Sao Paulo, Brazylia (Juca Viana, Diego)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;1&lt;/strong&gt; - Serie C2 - IV liga włoska (Napoleoni), 3. liga niemiecka (Sikorski) League One, Anglia (Reich) 3. liga austriacka (Fabus) 3. liga serbska (Budaković) 3. liga chorwacka (Perdijić) Serie C (krajowa), Brazylia - 3. liga (Andre Nunes) III liga stanu Sao Paulo, Brazylia (Leandro) II liga stanu Minas Gerais, Brazylia (Ederson) I liga stanu Mato Grosso, Brazylia (Moledo) I liga stanu Distrito Federal, Brazylia (Otavio) Japan League Division 2 (Anderson) 2. liga rumuńska (Straton) Jupiler League, Belgia (Kelhar) Ligue 2, Francja (Rozić) 2. liga holenderska (Suart) Ligue 1, Francja (Ba) ekstraklasa boliwijska (C. Diaz) liga Arabii Saudyjskiej Al Ittifaq Dammam (White) Serie D, Brazylia (Deleu) liga ormiańska (Harjatepjan) 1. liga fińska (Riski) Superligaen, Dania (Arzumanyan) 1. liga algierska (Essomba) 1. liga marokańska (Mido) 1. liga tunezyjska (Radhia) 1. Liga albańska (Haliti) 1. liga maltańska (Bueno) Panama 1 Liga (Henriquez) Kostaryka 1 Liga (Diaz), 4. liga austriacka (Cebanu) Championnat de France amateur - 4. liga (Balde) 2. liga Zimbabwe (Ncube) 2. liga słowacka (Hricko) 2. liga cypryjska (Machovec) 1. liga gruzińska (Szalamberidze) Liga Postobon I, Kolumbia (Adolfo) ligi młodzieżowe Holandia U-19 (Giovanni) liga Primavera, Włochy (Asaad) rezerwy Premier League, Anglia (Misiewicz), rezerwy lig rosyjskiej (Dzalamidze)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;opracował: Przemysław Zych&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-2190855830254481829?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/2190855830254481829/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=2190855830254481829' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/2190855830254481829'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/2190855830254481829'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/02/organizacja-euro-2012-uruchomia.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-_s-7BRk17dM/TWsNSKi8tlI/AAAAAAAAAY0/FQL0mGiAD3s/s72-c/gala_ekstraklasa_hostessy_30.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-1038131498922334150</id><published>2011-02-28T02:30:00.019+01:00</published><updated>2011-07-11T00:19:58.288+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;MR KUPIĆ - SPRZEDAĆ&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-yZXYHeqkNVY/TWsPxXvpWKI/AAAAAAAAAY8/Fx33kiMz0K4/s1600/4ff7c438-7e66-4c06-bd04-a75f7c767e53_1193235401708-DzsudzsakValckx468.jpg"&gt;&lt;img style="WIDTH: 400px; HEIGHT: 266px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578569904290355362" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/-yZXYHeqkNVY/TWsPxXvpWKI/AAAAAAAAAY8/Fx33kiMz0K4/s400/4ff7c438-7e66-4c06-bd04-a75f7c767e53_1193235401708-DzsudzsakValckx468.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Valckx w trakcie prezentacji Balazsa Dzsudzsaka (transfer za 2 mln E do PSV)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Stan Valckx otwarcie przyznaje, że adrenalina związana z oknem transferowym, jest tym, co go nakręca. Wisła ściągając Stana Valckxa do Krakowa "kupiła" w pakiecie także jego rozległe kontakty.&lt;/em&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Valckx, czyli człowiek, który Wiśle ma dać inną jakość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Mr Kupić - Sprzedać"&lt;/strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Przegląd Sportowy, 21.02.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;CZYTAJ TEŻ:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/stan-valckx-o-chinach-wisa-krakow.html"&gt;Stan Valckx opowiada o swoim pobycie w Chinach&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2010/10/robert-maaskant-czy-ktos-ma-jeszcze.html"&gt;Wszystkie ucieczki Roberta Maaskanta...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2010/10/ile-lat-ma-traore-po-lewej-mouhamadou.html"&gt;Moje śledztwo: Ile lat ma Mouhamadou Traore?&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/marek-seta-pogorzelczyk-wczoraj-31.html"&gt;Marek Pogorzelczyk najszybszy na sto metrów?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pamiętam jak powoli drukował się ten faks... - ożywia się Stan Valckx na wspomnienie ostatniego dnia okna transferowego PSV Eindhoven sprzed kilku lat. - Sprzedaliśmy dwóch piłkarzy, w tym kluczowego: napastnika Arounę Kone do Sevilli za 15 milionów euro. Za pomocą części tych pieniędzy jeszcze tego samego dnia ściągnęliśmy trzech zawodników. W sumie pięciu piłkarzy jednego dnia! Ostatni faks, który decydował o powodzeniu całej operacji, wydrukował się 30 sekund przed północą - Holender uśmiecha się szeroko.&lt;br /&gt;Katastrofa była blisko, lecz jak co roku, udało się jej uniknąć. Valckx przez cztery lata w Eindhoven, handlował z europejskimi potęgami, w każdym oknie sprzedawał najlepszych piłkarzy, ale dalej grał w Lidze Mistrzów. Wydał 51 milionów euro, zarobił 85 milionów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gdyby nie porwanie&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;„Pokaż mi dyrektora sportowego, a powiem ci, co to za klub". Takie myślenie funkcjonuje w europejskiej piłce. Powoli dociera też do ekstraklasy, która zmaga się z brakiem specjalistów wysokiej klasy. Jak się robi piłkarski biznes - Holender zna go od podszewki.&lt;br /&gt;Niczym bohater powieści szpiegowskiej tajemnicą owiewa swoją międzynarodową siatkę powiązań, na którą składają się agenci, pośrednicy i byli piłkarze. Otacza się aurą niedostępności, woli działać po cichu. Ale w Europie wszyscy wiedzą, że Valckx ma sukcesy - transfery Balazsa Dzsudzsaka, Carlosa Salcido, DaMarcusa Beasleya - wszystkie za 2 miliony euro, czy Heurelho Gomesa (za 1 mln), mówią same za siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele z jego kontaktów i wtyk wywodzi się z Ameryki Południowej... To dzięki znajomości z agentem Vlado Lemiciem do PSV Eindhoven trafili bramkarz Gomes (dziś Tottenham) i obrońca Alex (Chelsea). Valckx wraz z Guusem Hiddinkiem był też niegdyś bliski ściągnięcia Robinho z Santosu za 13 mln dolarów.&lt;br /&gt;Transfer jednak nie wypalił, bo... bandyci uprowadzili matkę piłkarza. W jaki sposób Holender zbudował swoją siatkę? Niektórzy sądzą, że Valckx ujmuje ludzi osobistym podejściem i że to nie przypadek, iż prawie zawsze oddzwania na nieodebrane telefony. Ale to byłoby przecież za proste...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Valckx w Europie zna niemal każdego i zna go prawie każdy. Gdy zmarł Sir Bobby Robson, to on, jako były kapitan PSV, był specjalnym gościem ceremonii. Funkcję ambasadora klubu pełnił też krótko po tym, gdy w 2000 roku przestał grać w piłkę. Otrzymał wtedy dwie propozycje z PSV - nie tylko pracował, jako trener obrońców w zespole rezerw i drużyny U-15 (Holender w wieku 22 lat zrobił licencję trenerską), ale też prowadził rozmowy ze sponsorami, próbując przekonać ich do inwestycji. Bywał gospodarzem w trakcie meczów - to do niego należało wygłaszanie powitań gości. W końcu zdecydował się jednak na pracę w agencji menedżerskiej. Spędził w niej ważne trzy lata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ciekawy okres. Poznawałem ludzi, prezydentów, piłkarzy, agentów, dyrektorów sportowych - wspomina dziś. W lutym 2004 roku w słuchawce telefonu odezwał się Guus Hiddink, trener PSV. Zaproponował mu stanowisko dyrektora sportowego. Do Tottenhamu właśnie odchodził Frank Arnesen...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Oddał Porsche&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Wisła ściągając Valckxa do Krakowa „kupiła" jego wieloletnie kontakty. Niektórzy w Holandii ostrzegają, że można ich świetnie użyć tylko, gdy ma się dużą kasę na pokrycie rachunków.&lt;br /&gt;Pieniędzy w PSV było przecież tyle, że gdy niewypał transferowy, stoper Alcides (ściągnięty tym samym kanałem, co Gomes i Alex) wyjeżdżał do Dnipro Dniepropietrowsk, po prostu oddał przechodniowi swoje Porsche Cayenne! - Proszę, jest twoje - powiedział i przekazał kluczyki. Tak dużo zarobił w Eindhoven. To jednak dzięki kontaktom, a nie ogromnym pieniądzom, Valckx ściągnął już do Wisły Kewa Jaliensa. Za darmo.&lt;br /&gt;- Swoimi kanałami dowiedziałem się, że Kew zawarł ustne dżentelmeńskie porozumienie z klubem. Jeżeli znajdzie sobie pracodawcę, Alkmaar nie będzie chciał za niego żadnych pieniędzy. Ta informacja była rozstrzygająca. Dzięki niej, za nic trafił do nas dobry piłkarz - tłumaczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Eindhoven środki na inwestycje często zapewniał sobie jednak sam, gdyż każdego roku sprzedawał czterech lub pięciu piłkarzy z podstawowego składu. - Tak działaliśmy. Zawsze mieliśmy jednego lub dwóch dogadanych piłkarzy w innych klubach. W przypadku odejścia któregoś z kluczowych graczy mieliśmy dublera. Zawsze. Przygotowaliśmy wszystko tak sprawnie, że rok po roku byliśmy w stanie znaleźć następców sprzedawanych piłkarzy - mówi z dumą w głosie, jak generał prawdziwego wywiadu.&lt;br /&gt;Prawdopodobnie poza bramką Massimo Ambrosiniego z Milanu (zabrała PSV finał Ligi Mistrzów 2005), największe emocje w Eindhoven odczuwał, gdy udawało się zastąpić sprzedane gwiazdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W łóżku z telefonem&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- Gdy nadchodził 1 września, mówiliśmy sobie w PSV: „Znów to zrobiliśmy!" - Valckx nabiera głębokiego oddechu. - To ekscytująca praca. Pociąga za sobą stres, emocje, różne myśli. Nigdy nie wiesz, co przyniesie jutro. Zwykle bowiem nieprzyjemne niespodzianki zdarzają się dopiero na samym końcu. Musisz być cały czas gotowy na reakcję. W trakcie tych gorących dni nawet spałem w innym pokoju niż żona, aby tylko jej nie obudzić. Zabierałem telefon do łóżka, żeby być gotowy na sygnał z Ameryki Południowej, gdzie rozstrzygał się transfer. Przez różnicę czasu telefon dzwonił całą noc! - wspomina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego tak dobrze czuje się z zadaniem, które powierzono mu w Krakowie. Kibice histerycznie zareagowali na sprzedaż Pawła Brożka za ponad 2 miliony euro. Holender jednak wiedział, że nadszedł czas Brożka. Część pozyskanych pieniędzy zamienił na pięciu zawodników. Bo Valckx jest zwolennikiem ruchu w interesie. Mawia: "Trzeba wyczuć dobry moment i sprzedać. Na tym polega ten biznes. Klub musi sprzedawać, żeby znów inwestować pieniądze".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznaje też, że kluczem do sukcesu jest otoczenie się właściwymi ludźmi. Może oglądać od 700 do 1000 meczów w ciągu roku, z każdego sporządzać wnikliwe raporty, ale nie jest w stanie całej pracy wykonać sam.&lt;br /&gt;- Zanim zobaczyłem Jeffersona Farfana, byli tam na miejscu skauci. To ludzie, którzy bardziej go odkryli niż ja. Ludzie, na których możesz polegać - mówi.&lt;br /&gt;Dziś, jak mówi "wie, co robić i jak do tego dojść", ale zrozumienie biznesu zajęło mu kilka lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Superagent&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W Eindhoven i Krakowie dysponuje porównywalną liczbą skautów (pięciu) i mówi, że więcej nie potrzeba. Dzięki ich pracy każdy ze ściągniętych zimą piłkarzy został obejrzany 4-5 razy na żywo. Operacja nadzorowana przez Holendra zajęła trzy miesiące, choć zwykle pracuje z rocznym wyprzedzeniem.&lt;br /&gt;W tym czasie skauci spędzili więcej czasu w podróży niż w Krakowie. Valckx zawsze ustala również numery 2 i 3 na liście życzeń i co jakiś czas kontaktuje się z nimi. Zdradza, że dobrze robi kontakt choćby, co trzy tygodnie, by podtrzymać zainteresowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jeśli potrzebujesz zawodników na 5-6 pozycjach, to znaczy, że masz 3 opcje na każdej, czyli kontaktujesz się przynajmniej z 18 piłkarzami - wylicza.&lt;br /&gt;Valckx w trakcie swojej pracy w Holandii miał o tyle łatwiejsze zadanie, że jednym z pięciu skautów był Piet de Visser, znany w świecie jako „superskaut", człowiek o renomie agenta 007 wśród wszystkich piłkarskich szpiegów. A to spora różnica. Połowę ciała 76-letniego staruszka stanowić może plastyk, mężczyzna wielokrotnie mógł walczyć z rakiem, ale wiadomo, że nic nie powstrzyma go przed odnalezieniem największych talentów w futbolowym świecie. Obecnie jest doradcą Romana Abramowicza w Chelsea.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gdzie ja jestem?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Praca ze sławami, cztery mistrzostwa Holandii, półfinały i ćwierćfinały Ligi Mistrzów. Wielkie transfery, choćby sprzedaż Arjena Robbena do Chelsea Londyn (18 milionów euro), czy Ji-Sung Parka do Manchesteru United (4 miliony funtów). Sława i pieniądze. Valckx odszedł jednak z Eindhoven po ostrym konflikcie z prezydentem klubu, Janem Rekerem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Najdziwniejsze było to, że Jan był moim przyjacielem. Znałem go odkąd miałem 13 lat, był moim trenerem w zespole juniorów... - kiwa głową. Według holenderskich mediów, Reker miał skłonność do ingerowania w pracę Valckxa. Według samego Valckxa - nie podejmował decyzji dobrych dla przyszłości klubu.&lt;br /&gt;- O jedną z nich się pokłóciliśmy. Chciałem 2-3 dobrych piłkarzy, a on 6-7 średnich za te same pieniądze. W dodatku bez mojej wiedzy ściągnął trenera. Powiedziałem „Nie mogę z tobą więcej pracować" - wspomina. Ale wkrótce po jego odejściu Reker zaczął rozpowszechniać plotki o defraudacji pieniędzy przez obecnego dyrektora Wisła, nieczystych kontaktach z menedżerami, w tym z Vlado Lemiciem (był szarą eminencją w klubie i nawet przebywał na treningach zespołu).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Reker był pod presją, chciał ściągnąć na innych całą uwagę. To nie był łatwy czas dla mnie. Nie miałem pracy, a jeśli ktoś rozpowszechnia plotki, trudno z tym walczyć - przekonuje i wyjaśnia swoje relacje z Lemiciem.&lt;br /&gt;- Jeśli masz kontakt z człowiekiem, który zna mnóstwo ludzi i ma wiele informacji, używasz tego, bo na tym poziomie to bardzo istotne. Zresztą, gdy jako dyrektor zacząłem pracować w PSV, ten człowiek od dawna był już przy klubie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Holenderscy dziennikarze sugerują, że Valckx otrzymał w Krakowie lepszą ofertę niż mógłby w Eredivisie, czy innym miejscu na świecie, np. w Chinach, w których spędził rok pracując, jako doradca w Szanghaj Shensua. Od początku ostro zabrał się do pracy.&lt;br /&gt;- Czasami budzę się w hotelu i zastanawiam się: „Gdzie teraz jestem? W jakim kraju?" - uśmiecha się Valckx. W trakcie ostatnich dwóch miesięcy rzadko bywał w klubie. Teraz ma szansę odpocząć, lecz codziennie przesuwa pionki na mapie świata i myśli już o kolejnym oknie transferowym. Co dalej? Gdzie teraz? Dobrze obserwujcie, dokąd lata. Generał wywiadu znów musi kogoś sprzedać, aby zainwestować!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-1038131498922334150?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/1038131498922334150/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=1038131498922334150' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/1038131498922334150'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/1038131498922334150'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/02/stan-valckx-otwarcie-przyznaje-ze.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-yZXYHeqkNVY/TWsPxXvpWKI/AAAAAAAAAY8/Fx33kiMz0K4/s72-c/4ff7c438-7e66-4c06-bd04-a75f7c767e53_1193235401708-DzsudzsakValckx468.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-5517391185789216425</id><published>2011-02-28T02:02:00.007+01:00</published><updated>2011-02-28T23:11:48.229+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;GRZEBANIE W PIŁKARSKIM SZMATEKSIE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-2b1X-r24r4o/TWsROGwxwoI/AAAAAAAAAZE/jzz4EoUUUl0/s1600/1301testy2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-2b1X-r24r4o/TWsROGwxwoI/AAAAAAAAAZE/jzz4EoUUUl0/s400/1301testy2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578571497459532418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sezonie 2010/2011 kluby ekstraklasy przetestowały łącznie 290 piłkarzy. Zatrudnienie znalazło tylko 40.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez całą zimę trenerzy i dyrektorzy sportowi grzebią w ofertach od menedżerów, jakby szukali swetrów w szmateksach, które można przeprać i jeszcze założyć. Niektórych piłkarzy zapraszają, każą skakać na trampolinie, rzucają piłkę, nakazują grać. Inni muszą przetrwać w zawiei śnieżnej. Najważniejsze to być, dotrzeć. Dla wielu z nich jeżdżenie po testach to przecież prawie jak drugi zawód. Krążą po kontynencie jak nomadowie, szukający pracy. Uważnie przyglądają im się dyrektorzy. A w Polsce przetestować można wszystko, co się rusza...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Kalejdoskop piłkarskich przebierańców"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Magazyn Sportowy" Przeglądu Sportowego, 12.02.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Latem ubiegłego roku do Lechii Gdańsk przyjechało czterech Nigeryjczyków. Oficjalna witryna klubu zamieściła ich CV, którymi piłkarzy reklamował menedżer. Wszyscy mieli grać w nigeryjskiej ekstraklasie. I to jak! Benjamin Ifeanyi Ede w barwach Ocean Boys miał rozegrać 161 meczów i strzelić 123 gole. Colinns Chukwumaobim Nwaneri w 189 spotkaniach miał zdobyć szokującą liczbę bramek – 142.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękne rekordy, ale jak ustalił "Magazyn", obaj pół roku wcześniej podczas testów w szwajcarskim Neuchatelu Xamax występowali jako 19-latkowie. W lidze Nigerii musieliby zatem grać, odkąd ukończyli przedszkole… Najlepszym snajperom polskiej ekstraklasy strzelenie tylu goli zajmuje przecież przynajmniej 10 lat. Oivind Henrik, dziennikarz prowadzący serwis westafricanfootball.com, też ma wątpliwości: "Z tego, co udało mi się ustalić, oni w żadnym sezonie nie strzelili dwucyfrowej liczby bramek w lidze". Ot, drobna pomyłka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mniej efektownie wyglądała na papierze pozostała dwójka. Lewy pomocnik, przedstawiany jako Ismaila Alamin, ze swoim CV mógłby kandydować do miana najskuteczniejszego skrzydłowego świata, gdyby tylko zdobycie aż 91 bramek w 148 spotkaniach było prawdą. Czwartego z podróżującej po Europie gromady piłkarskich nomadów, Ariyo Dapo, reklamowano jako lewego obrońcę z Fame FC. Szkopuł jedynie w tym, że taki klub nie tylko nie gra w nigeryjskiej ekstraklasie, ale w ogóle... nie istnieje. Po kilku dniach Nigeryjczyków ciupasem odesłano do domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli jednak Paryż jest mekką artystów, Mediolan projektantów mody, to Gdańsk widocznie zapragnął zdobyć sławę miejsca, w którym sprawdza się wiarygodność CV przyjeżdżających Nigeryjczyków. Działacze Lechii, niezrażeni wpadką, postanowili zatem jeszcze raz spróbować wyłowić w ofertach menedżerów niedostrzeżoną przez innych piłkarską perełkę. Ostatnio na treningach zjawił się niejaki Simone Agana, podobno z Kwara United. Niestety, nigdy w tym zespole nie grał...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas gdy działacze ciągle z ufnością dziecka przyjmują oferty obrotnych menedżerów, piłkarze z ich własnych klubów jakby mocniej stąpają po ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Żaden kozak na testy nie jeździ. Trzeba to sobie głośno powiedzieć i nie zapominać o tej regule – kiwa głową jeden z piłkarzy Legii, który takich asów widział już setki. Testowanym najtrudniej też przychodzi przekonać do siebie przyszłych kolegów z zespołu. Świadomość, że będzie się trenować tylko przez kilka dni, nie pomaga przyjezdnemu w zawieraniu nowych znajomości. A poza tym nikt przecież nie odda nowemu w prezencie miejsca w składzie. &lt;br /&gt;Zaraz po przyjeździe testowany piłkarz dostaje zatem koszulkę i pokój w pobliskim hotelu, ale obdarowywany jest też na co dzień w szatni nieufnymi spojrzeniami, którym czasem towarzyszą szydercze uśmiechy. Wykazanie się i umiejętność odnalezienia się w takiej sytuacji jest trudna, bo nowi koledzy zaglądają testowanemu piłkarzowi nawet do talerza. Zawodnicy Legii przecierali oczy ze zdumienia, gdy Chińczyk Dong Fangzhuo przed treningiem jadł na śniadanie kiełbaskę, fasolę i jajko sadzone. A potem, dla poprawienia smaku, rogaliki z nutellą. I miał siłę ruszać się na treningu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeciwko testowanym jest też niekiedy natura. Trudno o prezentowanie umiejętności piłkarskich podczas burzy śnieżnej, a przy takiej pogodzie musieli wykazać się wnikliwie obserwowani przez Legię Brazylijczycy, Słowacy i Bośniak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kupowanie piłkarzy to biznes i często dochodzi tu do kolizji różnych interesów. Trener chce tego gracza, dyrektor sportowy innego, a prezes też ma swojego faworyta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Poskacz z trampoliny &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Gdy latem ubiegłego roku Legia testowała kilku piłkarzy, trener Maciej Skorża chciał zrezygnować z nich już po pierwszym dniu. Dyrektor sportowy Marek Jóźwiak, optując za mniej brutalnym potraktowaniem menedżerów oferowanych piłkarzy, zatrzymał jednak zawodników na kilka dni w Warszawie. A było też tak, że sam się zajął testowaniem kandydatów. W dość nowatorski sposób. Jednemu z testowanych dyrektor Jóźwiak zorganizował mianowicie zajęcia ze skoków na... trampolinie. Przerażony Ukrainiec pytał, czy na pewno z dyrektorem wszystko w porządku. A Jóźwiak podobno chciał po prostu sprawdzić, czy piłkarz ma sprawne obie nogi. Sam też przeprowadzał z piłkarzem zajęcia indywidualne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dociekliwość w trakcie testów jest oczywiście jak najbardziej zresztą wskazana. Bo wtedy na przykład wychodzi na jaw, że zawodnik – w przeszłości w orbicie zainteresowań reprezentacji – ma wyniki wydolnościowe na poziomie piłkarskiego emeryta. Tak to ostatnio było w jednym z czołowych klubów ekstraklasy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielu z piłkarzy szukających klubu krąży po orbicie przez wiele miesięcy i długo nie potrafi pokonać tego pierwszego etapu na drodze do zatrudnienia – testów. Dla niektórych posiadanie statusu testowanego piłkarza to prawie jak drugi zawód. Senegalczyka Mouhamadou Falla przegoniły gdzie pieprz rośnie nie tylko Legia, Polonia Bytom i Jagiellonia, ale też dwa kluby pierwszoligowe, po jednym drugoligowym i trzecioligowym. Niesamowite dzieje tego senegalskiego piłkarza mogłyby posłużyć za scenariusz filmu zatytułowanego "Skazany na testy", gdyż na przyjazd do Polski zapożyczył się u swojej rodziny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dwa miesiące testów &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Rekordzistą kraju ostatnich lat jest jednak nasz rodak – bramkarz Przemysław Kazimierczak, przez kilka lat praktykant w Boltonie Wanderers. Odkąd wrócił do kraju, wędruje od klubu do klubu. Przez pół roku nie mógł znaleźć pracy i oblał testy w ośmiu klubach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Przyznaję, że miałem tego już po dziurki w nosie. W jednym klubie słyszysz, że jesteś za słaby, w innym, że za młody albo chcesz za dużo pieniędzy. Przyszedł w końcu moment, gdy chciałem rzucić granie w piłkę. Pomyślałem, że jak nie znajdę sobie klubu, to poszukam zwykłej pracy. Najtrudniejsza była świadomość, że za chwilę znów czeka mnie kolejna podróż, że znów gdzieś trzeba się komuś pokazywać, że znów będę oceniany. Łącznie na tych testach spędziłem pewnie jakieś dwa miesiące – oblicza Kazimierczak i wymienia przystanki swojej futbolowej pielgrzymki: Śląsk Wrocław, KSZO Ostrowiec, Warta Poznań, Górnik Łęczna, Odra Wodzisław, ŁKS Łódź, Górnik Zabrze, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Olimpia Grudziądz. Po Polsce podróżował pociągiem lub autobusem, ale pieniądze za bilety zwróciły mu tylko dwa kluby. W końcu do pracy przyjęła go Flota Świnoujście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Grzebanie w szmateksie&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Radość z wyłowienia czegoś wartościowego w podesłanym wagonie piłkarskich przebierańców przypomina satysfakcję z udanego zakupu na posezonowej wyprzedaży. Okazji jest bez liku, bo opróżnianie klubowych "magazynów" z członków "Klubu Kokosa", graczy niepotrzebnych, trwa przez cały rok na całym świecie, stąd ogromny ruch w interesie. Testy piłkarskie bardziej przypominają jednak grzebanie w tekturowym pudle w podrzędnym szmateksie niż wyprzedaż ciuchów od Armaniego. Tym większa chwała dla tego, kto w tym stosie potrafił coś godnego uwagi wyłowić. Na znalezieniu ciekawego okazu swoją dyrektorską pozycję zbudował właśnie Jóźwiak, który przyjął do pracy wypatrzonego w meczu bezrobotnych Moussę Ouattarę. Problem w tym, że uwierzył w swoją szczęśliwą rękę i popadł w fatalną namiętność tracenia czasu na przyglądanie się stadom piłkarskich nomadów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedno trafienie w testowym piłkarskim totolotku zaliczyła Lechia, zarażona w następstwie potrzebą sprawdzania bezwzględnie największej liczby piłkarzy w lidze w ostatnich miesiącach (aż 34). Trzeba jednak przyznać, że gdańszczanom wpadł w ręce najlepszy piłkarz z tych 280, krążących od maja po Polsce, czyli Abdou Traore. Powiodło się też Jagiellonii (Tomasz Kupisz). Zwykle jednak poszukiwaniom skarbów towarzyszy mniej szczęścia, a częściej z rąk menedżerów, jak królika z kapelusza, wyciągnie się reprezentanta WKS zarażonego żółtaczką, co przed laty udało się Legii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– W tym obwoźnym cyrku jest tak dużo menażerii, że cały problem polega na tym, żeby to jakoś przesiać. Menedżer myśli bowiem tak: "Mam piłkarza, wyślę go wszędzie, zwiększę sobie szansę, że gdzieś to wypali". Testy nie są najlepszą formą przyglądania się piłkarzom, lecz kłopot polega na tym, że lepszej nikt dotąd nie wymyślił – ocenia były dyrektor sportowy Wisły Kraków, Jacek Bednarz. Trzeba jeszcze tylko z tego umieć skorzystać... Bo zanim Takesure Chinyama wprowadził zamęt do polskiej ligi, nie przekonał do siebie trenerów warszawskiego klubu podczas meczu kontrolnego i został odkupiony dopiero z Groclinu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przebieraniec z Gwinei&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Testy zawsze odbywają się po sprawdzeniu kandydatur. A przynajmniej powinny. Do klubów, w których nie działa profesjonalna sieć skautingu, przyjechać może bowiem praktycznie każdy. Latem do Zagłębia Lubin zaproszono Gwinejczyka Sonny'ego Doumbouya na podstawie jego CV z internetu. Jak się okazało, mocno nad nim popracował. Sfałszował również informacje w Wikipedii i w sieci zamieścił bardzo słabej jakości filmik ze swoimi rzekomymi popisami strzeleckimi. Prawdopodobnie w rzeczywistości to zdjęcia Souleymane Oulare, legendarnego gwinejskiego napastnika z lat 90. (po zakończeniu kariery był głównym bohaterem afery w Belgii, dotyczącej wyzyskiwania nielegalnych imigrantów z Afryki), bo na żadnym ze zbliżeń nie widać twarzy Doumbouya. &lt;br /&gt;Oszustwo było jednak szyte grubymi nićmi, bo piłkarz twierdził jeszcze, że grał w Colorado Rapids i wicemistrzu Chorwacji. Gdyby podawał się tylko za najlepszego strzelca ligi gwinejskiej – nikt nie potrafiłby takiej informacji zweryfikować. A tak przebierańca łatwo złapano na oszustwie i po kilku dniach przegoniono.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie tylko naszych klubowych włodarzy udaje się czasem nabrać. Doumbouy to też mały pikuś w rankingu hochsztaplerów, w porównaniu z Alim Dia. 30-letni Senegalczyk zdobył sławę najgorszego piłkarza w historii Premier League. A dostał się do niej dzięki oszustwu i niewiarygodnie szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. W 1996 roku Senegalczyk – na co dzień gracz klubów z niższych lig francuskich – nie przekonał do siebie nikogo podczas testów w Bournemouth i Gillingham, zaczepił się więc w Blyth Spartans. I pracował nad sposobem dostania się do Premier League. W sfałszowanym CV napisał, że ma na koncie 13 meczów w reprezentacji Senegalu i jest kuzynem słynnego George'a Weaha. &lt;br /&gt;Głos zdobywcy "Złotej Piłki" zabrzmiał też pewnego dnia w słuchawce telefonu menedżera Southampton Graeme'a Sounessa. Rekomendacja napastnika Milanu wystarczyła, by Dia zaproponowano w angielskim klubie miesięczny kontrakt. Zbieg niesamowitych okoliczności – odwołano mecz rezerw, w którym miał zaprezentować się Senegalczyk, kontuzje w spotkaniu Premier League – spowodował, że Dia wszedł na boisko. Przy aplauzie kibiców, oczekujących fantastycznego debiutu wspaniałego kuzyna George'a Weaha. Z każdą sekundą 50-minutowego występu prawda o oszuście coraz okrutniej wychodziła na jaw i został zmieniony na kwadrans przed końcem meczu. Okazało się też, że do Sounessa dzwonił z pochwałami pod adresem Dia agent przebierańca. Natychmiast po meczu kontrakt z Senegalczykiem rozwiązano, ale mógł on w CV teraz już śmiało pisać, że grał w Premier League...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Testy zwykle odbywają się po wcześniejszym zasięgnięciu informacji. Ale jeśli agent lub jego klient wyglądają bardzo podejrzanie i nieprofesjonalnie, najlepiej od razu zerwać znajomość. Kiedy pojawia się facet, z którym czasem zrobisz dobry interes, a czasem zły, a który ma tendencję do opowiadania głupot, to trzeba tylko na takiego szczególnie uważać. W tym biznesie można kogoś zrobić w konia, ale tak naprawdę tylko raz – kiwa głową Bednarz, ale mówi też, że warto próbować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Nie zawsze przyjeżdżają słabi zawodnicy. Bywa też tak, że testowani piłkarze to po prostu bardzo dobry towar, bo gdzieś akurat trwa wyprzedaż. Na świecie jest dużo grających zawodników, a my mamy tę przewagę, że jesteśmy w Europie. Junior Diaz przyleciał z Kostaryki do Polski, bo nie miał lepszych ofert z Zachodu. Powiedziałem mu: "Jak tu będziesz najlepszy, to pójdziesz dalej". I poszedł do Club Brugge.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zdeterminowany Diaz&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;Z Diazem udał się krakowskiej Wiśle strzał w dziesiątkę na testowej strzelnicy. A mogło w ogóle zabraknąć obiektu do testowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Wystarczyło na niego spojrzeć, żeby dostrzec, jak bardzo był zmęczony. Powiedziałem mu więc tylko: "Jezu, Junior, jak dobrze cię widzieć!" – śmieje się na to wspomnienie Bednarz, który trzy lata temu zaprosił Diaza na piłkarskie testy. Nie wiedział tylko, że zafunduje zawodnikowi 36-godzinną podróż po świecie! Kostarykanin dwa razy lądował w Hiszpanii, gdzie trenowała Wisła. Za pierwszym razem, mimo interwencji ambasadora Kostaryki na lotnisku w Madrycie, celnicy odesłali piłkarza z powrotem do Ameryki Środkowej. Brakowało wizy, a spór zakończył się złośliwą deportacją. Diaz leciał więc z powrotem do Kostaryki, gdy na skutek akcji dyplomatycznej w hiszpańskim MSZ otrzymał zgodę na powrót… Wylądował, kupił bilet powrotny, wykąpał się i po 120 minutach ponownie udał się w podróż przez Ocean Atlantycki. Mijała 36. godzina tułaczki, gdy znów zjawił się w Hiszpanii na nieszczęsne piłkarskie testy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Gdy wylądował, powiedziałem mu: "Słuchaj, Junior, masz dziś wolne. Odpocznij, wyśpij się. Jutro po południu weźmiesz udział w rozruchu i zaczniesz testy". On tylko spojrzał na mnie, a miał za sobą półtorej doby w powietrzu: "Chcę iść na trening. Przyjechałem tu na testy i bardzo chcę je zdać. O której jest trening?" – podsuwa mi zegarek. "Wyśpię się w dwie godziny i po południu jestem na treningu". Spojrzałem na niego i pomyślałem: – Oho! Ciekawy zawodnik... Próbowałem go przekonać, nie wierzyłem, że wstanie. Ale Kostarykanin rzeczywiście zjawił się na treningu, drugiego dnia też, a kolejnego zagrał w sparingu z FC Basel. I to jak! Był jednym z najlepszych na boisku, nawet strzelił gola! I taki zawodnik testy zdał. Ale czy mogło być inaczej? – pyta retorycznie Bednarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wisła – jak się miało okazać – zrobiła świetny biznes na zdeterminowanym Kostarykaninie. Piłkarza, pozyskanego z wyprzedaży i niecodziennych testów, sprzedała po 2,5 roku za 3,2 miliona złotych. Ale rzadko kiedy na testowanych zawodnikach udaje się zrobić złoty interes. Zazwyczaj pieniądze przepadają, na lotnisku pojawia się słaby piłkarz, a po nim pozostają tylko złość trenera, rachunki do zapłacenia i fatalne wspomnienia. A testy kosztują. Nieraz kilka tysięcy złotych. Koszty znacząco idą w górę, gdy przytrafiają się odwołane loty. Płaci za to klub, jeśli sam wybrał gracza na podstawie obserwacji. Bilety lotnicze to sprawa menedżera zawodnika w przypadku, gdy to on zaproponował piłkarza klubowi. Klub ponosi wtedy tylko koszty zakwaterowania i wyżywienia. Kluby też mogą ich uniknąć, jeśli piłkarz przyjeżdża na testy podczas przedsezonowego zgrupowania drużyny i zamieszkuje w pokoju, który stoi pusty. Przyglądanie się zawodnikowi zwykle trwa kilka dni, czasami piłkarz weźmie udział w sparingu. Gorzej jeśli "diamencik" nieco się zasiedział, z drużyną trenuje przez kilka miesięcy w Polsce i nie za bardzo chce się ruszyć…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Z polecenia ginekologa &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Tak było z Kelechim Temple Omeonu. Nigeryjczyk kilka lat temu przyleciał do Krakowa. Trenerowi Wisły polecił go nigeryjski ginekolog Anthony Egwuatu, pracujący w Łodzi. Rodak lekarza długo nie potrafił przekonać do siebie szkoleniowców Białej Gwiazdy. Cztery miesiące czekał na wizy i decyzję. Aż w końcu się powiodło! O angażu zadecydowały trzy gole strzelone reprezentacji Podhala. Nie wiadomo tylko, czy ktoś masywnego Nigeryjczyka przebadał. Cierpiał podobno na paskudne schorzenie stóp, które utrudniało chodzenie, bieganie, nie mówiąc już o strzelaniu na bramkę. Do dziś to najsławniejszy zwycięzca testów w polskiej ekstraklasie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jeśli wszystko ma się rozstrzygnąć w trakcie testów, o pomyłkę nietrudno. Dostrzeżenie perełek jest o tyle trudne, że podróżujące po Europie stada piłkarskich miernot zwyczajnie rozmywają uwagę. Łatwo wtedy przeoczyć zawodnika rzeczywiście utalentowanego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parę lat temu na sprawdzianach w Dyskobolii przebywał Nenad Milijas, wówczas nastolatek z FK Zemun Belgrad. Zagrał w sparingu podczas obozu w Austrii, spisał się dobrze, ale nie zgodził się na propozycję dalszych testów i wrócił do Serbii. Trafił do Crvenej Zvezdy, potem do reprezentacji kraju i za 3 miliony euro do angielskiego Wolverhamptonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielu trenerów o pewnych nazwiskach wolałoby pewnie nie pamiętać. Przecież zanim nastoletni Jakub Błaszczykowski przeszedł testy w Wiśle Kraków, przyglądali mu się też w ŁKS Łódź, GKS Bełchatów i Lechu Poznań. Wujek piłkarza Jerzy Brzęczek zabierał też swojego siostrzeńca na testy do Austrii i Szwajcarii…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie wzięli brata Woźniackiej &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Jak widać, znane piłkarskie nazwisko nie zawsze robi wrażenie. Gdy przez Arkę przelewała się kolejna fala piłkarzy, do monotonnego zestawu wprowadzono brata Sholi Ameobiego z Newcastle (testów jednak nie zdał). Śląsk i Jagiellonia zaprosiły Marko Krasicia, brata gwiazdy reprezentacji Serbii i Juventusu Turyn. Wrocławski klub nie zdecydował się na zatrudnienie brata tenisistki Karoliny Woźniackiej. Bo rozpoznawalny członek rodziny i dobre CV z reguły wystarczają, by dostać się na testy, ale w walce o podpisanie kontraktu liczą się już tylko faktyczne umiejętności i wymagania finansowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odstępstwa od tej zasady są jednak w Polsce na tyle częste, że nadal do klubowych drzwi pukają dziwne postacie z całego świata. Przyjeżdża zatem Brazylijczyk Helton z drugiej ligi chińskiej, Amerykanin o nazwisku Niziołek, który poprzednio kopał piłkę w Mołdawii, Senegalczyk Coly, grający w Abu Zabi, piłkarz Elsamni o korzeniach egipsko-japońskich, Argentyńczyk Melivillo i Serb Kosanović, którzy w swoich krajach dopiero co spadli do trzeciej ligi oraz amerykański bramkarz Chris Konopka z ligi irlandzkiej. Do tego całe gromady Białorusinów, Słowaków i Ukraińców. Ale skoro Polonia Warszawa zatrudniła napastnika Nikolicia, który zdobywał jedną bramkę na sezon w lidze serbskiej, i nadał się tu też Deleu, w Brazylii grający w czwartej lidze i handlujący na co dzień grochem, to faktycznie – czemu nie spróbować?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatnim sezonie w ekstraklasie przetestowano ponad 270 piłkarzy. Zatrudnienie znalazło tylko 40 z nich. Reszta ruszyła dalej i będzie krążyć do skutku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-5517391185789216425?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/5517391185789216425/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=5517391185789216425' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/5517391185789216425'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/5517391185789216425'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/02/kalejdoskop-pikarskich-przebierancow.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-2b1X-r24r4o/TWsROGwxwoI/AAAAAAAAAZE/jzz4EoUUUl0/s72-c/1301testy2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-8273242645461946853</id><published>2011-02-28T01:30:00.009+01:00</published><updated>2011-07-10T22:41:03.921+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;OTO TRAMPOLINA... &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-gY3_X6ubLO8/TWsTNUfhWzI/AAAAAAAAAZM/EfN2jYDnf7I/s1600/trampolina.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 391px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-gY3_X6ubLO8/TWsTNUfhWzI/AAAAAAAAAZM/EfN2jYDnf7I/s400/trampolina.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578573682988636978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... dla królów strzelców. Trampoliną ma być ekstraklasa. Czy może lepiej transferować podupadłe gwiazdy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Trampolina dla królów strzelców"&lt;/strong&gt;(Przegląd Sportowy, 28.01.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;CZYTAJ TEŻ:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/marionetki-w-mackach-mafii-derby.html"&gt;Serbskie marionetki, czyli piłkarze w mackach mafii i podstawionych dziewczyn&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2010/03/kokosanki-kokosanki-czyli-polakow-vs.html"&gt;"Kokosanki, Kokosanki", czyli WALKA GIGANTÓW: Polakow kontra Łazarek&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2009/07/oko-dziesiatka-oko-dziesiatka-oko.html"&gt;Mirek Okoński opowiada jak przegrał życie z uśmiechem na twarzy...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;W którą stronę zmierza rynek transferowy w Polsce? Nasze kluby proponują już nawet pół miliona euro rocznej pensji i stają się czołowym importerem najlepszych strzelców z lig wschodniej Europy. Teraz czekamy na prawdziwe gwiazdy.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka lat temu do gry w Pogoni Szczecin kierowanej przez Turka Sabriego Bekdasa próbowano nakłonić Roberta Prosineckiego. Na pielgrzymki do Karela Poborsky'ego udawali się działacze Wisły Płock. Wisła z Krakowa była bliska ściągnięcia Diego Tristana. Na biurku dyrektora sportowego Lecha Poznań leżał faks z ofertą od menedżera Mido. W Zabrzu - od Mario Jardela. Żaden z nich nie zagrał w Polsce. Zabrakło pieniędzy. Ale może to się zmienić, bo polskie kluby dojrzewają do tego, by ściągnąć gwiazdę, nawet taką, która nie świeci pełnym blaskiem. &lt;br /&gt;Wyraźny sygnał to transfer Kewa Jaliensa, reprezentanta Holandii do Wisły. Tym zakupem przełamano pewną barierę. Następnym etapem może być transfer pierwszego piłkarza z nazwiskiem, który poruszy zbiorową wyobraźnię. Tak zrobili w 1996 r. Turcy. Gheorghe Hagi miał wtedy 31 lat i zamienił Barcelonę na Galatasaray Stambuł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie nasze kluby umacniają pozycję czołowego importera zawodników z Łotwy, Litwy, Estonii, Białorusi, Węgier i Bułgarii. Szczególnie upatrzyliśmy sobie ligę z tego pierwszego kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Królowie i wicekrólowie&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Do polskiej ekstraklasy właśnie trafił aktualny król strzelców tej ligi (Deniss Rakels) oraz wicekról (Jurijs Zigajevs). Wcześniej przyjechał czołowy snajper na Łotwie poprzedniego sezonu Ivans Lukjanovs. Grę w Polsce wybrał też król na Białorusi z 2009 roku (Maycon) i wtedy drugi na liście strzelców Siergiej Kriwiec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do ekstraklasy (Wisły Kraków) hurtem pchają się dziś też królowie strzelców ligi bułgarskiej - Georgi Christow (2007/08) i Cwetan Genkow (2006/07). Bliski transferu był również Martin Kamburow (trzykrotny król, 2004, 2005 i 2009), ale nie przeszedł testów medycznych w Polonii Warszawa. Mało? Latem z Węgier zabraliśmy wicekróla Artjomsa Rudnevsa (2009/10), z Litwy dwukrotnego króla Povilasa Lukąysa (2004 i 2007). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inna sprawa, że drugi strzelec w 20-letniej historii tej ligi (176 goli!) nie sprawdził się w Polonii Bytom, a gdy wrócił na Litwę, to... znów został najlepszym snajperem! (sezon 2010). Zresztą z tego kraju trafił do nas Tadas Kijanskas, obrońca (dziś Jagiellonii), który też jest... wicekrólem strzelców ligi litewskiej! W sezonie 2009 strzelił 11 goli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Szczeciński scenariusz&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- To jest nasza droga. Filtrowanie Słowacji, Bułgarii czy krajów bałtyckich - mówi Jacek Bednarz, były dyrektor sportowy Wisły i Legii. &lt;br /&gt;- Poza Polonią Bytom reszta klubów ekstraklasy ma uporządkowaną sytuację finansową. Polska powinna szukać swojego miejsce w Europie właśnie jako liga-trampolina do lepszych lig - dodaje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak transfer nawet najbardziej utalentowanego króla strzelców ligi łotewskiej nie przyciągnie tysięcy kolejnych kibiców na stadiony. To może zapewnić tylko głośne nazwisko. Pod względem finansowym polskie kluby są - jak nigdy dotąd - gotowe na taki transfer, ich możliwości rosną. &lt;br /&gt;Dziś nasze czołowe zespoły oferują najlepszym piłkarzom nawet pół miliona euro rocznej pensji. Ale jak na razie taka kasa idzie na konto nie jednego, a dwóch, trzech piłkarzy ze Wschodu. Szefowie klubów uważają, że to lepsze rozwiązanie niż zatrudnienie jednej, choćby zakurzonej gwiazdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takim zawodnikiem mógł być Diego Tristan (w lidze hiszpańskiej strzelił 96 goli, w Lidze Mistrzów 15). W 2008 r. Bednarz był bliski ściągnięcia go do Krakowa. Piłkarz miał wtedy 32 lata. &lt;br /&gt;- Zawodnika z nazwiskiem można sprowadzić już teraz. Tylko czy byłby nam do czegoś potrzebny. Czy kibic przychodząc na stadion będzie sugerował się formą piłkarza, czy ślepo kupował bilet, bo gracz nosi znane nazwisko? - zastanawia się Bednarz. I próbuje sobie wyobrazić, że Egipcjanin Mido jednak trafił do Lecha. &lt;br /&gt;- Myślę sobie, co by się stało, gdyby zagrał parę kiepskich meczów z rzędu. Czy fani nie pomyślą sobie: po co on nam? - dodaje Bednarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki scenariusz przerobiono w Pogoni Szczecin. W 2000 r. zakotwiczył tam Oleg Salenko, podupadły król strzelców mundialu z 1994 r. Rosjanin częściej jednak myślał o balowaniu niż treningach. - Dlatego myślę, że polski kibic nie kupi umownego „Mido". Szczególnie w dobie internetu, gdy od razu wiadomo, że bierze się kogoś, kogo kariera już dawno zakręciła na boczny tor - tłumaczy Bednarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wstajemy z kolan&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W Turcji udało się jednak połączyć jakość z nazwiskami. Głośne transfery rozkręciły koniunkturę na piłkę. Efekt? Rozgłos, zainteresowanie zachodnich mediów, wzrost rozpoznawalności klubu, podniesienie frekwencji na stadionie i prestiżu ligi. My dopiero wstajemy z kolan. &lt;br /&gt;- Wcześniej na takie ruchy nie pozwalał brak stadionów, zbyt niskie budżety - ocenia Bednarz. - Tristan też miał kosztować za dużo jak na tamte czasy. W dodatku mieliśmy wrażenie, że zawodnik i jego agent próbują nami trochę grać (oferta trafiła również do CSKA Sofia, Steauy Bukareszt, Dynama Bukareszt, APOEL-u Nikozja - red). CV bezrobotnego Tristana przekonało West Ham. Hiszpan po dwóch tygodniach testów zagrał w 13 meczach Premier League i strzelił trzy gole.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naszych działaczy powstrzymuje obawa przed wzięciem odpowiedzialności. Dyrektorzy sportowi polskich klubów nie chcą ryzykować. Ciężar wysokiej pensji może przecież stać się niemożliwy do udźwignięcia, gdyby okazało się, że zamiast gwiazdy mamy tylko oldboya z nazwiskiem. Niepowodzenie takiego transferu mogłoby pociągnąć na dno także ich samych. &lt;br /&gt;- Inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby miał do nas trafić na przykład Nicklas Bendtner. Myślę, że warto byłoby wpakować w niego o wiele więcej pieniędzy i powiedzieć mu: „Słuchaj, ty tu masz zostać królem strzelców z 30 bramkami". Tyle że on tu chyba nie będzie chciał przyjść - zauważa były dyrektor Legii i Wisły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto pierwszy się odważy na ściągnięcie gwiazdy z nazwiskiem? Na taki krok mógłby zdecydować się tylko właściciel, który ma trochę fantazji, słynie z rozrzutności i bawi się klubem tak jak Turcy. Czy będzie to Józef Wojciechowski, który rządzi na Konwiktorskiej wedle zasady „jest ryzyko, jest impreza".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Transferowa gorączka&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Tego problemu nie mają nieco biedniejsze kluby, pokroju Korony Kielce, Lechii Gdańsk czy Śląska Wrocław, które od niedawna stać na pensje rzędu 200 tysięcy euro za sezon. Ich droga to jednak wciąż Łotysze i Bośniacy, a ściągnięcie gwiazdora, nawet kończącego karierę, to raczej zadanie dla czołówki. Oznacza przecież stworzenie komina płacowego. Taki piłkarz nie zgodzi się grać za 400 tysięcy euro. Mido - strzelec 11 goli w Premier League 2005/06 - zażądał miliona euro netto rocznie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To była prawdziwa oferta - potwierdza nam Ali Barat, menedżer egipskiego piłkarza, który latem został zaoferowany klubowi z Poznania. - Był gotowy na grę w Polsce. Ustaliliśmy z Middlesbrough, że odejdzie za darmo, jeśli będzie mógł zejść z listy płac. Dlatego polskiemu klubowi mogło by się to opłacać. Milion euro, ale przecież nie płacisz za transfer. W Boro zarabiał dwa miliony brutto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27-letni napastnik trafił w końcu do Ajaksu Amsterdam, a kilka dni temu do Zamalek. Zamiast Egipcjanina przy Bułgarskiej pojawił się wicekról strzelców ligi węgierskiej Artjoms Rudnevs. To było słuszne posunięcie. Ale mimo to ekstraklasie, jak nigdy dotąd, potrzebna jest transferowa gorączka i zbiorowa histeria z nią związana.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-8273242645461946853?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/8273242645461946853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=8273242645461946853' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8273242645461946853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8273242645461946853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/02/krolowie-strzelcow-przeglad-sportowy-28.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-gY3_X6ubLO8/TWsTNUfhWzI/AAAAAAAAAZM/EfN2jYDnf7I/s72-c/trampolina.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-3146255341812569522</id><published>2011-01-08T20:53:00.009+01:00</published><updated>2011-01-09T00:41:18.959+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;W BYTOMIU JAK W DOMU...&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSjJWDlT-0I/AAAAAAAAAYI/I3-tqSoXrA0/s1600/zdjecie%252C600%252C73616%252Cstadion-polonii-bytom2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSjJWDlT-0I/AAAAAAAAAYI/I3-tqSoXrA0/s400/zdjecie%252C600%252C73616%252Cstadion-polonii-bytom2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5559915120744987458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;(marazm...)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;CZĘŚĆ I:&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Tylko w Bytomiu "bankrutował" Canal+, należące do zawodników konta bankowe "odbijały" przelewy z Polonii, a w klubowych komputerach w dniu wypłaty zawsze grasowały wirusy.Nie dziwi więc, że gdy byli już piłkarze Polonii dzwonią do siebie, zawsze pytają o to samo: „Oddali?". Nie... Za to licencja na występy w ekstraklasie jest! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Uwaga, tu nie płacą!"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy”, 04.01.2011) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Bytomiu jak w domu. Ciepło, rodzinnie. Tu wszystkie brudy piorą we własnych czterech ścianach. Kłótnia? Zamiotą pod dywan. Nieporozumienie? Tylko między sobą. Kto się wyłamie, ten wróg bytomskiego zacisza. Do domu nie ma już wstępu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polonia Bytom nie płaci piłkarzom. Regularnie, czyli z częstotliwością, z jaką płacić im powinna. Nie boją się tego powiedzieć tylko ci, którzy ognisko domowe prezesa Damiana Bartyli opuścili sami. Pozostali odebrali sygnał wysłany przez działaczy - niegdyś pozbyto się kilku piłkarzy, którzy zastrajkowali. Dlatego w Bytomiu lepiej nic nie mówić. Tu milczenie jest złotem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My jednak dotarliśmy do piłkarzy, którzy mówią wprost - w poprzednim sezonie Polonia nie płaciła nam przez cztery miesiące. To, jak się jednak okazuje, nie wystarczy, by zdyskwalifikować klub w oczach komisji licencyjnej. Działaczom Polonii udaje się otrzymywać licencję i rozwiązywać problemy na tyle skutecznie, że na zewnątrz uwierzono w stabilność i uśmiech mieszkańców walącego się domu. A co kryje się za parawanem szczęśliwości?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrujnowany stadion. Budynek klubowy, w którym nie domykają się drzwi i skrzypi krzywa podłoga. Uwagę przykuwają ściany, z których bije bieda. Powiew optymizmu płynie dopiero z analizy przeróżnych wskaźników ekonomicznych. Bytomski klub był w końcu jednym z trzech w ekstraklasie, które w 2009 roku wykazały zysk. No brawo, czapki z głów - można pomyśleć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Realiów codziennego życia Polonii nie pokażą jednak wskaźniki. Musiałyby uwzględniać przymykanie oka w jednym miejscu i mrużenie w innym. Nie wyjaśnią chociażby, dlaczego działacze nie płacą piłkarzom na czas i jak wiele wysiłku kosztuje ich udawanie, że to robią. Prezes Bartyla non stop zapewnia o płynności finansowej Polonii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To wewnętrzna sprawa klubu i zawodników. Są pewne sprawy, które jeszcze nie zostały uregulowane i które musimy zamknąć, lecz nie słyszałem, aby odchodzący piłkarze uzewnętrzniali swoje niezadowolenie i narzekali na niewypłacone pieniądze. Przecież gdyby tak było, to nikt nie chciałby przychodzić do tego klubu - przekonuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale każdy tamtejszy pracownik puszcza oko - wie, że Polonia ma ogromne kłopoty z wygrzebaniem się ze spirali zadłużenia.&lt;br /&gt;- Wiosną otwieraliśmy w szatni katowicki „Sport" i czytaliśmy słowa prezesa, że klub nie zalega piłkarzom żadnej pensji. A przecież akurat wtedy nie otrzymywaliśmy ich od 4 miesięcy - rozkłada ręce Piotr Kulpaka.&lt;br /&gt;- Nie chcę nikomu robić pod górkę. Doskonale jednak wiem, że chłopaki wciąż nie otrzymują pieniędzy na czas, a klub zalega im z wypłaceniem pensji. To nie jest mała kasa - mówi inny były polonista, który prosi o anonimowość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wyrok ich obudzi&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Wierzyciele klubu to nie tylko piłkarze. Bytomianie zalegają również z prowizjami menedżerom oraz klubom za transfery. By zrozumieć skalę problemów Polonii z płynnością finansową, warto przytoczyć sumę, której klub ekstraklasy (a przypominamy, że dostał licencję) od lutego nie jest w stanie zapłacić za wypożyczenie piłkarza Wojciecha Rejmana. To zaledwie 40 tys. zł. Na tyle wciąż czeka Stal Rzeszów. - Do tej pory łudziliśmy się, że nam oddadzą - przyznaje prezes Stali Jacek Szczepaniak. - Dostawaliśmy ciągłe zapewnienia, że pieniądze wkrótce wpłyną, ale dłużej czekać nie możemy. Skierowaliśmy sprawę do Piłkarskiego Sądu Polubownego. Wyrok ich obudzi - dodaje.&lt;br /&gt;Inni postępują podobnie. Każdy z byłych zawodników Polonii zapewniał, że oddaje sprawę do PSP. Ale tak jest co rok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prezes Bartyla doskonale wie, że może pozwolić sobie na wyrok w PSP, o ile wszystkie zadłużenia zdąży spłacić w ostateczności do 31 marca (jeśli komisja przedłuży pierwszy termin, czyli 31 grudnia). Bo jak dostać licencję, a przy tym komu i kiedy płacić, akurat w Bytomiu doskonale wiedzą.&lt;br /&gt;Najlepiej muszą mieć piłkarze, którzy grają. Mogą przecież zapewnić klubowi punkty w sobotę i wyższy przelew z Ekstraklasy na koniec sezonu. Wobec odstawionych od składu dopuszcza się większe opóźnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co z zawodnikami, którzy stają się niepotrzebni? Oni mogą poczekać najdłużej. Świadomość istnienia priorytetów to w Bytomiu nic nowego. Dzień przed meczem działacze zawsze obiecują piłkarzom, że pieniądze już idą. Po spotkaniu piłkarze złośliwie dopowiadają, że chyba przez Szwajcarię.&lt;br /&gt;- Kasa będzie w piątek - mówi prezes.&lt;br /&gt;- Piątek, ale którego miesiąca? - pytają w poniedziałek piłkarze. To tamtejszy standard.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W skutecznym przelaniu pieniędzy zawsze przeszkadzają jakieś niecodzienne wydarzenia. Raz jest to komputerowy wirus, innym razem błędne konta piłkarzy. Jakiś czas temu działacze tłumaczyli zawodnikom, że ci nie mogą znaleźć kasy na swoich kontach, bo... „przelew musiało odbić z powrotem na konto Polonii". &lt;br /&gt;Zdarzało się też, że prezes Bartyla i dyrektor ratowali się stwierdzeniem, że kłopoty finansowe przechodzi Canal+, który co trzy miesiące przelewa ratę pieniędzy. Dlatego przekonywali piłkarzy, że jedną z transz „podupadła" stacja musiała podzielić na jeszcze kilka części, bo nie dawała rady. Przyszło mniej, wypłaty nie będzie. Przepraszamy.&lt;br /&gt;- Brzmiało to niewiarygodnie, dlatego sprawdziliśmy własnymi kanałami. Pieniądze do klubu oczywiście wpłynęły - opowiada Tomasz Nowak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Hindusi na ratunek&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Finanse piłkarzy w końcu miała uratować inwestycja indyjskiej elektrowni. Żaden Hindus w klubie się jednak nie zjawił. Pieniądze też, więc cudem można nazwać fakt, że drużyna dwa sezony z rzędu zajęła 7. miejsce w ekstraklasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Te wszystkie tłumaczenia to było kuriozum - mówi Kulpaka. To najlepsze słowo. Polonia otrzymała licencję, ale w trakcie poprzedniego sezonu nie było jej stać na mieszkania dla zawodników (zobowiązała się do tego w kontraktach). Klub ekstraklasy był w stanie tylko wyłożyć zaliczkę na kaucję. Tomasz Nowak do swojego mieszkania dopłacał przez siedem miesięcy. A na czas otrzymał tylko pierwszą z dziesięciu pensji. Jak sam mówi, „chyba na zachętę". Takie same doświadczenia mają inni piłkarze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jesienią 2009 roku klub nie zapłacił mi za październik, listopad i grudzień. Chłopaki nas pocieszali. Mówili, że wcześniej zdarzało się, że nie płacono im nawet przez 7 miesięcy... Najbardziej zbulwersowało nas jednak to, że nie dostaliśmy nic na święta. Ale akurat wtedy, wydaje mi się, działacze czuli się komfortowo. My wyjechaliśmy z Bytomia, więc nikt nie dopytywał o pensję. Wystarczyło nie odebrać telefonu - wspomina Nowak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prezes Bartyla i dyrektor Cezariusz Zając byli bombardowani telefonami dzień i noc. Nie odbierali, bo w operowaniu wirtualnymi pieniędzmi mieli już wieloletnie doświadczenie. Część pieniędzy w końcu wypłacono w styczniu zeszłego roku, ale od lutego znów powstawały zaległości. Akurat gdy zespół był w Turcji.&lt;br /&gt;- Znów byliśmy daleko, a oni znaleźli się poza zasięgiem... - mówi Nowak. &lt;br /&gt;- Też czekam. Na pensję za maj i czerwiec - dodaje Jacek Kuranty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dzwoń z nowej karty SIM&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- Z działaczami Polonii zawsze fajnie się dogadywało i ustalało terminy spłat, ale gdy odszedłem z Polonii, przestali odbierać telefony. W końcu kupiłem nową kartę SIM do telefonu i zadzwoniłem z nowego numeru. Dyrektor odebrał od razu i zapewnił, że pieniądze będą. No i tak czekam do dziś - kręci głową Nowak. &lt;br /&gt;Polonia ma dziś długi wobec niemal każdego piłkarza, który odszedł z klubu. &lt;strong&gt;Co dalej?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSjKD3IAOzI/AAAAAAAAAYQ/poACgWGDxTE/s1600/4631_3.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSjKD3IAOzI/AAAAAAAAAYQ/poACgWGDxTE/s400/4631_3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5559915907674815282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;CZĘŚĆ II:&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Za przyzwoleniem związku klub od lat kpił z procedury licencyjnej, ale dobić go może teraz dopiero brak stadionu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"PZPN: dokument zamiast obiecanek"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy", 05.01.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Polonia nie dostanie licencji na nowy sezon - przyznaje Hilary Nowak, szef Komisji ds. Licencji Klubowych PZPN. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj pisaliśmy, w jaki sposób Polonia unika płacenia pensji piłkarzom (wiosną zwlekała z przelewaniem wynagrodzenia nawet przez cztery miesiące!). Przez lata zwodzeni zawodnicy zaczynają głośno skarżyć się na to, co dzieje się w Bytomiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przyjmuję to do wiadomości i skrupulatnie odnotowuję. Nie ulega wątpliwości, że ten artykuł przeczytają i wezmą pod uwagę eksperci komisji, którzy od połowy stycznia do marca będą sprawdzać stan finansów klubu - powiedział nam wczoraj Nowak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt; Zaczynają się kary&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Mało? Mamy więcej. Dziś ujawniamy, że w listopadzie 2010 Polonia dostała od Komisji Ligi Ekstraklasy pierwszą karę za nieterminowe płacenie piłkarzowi (Adrianowi Klepczyńskiemu): 5 tysięcy złotych. Następne sprawy są w toku przed różnymi organami związkowymi. Wyroki też na pewno trafią do komisji licencyjnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak Polonię może dobić co innego: zrujnowany stadion. Tuż przed Sylwestrem bytomscy radni wykreślili z budżetu na ten rok 8,5 mln złotych na modernizację obiektu przy ul. Olimpijskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- W zeszłym roku podeszliśmy tolerancyjnie do Polonii. Mieliśmy na piśmie, czarno na białym, zapewnienie, że miasto będzie budować stadion. Teraz tych środków nie ma. To, co wystarczyło bytomianom do otrzymania licencji na ten sezon, nie musi wystarczyć za kilka miesięcy - uzupełnia Nowak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polonia otrzymywała warunkową licencję przez trzy sezony z rzędu. Za każdym razem klub przedstawiał dokument, świadczący o inwestycji w stadion. Może dlatego komisja nie zwracała uwagi na sposób płacenia piłkarzom? Teraz obie sprawy mogą się zapętlić i przekonać ekspertów do wyrzucenia Polonii z ligi.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Całe raty na spłaty&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Członkowie komisji nie mogą przecież nie widzieć, że Polonia co rok ma ogromnie problemy ze spłatą zadłużenia (wykazują je eksperci zawsze 31 grudnia). W zeszłym roku bytomianie otrzymali czas do 31 marca 2010 na pozbycie się 5 mln złotych tzw. zadłużenia publiczno-sportowego. Pieniądze ze styczniowej raty Canal+ poszły od razu na spłatę tych najpoważniejszych: 1,4 mln za podatki od wynagrodzeń, 1,3 mln za podatek VAT oraz 800 tysięcy na kredyty i pożyczki. Pozostało jeszcze, bagatela, ok. 1,3 miliona długów wobec piłkarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Podpiszcie papiery&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Poradzono sobie z nim... tak samo, jak w latach poprzednich. Już w 2007 roku w trakcie obrad odwoławczej komisji licencyjnej do PZPN spływały kuriozalne faksy wysyłane przez piłkarzy. Pisali oświadczenia o... rezygnacji z zaległych wynagrodzeń. Później sprawdzony scenariusz w Bytomiu powtarzano. Przed tym sezonem poproszono zawodników o przeniesienie zadłużenia z 2009 na 2010 rok. Piłkarze zgadzali się, bo czuli, że stoją pod murem. Nie będzie licencji, nie będzie kasy... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Kilka dni przed deadlinem przybiegał dyrektor z papierami i prosił: „Podpiszcie zrzeczenie się zadłużenia, premii i pensji za rok 2009, żeby klub mógł wyjść na zero. Inaczej nie dostaniemy licencji!". Już wcześniej chłopaki wierzyli na słowo i się zrzekali, licząc później na oddanie kasy. Ja tak już nie chciałem. Prawdopodobnie to był jedyny sposób Polonii, by otrzymywać licencję. Bo płynności finansowej w tym klubie to na pewno nie ma - opowiada Tomasz Nowak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Uciekają trenerzy i transmisje&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Za Polonią ciągnie się minimum 1,9 mln złotych długu. W dokumentach za 2009 rok wykazała zysk rzędu 100 tysięcy złotych - ale, słysząc o sposobie postępowania z zawodnikami, ta suma budzi wątpliwości. Nawet jeśli jest prawdziwa, tylko o 5 procent zniwelowała stratę 2 milionów złotych z lat 2007-08. Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, wątpią, by Polonia kiedykolwiek osiągnęła rentowność pozwalającą spłacić ten dług. Tym bardziej, że doszedł jej kolejny ogromny problem: brak stadionu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym sezonie Canal+ jeszcze rzadziej transmituje mecze klubu, z którego uciekło dwóch trenerów (Jan Urban, a wcześniej Jurij Szatałow), a zawodnicy przestają wierzyć w obietnice i obiecanki. Szansą miał być start Damiana Bartyli w wyborach na prezydenta Bytomia, ale prezes Polonii przegrał. Pętla zaciska się coraz mocniej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-3146255341812569522?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/3146255341812569522/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=3146255341812569522' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/3146255341812569522'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/3146255341812569522'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/01/marazm.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSjJWDlT-0I/AAAAAAAAAYI/I3-tqSoXrA0/s72-c/zdjecie%252C600%252C73616%252Cstadion-polonii-bytom2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-9086956456464780621</id><published>2011-01-08T20:07:00.011+01:00</published><updated>2011-07-11T00:04:03.196+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;CAŁE ŻYCIE POD PRĄD&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSi9va4m9aI/AAAAAAAAAYA/EK4nCbSAwVE/s1600/Andrzej_Czyzniewski.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 227px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSi9va4m9aI/AAAAAAAAAYA/EK4nCbSAwVE/s400/Andrzej_Czyzniewski.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5559902362357134754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Andrzej Czyżniewski - bramkarz Bałtyku Gdynia)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSi3X1WKrhI/AAAAAAAAAX4/3KAO7yXrffA/s1600/4b8e34e4403bc_o.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 270px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSi3X1WKrhI/AAAAAAAAAX4/3KAO7yXrffA/s400/4b8e34e4403bc_o.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5559895360073805330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Andrzej Czyżniewski - dyrektor Arki Gdynia)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczery, bezkompromisowy, nietypowy i... nad wyraz sensowny. Taki jest w każdej roli. Czyżniewski polską piłkę poznał od zakamarków. Był bramkarzem, sędzią, asystentem trenera, trenerem, szefem skautów, a dziś jest dyrektorem sportowym Arki Gdynia. Polskiemu futbolowi co jakiś czas oferuje diagnozę, wielu puka się w czoła, ale po latach okazuje się, że... ten Czyżniewski jednak ma rację. Jako sędzia próbował postawić się procederowi korupcji, dziś jest wrogiem publicznym dla zdegenerowanych piłkarzy i menedżerów. Zamierza skończyć ich dyktat. Hieny - tak ich po prostu nazywa. Mówi, że napisze książkę o polskiej piłce. Wcześniej musiałby uzyskać jednak zapewnienie, że honorarium autorskie wystarczy mu na pokrycie kosztów procesów sądowych. Bo to byłaby mocna lektura...  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Czyżyk, ciii..."&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Magazyn Sportowy TEMPO" Przeglądu Sportowego, 30.10.2010)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;CZYTAJ TEŻ:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2010/03/kokosanki-kokosanki-czyli-polakow-vs.html"&gt;"Kokosanki, Kokosanki", czyli WALKA GIGANTÓW: Polakow kontra Łazarek&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2009/07/oko-dziesiatka-oko-dziesiatka-oko.html"&gt;Mirek Okoński opowiada jak przegrał życie z uśmiechem na twarzy...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/06/marionetki-w-mackach-mafii-derby.html"&gt;Serbskie marionetki, czyli piłkarze w mackach mafii i podstawionych dziewczyn&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Dlaczego pańska Arka Gdynia to zespół złożony niemal w całości z obcokrajowców?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym był polskim piłkarzem w Arce, to chybaby mnie krew zalała, ale trenowałbym dzień i noc, żeby pokazać, że jestem lepszy od rywala. Gdy jako bramkarz Arki Gdynia przegrałem konkurencję z Włodkiem Żemojtelem, robiłem sobie trzy treningi dziennie. A dziś mamy polskich piłkarzy, którzy zadowalają się tym, co mają. Syndrom pierwszego mercedesa. Dlatego jestem za pełną jawnością, chciałbym, żeby kibice wiedzieli, za ile grają piłkarze. Niech przed meczem na tablicy świetlnej pojawi się wysokość pensji i premii dla wszystkich graczy! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Nie ma w naszej lidze profesjonalistów?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na czym sparzył się Leo Beenhakker? Właśnie na polskim profesjonalizmie. Nie mieściło mu się w głowie, że reprezentanta Polski trzeba kontrolować, czy po godzinie 22 jest w pokoju. W Holandii, gdy ktoś przyjeżdża na zgrupowanie kadry, to nie po to, by się napić gorzałki i spotkać z kumplami, tylko po to, by reprezentować swój kraj. Takie zachowanie musi wynikać ze świadomości zawodnika. I będzie wynikać, jeśli piłkarz przejdzie cały cykl szkolenia, począwszy od akademii młodzieżowej. Tymczasem zdecydowana większość polskich piłkarzy jest zawodowcami tylko do momentu podpisania kontraktu. A gdy przychodzi do jego realizacji, okazuje się, że to układ jednostronny. Tak polski zawodnik pojmuje profesjonalizm - obowiązki leżą po stronie klubu, a ja mogę, ale nie zawsze muszę. Kiedy rok temu piłkarze Arki przyszli na oficjalną konferencję przed meczem z Lechią w krótkich spodenkach i klapkach, to dla mnie sygnał był czytelny: swoje obowiązki mają w dupie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Chce pan mieć w drużynie piłkarzy stale głodnych sukcesu, profesjonalistów. Jacy jeszcze powinni oni być?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szukamy piłkarzy charakternych, indywidualistów, którzy bardzo często są nieakceptowani. Wolę takiego, który krzyknie do starszego: „Spierdalaj, sam sobie noś torbę", niż takiego, który nie powie nic. Grzeczni niech idą do seminarium. W Polsce piłkarzem zostaje każdy, kto chce. Chłopiec zaczyna treningi i kończy, chyba że sam się podda. Chcę, by u nas najsłabsi byli eliminowani. Wprowadzamy system, który polega na tym, że młody chłopiec przychodzący do klubu musi wiedzieć, że jeśli nie będzie pracował nad sobą i robił postępów, to nie zostanie zakwalifikowany do następnego etapu. Nie chcemy przeciętniactwa. Nie będzie to łatwe, bo kiedyś ktoś w Arce Gdynia wpadł na diaboliczny pomysł, by zlikwidować rezerwy i wszystkie drużyny młodzieżowe...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Nie tylko w Arce tak się działo.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez lata w Polsce śmialiśmy się z piłki cypryjskiej... A tam już dawno zobowiązano kluby do prowadzenia akademii dla dzieciaków! My byliśmy zajęci innymi sprawami... Szefem w piłkarstwie młodzieżowym zostawał człowiek, któremu sprawozdania pisały inne osoby, bo on nie miał o tym zielonego pojęcia. Dopiero teraz PZPN zaczyna przygotowywać projekt, w którym w oparciu o wymogi licencyjne kluby będą zobowiązane do prowadzenia akademii piłkarskiej. Lata zaniedbań doprowadziły jednak do tego, że mamy armię przeszkadzaczy i defensywnych pomocników, która w tej chwili może już tylko pomarzyć o tym, żeby dostać kontrakt na Cyprze. W tej chwili futbol w Polsce funkcjonuje jak firma, w której sprzedano cały towar i zastopowano dalszą produkcję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Mówi pan o akademiach, ale w Polsce można jeszcze znaleźć dobrych piłkarzy bez świadectwa jej ukończenia. Jako szef skautów Lecha Poznań upierał się pan, by ściągnąć Roberta Lewandowskiego ze Znicza Pruszków.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jest ich tak niewielu, że mało kto potrafi ich dostrzec. Kibice żyją w przeświadczeniu, że wystarczy wybrać się na jeden mecz trzeciej ligi i już ma się kilku zawodników. Słyszę też opinię, że nawet kulawy i ślepy znalazłby Lewandowskiego. Tymczasem doskonale pamiętam, jaką walkę o niego musiałem stoczyć z trenerem Franciszkiem Smudą na wyśmiewanym przez niego komitecie transferowym Lecha. Wychodził, trzaskał drzwiami, mówił: „Jaki Lewandowski?! Tylko Frankowski!". Dobrze się stało, że decydujące zdanie miał właściciel, który dał wiarę Czyżniewskiemu, a nie Smudzie. Ile lat Smuda pracuje w polskiej lidze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Siedemnaście.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I potrzebował tylu lat, żeby teraz, będąc trenerem reprezentacji, zauważyć, że nie ma w Polsce zawodników lewonożnych? I szuka ich za granicą? Przecież to problem, z którym borykamy się od lat. Tego typu braki w polskiej lidze będą się zresztą pogłębiać z każdym rokiem. To nie jest tak, że tylko Czyżniewski wymyślił sobie, żeby ściągać zawodników z zagranicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Gdy mimo wszystko znajdzie się kandydata do gry w Polsce, do akcji przystępują menedżerowie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agenci w Polsce to - jak ja ich nazywam - hieny. Niektórzy z nich nie znają nawet języków obcych, a usiłują robić transfery zagraniczne. Ich problem polega na tym, że nie mają czym handlować. W Polsce planowanie kariery piłkarza odbywa się na zasadzie, kto da więcej. Zaledwie kilku menedżerów wykonuje swój zawód tak, jak należy. Reszta, dopóki będę w Arce, nie ma tu czego szukać. Nie będziemy uczestniczyć w przetargach. Nie będzie tak, że menedżer mówi mi: „Panie Andrzeju, ale inni dają więcej". „Dziękuję bardzo i powodzenia" - to moja odpowiedź.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Jakieś przykłady?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakiś czas temu interesowaliśmy się Bueno. Gdy jednak zobaczyłem oczekiwania piłkarza i menedżera na papierze, to zacząłem się zastanawiać, czy my Ronaldo kupujemy? I który z nich gra w piłkę - Bueno czy jego menedżer? Wie pan, że w Polsce bardzo często jest tak, iż prowizja menedżerska jest większa niż kontrakt piłkarza? Zawodnicy nie mają o tym pojęcia. Kluby jednak przestają się na to godzić i w Polsce skończy się dyktat menedżera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Walczy pan teraz z menedżerami, jako sędzia też był pan niepokorny.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja całe życie idę pod prąd. Mam satysfakcję z tego, że nie ulegam owczemu pędowi. Gdy zostałem sędzią, mówiłem młodym arbitrom: „Na początku musisz podjąć decyzję. Najmiesz się za psa i będziesz całą swoją drogę szczekał albo idziesz pod prąd". To drugie jest o wiele trudniejsze, wymaga więcej poświęcenia, ale daje też satysfakcję, kiedy okaże się, że to ty miałeś rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Środowisko skreśliło pana, gdy ujawnił pan próbę przekupienia przez nieżyjącego już prezesa PZPN Mariana Dziurowicza. Sędzia Czyżniewski został wyrzucony z ligi.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy mówili: „Czyżyk, no, daj sobie spokój. Po co ty walczysz, przecież nie wygrasz, nikt jeszcze nie wygrał". Gdy tylko zaczynałem mówić o korupcji w polskiej piłce, słyszałem: „O, Czyżniewski chce trafić na pierwsze strony gazet". Kiedy powiedziałem, że prezes Marian Dziurowicz proponował mi pieniądze, reakcją było: „No nie, on znowu zgłupiał, coś sobie wymyślił". Kiedy przekonywałem, że jeśli ktoś dziś się zajmie korupcją w środowisku sędziów, to będzie miał zajęcie na lata, słyszałem: „Czyżyk, ciii". Oczywiście, nie mogłem mówić o wszystkim, ale próbowałem, tak samo jak robię to dziś, poruszając problem menedżerów i zepsutych piłkarzy. Tymczasem w telewizji widzę co chwila ludzi z polskiej pi_ 22 ki, którzy mówią: „Ja jestem kryształowy, ja nigdy się nie zhańbiłem korupcją". To gówno prawda. Jeśli ktoś przez lata był w polskiej piłce, to nie ma możliwości, żeby był kryształowym człowiekiem. Kryształy to u nich stoją w barkach. A wielu z nich korzystało z tej sytuacji. Pewien niepisany układ funkcjonował przecież dlatego, że dla wielu, zbyt wielu był wygodny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Główny winowajca został znaleziony i osądzony.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem przekonany, że gdyby Ryszard Forbrich nie pojawił się w polskiej piłce, to kluby same by stworzyły „Fryzjera". Forbrich jedynie idealnie się wkomponował w krajobraz. Nie on jest winny. Gdzie są ci wszyscy działacze, którzy dzwonili? Gdzie są dziennikarze, którzy nieraz w tym wszystkim uczestniczyli? Przecież ja w tamtych czasach wielokrotnie czytałem, że karny podyktowany został jak najbardziej słusznie! Najlepszy na boisku był sędzia! To jak? Teraz okazuje się, że nie był najlepszy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» W pewnym sensie był...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgadza się, wszystkim było z tym wygodnie. Było na to ogólne przyzwolenie. Zabrakło woli, żeby położyć temu kres. Śmiać mi się dziś chce na wspomnienie zgrupowania sędziów przed finałem Pucharu Polski Aluminium - Amica. Arbitrzy pobili się o to, kto ma ten mecz sędziować! Nie wiedziałem, co tu jest grane. Okazało się, że za ten przywilej trzeba było zapłacić i wyznaczonego do gwizdania inny sędzia po prostu przelicytował! Komedia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Pan też grał w tej komedii.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zawsze dało się coś zrobić. Pamiętam wiele sędziowanych przeze mnie meczów, o których byłem święcie przekonany, że są kupione. Co miałem jednak zrobić? Zakończyć spotkanie? To był taki czas, że cokolwiek by się zrobiło, zawsze wszystko sprowadzało się do tego, by przed meczem działacz znalazł się w sytuacji sam na sam z sędzią. I wtedy padała propozycja. „Panie Andrzeju, jak wygramy, to jakoś się zrewanżujemy". Kiedyś nie wytrzymałem i rzuciłem: „To na ile pan mnie wycenia?". Padła kwota. Odpowiedziałem: „Wie pan co... niech mi pan nie ubliża. Jak pan to pomnoży dziesięć razy, to ja dopiero wtedy się zastanowię". Po jakimś czasie w środowisku zaczęli mówić, że Czyżniewskiemu to już tak odbiło, ż e sam nie wie, ile ma brać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Uchodził pan za sędziego, który bierze?&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po latach, kiedy pracowałem jako trener, dowiadywałem się od piłkarzy, że składali się na mnie, gdy sędziowałem im mecz. „No jak to, panie trenerze, nie wziął wtedy pan?" - pytali. I to świadczy najlepiej o całym procederze i ludziach futbolu. Bo te pieniądze piłkarzy ktoś po drodze przejmował. Myśli pan, że jeśli powiedziałem „nie", to pośrednik wracał do klubu i mówił: „Panowie, Czyżniewski nie bierze!"? Nigdy tak się nie zdarzyło. On czekał na to, co się stanie na boisku. Jeśli padł zamówiony wynik, zatrzymywał pieniądze, a w klubie się chwalił: „Widzicie? Załatwiłem". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» I tak przyprawiano panu gębę...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielokrotnie, gdy próbowano podejść mnie przed meczem, zawodnicy na boisku upewniali się: „Panie sędzio, rozmawiali z panem?". Upewniali się też inni... Miałem obserwatorów, którzy po kilka razy wracali do szatni, bo nie otrzymywali zwyczajowo jakiegoś prezentu i wydawało im się, że coś zostawili. Wkładał taki głowę przez drzwi i pytał: „Chyba coś zapomniałem zabrać, prawda?". Miałem takich, którzy włazili w przerwie i łapali się za głowę: „Ajajaj, ta drużyna, tyle okazji już miała... Strzeliliby coś w końcu, wszystko byłoby już jasne, a oni nie mogą strzelić. Boże, niech pan tam jakoś uważa, żeby tu się jakieś nieszczęście nie przytrafiło!". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Ktoś mógłby zapytać, to dlaczego tyle lat pan w tym siedział?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo często się nad tym zastanawiałem. „Weź to pierdyknij i zajmij się czymś innym" - myślałem sobie, ale zostałem. Dziś mam chociaż satysfakcję, że parę meczów, które sędziowałem, było przeprowadzonych w sposób uczciwy. Łącznie ze spotkaniem Legia - Widzew 2:3 z 1997 roku, o którym mówi się dziś inaczej. W jakiś sposób oczywiście godziłem się na ten układ. Głośno jednak o tym mówiłem, jak wtedy z Dziurowiczem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Słowa to za mało, nie można było zdobyć jakiegoś dowodu?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy wcześniej o tym nie mówiłem, ale miałem dyktafon, na którym nagrałem prezesów, działaczy klubowych, obserwatorów. Na taśmie słychać było, jak proponowano mi różne kwoty. Znalazł się na niej między innymi prezes Dziurowicz ze swoją propozycją. Nie zostało to wykorzystane tak, jak chciałem. Frakcje toczyły walkę o władzę. Zorientowałem się, że chodziło tylko o to, by wykończyć Dziurowicza, a nie o zmiany. Żałuję, ale wtedy skasowałem tę taśmę. Nagrania były z dwóch sezonów. Proszę mi wierzyć, że do dziś niektóre głosy nadal słychać w polskim futbolu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Zostały nie tylko głosy.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tamtych czasach w bardzo wielu klubach tydzień zaczynał się nie od treningu, lecz od tego, kto sędziuje, kto zna sędziego, ile na to mamy i kto ma dojścia. W ten sposób zdobywano mistrzostwa, utrzymywano się w lidze. I nie dość, że klub załatwiał sędziego, to jeszcze wypłacał za to markowanie futbolu premię piłkarzom. Potem zawodnicy, którzy wygrywali ligę, ale nie dzięki temu, że byli lepsi, grali w reprezentacji Polski. To jak ta reprezentacja i charaktery dzisiejszych piłkarzy miały wyglądać? A ci, którzy przez cały tydzień udawali, że trenują, a w weekend udawali, że grają, teraz są trenerami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Dlatego dziś tak nie poważa się ligowych szkoleniowców?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłem kiedyś na stażu w ośrodku treningowym Arsenalu. Gdy Arsene Wenger szedł korytarzem, wyglądało to tak, jakby wkroczył papież czy prezydent. Wszyscy nagle odsuwali się na boki. Widać było, że to jest boss, persona. A w polskim klubie trener bywa najmniej ważny. Nie wiem, czy jest drugi kraj, w którym ten zawód jest tak nieszanowany. Sami trenerzy nie są bez winy. Zwłaszcza ci działający w stylu brata łaty. Ze wszystkimi dobrze żyją, przybijają piątki, jest wspaniała atmosfera. Mamy wzajemne klepanie się po plecach, powtarzanie: „Nigdy nie byłem w klubie z taką atmosferą". Kończy się, gdy nadchodzi gorszy okres i trzeba popracować, zwiększyć wymagania wobec piłkarzy. A oni, proszę mi wierzyć, doskonale wiedzą, że mogą zwolnić trenera. Pracuję nad tym, by p iłkarz miał świadomość, że trener jest ostatnią osobą, która odejdzie z klubu przed wygaśnięciem kontraktu. Trener to ma być boss.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» Alex Ferguson kiedyś ukarał piłkarza karą finansową za to, że ten odważył się wyprzedzić go na chodniku w ośrodku treningowym...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w Polsce były takie czasy, że trenerów wyciągało się z kapelusza, byle był tani, bezkonfliktowy. Co to znaczy tani? Ja jestem trenerem, usługi kosztują, bo jestem fachowcem w swojej branży - tak to powinno wyglądać. Swoją cegiełkę do zniszczenia wizerunku i prestiżu trenera dołożyli też prezesi. Zawsze wydawało mi się, że ktoś, kto sam doszedł do olbrzymich pieniędzy, musi być osobą rozumną. Ja bym pomyślał tak: Jeśli już chcę się bawić w sport, to muszę mieć tyle wiedzy, abym mógł doprowadzić do tego, by w moim przedsiębiorstwie pracowali fachowcy, nie ludzie przypadkowi. Można to zlecić zwykłej firmie łowców głów: potrzebuję dyrektora sportowego, prezesa, którzy znają się na piłce. I znajdzie takich. Tymczasem w po lskich klubach nadal bardzo często działają ludzie przypadkowi, piekarze, ktoś komuś załatwia pracę, koleś wciąż ciągnie kolesia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;» A pan znów pod prąd? Nie dał pan pracy w Arce własnemu synowi..&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Syn grał bardzo dobrze w trzeciej lidze, gdy my mieliśmy problem z bramkarzami. Przychodziło do mnie wiele osób i mówiło: „Dlaczego nie weźmie pan do Arki młodego Czyżyka?". Mówię nie, tak być nie może, że ojciec bierze swojego syna do zespołu. Pewnie wielu by to zrobiło, dla mnie jest to nie do pomyślenia. Bo jeśli mam do wyboru dobro zawodnika, swoje i klubu, to zawsze wybiorę dobro klubu. Niektórzy mówią, że jestem idealistą. Na pewno jednak nie jestem głupim idealistą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-9086956456464780621?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/9086956456464780621/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=9086956456464780621' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/9086956456464780621'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/9086956456464780621'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/01/czyzyk-ciii.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSi9va4m9aI/AAAAAAAAAYA/EK4nCbSAwVE/s72-c/Andrzej_Czyzniewski.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-8450396413463574036</id><published>2011-01-05T13:22:00.016+01:00</published><updated>2011-01-08T20:07:22.730+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;EKSTRAKLASA GONI EUROPĘ. W CZYM?&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSiv5kBu_XI/AAAAAAAAAXw/BGnescq5aiw/s1600/5.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 258px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSiv5kBu_XI/AAAAAAAAAXw/BGnescq5aiw/s400/5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5559887143447231858" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;(FOTO: baltykgdynia.pl; tłumy przed meczem Bałtyku Gdynia w latach 80.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[&lt;strong&gt;Już wkrótce polska liga będzie w 10 najpopularniejszych w Europie. Tymczasem do czołowej setki klubów pukają Legia Warszawa i Lech Poznań&lt;/strong&gt;]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod tekstem znajdziecie unikalne statystyki (© Zych). Legia Warszawa, jak obliczyłem, jest na 105. miejscu w Europie, a Lech Poznań nieco dalej, na 113. pozycji. &lt;br /&gt;PS. Wiedzieliście, że na mecze w Estonii chodzi jakieś 160 osób, a w Kazachstanie aż 4 tysiące widzów? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Tak do życia budzi się tygrys!"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy", 27.12.2010)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowe stadiony i interesująco przebiegająca rywalizacja w polskiej ekstraklasie przyciągnęły jesienią średnio 8,5 tysiąca widzów na mecz. Dziś jest to 14. wynik w Europie, ale wkrótce zrobi się jeszcze ciekawiej. Polska ekstraklasa, jeśli chodzi o frekwencję, ma szansę przed EURO 2012 przegonić ligę ukraińską, portugalską, szwajcarską i belgijską. Kolejne trybuny otwiera przecież Wisła Kraków i Legia Warszawa, a na ukończenie budowy stadionów czeka już kilka kolejnych drużyn ekstraklasy. Jesienią do setki najpopularniejszych klubów kontynentu zapukały Legia i Lech Poznań, a wkrótce zrobią to kolejne. Tak do życia budzi się uśpiony tygrys Europy! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liczba 20 tysięcy widzów na każdym meczu to granica, która dzieli stabilne firmy, wzbudzające w swych miastach prawdziwe zainteresowanie, od sezonowych meteorytów. Dziś w tym gronie nie mieszczą się rozpoznawalne w Europie- FC Kopenhaga (16 tysięcy) czy Rosenborg Trondheim (17 tysięcy). Do elity 102 klubów znacznie bliżej polskim zespołom. Kluby z Warszawy i Poznania mogą przekroczyć magiczną liczbę 20 tysięcy już w trakcie rundy wiosennej. W dalszej perspektywie szanse na to ma też Wisła Kraków. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejorz znalazłby się w tym gronie już jesienią, gdyby w lipcu oddano do użytku cały stadion. Dwa pierwsze mecze sezonu rozegrano jednak przy mniejszej widowni, co poznaniakom zaniżyło frekwencję za całą rundę jesienną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby liczyć tylko następne spotkania, które pokazały, ilu kibiców realnie jest w stanie przyciągnąć poznańska drużyna, to Lech miałby średnią 20,9 tysięcy widzów i zająłby 94. miejsce na kontynencie. A tak jest 113. (średnia 18 850). Legia ze średnią 19 256 zajmuje105 lokatę.Taka frekwencja może nie spęta nóg graczom z Bundesligi, ale odczują ją zawodnicy z innych krajów. Chociażby z Serbii, Chorwacji czy Bułgarii, w których piłkarze są przyzwyczajeni do widoku pustych krzesełek (średnia 2 tys. widzów).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Namiastka Zachodu&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Polska z nowymi stadionami i dobrą atmosferą zaczęła być dla nich namiastką Zachodu. Dał się jej uwieść bramkarz Legii Marijan Antolović. Gdy jesienią kilka razy nie zmieścił się na ławce rezerwowych, w klubowym sklepiku kupował szalik Legii i... wybierał się na „Żyletę". Mecze z Górnikiem, Jagiellonią i Arką oglądał z trybuny najbardziej zagorzałych kibiców!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- W Polsce mecze piłkarskie mogą być już świętem. Ludzie zarabiają tu lepiej, bo nie mają takich problemów, jak w Chorwacji. W moim kraju kibice omijają stadiony. Odstraszają ich zaniedbane trybuny, korupcja w lidze, manipulowanie sędziami. Chciałem się tym nacieszyć, dlatego chodziłem na Żyletę. Wybierałem miejsce obok ultrasów, ale takie, z którego mogłem zobaczyć flagi i dopingować - mówi Chorwat. Żywiołowi polscy fani potrafili zadziwić także innych obcokrajowców. Mecz Legii z Lechią (0:3) oglądał z trybun testowany wówczas przez warszawski klub Wołodymir Prijomow. Napastnik, który był w kadrze Szachtara Donieck, gdy Ukraińcy zdobywali Puchar UEFA i grał na wielu stadionach, z uznaniem kiwał głową, patrząc na to, co działo się na obiekcie przy Łazienkowskiej. &lt;br /&gt;- Widzę, że pojawia się dużo przyjezdnych kibiców. Na Ukrainie nie ma takiego zwyczaju. Czy każdy polski klub ma tak wielu, podążających za nim fanów? - pytał piłkarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Prześcigniemy Europę&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Z entuzjazmem o popularności piłki nożnej w Polsce wypowiada się też reprezentant Słowenii Andraµ Kirm. Zawodnik Wisły Kraków cieszy się 15-17 tysiącami kibiców, gromadzącymi się trybunach stadionu przy Reymonta. Gdy grał w NK Domµale, oglądało go... 600 fanów. Kiedy Wisła otworzy dwie kolejne trybuny, to będzie mogła dołączyć do Legii i Lecha. A gdy kibice wypełnią nowe stadiony w Gdańsku i Wrocławiu chociaż w 35 procentach, wówczas nasza ekstraklasa prześcignie ukraińską, portugalską, szwajcarską, a nawet belgijską. Ta ostatnia liga zajmuje obecnie 10. miejsce, głównie dzięki popularności trzech klubów, które notują po 22-23 tysięcy widzów (Standard Liege, Club Brugge, Anderlecht). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;EURO szansą dla nas&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Otwarcie nowych obiektów związanych z organizacją wielkich międzynarodowych imprez było sporym impulsem także w rozwoju innych lig. Na początku lat 90. średnia frekwencja w ekstraklasie holenderskiej wynosiła 7 tysięcy. Po wybudowaniu stadionów, na których rozgrywano mecze EURO 2000, średnia widzów znacznie wzrosła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś Eredivisie jest 6. ligą na kontynencie (średnio około 19 tysięcy kibiców). Spory skok frekwencji (około 12-16 proc.) zanotowano też w Austrii i Szwajcarii, co miało miejsce podczas sezonu poprzedzającego EURO 2008. Najszybciej euforia opadła w Austrii - średnia frekwencja szybko obniżyła się o 1-1,5 tysiąca na mecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokolenie Tomasza Kupisza długo czekało na nowoczesne stadiony. Gdy 20-latek latem wracał z Anglii, mógł obawiać się tego, co zobaczy. Ale zastał w kraju kilka obiektów, które poziomem dorównują Premier League. Jego Jagiellonia też buduje nowy stadion i na pewno będzie on należał do nowoczesnych. - Bardzo ucieszyło mnie to, co zobaczyłem. Dostrzegam też pewne różnice. Są w tym i pozytywy. Na mecze wyjazdowe Boltonu nie jeździło tak wielu kibiców, jak dzieje się to w Polsce. Nawet na mecz pucharowy do dalekich Salonik przyjechało za Jagiellonią 350 fanów. Nieważne czy jest mróz, czy upał, to zawsze towarzyszy nam spore grono sympatyków - mówi Kupisz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Piękne opakowanie&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Tak więc, o ile polska ekstraklasa zdecydowanie przegrywa z zachodnimi ligami pod względem finansowym i sportowym, to teraz jest już w stanie dorównać niektórym z nich w pięknym „opakowaniu" piłkarskiego widowiska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To dobrze, bo frekwencja i poziom to zamknięte koło. Im więcej fanów, tym więcej pieniędzy na transfery. Tłumy na stadionach wyrabiają też markę całej lidze. Nic dziwnego, że nad transferem do klubów czołówki polskiej ekstraklasy zastanawia się dziś kilku piłkarzy Lewskiego. Jesienią ich mecze oglądało tylko po 1,9 tysiąca mieszkańców Sofii...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;RANKING FREKWENCJI NA STADIONACH W EUROPIE W RUNDZIE JESIENNEJ SEZONU 2010/11 &lt;/strong&gt;(w nawiasie miejsce w rankingu UEFA):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Niemcy (3 miejsce w rankingu UEFA) - 42 000&lt;br /&gt;2. Anglia (1) - 34 700&lt;br /&gt;3. Hiszpania (2) - 28 436&lt;br /&gt;4. Włochy (4) - 22 858&lt;br /&gt;5. Francja (5) - 19 853&lt;br /&gt;6. Holandia (9) - 18 599&lt;br /&gt;7. Turcja (10) - 14 000&lt;br /&gt;8. Szkocja (15) - 13 957&lt;br /&gt;9. Rosja (7) - 12 200&lt;br /&gt;10. Belgia (13) - 11 500&lt;br /&gt;11. Szwajcaria (16) - 11 100&lt;br /&gt;12. Portugalia (6) - 11 051&lt;br /&gt;13. Ukraina (18) - 9 600&lt;br /&gt;14. &lt;strong&gt;POLSKA (24) - 8 500&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;SEGUNDA DIVISION - 8 222 (II liga hiszpańska)&lt;br /&gt;15. Austria (18) - 8 100&lt;br /&gt;16. Norwegia (26) - 8 100&lt;br /&gt;17. Grecja (11) - 7 100&lt;br /&gt;18. Dania (12) - 6 600&lt;br /&gt;19. Szwecja (28) - 6 500&lt;br /&gt;20. Rumunia (14) - 5 300&lt;br /&gt;21. Czechy (19) - 4 8 00&lt;br /&gt;22. Izrael (17) - 4 600&lt;br /&gt;23. Kazachstan (41) - 4 100&lt;br /&gt;24. Cypr (20) - 3 300&lt;br /&gt;25. Węgry (32) - 2 500&lt;br /&gt;26. Słowacja (25) - 2 400&lt;br /&gt;27. Białoruś (23) - 2 300&lt;br /&gt;28. Finlandia (30) - 2 200&lt;br /&gt;29-31. Chorwacja (22) - 2 100       &lt;br /&gt;       Serbia (27) - 2 100     &lt;br /&gt;       Bułgaria (21) - 2 100&lt;br /&gt;32-33. Azerbejdżan (37) - 2 000      &lt;br /&gt;       Albania (44) - 2 000&lt;br /&gt;34-35. Bośnia i Hercegowina (29) - 1 600       &lt;br /&gt;       Irlandia (31) - 1 600&lt;br /&gt;36. Macedonia (39) - 1 300&lt;br /&gt;37-38. Gruzja (36) - 1 200      &lt;br /&gt;       Islandia (40) - 1 200&lt;br /&gt;39. Słowenia (38) - 1 100&lt;br /&gt;40. Malta (48) - 1 000&lt;br /&gt;41. Irlandia Północna (49) - 923&lt;br /&gt;42. Mołdawia (33) - 890&lt;br /&gt;43. Litwa (34) - 701&lt;br /&gt;44. Armenia (47) - 574&lt;br /&gt;45. Czarnogóra (43) - 560&lt;br /&gt;46. Łotwa (35) - 466&lt;br /&gt;47. Luksemburg (51) - 414&lt;br /&gt;48. Walia (46) - 357&lt;br /&gt;49. Andora (52) - 280&lt;br /&gt;50. Liechtenstein (42) - 250&lt;br /&gt;51. San Marino (53) - 200&lt;br /&gt;52. Estonia (45) - 160&lt;br /&gt;53. Wyspy Owcze (50) - 150 widzów na mecz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;RANKING FREKWENCJI NA STADIONACH W EUROPIE W RUNDZIE JESIENNEJ SEZONU 2010/11&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;1. Barcelona (Hiszpania) - 78 750&lt;br /&gt;2. Borussia Dortmund (Niemcy) - 77 385&lt;br /&gt;3. Manchester United (Anglia) - 75 059&lt;br /&gt;4. Real Madryt (Hiszpania) - 73 000&lt;br /&gt;5. Bayern Monachium (Niemcy) - 69 000&lt;br /&gt;6. Schalke Gelsenkirchen (Niemcy) - 61 445&lt;br /&gt;7. Arsenal Londyn (Anglia) - 60 037&lt;br /&gt;8. Olympique Marsylia (Francja) - 54 338&lt;br /&gt;9. HSV Hamburg (Niemcy) - 54 222&lt;br /&gt;10. Inter Mediolan (Włochy) - 52 571&lt;br /&gt;11. Celtic Glasgow (Szkocja) - 48 153&lt;br /&gt;12. FC Koln (Niemcy) - 47 775&lt;br /&gt;13. AC Milan (Włochy) - 46 883&lt;br /&gt;14. Ajax Amsterdam (Holandia) - 46 122&lt;br /&gt;15. Eintracht Frankfurt (Niemcy) - 47 225&lt;br /&gt;16. Manchester City (Anglia) - 46 209&lt;br /&gt;17. Kaiserslautern (Niemcy) - 45 982&lt;br /&gt;18. Newcastle United (Anglia) 45 978&lt;br /&gt;19. Atletico Madryt (Hiszpania) - 45 750&lt;br /&gt;20. Borussia Monchengladbach (Niemcy) - 44 612&lt;br /&gt;21. Glasgow Rangers (Szkocja) - 44 481&lt;br /&gt;22. Liverpool (Anglia) - 42 796&lt;br /&gt;23. Hannover 96 (Niemcy) - 42 524&lt;br /&gt;24. Chelsea Londyn (Anglia) - 41 521&lt;br /&gt;25. Norymberga (Niemcy) - 40 801&lt;br /&gt;26. Stuttgart (Niemcy) - 39 844&lt;br /&gt;27. FC Porto (Portugalia) - 38 438&lt;br /&gt;28. Sunderland (Anglia) - 38 342&lt;br /&gt;29. Feyenoord Rotterdam (Holandia) - 38 277&lt;br /&gt;30. Benfica Lizbona (Portugalia) - 38 276&lt;br /&gt;31. Hertha Berlin (Niemcy, 2. Bundesliga) - 38 127&lt;br /&gt;32. Valencia (Hiszpania) - 37 799&lt;br /&gt;33. Aston Villa (Anglia) - 37 387&lt;br /&gt;34. Fenerbahce Stambuł (Turcja) - 37 330&lt;br /&gt;35. Napoli (Włochy) - 37 250&lt;br /&gt;36. Sevilla (Hiszpania) - 36 500&lt;br /&gt;37. Everton (Anglia) - 35 967&lt;br /&gt;38. Tottenham Hotspur (Anglia) - 35 789&lt;br /&gt;39. Werder Brema (Niemcy) - 35 170&lt;br /&gt;40. Athletic Bilbao (Hiszpania) - 35 125&lt;br /&gt;41. PSV Eindhoven (Holandia) - 33 666&lt;br /&gt;42. Szachtar Donieck (Ukraina) - 33 665&lt;br /&gt;43. West Ham United (Anglia) - 33 366&lt;br /&gt;44. Olympique Lyon (Francja) - 33 143&lt;br /&gt;45. AS Roma (Włochy) - 31 625&lt;br /&gt;46. Lens (Francja) - 31 267&lt;br /&gt;47. Hoffenheim (Niemcy) - 29 825&lt;br /&gt;48. Betis Sevilla (Hiszpania, Segunda Division) - 29 375&lt;br /&gt;49. FC Basel (Szwajcaria) - 28 856&lt;br /&gt;50. Wolfsburg (Niemcy) - 28 234&lt;br /&gt;51. Lazio Rzym (Włochy) - 28 000&lt;br /&gt;52. Bayer Leverkusen (Niemcy) - 27 959&lt;br /&gt;53. Real Saragossa (Hiszpania) - 27 714&lt;br /&gt;54. Metalist Charków (Ukraina) - 27 390&lt;br /&gt;55. Espanyol Barcelona (Hiszpania) - 27 125&lt;br /&gt;56. Saint Etienne (Francja) - 27 067&lt;br /&gt;57. Paris Saint Germain (Francja) - 27 000&lt;br /&gt;58. Wolverhampton (Anglia) - 26 973&lt;br /&gt;59. Stoke City (Anglia) - 26 779&lt;br /&gt;60. Real Sociedad (Hiszpania) - 26 375&lt;br /&gt;61. Besiktas Stambuł (Turcja) - 26 249&lt;br /&gt;62. Derby County (Anglia, Championship) - 26 171&lt;br /&gt;63. Girondins Bordeaux (Francja) - 26 131&lt;br /&gt;64. Leeds United ((Anglia, Championship) - 25 957&lt;br /&gt;65. Sporting Lizbona (Portugalia) - 25 486&lt;br /&gt;66. Heerenveen (Holandia) - 25 455&lt;br /&gt;67. Fuham Londyn (Anglia) - 25 087&lt;br /&gt;68. Norwich City ((Anglia, Championship) - 25 075&lt;br /&gt;69. Birmingham City (Anglia) - 24 688&lt;br /&gt;70. St. Pauli Hamburg (Niemcy) - 24 323&lt;br /&gt;71. Genoa (Włochy) - 24 241&lt;br /&gt;72. Palermo (Włochy) - 24 111&lt;br /&gt;73. Club Brugge (Belgia) - 23 738&lt;br /&gt;74. West Bromwich (Anglia) - 23 683&lt;br /&gt;75. Blackburn Rovers (Anglia) - 23 658&lt;br /&gt;76. Twente Enschede (Holandia) - 23 637&lt;br /&gt;77. Standard Liege (Belgia) -  23 600&lt;br /&gt;78. Bari (Włochy) - 23 555&lt;br /&gt;79. Freiburg (Niemcy) - 23 511&lt;br /&gt;80. Spartak Moskwa (Rosja) - 23 450&lt;br /&gt;81. Cardiff City (Walia, Championship) - 23 150&lt;br /&gt;82. Stade Rennes (Francja) - 22 917&lt;br /&gt;83. Anderlecht Bruksela (Belgia) - 22 759&lt;br /&gt;84. Fortuna Duesseldorf (Niemcy, 2. Bundesliga) - 22 729&lt;br /&gt;85. Leicester City (Anglia, Championship) - 22 626&lt;br /&gt;86. Bolton Wanderers (Anglia) - 22 594&lt;br /&gt;87. Olympiakos Pireus (Grecja) - 22 564&lt;br /&gt;88. Malaga (Hiszpania) - 22 500&lt;br /&gt;89. Southampton (Anglia, League One) - 21 271&lt;br /&gt;90. Sampdoria Genua (Włochy) - 22 122&lt;br /&gt;91. Fiorentina (Włochy) - 22 114&lt;br /&gt;92. Young Boys Berno (Szwajcaria) - 22 026&lt;br /&gt;93. Nottingham Forest (Anglia, Championship) - 21 974&lt;br /&gt;94. Groningen (Holandia) - 21 884&lt;br /&gt;95. Juventus Turyn (Włochy) - 21 591&lt;br /&gt;96. Hercules Alicante (Hiszpania) - 21 500&lt;br /&gt;97. Toulouse (Francja) - 21 094&lt;br /&gt;98. Panathinaikos Ateny (Grecja) - 20 866&lt;br /&gt;99. Hull City (Anglia, Championship) - 20 679&lt;br /&gt;100. Sheffield United (Anglia, Championship) - 20 482&lt;br /&gt;101. Mainz (Niemcy) - 20 244&lt;br /&gt;102. Sporting Gijon (Hiszpania) - 20 125&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;POCZEKALNIA&lt;/strong&gt; (poniżej 20 tysięcy na mecz)&lt;br /&gt;103. TSV Monachium (Niemcy, 2 . Bundesliga) - 19 700&lt;br /&gt;104. Zenit Sankt Petersburg (Rosja) - 19 419&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;105. LEGIA WARSZAWA (Polska) - 19 256&lt;/strong&gt;106. Ipswich Town (Anglia, Championship) - 19 217&lt;br /&gt;107. Bologna (Włochy) - 19 125&lt;br /&gt;108. Racing Genk (Belgia) - 18 939&lt;br /&gt;109. Utrecht (Holandia) - 18 759&lt;br /&gt;110. Universtitatea Craiova (Rumunia) - 18 625&lt;br /&gt;111. Villarreal (Hiszpania) - 18 562&lt;br /&gt;112. Sheffield Wednesday (Anglia, League One) - 18 517&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;113. LECH POZNAŃ (Polska) - 18 850&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W gronie 102 klubów, które przyciągają na każdym meczu średnio min. 20 tysięcy widzów, są reprezentanci tych krajów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;NIEMCY:&lt;/strong&gt;1. BUNDESLIGA - 18 klubów&lt;br /&gt;2. BUNDESLIGA - 2 kluby&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ANGLIA:&lt;/strong&gt;PREMIER LEAGUE - 18&lt;br /&gt;CHAMPIONSHIP (II liga angielska) - 8&lt;br /&gt;LEAGUE ONE (III liga angielska) - 1&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;HISZPANIA:&lt;/strong&gt;PRIMERA DIVISION - 12&lt;br /&gt;SEGUNDA DIVISION (II liga hiszpańska) - 1&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;WŁOCHY:&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;SERIE A - 11&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;FRANCJA:&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;LIGUE 1 - 8&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;HOLANDIA: &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;EREDIVISIE - 6&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;TURCJA: &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;SUPER LIG - 2 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;SZKOCJA: &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;PREMIER LEAGUE - 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ROSJA: &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;PRIMJERA LIGA - 1 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;BELGIA:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;JUPILER LIGA - 3&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;SZWAJCARIA:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;AXPO SUPER LEAGUE - 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PORTUGALIA:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;SAGRES LIGA - 3&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;UKRAINA:&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;PREMIER LIGA - 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;GRECJA:&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;SUPER LEAGUE - 2 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ŚREDNIA NA MECZACH LECHA W RUNDZIE JESIENNEJ&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;13,7&lt;br /&gt;13,5&lt;br /&gt;18,476&lt;br /&gt;20 000&lt;br /&gt;23 792&lt;br /&gt;20 556&lt;br /&gt;21 929&lt;br /&gt;= 131,953 w 7 meczach = &lt;strong&gt;18 850&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;104,753 w 5 meczach = &lt;strong&gt;20 950&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ŚREDNIA NA MECZACH LEGII W RUNDZIE JESIENNEJ&lt;/strong&gt;15 000&lt;br /&gt;18 000&lt;br /&gt;22 304&lt;br /&gt;17 034&lt;br /&gt;19 239&lt;br /&gt;21 963&lt;br /&gt;21 255&lt;br /&gt;= 134,795 w 7 meczach = &lt;strong&gt;19 256&lt;/strong&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-8450396413463574036?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/8450396413463574036/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=8450396413463574036' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8450396413463574036'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/8450396413463574036'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/01/ekstraklasa-goni-europe.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSiv5kBu_XI/AAAAAAAAAXw/BGnescq5aiw/s72-c/5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-7290224258705316413</id><published>2011-01-05T03:37:00.009+01:00</published><updated>2011-01-06T01:38:28.724+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;GDZIE JEST MIEJSCE KOLEJORZA?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPbQxUvkTI/AAAAAAAAAVA/GBRzSbCIxDc/s1600/untitled.bmp"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558527446270054706" style="WIDTH: 385px; CURSOR: hand; HEIGHT: 198px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPbQxUvkTI/AAAAAAAAAVA/GBRzSbCIxDc/s400/untitled.bmp" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(goło i wesoło)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Tani sukces Lecha Poznań"&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;("Przegląd Sportowy", 21.12.2010)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Awans Lecha Poznań do 1/16 finału to finansowy ewenement Ligi Europejskiej. Kolejorz w pięciu ostatnich okienkach transferowych (od lata 2008) przeznaczył na wzmocnienia 5,1 mln euro.&lt;br /&gt;Metalist Charków wydał więcej na jednego Brazylijczyka Taisona (6,3 mln), a przez dwa i pół roku zainwestował łącznie aż 20 mln. Spośród zespołów, które pozostały w rozgrywkach, tylko BATE Borysów wydało na swój zespół dużo mniej niż Kolejorz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lech wyprzedza też Aris i PAOK, ale tylko teoretycznie. Przy szalejącym w Grecji kryzysie finansowym, kluby z Salonik nie pozyskują już piłkarzy za wielkie sumy. Wolą kontraktować graczy z kartą na ręku, dlatego to im płacą wyższe pensje. Aris ściągnął w taki sposób Ricardo Faty'ego czy Freddy'ego Adu, a rywal zza miedzy Ibrahimę Bakayoko, Pablo Garcię czy Dimitriosa Salpigidisa. W Kolejorzu, mimo że teoretycznie ma on wyższe wydatki na transfery, piłkarze o takich nazwiskach nie grają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W normalnych okolicznościach inwestycje mistrza Polski na rynku transferowym wystarczyłyby tylko na dotarcie do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Wydatki rzędu 1,5-2 mln euro na sezon, które co rok ponosi też AEK Ateny i Gent, zwykle nie pozwalają na awans do 1/16 finału. Coś o tym wiedzą w Zagrzebiu. Dinamo wykłada znacznie więcej środków, a już czwarty kolejny sezon w Europie kończy na fazie grupowej Ligi Europejskiej (bądź Pucharu UEFA). Trudno o inny wniosek - drugi awans Lecha do 1/16 finału w ostatnich trzech latach przypomina wyciskanie cytryny. Aby zrobić następny krok, potrzeba już otworzyć kurek z pieniędzmi. I to szeroko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak szeroko? 10 mln euro wydanych od lata 2008 roku przez Anderlecht Bruksela nie podniosło specjalnie poziomu gry Belgów - wzmocnienia za tę sumę pozwalają im dotrzeć tylko do 1/8 finału LE. Wydanie trzech milionów więcej w ostatnich trzech latach ani razu nie pomogło Rosenborgowi Trondheim w przeskoczeniu poziomu fazy grupowej LE. Jednak już dobrze zainwestowane 13 mln euro przez FC Kopenhagę pozwoliło na dwa awanse do 1/16 finału LE, PU i w końcu do najlepszej „16" Ligi Mistrzów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie ten pułap&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Aby im dorównać, Lech musi zmienić politykę transferową. W tym roku w wyrównanej walce w Europie poznaniakom bardzo pomogły dwa wzmocnienia ze Wschodu. Wspaniałych meczów z Juve i City nie byłoby bez pozyskania Siergieja Kriwca i Artjomsa Rudnevsa. Nikt jednak nie wie, kiedy wyschnie to źródło i ilu tak dobrych piłkarzy za tak niską cenę można jeszcze znaleźć. A doświadczenie uczy, że jeszcze żaden klub nie był w stanie odnosić corocznych sukcesów w Europie ściągając piłkarzy za maksymalnie 500-600 tys. euro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatnich latach nie odnotowano wielu podobnych niespodzianek. Jeszcze większą sprawiły tylko Hapoel Tel-Awiw oraz Helsingborg. Klub z Izraela niskim nakładem finansowym awansował do 1/16 rozgrywek w 2009, a Szwedzi w 2007 roku. Ale to wszystko. Reszta miała naprawdę mocne finansowe podstawy, a dziś w fazie grupowej LE zwykle odpadają takie kluby jak Gent, które lekką ręką na pojedynczego gracza wydają milion euro, czy Hajduk Split (z 7 mln euro ze sprzedaży Nikoli Kalinicia do Blackburn 2 mln przeznaczył na zakup piłkarza z ligi chorwackiej), a nawet Utrecht (najwyższy transfer - 2,8 mln).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;I jak tu gonić?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Kolejorz nie jest outsiderem. Wydał przecież więcej od ośmiu klubów, które tej jesieni odpadły w fazie grupowej LE (Lausanne-Sport, Sheriff Tyraspol, Karpaty Lwów, Lewski Sofia, CSKA Sofia, Odense, Debreczen, Rapid Wiedeń). Jednak dziś może zostać liderem tylko tego peletonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Istnieje obawa, że Lech nigdy nie będzie w stanie dogonić tych, którzy odjechali mu na długie kilometry. Właściciel klubu Jacek Rutkowski nie ma wielkich pokładów gotówki. A w przyszłym sezonie do gry powrócą przecież choćby dwie stambulskie potęgi, które we wrześniu potknęły się już w I rundzie LE. Ale nie tylko Fenerbahce (74 mln euro wydatków!) i Galatasaray Stambuł (37 mln) mogą bardzo łatwo wypchnąć Kolejorza z zajmowanego dziś prestiżowego miejsca. Mając tak skromne wydatki transferowe jak Lech, trzeba liczyć się z każdym rywalem i możliwością. Nawet z wypadnięciem na rok z pucharowego obiegu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;WYDATKI NA TRANSFERY 32 KLUBÓW LIGI EUROPEJSKIEJ W CIĄGU OSTATNICH 5 OKIENEK TRANSFEROWYCH&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(od lata 2008 roku).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. MANCHESTER CITY: 450 mln E&lt;br /&gt;2. LIVERPOOL FC: 144,7 mln E&lt;br /&gt;3. ZENIT SANKT PETERSBURG: 124,8 mln E&lt;br /&gt;4. BENFICA LIZBONA: 94,2 mln E&lt;br /&gt;5. NAPOLI: 91,45 mln E&lt;br /&gt;6. FC PORTO: 90,6 mln E&lt;br /&gt;7. SEVILLA: 76 mln E&lt;br /&gt;8. RUBIN KAZAŃ: 68 mln E&lt;br /&gt;9. SPARTAK MOSKWA: 61 mln E&lt;br /&gt;10. AJAX AMSTERDAM: 51,25 mln E&lt;br /&gt;11. VILLARREAL: 48,2 mln E&lt;br /&gt;12. BESIKTAS STAMBUŁ: 48 mln E&lt;br /&gt;13. DYNAMO KIJÓW: 45,6 mln E&lt;br /&gt;14. CSKA MOSKWA: 42,1 mln E&lt;br /&gt;15. STUTTGART: 39,2 mln E&lt;br /&gt;16. PSV EINDHOVEN: 39 mln E&lt;br /&gt;17. SPORTING LIZBONA: 37,15 mln E&lt;br /&gt;18. PARIS SAINT GERMAIN: 35,5 mln E&lt;br /&gt;19. GLASGOW RANGERS: 30,8 mln E&lt;br /&gt;20. TWENTE ENSCHEDE: 30,4 mln E&lt;br /&gt;21. LILLE: 27,1 mln E&lt;br /&gt;22. BAYER LEVERKUSEN: 22,2 mln E&lt;br /&gt;23. METALIST CHARKÓW: 20 mln E&lt;br /&gt;24. ANDERLECHT BRUKSELA: 11 mln E&lt;br /&gt;25. FC BASEL: 9,5 mln E&lt;br /&gt;26. BRAGA: 6,5 mln E&lt;br /&gt;27. YOUNG BOYS BERNO: 6 milionów euro&lt;br /&gt;28. SPARTA PRAGA: 5,5 mln euro&lt;br /&gt;29. &lt;strong&gt;LECH POZNAŃ:&lt;/strong&gt; 5,1 mln euro&lt;br /&gt;30. PAOK SALONIKI: 4,35 &lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;strong&gt;*&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;31. ARIS SALONIKI: 2,5 mln E &lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;strong&gt;**&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;32. BATE BORYSÓW: 1,5 mln euro&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;*&lt;/span&gt; plus wysokie kontrakty Ibrahima Bakayoko, Pablo Garcii, Pablo Contrerasa, Dimitriosa Salpingidisa, którzy przyszli z kartą na ręku or Nabila El Zhara, wypożyczonego z Liverpoolu)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;**&lt;/span&gt; plus wysokie kontrakty Ricardo Faty'ego, Mehdiego Nafti, którzy przyszli z kartą na ręku oraz wypożyczanych Eddiego Johnsona czy Freddy'ego Adu &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-7290224258705316413?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/7290224258705316413/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=7290224258705316413' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/7290224258705316413'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/7290224258705316413'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/01/gdzie-jest-miejsce-kolejorza-goo-i.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPbQxUvkTI/AAAAAAAAAVA/GBRzSbCIxDc/s72-c/untitled.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-3239673780352910727</id><published>2011-01-05T02:28:00.006+01:00</published><updated>2011-01-05T13:56:22.505+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;I TY ZOSTAŃ REPREZENTANTEM&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPJWvLollI/AAAAAAAAAUA/jBoqWQoMJo0/s1600/1996.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558507757564892754" style="WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 284px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPJWvLollI/AAAAAAAAAUA/jBoqWQoMJo0/s400/1996.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;W Legii Warszawa i Wiśle Kraków 90 procent Polaków, którzy rozegrali więcej&lt;br /&gt;niż 15 meczów w lidze, ma za sobą epizod w piłkarskiej reprezentacji Polski.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;[Prawie połowa ligowców, którzy rozegrali więcej niż 15 meczów w ekstraklasie, została reprezentantami Polski. Dokładna liczba to 48%]&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Piłkarska kadra czeka &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy", 06.12.2010)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzie nie zajrzysz, tam czai się reprezentant. Powołanie do kadry narodowej już dawno otrzymał ostatni piłkarz, który zaproszenie od selekcjonera uznał za żart kolegów. Dziś już nikt się nie dziwi. W wielu polskich klubach trudniej spotkać piłkarza, który nigdy nie był na zgrupowaniu niż reprezentanta kraju. Spośród 207 zawodników obecnie grających w ekstraklasie, którzy wystąpili w przynajmniej 15 ligowych meczach, powołanie od selekcjonerów otrzymało już 100! A 87 z nich zadebiutowało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami przy powołaniach decyduje życiowa forma zawodnika (Mariusz Ujek), bywa, że wiek (Przemysław Wysocki i wielu innych), ciekawość (Bartosz Kaniecki), wzrost (Marek Wasiluk), ale także posiadanie ważnej wizy do Stanów (Artur Jędrzejczyk). Często też w wyborze trudno doszukiwać się jakiejkolwiek logiki (Krzywicki i Dudzic na konsultacjach u Leo Beenhakkera).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można się go dopatrzyć, gdy decyduje wysoka forma w całej rundzie - tak jest chociażby z Tomaszem Kupiszem i Grzegorzem Sandomierskim, którym w piątkowym meczu z Bośnią (10 grudnia 2010 Polska zremisowała z Bośnią 2:2; faktycznie zadebiutowali - red) jak najbardziej słusznie pozwoli zadebiutować selekcjoner Franciszek Smuda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed nimi reprezentantem Polski zostawał nawet rezerwowy w Lechu Jacek Kiełb, ławkowicz z Legii - wspomniany Jędrzejczyk, w piątek być może stanie się nim zmiennik w Wiśle - Cezary Wilk. Organizacja EURO 2012 doprowadziła do tego, że przeczesana została cała liga. Dziś w Lechu spośród piłkarzy, którzy rozegrali przynajmniej 15 ligowych meczów reprezentantami, nie są już tylko Mateusz Możdżeń i Krzysztof Kotorowski, w Wiśle Mateusz Kowalski, a w Legii Wojciech Skaba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Trofeum Marjana&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Selekcjonerzy w swych poszukiwaniach decydowali się często na straceńcze wręcz ruchy. Na zgrupowanie przyjeżdżał przecież Daniel Gołębiewski, zazwyczaj rezerwowy Polonii, a na liście Beenhakkera znalazł się niegdyś Michał Gliwa. Wiele z podobnych powołań z przeszłości skończyło się nieszczęściem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michał Zieliński (debiut z Serbią w 2008 roku) gra dziś w pierwszoligowym GKS Katowice. Jeszcze w styczniu Tomasz Nowak strzelał gola Singapurowi z rzutu karnego, a dziś umowy nie chce przedłużyć z nim Korona Kielce. Trzy lata temu, również w Antalii i też w meczu z Bośnią i Hercegowiną, zadebiutował Piotr Madejski. Dziś kopie piłkę w Kolejarzu Stróże. Dzięki spotkaniu z ZEA (grudzień 2006 roku) reprezentantami kraju są Robert Kolendowicz czy Paweł Magdoń (który w dodatku strzelił gola!). Zapotrzebowanie na ich umiejętności pokazują miejsca, w których ostatecznie wylądowali - pierwszoligowej Pogoni Szczecin i Górniku Łęczna. Gdyby młodszy był Wojciech Grzyb, pewnie i on dostałby szansę. A tak naprawdę zasłużyłby na nią nie mniej (bardziej?) niż wielu piłkarzy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pół ligi musi sobie jednak pluć w brodę. Brak powołania do reprezentacji w dekadzie, w której czasami wystarczy zagrać kilka dobrych meczów z rzędu, musi być życiową porażką Krzysztofa Gajtkowskiego, Pawła Kapsy, Macieja Bykowskiego czy Mateusza Bartczaka. Trzeba mieć wyjątkowego pecha, by przez tyle lat grać w lidze i nie nadziać się na choćby jedno powołanie. Niedawno selekcjoner zapowiadał sprawdzenie Łukasza Hanzela i Grzegorza Kuświka, ale obaj nieco spuścili z tonu. Trudno wymyślić następnych kandydatów. Może Mateusz Klich z Cracovii, może Rafał Grzyb z Jagiellonii? Ci, którym ta sztuka się uda, któregoś dnia będą mogli zatriumfować, tak jak Tomasz Mazurkiewicz, debiutant w trakcie turnieju w Splicie sprzed lat. Dziś to 29-latek, nie ma klubu, ale kiedyś będzie mógł powiedzieć: „Kariery może nie zrobiłem... za to z kadrą wygrałem Trofeum Marjana!".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;207 piłkarzy ekstraklasy * - 100 reprezentantów Polski (87 z nich zadebiutowało; &lt;span style="font-size:78%;"&gt;po meczu z Bośnią już 92&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;span style="font-size:78%;"&gt;polscy ligowcy, którzy rozegrali w ekstraklasie przynajmniej 15 meczów&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;** &lt;/strong&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;reprezentanci – zawodnicy, którzy zadebiutowali w kadrze oraz ci, którzy otrzymywali powołania na zgrupowania&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;*** &lt;span style="font-size:78%;"&gt;procentowo ilu reprezentantów gra w klubie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ARKA GDYNIA&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;9 Polaków *&lt;br /&gt;1 reprezentant **&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;11 % ***&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;CRACOVIA&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;17 Polaków&lt;br /&gt;9 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;53%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PGE GKS BEŁCHATÓW&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;14 Polaków&lt;br /&gt;6 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;43%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;GÓRNIK ZABRZE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;15 Polaków&lt;br /&gt;7 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;46%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;JAGIELLONIA BIAŁYSTOK&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;9 Polaków&lt;br /&gt;5 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;55%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;KORONA KIELCE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;12 Polaków&lt;br /&gt;4 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;33%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;LECH POZNAŃ&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;10 Polaków&lt;br /&gt;8 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;80%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;LECHIA GDAŃSK&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;12 Polaków&lt;br /&gt;5 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;41%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;LEGIA WARSZAWA&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;10 Polaków&lt;br /&gt;9 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;90%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;POLONIA BYTOM&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;12 Polaków&lt;br /&gt;2 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;16%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;POLONIA WARSZAWA&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;17 Polaków&lt;br /&gt;13 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;76%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;RUCH CHORZÓW&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;15 Polaków&lt;br /&gt;4 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;26%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ŚLĄSK WROCŁAW&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;19 Polaków&lt;br /&gt;6 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;31%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;WIDZEW ŁÓDŹ&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;13 Polaków&lt;br /&gt;7 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;54%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;WISŁA KRAKÓW&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;11 Polaków&lt;br /&gt;10 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;91%&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ZAGŁĘBIE LUBIN&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;12 Polaków&lt;br /&gt;4 reprezentantów&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;33% &lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-3239673780352910727?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/3239673780352910727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=3239673780352910727' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/3239673780352910727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/3239673780352910727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/01/i-ty-zostan-reprezentantem-w-legii_05.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPJWvLollI/AAAAAAAAAUA/jBoqWQoMJo0/s72-c/1996.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-9037310582991898026</id><published>2011-01-05T02:08:00.006+01:00</published><updated>2011-01-05T03:32:18.559+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;KIM JEST TOMASZ WRÓBEL?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPXn5dPEiI/AAAAAAAAAUw/mt-oDemja6o/s1600/Tomasz_Wrobel_podpisal_3897511.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558523445543637538" style="WIDTH: 378px; CURSOR: hand; HEIGHT: 400px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPXn5dPEiI/AAAAAAAAAUw/mt-oDemja6o/s400/Tomasz_Wrobel_podpisal_3897511.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Labirynt Wróbla"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy", 01.12.2010)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś zadano mi pytanie: wieczór z Ligą Mistrzów czy dobra książka. Miałem zgodnie z własnym sumieniem powiedzieć, że książka, ale jakoś automatycznie odpowiedziałem: "mecz". Nie wypadało mi inaczej. Jestem w końcu zawodowym piłkarzem - Tomasz Wróbel rozsiada się w fotelu.&lt;br /&gt;- A ja nawet nie mam dekodera Cyfry. W szatni trochę się ze mnie śmieją, ale nie potrzebuję tego wszystkiego. Wolę czytać. „Pielgrzyma" i „Alchemika" połknąłem w jeden dzień. Gdy widzę Empik - wchodzę i przepadam na godzinę.&lt;br /&gt;Skrzydłowy GKS Bełchatów jest w trakcie czytania „Labiryntu Putina". Wielka polityka. Otrucie polonem Aleksandera Litwinienki. Próby dojścia do porozumienia z Anglią. Deportacja morderców.&lt;br /&gt;- Wy nam oddacie oligarchów, my wam przekażemy zabójców - piekli się zawodnik z Bełchatowa. Szpiedzy, korupcja i mroczne serce nowej Rosji. Wróbel - najszybszy skrzydłowy ligi - kiedyś postanowił sobie, że będzie dużo czytać. Przynajmniej godzinę dziennie. Wsiąknął, i to na dobre...&lt;br /&gt;Piłkarzem ekstraklasy został jakby niechcący. Bez wysiłku i pchania się do ligi za wszelką cenę. Gdy miał 20 lat zarzekł się, że nie odejdzie z Rozwoju Katowice dopóki nie skończy dwóch pierwszych lat studiów.&lt;br /&gt;Po roku przypomniał działaczom: „Macie sezon, żeby mnie sprzedać. Będę miał wówczas ukończone dwa najtrudniejsze lata na uczelni, a wtedy na pewno już dam sobie radę".&lt;br /&gt;Dziś patrząc jak radzi sobie w lidze, aż trudno uwierzyć, że zaszedł tak daleko, mając w życiu tak odmienne priorytety od reszty naszych ligowców. Bywało, że mecze - na przykład Pucharu Polski - były jedynie przeszkodą dla Wróbla. Ważniejsze były studia - wychowanie fizyczne i edukacja obronna na katowickim AWF.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Bo co z tego, że miałbym to, co mam w Bełchatowie, skoro nie skończyłbym studiów? - pyta z bardzo poważną miną. Dobre pieniądze zarabia jednak nie dzięki wykształceniu, a grze w piłce. Umiejętności wyuczonej samemu na małych boiskach w Katowicach. Tak było do 16 roku życia. Wróbel skrzykiwał się wraz z kolegami i kopał na boisku katowickiej podstawówki numer 12. Co jakiś czas brał udział w turniejach street soccera na rynku w Katowicach. Zdobywał dyplomy (leżą w rodzinnym domu, w miejscu, w którym zalegają starocie), mistrzostwa podstawówek, w technikum jakieś puchary. Ale nigdy nie grał w trampkarzach. Futbolu nauczył się na podwórku. Sam. Dla siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Na pierwsze prawdziwe zajęcia poszedłem dopiero w wieku 16 lat. To był GKS Katowice. Trenowałem przez cztery dni, w tej grupie wiekowej był chociażby Grzegorz Fonfara. Ostatecznie uznano jednak, że się nie nadaję i zostałem pominięty przy wyjeździe na obóz. Poddałem się. Uznałem, że nie ma to sensu. Wróciłem na podwórko do gry z kumplami - przyznaje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wychowany na betonie&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boisko, na którym Wróbel kopał z kolegami wyłożone było betonem. Od niedawna w tym miejscu pojawił się tartan. Ale dziś stoi puste. Czasami po okolicy pokręcą się starsi ludzie. Pospacerują i wracają do domu. Młodych nie ma. Nie chce im się grać. Życie na boisku wraca dopiero w weekendowe wieczory. Wypełnia je ta sama stara banda, która kilka lat wcześniej na betonie zdarła niezliczone ilości par butów. Nie brak wśród nich także i Wróbla. Skrzydłowy Bełchatowa zalicza asysty w ekstraklasie, a nazajutrz znów kopie piłkę na katowickim tartanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To na nim nauczył się wszystkich zwodów i rytmu gry. Gdy schodzi z małych boisk, odkrywa przed sobą hektary wolnej przestrzeni. I się dziwi. Gra w ekstraklasie wydaje mu się wtedy prosta. Balans ciałem, pojedynek z obrońcą... W młodości nie został spętany taktycznym reżimem i klubową dyscypliną. Nie słyszał co chwila polecenia „Nie kiwaj!". Robił, co chciał. Dlatego Wróbla-piłkarza wychowała ulica i podwórkowe boisko, a nie system szkolenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Tysiąc pompek!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- Boisko było zbyt małe, żeby robić podział na jakieś pozycje. Biegałem w ataku i obronie. Gra po prostu sprawiała mi radość. Wtedy nie myślałem o karierze. Zabrakło człowieka, który dostrzegłby mnie i powiedział: „Zacznij trenować, masz szansę coś osiągnąć". Kolejne podejście do klubowej piłki i treningów wykonałem dopiero po kilku miesiącach po pierwszej próbie. Ale tak naprawdę tylko dlatego że szedł kolega i chciał aby było mu raźniej. Obiecałem sobie, że tym razem już się nie poddam. Chyba że mnie siłą wyrzucą. Nie wyrzucili, a za jakiś czas trafiłem do ekstraklasy - mówi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Kolega odpuścił. Przyswajanie się do reżimu nie było łatwe. Przerażały go ciężkie treningi i dyscyplina. Spóźnienie oznaczało karę. „Tysiąc pompek!" rozkazał mu kiedyś trener w Rozwoju Katowice. Wróbel musiał wykonać zadanie. Trening został opóźniony o ponad godzinę. Koledzy byli wściekli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyróżniała go jednak szybkość i inteligencja - tak dynamicznych zawodników nie było w niższych klasach. Od razu przeskoczył do starszego rocznika. Świadomość tego, że poza piłką istnieje też inny świat, pomagała zachować dystans. W juniorach - trzy gole. W A-klasie - też trzy. W II lidze - bramka. w ekstraklasie - dwie asysty. To debiuty Wróbla. Po prostu wychodził i grał.&lt;br /&gt;Wystarczyło, że na pół roku wyjechał z Katowic, by w Górniku Polkowice dostrzegły go kluby z ekstraklasy - Korona, Wisła Płock, Arka Gdynia. Najbardziej konkretną ofertę złożył Bełchatów - zespół, w którym jadący na mecz piłkarze milczą. Prawie nie rozmawiają. Zanurzają się w lekturze i czytają książki. Od pięciu lat w barwach Bełchatowa Wróbel błyszczy w niemal każdym meczu z czołówką, Lechem, Wisłą czy Legią. Zalicza asysty i udane zagrania, tak jakby wciąż grał na boisku w Katowicach. Latem mógł zrobić kolejny krok do przodu - trafić na Łazienkowską, ale Legia wybrała Manu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wychować piłkarza&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Wciąż dręczy go pytanie, jakim zawodnikiem byłby dziś, gdyby wcześniej zaczął treningi. Kiedyś w głowie Wróbla zakiełkowała myśl: „Będę wyszukiwał młodych zawodników". Tak powstał pomysł - kiedy skończy grać będzie jeździć po Polsce i szukać po podwórkach talentów.&lt;br /&gt;- Każdy ma jakieś marzenia. Inwestuję w nieruchomości, prowadzę z kumplem interesy, ale przede wszystkich chciałbym wychować kilku piłkarzy, którzy będą grali w lidze - mówi. Doskonale zdaje sobie sprawę, że jego marzenia mogą się spełnić tylko dzięki temu, że ostatecznie został zawodowcem. - Człowiek, który w trafił do ekstraklasy, a jest przy tym normalnym gościem, nie szasta na lewo i prawo forsą tylko mądrze ją inwestuje, śmiało może odłożyć pieniądze na resztę życia. Nawet bez wyjazdu za granicę - mówi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gra, ale codziennie myśli, co dalej. Chce rozpocząć kolejne studia. Ciągnie go jednak też, by spróbować czegoś nowego - poznać ludzi, nową kulturę, język, zarobić. Może w Rosji, z której ostatnio miał propozycję. Akurat do tej przeprowadzki nie musiałby się przygotowywać.&lt;br /&gt;- Oligarcha Chodorkowski chciał odsunąć Putina, a dziś publicznie wychwala jego rządy -- kręci głową. On by tak nie mógł. Ostatnio jego wyznanie zszokowało Polskę. Po porażce z Cracovią reporter poprosił go o komentarz. Najpierw Wróbel spytał dziennikarza, czy ten może cytować przekleństwa. Gdy otrzymał twierdzącą odpowiedź wypalił, że po stracie trzech goli w 5 minut "czuje się jak dziwka po gangbangu". Inny przekaz niż tradycyjne - daliśmy z siebie wszystko, ale mecz się nie ułożył. Ale też i Wróbel jest po prostu inny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-9037310582991898026?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/9037310582991898026/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=9037310582991898026' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/9037310582991898026'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/9037310582991898026'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2011/01/i-ty-zostan-reprezentantem-w-legii.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPXn5dPEiI/AAAAAAAAAUw/mt-oDemja6o/s72-c/Tomasz_Wrobel_podpisal_3897511.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-7128749762070444029</id><published>2010-11-22T00:16:00.010+01:00</published><updated>2011-01-14T02:28:16.740+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;KIM JEST BEDI BUVAL?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPRT8JGrPI/AAAAAAAAAUg/Iz-fpg50RZ0/s1600/a207_image004.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558516505597357298" style="WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 266px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPRT8JGrPI/AAAAAAAAAUg/Iz-fpg50RZ0/s400/a207_image004.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(Bedi Buval w czasach gry w czwartoligowym Red Star Paris, drugi z lewej)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Wędrówką jedną życie jest piłkarza…"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy", 25.11.2010)&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;Paryska 93. dzielnica nie jest najpiękniejszym miejscem na świecie. Stadion Red Star otaczają wymalowane w graffiti blokowiska, spomiędzy nich wyłaniają się zniszczone trybuny czwartoligowego klubu. Tylko jedna nadaje się do użytku.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Paryskie getto&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Treningi piłkarzy oglądają z balkonów zakapturzeni Arabowie. To zwykłe getto. Bedi Buval wychował się w rodzinie emigrantów z Martyniki i Gwadelupy, ale dwie dzielnice dalej. Domont to był jednak luksus.&lt;br /&gt;- Paryż to nie tylko Les Champs Elysées. Do ludzi nie dociera, że to naprawdę tylko niewielka część miasta. Saint-Denis, dzielnica 93., to miejsce, w którym krzyżują się Algieria, Tunezja i Martynika. Jej mieszkańcy nie dostali szansy na adaptację. Z nami było inaczej. Rodzice przylecieli do Paryża, by ukończyć studia i znaleźć pracę. Zostali pielęgniarzami. Są obok tego wszystkiego - mówi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div&gt;Buval grał w legendarnym paryskim klubie tylko przez pół roku. Zdarzało się, że mecz był przerywany po kwadransie, gdy na boisko wbiegali imigranci z blokowisk. Sam trafił tak nisko nie przez przypadek. Zgodził się nawet grać na lewej pomocy. A był napastnikiem. Strzelać gole nauczył się w Lotaryngii, w szkółce AS Nancy. Ale później nie wszystko ułożyło się tak, jak zaplanował. Szansą były już nawet mecze z rezerwami Auxerre, Rennes i PSG. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Gdy Bedi Buval włącza telewizję w swoim apartamencie w Gdańsku, często wybiera japoński kanał. Gdy ogląda mecz ligi japońskiej, na jego twarzy maluje się uśmiech. Kiedyś wymyślił, że na Dalekim Wschodzie zakończy karierę. Siedząca obok na kanapie dziewczyna Bediego (Dunka) robi wielkie oczy, ale Buval wie, co mówi. Francja, Anglia, Dania, Grecja, Polska - to kraje, w których 24-latek zdążył już zagrać. Jeśli rozpoczął wędrówkę, chce ją kontynuować na dobre.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Pamiętam pierwszą myśl, gdy odezwali się Duńczycy - opowiada. - Pomyślałem: „Dania? To gdzie skończę za kilka lat? W Chinach?" - uśmiecha się, a jego duńska dziewczyna kręci oczami i odkłada książkę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Propozycja z Danii zaskoczyła go pewnego pochmurnego dnia w Paryżu. Buval doskonale znał stolicę, tu się wychował, choć w wieku 15 lat wyjechał do Nancy. Świetnie rokował. W zespole młodzieżowym był najlepszym strzelcem. Do zmiany klubu przekonał go skaut Boltonu Wanderers. Wyjechał. Przedarł się do kadry pierwszego zespołu. Był coraz bliżej debiutu. Siadał na ławce rezerwowych. Ale zerwał więzadła. Sam Allardyce zawyrokował: „nie rokuje". Rozwiązano z nim kontrakt. Wtedy Buval zaczął swoją wędrówkę. Znów od Paryża. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z marazmu 93. dzielnicy chciał go wyrwać pewien menedżer. Zauważył, że Buval ma pojęcie o futbolu.- Kończyliśmy treningi późnym wieczorem. Pewnego razu w lobby czekał jakiś agent. Powiedział: „Są kluby z trzeciej ligi, które cię chcą". Pojechałem na testy do trzecioligowego Beauvais. Ale nie, to nie były testy... To było coś znacznie gorszego - mówi i przypomina sobie twarze 50 innych piłkarzy zebranych z rejonu Paryża, równie zdziwionych jak on.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;900 euro za miesiąc&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- Zaprosili mnóstwo graczy. Utworzyli z nas cztery zespoły. Rzucali piłkę i mówili: „Grajcie". Nikt nikogo nie znał, nie miał pojęcia, z kim gra. Na boisku spotkaliśmy się po raz pierwszy. To było upokarzające. Ciężko było mi się wtedy śmiać, bo nie miałem alternatywy. Po meczu poproszono nas, żeby zostawić na kartce swój numer telefonu. To na wypadek, gdyby chcieli zadzwonić. Mnie chcieli, ale zaoferowali pensję 900 euro za miesiąc. Mój agent rozpoczął negocjacje, żebym mógł otrzymywać 1200. Co za czasy... Chwilę wcześniej siedziałem na ławce Boltonu w Pucharze UEFA z Besiktasem Stambuł, a teraz musiałem liczyć na takie zarobki - łapie się za głowę. - Co mogłem jednak zrobić? Pójść do pracy w supermarkecie? Nie mogłem płakać i się załamać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na walizkach&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie poddał się, bo swoją walkę wygrał już na Wyspach. Pierwsze doświadczenia były szokiem. Więcej czasu spędzał leżąc na środku boiska, niż czekając na piłkę w polu karnym rywali. Wydawało mu się, że to inna dyscyplina sportu. Agresywni angielscy obrońcy wypychali go na 50. metr boiska. Dostawał łokciem w twarz. Aż wyciągnął wnioski - zaczął się rozpychać i zastawiać. Nie miał wyjścia. Nauczył się więc gry plecami do bramki. Dziś w tym elemencie jest jednym z najlepszych piłkarzy ekstraklasy. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy przechodził największe załamanie, zadzwonił do niego ktoś z nieznanego numeru kierunkowego. Dania. Klub Randers. Zgodził się. Strzelał gole, najlepszym występem pozostanie mecz z FC Kopenhaga, gdy trafił dwa razy. Ale po dwóch latach nikt nie chciał zagwarantować mu podwyżki. Któregoś dnia przyjechał wysłannik francuskiego Grenoble, by go obserwować. To była dla Buvala ostatnia szansa, by wyrwać się z kręgu podróży po Europie, z których jedna wydawała się nakręcać kolejną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Jeśli był jeden mecz, który rozegrałem w Danii, a którego nie powinien zobaczyć skaut, to był to właśnie ten mecz. Przegraliśmy 1:6 z FC Nordsjaelland. Wiele nie zobaczył. Że nie trafię do Ligue 1, wiedziałem już po kilku minutach spotkania. To nie był dzień ani mój, ani Randers. Francuz zrobił to, co zwykle - wrócił do Paryża. W mieście trenował akurat grecki Panthrakikos. Bedi był na tyle dobry, że otrzymał kontrakt. Wsiadł z zespołem do samolotu i wylądował w nieznanym mieście Komotini, w regionie zwanym „Macedonia Wschodnia i Tracja". Połowa miasta to Grecy, drugą część stanowią Turcy. Buval strzelił tam trzy gole.&lt;br /&gt;- Jednak jeśli nie są to Ateny, to... nie jedź do Grecji. To moja rada dla innych piłkarzy - puszcza oko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wstyd było mówić&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Po pół roku wyjechał. Na pamiątkę zostały mu przewodniki z kolejnego miejsca na ziemi. Trafił do Panioniosu Ateny. Miał być jednym z dwóch napastników, ale dwa tygodnie po przyjeździe zwolniony został trener. Zmienił się też prezydent, cały zarząd i... wszyscy pracownicy biurowi. To samo chciano zrobić z zespołem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Powiedzieli mi: „Nie pograsz sobie". I że mogę zostać, jeśli chcę pozwiedzać Akropol. Wstyd było mówić znajomym, że znów trafiłem w złe miejsce - wspomina.Pech nazywał się Ricardo Vaz Te - człowiek, który prześladował Francuza. Na wspomnienie jego nazwiska Buval uśmiecha się, długo milczy i szuka słów, by najlepiej określić swoje uczucia. &lt;br /&gt;- Nie chciałbym go więcej widzieć. Spotkaliśmy się już w Boltonie, ale... Portugalczyk miał na mnie zły wpływ. Niby byliśmy przyjaciółmi, ale chyba jednak się nie lubiliśmy. To taki typ, który się przechwala. Wchodzi do szatni Boltonu i mówi: „Jestem gwiazdą". Nie mogłem go znieść. Tym bardziej że po tym, jak doznałem kontuzji, to on zastąpił mnie w kadrze Boltonu - opowiada Bedi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Koszmar powrócił&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Pewnego dnia Vaz Te powrócił. - Siedziałem sobie na kanapie w budynku klubowym Panioniosu Ateny. Nie wiem, skąd przyszła ta myśl, ale pomyślałem: „Jeśli Vaz Te trafi do Panioniosu, wyjeżdżam następnego dnia". Kilka minut później do budynku klubowego wchodzi Vaz Te! Uśmiechnąłem się do niego, ale myślałem, że oszaleję. Pod koniec sezonu powiedzieli mi w klubie: „Nie chcemy cię, bo mamy już Vaz Te" - łapie się za głowę na wspomnienie koszmaru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I tak Buval powrócił do miejsca, w którym lądował po każdej tułaczce. - W Paryżu oglądałem mecze mistrzostw świata, ale trudno było mi się skoncentrować. Czekałem na oferty. Jeden mówi „nie", inny „może". Może Thierry Henry ma piękne życie, ale jeśli nie jesteś nim, to twoje życie jako piłkarza nie jest takie łatwe. Mój menedżer próbował umieścić mnie w każdym klubie, którego nazwę można sobie tylko wyobrazić. Nie będę opowiadał bajek, że mogłem przebierać w ofertach i akurat wybrałem Lechię Gdańsk. Nie miałem wielu opcji - mówi i liczy na palcach: - Szwecja, Dania, Węgry, Włochy, Szwajcaria, Niemcy, Francja, Austria i Grecja...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Około 40 klubów. Jednak po moich ostatnich przygodach nikt mnie nie chciał. Gdy miałem już trafić na Cypr, zgłosiła się Lechia. Trzy dni przed zamknięciem okna transferowego. Dziewczyna przysłała mi SMS-a: „Polska? Serio?". Sam też pomyślałem na początku:„Dlaczego znów mi się to przytrafia?". Ale teraz wierzę, że jest mi to pisane. Że to część jakiejś całości. Tak już pozostanie. Będę podróżował - mówi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Taki los&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Dzięki tułaczce Francuz zdobywa doświadczenie. Z Anglii przywiózł umiejętność gry tyłem do bramki i siłę, z Danii dziewczynę, z Grecji - pusty portfel i tamtejszy numer telefonu. Miejsce, z którego pochodzą rodzice, to z kolei świetne wakacje i możliwość wyboru gry w reprezentacji Martyniki lub Gwadelupy. Tylko co będzie, jak znów mu się nie uda? W razie czego zawsze pozostanie mu alternatywa - znów wrócić do Paryża.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPQoQhEw7I/AAAAAAAAAUY/gPKgOQ0c9x8/s1600/04bb.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558515755152360370" style="WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPQoQhEw7I/AAAAAAAAAUY/gPKgOQ0c9x8/s400/04bb.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(Bedi Buval w trakcie gry w duński Randers) &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPTNYb8AQI/AAAAAAAAAUo/TjGVsT3H-wE/s1600/m2604_028.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558518591956713730" style="WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 266px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPTNYb8AQI/AAAAAAAAAUo/TjGVsT3H-wE/s400/m2604_028.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(Buval gdzieś na prowincji w jakiejś ogórkowej lidze we Francji)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7494247790609633987-7128749762070444029?l=przemyslaw-zych.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/feeds/7128749762070444029/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7494247790609633987&amp;postID=7128749762070444029' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/7128749762070444029'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7494247790609633987/posts/default/7128749762070444029'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://przemyslaw-zych.blogspot.com/2010/11/kim-jest-bedi-buval-bedi-buval-w.html' title=''/><author><name>.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03274285994342021308</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/THvkdFOhHpI/AAAAAAAAAR0/si64h9yzjKA/S220/41758_780343502_9249_n.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPRT8JGrPI/AAAAAAAAAUg/Iz-fpg50RZ0/s72-c/a207_image004.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7494247790609633987.post-8215845532986039099</id><published>2010-10-23T16:42:00.017+02:00</published><updated>2012-01-28T18:53:04.592+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;KIM JEST ABDOU TRAORE?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TMyCVvljPQI/AAAAAAAAATE/XTGGyhnh_Cs/s1600/Abdou-Razack-Traore-Damien-Curran-Linfield-v-_2477608.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPct8i0CrI/AAAAAAAAAVI/Rowy1kTl-RE/s1600/abdou_traore_newspix_sierpien10_470.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558529047009692338" style="WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 238px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPct8i0CrI/AAAAAAAAAVI/Rowy1kTl-RE/s400/abdou_traore_newspix_sierpien10_470.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(Traore ląduje w Gdańsku. 3 m-ce później wylatuje jako najlepszy piłkarz ligi)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod sylwetką dorzuciłem również wywiad z Traore, w którym znalazło się kilka interesujących wątków z jego dzieciństwa w WKS. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;"Więzień z Trondheim"&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;("Przegląd Sportowy", 21.10.2010)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Pamietam, że Claude Makelele ciągle się śmiał: „Przestań biegać, pozwól nam wygrać”. Gdy piłka była daleko, podchodził do mnie mój rodak Didier Drogba i gratulował. Byłem z siebie naprawdę dumny – Abdou Traore wspomina remis 1:1 z Chelsea Londyn na stadionie Stamford Bridge. &lt;br /&gt;We wrześniu 2007 dzięki jego grze, a także innych zawodników Rosenborga pochodzących z WKS: Yssoufa Kone i Didiera Konana Ya, Norwegowie wywieźli punkt z londyńskiej twierdzy. To był historyczny mecz Ligi Mistrzów. Tuż po nim Roman Abramowicz zwolnił Jose Mourinho.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najwięcej szumu zrobiło się wokół Traore – piłkarz z Wybrzeża Kości Słoniowej oszukiwał Johna Terry'ego i Alexa. Przed kolejnym meczem chwalił go już trener Schalke Mirko Slomka. W listopadzie magazyn „World Soccer” umieścił Afrykańczyka na liście 50. największych piłkarskich talentów świata. Do Trondheim zaczęli przylatywać dziennikarze, a zaciekawiona angielska telewizja Setanta Sport zrealizowała dokument o trzech Afrykańczykach w Rosenborgu. Wkrótce nadszedł dobry mecz z Valencią... Kto wówczas mógł przypuszczać, że trzy lata później Traore trzeba będzie szukać na piłkarskiej pustyni czyli w Polsce?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sława&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Umiejętności techniczne, drybling, mocny strzał skupiały na nim uwagę już wtedy, gdy grał w Raji Casablanca. Prezydent traktował Traore jak własnego syna i nie chciał sprzedać, gdy arabscy szejkowie z Abu Dabi oferowali góry złota. Argentyńczyk Oskar Fullone odmówił nawet wyjścia na pierwszą konferencję jako trener Raji, żądając spotkania z Traore i deklaracji, że skrzydłowy nie zostanie sprzedany do Emiratów Arabskich. To co wydarzyło się w Europie przerosło jednak oczekiwania Traore.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Norwegowie po meczach w Lidze Mistrzów zaczęli się koncentrować na wszystkim co robię na boisku i poza nim. Ciągle utwierdzali mnie w przekonaniu, że jestem za dobry na ich ligę, wymieniali kto przyjeżdża mnie oglądać – Traore nie potrafił udźwignąć ciężaru sławy. Nagle stał się też rozpoznawalny w Wybrzeżu Kości Słoniowej. Nie zachował ostrożności w czasie pierwszej wizyty w Abidżanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;– Stałem się ofiarą brutalnego napadu. Kilku oprychów śledziło mnie i ograbiło, gdy wizytowałem akademię piłkarską. Jeden z nich wycelował we mnie pistolet. Wyjął kulę, pokazał mi ją, szeptał do ucha: „Zabiję cię, jeśli nie dasz więcej”. Oddałem mu kilkaset norweskich koron, telefon i zegarek. Był wściekły, że nie mam więcej. Trzy razy uderzył mnie kolbą w głowę. Byłem przerażony. Po godzinie uciekli. Wtedy zacząłem się zastanawiać, czy tak naprawdę potrzebuję tego całego zamieszania – przyznaje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po powrocie został wybrany najlepszym młodym zawodnikiem ligi, zainteresowana transferem była Valencia i Santander. Rosenborg w styczniu 2008 roku nie chciał jednak pozbywać się swojego asa. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;– Wyprowadziło mnie to z równowagi, bo są miejsca, w których można grać przez i przez cztery lata, ale zdałem sobie sprawę, że to była Norwegia... Przyszła zima i zauważyłem, że w Trondheim słońce świeci może ze trzy tygodnie w roku. Bywało tak, że na treningu nie czułem nóg, coraz trudniej było mi wyjść z domu. Co gorsza w trakcie jednego ze spotkań doznałem kontuzji pleców. Miałem wyjechać, a siedziałem w domu. Wpadałem powoli w depresję. Wszystko przestało się układać, zacząłem odpuszczać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Skreślony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Traore pogorszył swoją sytuację, gdy w trakcie jednego z treningów wdał się w bójkę z kolegą z drużyny. Uderzył Øyvinda Storflora, który wcześniej brutalnie go sfaulował.&lt;br /&gt;– Straciliśmy panowanie nad sobą, poszarpaliśmy się – przyznaje Storflor. – Abdou został odsunięty od zespołu.&lt;br /&gt;Wszystkim jednak umknęło na uwadze, że Traore nie był sobą od wielu miesięcy. Pojawienie się nowego szwedzkiego trenera Erika Hamrena zbiegło się w czasie ze sprzedażą Mikaela Dorsina do Cluju. Szwed – dziś selekcjoner reprezentacji „Trzech Koron” - chciał zrobić z Traore lewego obrońcę. &lt;br /&gt;– Bardzo mocno protestował. To było dla nas trudna sytuacja. Uważaliśmy, że na tej pozycji radzi sobie naprawdę dobrze – przypomina sobie Trond Henriksen, poprzedni szkoleniowiec Rosenborga, dziś asystent.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Hamren myślał tylko o defensywie – Traore sylabizuje to słowo z pogardą. &lt;br /&gt;– Jestem ofensywnym piłkarzem, moich umiejętności nie można zmienić. Wtedy zacząłem mówić głośno, że w Rosenborgu marnują mój talent i czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Afrykańczyk czuł coraz większą niechęć do piłki. Stracił miejsce w składzie. Chciał odejść. Nieważne gdzie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;– Tydzień przed zamknięciem ostatniego zimowego okienka transferowego nadeszła oferta z Wisły Kraków – przyznaje Erik Hoftun, dyrektor sportowy Rosenborga.&lt;br /&gt;– Klub z Polski zaoferował 300 tysięcy euro, ale nie mogliśmy przyjąć tej oferty. Uznaliśmy, że jest wart więcej.&lt;br /&gt;– To był skandal. Hoftun zadzwonił do mnie o 23:30 w ostatnim dniu okienka, budząc mnie ze snu. Oferta leżała w klubie od tygodnia. Nie grałem, do końca kontraktu zostało mi 10 miesięcy, a on czekał na ostatnie pół godziny okienka, by mi o tym powiedzieć: „Nie sprzedamy cię, bla, bla, bla”. Dla mnie było oczywiste, że chodziło im tylko o to, aby mnie wkurwić. Spytałem: „Czemu mnie nie puścicie?” Cisza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Bunt&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Traore zaczął wówczas zdawać sobie sprawę, że w Trondheim nikt już nie pamięta o jego meczach w Champions League, nagrodach i sławie. Nie było dla niego przyszłości. Wszystkie sygnały odbierał jako złośliwość pracowników klubu, zaczął więc swój bunt.&lt;br /&gt;– Przyznaję, że mieliśmy pewien incydent – potwierdza Erik Hoftun. – W trakcie obozu w Hiszpanii nie chciał wyjść na trening. Spóźniał się po 15 minut.&lt;br /&gt;– Powiedziałem dyrektorowi: „Nie przychodzę na treningi”. Mój dalszy pobyt w tym klubie nie miał sensu – Traore przywołuje formę protestu. Pewnego dnia po prostu został w domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Żona robiła wszystko, żeby przekonać mnie do powrotu. Dzwonili do mnie pracownicy klubu. Co robiłem? Odrzucałem wszystkie połączenia. To był bunt. Chciałem zrobić wszystko byle tylko pokazać im, że jestem poważnie wkurwiony. Początek w Rosenborgu był bardzo ciekawym doświadczeniem, ale później... Każdą moją próbę dyskusji puentowano słowami: „Przestań. Niedługo zaczniesz grać”. Byłem oszukiwany przez Hamrena. Mówił mi, że jestem najlepszy na treningu. Gdy przychodził mecz lądowałem na ławce. Po dwóch dniach powrócił, ale groził, że w każdej chwili może się spakować i wrócić do Abidżanu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konflikt narastał. Gdyby Traore popełnił swój czyn w czasach legendarnego i słynącego z surowości trenera Nilsa Arne Eggena, na drugi dzień nie byłoby go w klubie. Eggen, twórca potęgi Rosenborga w latach 90., wpajał wszystkim, że najważniejsza jest subordynacja. Hoftun, kapitan kultowej ekipy, nie był w stanie poradzić sobie z czupurnym Afrykaninem. A Traore łamał coraz więcej zasad.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Milcząłem, gdy trener chciał się ze mną przywitać. Skoro mnie nie szanowali, czemu ja miałbym to robić? Szacunek to sprawa obustronna. – przekonuje. Wówczas otrzymał pomoc od klubowego psychologa. Po wyjeździe Kone i Konana Ya, doskwierała mu samotność. Przeszkadzało, że nie ma znajomych w Trondheim. Psycholog kazał mu oddzielić życie osobiste od problemów w klubie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wybawienie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;– Hamren wezwał mnie przed meczem towarzyskim z Lechem Poznań (czerwiec 2010 - red). Powiedział: „Zaczniesz od początku”. Skończyło się jak zwykle. Wszedłem na 27 minut jako lewy obrońca. Później próbował się tłumaczyć, opowiadał jakieś dyrdymały. Nie wahał się zatrzymać mnie na siłę, gdy zainteresował się mną jeden z niemieckich klubów. Miałem jechać do Niemiec na testy, ale odradził mi to trener. Powiedział: „Daj spokój, zagrasz w meczu ligowym, tu cię obejrzą”. Rozgrzewałem się przez 75 minut.... To był koniec. Miałem dość Rosenborga, miasta Trondheim i pobytu Norwegii. Czułem się jak więzień. Po meczu trener chciał podać mi rękę, ale ja potraktowałem go jak powietrze. Nie mogłem na niego patrzeć - mówi Traore.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod koniec sierpnia skorzystał z oferty Lechii.&lt;br /&gt;– Może czuć się rozżalony, ale Traore po prostu przegrał rywalizację w zespole. Rosenborg to klub aspirujący do Ligi Mistrzów, a on odkąd w niej zagrał, nie prezentował się tak, jak chcieliśmy. Nie był w stanie zrobić kolejnego kroku – ocenia Hoftun i mierzy Traore wedle sztampy – młodego Afrykańczyka, który nie był w stanie poradzić sobie z chłodem i kulturą.&lt;br /&gt;Trener Henriksen ucina: – Gdyby mentalnie był gotowy do ciągłej gry w podstawowym składzie, to by grał. Koniec tematu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Na początku inspirował ludzi, lecz pod koniec działacze zarzucali mu, że ma nadwagę, że się poddał i nie walczy. Widział jednak, że cokolwiek by nie zrobił, i tak siedział na ławce. Prawda jest taka, że ludziom w Rosenborgu nie udało się wykrzesać z niego to, co miał najlepsze – mówi dziennikarz Knut Espen Svegaarden.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkich bohaterów dokumentu Setanty Sport dopadła w Trondehim podobna przypadłość – błyszczeli na europejskich boiskach, zamarzali w lidze norweskiej. Traore wyszedł najgorzej. Kone powrócił do Ligi Mistrzów w barwach Cluju, a Konan Ya strzela gole w Bundeslidze dla Hannoveru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Wszyscy byliśmy źle traktowani. Konan Ya nie grałby w Rosenborgu nawet gdyby miał dziesięć nóg. Kone zaczęli dawać szansę po dwóch i pół roku treningów w klubie. Czy to nie śmieszne? Kone powiedział mi: „Przygotuj się. To samo przytrafi się tobie”. Następny raz będę wiedział jak się zachować – mówi Traore i zaczyna kręcić nosem, pytany czemu w meczu z Legią trener Kafarski zdjął go w 60. minucie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPdYnYjyoI/AAAAAAAAAVQ/zBcFDrKkjVQ/s1600/1287398739615.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558529780063914626" style="WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 266px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_FLlZxU13GGI/TSPdYnYjyoI/AAAAAAAAAVQ/zBcFDrKkjVQ/s400/1287398739615.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(trzy miesiące wystarczą. klasa)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Teraz jestem dobrym chłopcem"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;("Przegląd Sportowy", 07.05.2011)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;PS: Abdou Traore to trochę taki zły chłopiec polskiej ekstraklasy, który cały czas sprawia problemy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oj nie. Teraz to już przeszłość. Jestem dobrym chłopakiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;PS: Na pewno?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest lepiej. Teraz próbuję się trochę kontrolować. Jestem już przygotowany na to, że jeśli rywale nie będą mogli mnie zatrzymać, to mogą wyzywać moją rodzinę. Wiedzą, że wyprowadza mnie to z równowagi. Zaczęło się, gdy grałem w Raja Casablance i przeciwnik obrażał mojego ojca oraz matkę. Odwróciłem się i mu przyłożyłem. Dostałem czerwoną kartkę i dyskwalifikację na dwa mecze. Byłem szalonym nastolatkiem i pozwalałem sobie na takie zachowania. Ale zapewniam, że to już przeszłość. Rozmawiam z żoną po meczach, powtarza mi, żebym próbował się kontrolować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;PS: Ale to nie było trzy lata temu, gdy pokazywał pan środkowy palec, tylko dwa miesiące temu w meczu ekstraklasy!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, myślę, że już to odchorowałem. Nie chcę już o tym rozmawiać. Przypomnę tylko, że pierwszy raz pokazałem taki gest kibicom Polonii Bytom, którzy mnie obrażali, wydawali małpie odgłosy. Wielu moich afrykańskich znajomych dotyka ten problem w Europie. W Polsce przytrafiało mi się to również na boisku, ale próbuję się wyłączać. Przemawiam dobrą grą w piłkę, choć okrzyki kibiców Polonii uznaję za nieludzkie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;PS: Co wprowadza tak wielką nerwowość w Abdou Traore, że niemal co kolejkę jest w centrum uwagi? Nie tylko przez gole i świetną grę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W naszym ostatnim meczu piłkarze Arki przy stanie 2:0 zaczęli padać na boisko, przewracać się, jęczeć, gdy ich nie dotykaliśmy. Wyskakiwali do główek i lądowali na murawie, trzymając się za twarze. To doprowadza mnie do wściekłości. Bo jak wychodzisz na boisko, to graj w piłkę! Futbol jest przecież zabawą i ludzie muszą czerpać z niego przyjemność. Nie przychodzą na stadiony, by oglądać symulujących zawodników. Właśnie takie zachowania zaliczam do kłamstw i braku szacunku, największych przewinień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;PS: Kiedyś dopuszczał się pan częściej złych zachowań?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Norwegii otrzymałem dwie czerwone kartki, bo byłem bardzo agresywny. Raz wykonałem niebezpieczny wślizg, a za drugim razem... Możemy powiedzieć, że dotknąłem rywala. No dobra, złapałem go za twarz i rzuciłem w kierunku ziemi. Po meczu z Arką oskarżono mnie o uderzenie rywala, który zaczął szamotaninę, ale obejrzałem powtórkę. Nie zrobiłem tego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;PS: W ramach kary za wspomniane gesty musi pan odrobić 50 godzin treningów z młodzieżą Lechii.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie nie jest to żadna kara. Prowadzę zajęcia z przyjemnością. Próbuję dzieciakom przekazać to, co sam otrzymałem w Abidżanie. Jak kontrolować piłkę, jak podawać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;PS: Jak się pan tego nauczył?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdobyłem się na poświęcenie. W wieku 12 lat zamieszkałem w chatce z trenerem i kilkoma rówieśnikami
